czwartek, 9 kwietnia 2015

Poświąteczne wspominki. Część I - Przyroda.

Jedni jedli, inni pili, jeszcze inni jedli i pili, większość przy tym siedziała, bo zimno, bo deszcz ze śniegiem i takie tam,
a my nie:)))
Niestraszne nam były chłody i opady. To były święta aktywne i ciekawe. Wybraliśmy się w słabo zaludnione ostępy Podlasia, tuż pod białoruską granicę. Tropiąc żubry i żurawie, podziwialiśmy białowieskie puszczańskie ostępy. Zachwycaliśmy się krainą otwartych okiennic i małych cerkiewek, żeby na koniec trafić w gościnę do polskich Tatarów w Kruszynianach. Cudnie było:)
Wielkanocne wspomnienia podzielę na części.
Dziś przyroda, kiedyś okiennice, a jeszcze kiedyś jak się przygotuję po ludzku - Tatarzy:)
Zalew Siemianowski na obrzeżach Puszczy Białowieskiej
Świąteczny, puszczański Leś.
Żubry przy drodze, z dala od ścisłego rezerwatu. Bliżej bałam się podejść. No, żeby się nie spłoszyły;)
I jeszcze żurawie.
W bagnie jak w lustrze.

Ent:)
Poniżej opowieści z mchu i porostów. Jeszcze takich dorodnych nie widziałam.
 
Oj, dużo tych obrazków, a dla cierpliwych ciąg dalszy nastąpi:)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Tricolore, czyli korale w kolorach rewolucji, rewolucja świąteczna i kilka jaj:)

Tricolore. Biały - królewski, niebieski - szlachecki, czerwony - ludowy. Na fladze po równo, a u mnie w asymetrycznym nieładzie. Koralowo.
Biały - koral, czerwony - ceramika i koral , niebieski - ceramika. Do trójkolorowej kratki. Mam słabość do bluzek w kratkę. I do kolorów francuskiej rewolucji. Nic nie poradzę.
Na święta też rewolucja. Ha! Uciekamy z Warszawy. Precz z zakupami, garami i krzątaniną. Odpocznę:)
Już się cieszę.  Zrobiłam tylko dwa mazurki, podobne do tych. Zwykle wychodzą podobnie, więc zdjęcia tym razem trochę inaczej.
Jeden dzieciom, drugi tradycyjnie w prezencie komuś bliskiemu sercu i już:)
Będzie czas, las, spokój i wszystko podstawione pod nos. Zasłużyłam sobie.
Jaj dosłownie kilka. Pro publico bono tylko, czyli na prośbę i na prezenty oficjalne.
Pięknych i Radosnych Świąt Wielkanocnych 
Wam życzę:)

środa, 25 marca 2015

Myśli.

"Myśli chodzą po głowie
mówi wyrażenie potoczne
wyrażenie potoczne
przecenia ruch myśli
większość z nich
stoi nieruchomo
pośrodku nudnego krajobrazu
szarych pagórków (...)

pod chmurnym
niskim

niebem
czaszki. 
                 Zbigniew Herbert

I stoi tak, i ani w prawo, ani w lewo. Przyczepił się do mnie skecz Fryderyka Jaroszego, w którym z niezwykłym wdziękiem odmieniał przez osoby powiedzonko "Widzi mi się" oraz zdanie "Ja noszę kalosze". Przypomnę:

widzi mi się
widzi ci się
widzi mu się
widzi nam się
widzi wam się
widzi im się

I odpowiednio:

ja noszę kalosze
ty nosisz kalosisz
on nosi kalosi
my nosimy kalosimy
wy nosicie kalosicie
oni noszą kaloszą

Tak długo mnie męczyło, aż dopasowałam dwa zdania, zdecydowanie mniej błyskotliwe, ale według podobnej zasady;)

ja myję szyję
ty myjesz szyjesz
on myje szyje
my myjemy szyjemy
wy myjecie szyjecie
oni myją szyją

oraz

słyszę myszę
słyszysz myszysz
słyszy myszy
słyszymy myszymy
słyszycie myszycie
słyszą myszą

Oczywiście drugie ma sens jedynie przy założeniu istnienia słowa mysza;)
Jakieś lepsze propozycje? :)
Język nasz ojczysty jest skarbnicą możliwości wymyślania najróżniejszych językowych wygibasów. 
A jak zasady nim rządzące są niepojęte dla cudzoziemców ilustruje rozmowa angielskojęzycznej studentki z polską koleżanką:
" - Wy Polacy jesteście narodem, który bardzo kocha i dba o psy"
   - Dlaczego tak uważasz?
   - Prawie przy wszystkich przejściach przez jezdnie stoją znaki ostrzegawcze: Uwaga piesi !"
Proste, prawda? Liczba pojedyncza - dog, mnoga - dogs i odpowiednio pies, piesi;)))
Gdyby to chociaż jeszcze była prawda..
I co tu się dziwić, że z grubsza biorąc jedna trzecia globu mówi po angielsku, druga trzecia po hiszpańsku, a reszta w większości po chińsku. Z tym, że chiński od polskiego jest raczej trudniejszy, ale to już zupełnie inna historia:)
Miłego biegu myśli na weekend Wam życzę:)
znalezione w sieci

piątek, 20 marca 2015

Deklinacja wiosenna.


