wtorek, 30 czerwca 2009

Konewka

O pogodzie nie będę już pisać , nie zasługuje na to. Czytać nie mogę , pot i wszechobecna wilgoć, na zmianę, zalewają mi oczy. Pracować też właściwie nie mogę. Nic nie mogę. Przetworów nie robię. Po co mi przetwory z truskawkowego błota. Założyłam bloga ,żeby pisać, ale jak pisać kiedy nie można myśleć.
Zrobiłam konewkę dla Małgosi. W planach pudełko na pierścienie do serwetek , a potem już tuż, tuż, za parę dni , za chwilkę małą, za parę burz, za kilka spraw nareszcie cisza, las i na pierwszy dzień rwący "górski" odcinek Rospudy za Matłakiem . Ha , zobaczymy jak się sprawi nasze czółno i jego mocno podstarzała załoga ;))))) Na razie poniżej konewka w hortensje.



wtorek, 23 czerwca 2009

Oj.....

Pogoda postanowiła mnie wykończyć. Huśtawka temperatur od 15 stopni ciepła wczoraj do 30 dziś zwala z nóg. Mój Władulek ledwo chodzi , dyszy i jak każdy starszy pies nieco śmierdzi. Ale jego smrodek to"perfuma" w porównaniu z moimi dzisiejszymi doznaniami węchowymi podczas upojnej podróży zatłoczonym tramwajem do domu. Rozumiem ,że jest gorąco i parno, rozumiem ,że ludzie się pocą w dusznym tramwaju, ale dlaczego od tygodnia się nie myli?!! Czy naprawdę żadna zmiana ustroju, przynależność do rozlicznych europejskich struktur z Unią na czele, nic nie jest w stanie zmienić?! Sto lat temu Boy pisał:
" Są dwa powody dla których Polska mi zbrzydła : za dużo święconej wody, za mało zwykłego mydła" .
Gdzieś z daleka słychać groźne pomruki, zrywa się wiatr, nadchodzi burza. Może ulewa odświeży powietrze i moją zmęczoną, zniechęconą głowę.......

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Uciec




Może kiedy przywołam obrazki z lat ubiegłych lato przypomni sobie jak ma wyglądać.Zmęczenie daje o sobie znać, urlop w lipcu, prognoza na lipiec - deszcz, jak deszcz to i burze, plany na urlop - spływ Rospudą , w deszczu i podczas burz. Szkoła przetrwania. Właściwie wszystko jedno , niech leje jak musi ,byle uciec z Warszawy z daleka od ludzi i poza zasięg komórek, tak właśnie tak.



Władek też zasłużył na urlop

środa, 17 czerwca 2009

Barcelona i mordysie

W Warszawie właściwie trudno zauważyć zbliżające się lato. Krótkie przebłyski słońca oświetlają mokre , zatłoczone ulice i ludzi zapiętych pod szyję w przeciwdeszczowych kurtkach. Huśtawka ciśnienia i temperatur daje się mocno we znaki. Z wiekiem coraz bardziej niestety. Najlepsza metoda na takie dni to książka. Tak się złożyło,że czytam kolejno trzecią książkę , której akcja toczy się w Barcelonie. Czytam je w kolejności odwrotnej niż ta w jakiej się ukazywały. Najpierw zachwycił mnie "Cień wiatru" Zafona, potem z przyjemnością przeczytałam "Katedrę w Barcelonie", wczoraj skończyłam "Miasto poza czasem" Moriela i właściwie jestem trochę rozczarowana. Zgrabna narracja, dobry język, kawał solidnej historii miasta, natomiast temat przewodni : filozoficzno - teologiczno - kryminalny , w miarę czytania był coraz bardziej nużący. W Barcelonie zapewne po tych lekturach nie zabłądzę, ale mam zdecydowany przesyt. Poszukuję czegoś lekkiego, ale napisanego z nerwem , czegoś na chandrę, niestety Grocholi itp. nie mogę strawić, a nowa Madzia Samozwaniec z domu Kossak jakoś się nie urodziła. No to sobie pokaprysiłam.
Doraźną poprawę nastroju ( no i niestety krótkotrwałą, bo ile można się gapić w komputer ) gwarantuje jeden klik na blog Ori- "Pełnia lata w domu Tymianka", którym jestem oczarowana, jak na rasową psiarę przystało. Polecam każdemu! I stwierdzam stanowczo,że z pewnością nie ma nic ,co bardziej mnie roztkliwia niż szczeniacza mordysia :)

niedziela, 14 czerwca 2009

Zauroczyło mnie zielsko.

I znowu w domku po czterodniowej labie. Jak zwykle przy takich okazjach pogoda nas nie rozpieszczała, więc znowu rozejm z pędzlami i klejem, a w chwilach kiedy świeciło słońce chodziłam z Władziulkiem po polach i zachwyciły mnie trawy, polne kwiatki i wszelkie zielsko bujnie pokrywające nieskoszone łąki . Słońce z za burzowych chmur przydało perzowi i turzycy dostojności, tak więc trafiły do czerwcowego bukietu wszelkich zielsk :)


Chustecznik dla Beaty powstawał dokładnie według zamówienia ( w brązowe kwiatki) , ale wszechobecne polne kwiaty sprowokowały tacę, a później padał deszcz , no i znowu popełniłam kwieciste półprodukty na kolczyki i korale.( Wzorów etnicznych ze sobą nie zabrałam, ale nie mam do nich ostatnio serca)




niedziela, 7 czerwca 2009

Kolczyki

Tak sobie wyszły mi zdjęcia, ale widać mniej więcej efeky tygodniowej dłubaniny . Teraz chyba trochę przerwy , bo robi mi się niedobrze na widok kleju.
;)))

piątek, 5 czerwca 2009

Kolczykowe szaleństwo

Cały tydzień dłubałam decoupażowe kolczyki, szaleństwo. W pokoju leży góra prasowania, na obiad był makaron z pesto,albo truskawki, a spałam po cztery godziny, bo niestety , ale przed południem trzeba pracować.
Zaraziłam się kolczykami od Gosi, mojej szkolnej koleżanki po pędzlu , no i wsiąkłam. Mam trudno, bo nie chcę powielać jej pomysłów, chociaż niektóre wzory same się proszą o zrobienie. Zdjęcia zamieszczę jak je zrobię, cierpię na chroniczny brak czasu, a weekend zapowiada się mocno zajęty.
Poza decoupażowym szaleństwem chodzą za mną żeberka teryaki, muszę przećwiczyć przepis, a potem przetestować na znajomych.
Co ty na to Ewuniu? :))). Tylko oczywiście nie wiem kiedy , ale coś się wymyśli w jakiejś trudnej do określenia przyszłości.
A za oknem jakieś nieporozumienie, właściwie nie pamiętam takiego zimnego czerwca, brrrr..