 Deklinacja wiosenna, 
czyli odmiana wiosny przez przypadki 
karkołomnie zrymowana na potrzeby Aluchy.

Kto? Co? Wiosna.
Mówią, że radosna.

Kogo? Czego? Wiosny.
Okres to żałosny.

Komu? Czemu? Wiośnie.
Zielsko znów urośnie.

Kogo? Co? Wiosnę.
Ja już nie urosnę
.
Z kim? Z czym? Z wiosną.
Piję syrop z sosną.

O kim? O czym? O wiośnie.
Pyli znów nieznośnie.

O! Wiosna.
Przyszła bezlitosna.

Jak widać powyżej kaprysie za wiosną nie przepadają.
Z wzajemnością. Ale zadanie w ramach Akcji Wiosenna Opowieść uważam za wykonane;)
Innych, w tym również wielbicieli wiosny, którzy są w znacznej większości jak sądzę, zapraszam do udziału w aluchowej zabawie. Forma, literacka i nie tylko, treść i obszerność dowolne:)
Oj, Alu, ale sobie narobiłaś zajęcia na wiosnę...:)

środa, 18 marca 2015

Coś drgnęło..

Tak między Bogiem, a prawdą (synonimy do "między Bogiem, a prawdą": faktycznie, istotnie, na dobrą sprawę, rzeczywiście, właściwie, zaiste, itd.) od bardzo długiego czasu nic nie robiłam ze swoich ulubionych dłubanek. Miesiące całe. Nic.
Zastój (synonimy do "zastój": stagnacja, bezruch, marazm, bezwład, martwota, letarg, inercja, bezczyn, apatia, itp.)
straszny (synonimy do "straszny": makabryczny, koszmarny, upiorny, przeraźliwy, potworny, porażający, itd.) 
Ostatnio coś drgnęło. Delikatnie. 
Wyciągnęłam z dawien dawna wypaloną i poszkliwioną drobnicę.
I patrzę.
To nie jest proste. Wiadro gliny stoi i czeka od półtora roku. Ludzie, bliscy i kochani dopominają się o mydelniczki, kafle i takie tam inne. Dzień dłuższy, pies jęczy i tylko by chodził, z pracy wracam urobiona, zasadniczo nic mi się nie chce,
ale patrzę...

niedziela, 15 marca 2015

Burano na niepogodę.

Siedem kilometrów i około 30 minut podróży tramwajem wodnym dzieli Burano od Wenecji.
To jedna z wysp Weneckiej Laguny od wieków słynąca z barwnie pomalowanych domów i koronki klockowej. Kolor elewacji każdego z domów właściciel musi uzgodnić z władzami wyspy, które pilnują, żeby barwy zbyt często się nie powtarzały. Kolory urzekają i zachwycają.
Chodziłyśmy uśmiechnięte małymi uliczkami pstrykając zdjęcie za zdjęciem.
Wenecja zachwyca i onieśmiela. Burano to wyspa z kolorowej układanki, radosna i niezwykle energetyczna. W sam raz by ją powspominać w deszczowy i zimny marcowy weekend:)
Mieszkańcy żyją głównie z połowu ryb i turystyki. Niezbędna w tradycyjnym rybołówstwie umiejętność ręcznego wyplatania sieci wpłynęła na rozwój koronkarstwa na wyspie. Dziś koronki, które oferują turystom liczne sklepy nie pochodzą z Burano. Oryginalne, których wykonanie zajmuje nawet kilkaset godzin, są niezwykle drogie i można je dostać tylko bezpośrednio od koronczarki, jeżeli się ją znajdzie.
Mnie udało się znaleźć jedynie w internecie zdjęcia koronczarek z Burano, a na jednej z uliczek rybaka, który naprawiał sieć i był tak miły, że pozwolił się sfotografować.
znalezione w sieci
znalezione w sieci
Na wyspie jadłyśmy też wspaniałe ryby usmażone tuż po przyniesieniu z łodzi.
Było pysznie, cudnie, ciepło i kolorowo.
Ach, Burano..




niedziela, 8 marca 2015

Nic

Czy zawsze trzeba pisać o czymś?
A może można coś napisać o niczym?
Tylko jeśli pisze się coś o niczym, to nic przestaje być niczym, ponieważ tworzy coś. Immanentna sprzeczność, jakby powiedziała Solejukowa. I kto to pisze?
Ktoś, kto programowo nie ogląda seriali? Jak nie ogląda, skoro ten ogląda. Taki dobry, czy tak otumaniałam?
Może jedno i drugie.
Nic jest neutralne. Niczego nie można pokochać i za nic nie można się obrazić. Jest ważne, bo żeby było coś, najpierw musiało być nic, a słynne onegdaj hasło wyborcze:"żeby nie było niczego" jednoznacznie sugeruje, żeby zlikwidować coś. Rewolucyjna idea.
Bywają dni, że nic odpowiada mi najlepiej.
Przedwiosenne wietrzenie i sprzątanie mózgu. Bardzo polecam.
Obraz Kristy Harris jako ilustracja. A że o niczym? To nic:)
 
autorstwa Kristy Harris