czwartek, 31 maja 2012

Cyklicznie ceramicznie - odcinek nr 3, czyli kapdenity;)

W dużych sklepach budowlanych, w dziale z kafelkami wśród najróżniejszych wzorów można znaleźć tak zwane dekory.
Jest to jedno z tych słów, które działa mi na nerwy, a wywodzi się z modnej manii skracania słów dłuższych, od której znowu gorsza jest tylko mania spolszczania słów obcych. 
W tym przypadku chodzi po prostu o kafle dekoracyjne.
Dekor jest krótki, bardzo handlowy, nowoczesny i straszny. Straszniejszy jest na przykład gratis, szczególnie w "punkcie wydawania gratisów za kasami", albo bar pod Warszawą o nazwie "Czikenik" (pisownia oryginalna), ale skupmy się na dekorach, ponieważ coś w tym rodzaju ostatnio wyprodukowałam.
Tylko ta nazwa nie daje mi spokoju, może więc niech będą to muszle łazienkowe. Nie, nie. Nie chodzi o klozetowe, chociaż to również ceramika. Żeby porywać się na taki projekt mam zdecydowanie za mało gliny:)
To w takim razie, żeby się nie kojarzyło z czym nie potrzeba przedstawiam poniżej łazienkowe kapdenity, czyli ulepione przez kaprysię dekoracyjne amonity łazienkowe;)
Kapdenity mają walory dekoracyjne oraz poznawczo naukowe;)
Ich pierwowzory wywodzą się z wymarłej rodziny głowonogów Ammonoidea o symetrycznej i płaskospiralnej skorupie, a poza tym bardzo mi się podobają w mojej łazience:)
A tak prezentują się na ścianie w towarzystwie rozgwiazdy, ale już ją odlepiłam, ponieważ dorobię jeszcze dwa lub trzy kapdenity, tylko mniejsze. Taki zamysł kompozycyjny, a rozgwiazda nie jest ceramiczna, tylko wysuszona bidulka;) 
Muszla, która na drugim zdjęciu towarzyszy kapdenitom została poszkliwiona Weiss beige, ale efekt mnie nie satysfakcjonuje, więc pokażę ją ponownie dopiero po przeszkliwieniu i kolejnym wypale, jeśli jeszcze w ogóle będzie nadawała się do pokazania;) 
Temat łazienkowy zajął dwa kolejne posty (mydelniczki, kapdenity), w najbliższych będzie już tylko koralowo. Tylko kiedy ja je poskładam, ech..

wtorek, 29 maja 2012

Cyklicznie ceramicznie - odcinek nr 2, czyli mydelniczki po raz kolejny i waniliowy woreczek.

Czy to jako kara za spory kieliszek czerwonego wina wieczorową porą, czy też z powodu zmiennej pogody, czy raczej z obu przyczyn razem wziętych, głowa boli mnie dziś od samego rana niemiłosiernie.
Z tego powodu mam spore trudności z formułowaniem składnych zdań. W telegraficznym skrócie przedstawiam więc kolejne ulepki z ostatniego wypału.
Mydelniczka nr 1.
Dla Agnieszki i Bartka do ich ślicznej zielonej łazienki.
Szkliwo - Limonka.
Mydelniczka nr 2.
Dla Młodej do jej łazieneczki urządzanej na kolorowo.
Szkliwo - Turkus crakle.
I puste w środku koraliki tym razem bez miseczki;).
Szkliwo - Turkus crakle i Tiffany efect.
Korale z pokazanych i niepokazanych jeszcze elementów złożę i sfotografuję jak tylko minie mi ten koszmarny ból głowy.
Tak więc ceramiczny ciąg dalszy nastąpi, a na koniec muszę pochwalić się uroczym waniliowo pachnącym woreczkiem, który dostałam od Dysiaczka.
Udało nam się nareszcie spotkać i spędzić przesympatyczne popołudnie przy pogaduszkach i mrożonej herbacie. Choćbyśmy nie wiem jak mało miały czasu na własne przyjemności, to takie babskie spotkania zawsze są bezcenne i powinny mieć czasowy priorytet.
Dziękuję Edytko za przemiłe popołudnie:) A to woreczek, i w dodatku z kotkiem.
Mrautak również bardzo się spodobał, ledwo jej zabrałam:)

niedziela, 27 maja 2012

Cyklicznie ceramicznie - odcinek nr 1, czyli wisiory i różności oraz seria kocich póz dla przełamania monotonii:)

W każdej wolnej chwilce, ukradzionej z dnia, lepię, suszę, szkliwię i wypalam. Glina rządzi, trudno mi myśleć o czymkolwiek innym;) Pomysłów mam mnóstwo, gliny jeszcze trochę, nie będę więc dużo pisać, ponieważ wolę lepić:)
Dziś pokażę ceramiczną biżuterię jakiej dotąd nie robiłam, a małe formy, takie jak wisiory i broszki można formować i zdobić na niezliczoną ilość sposobów. Pozostałe rzeczy z  ostatniego wypału pokażę dopiero w następnych ceramicznych odcinkach, bo to w większości prezenty, więc najpierw muszą trafić do właścicieli, a dopiero potem na blog:)
Dziś na początek wisior.
Szkliwo Niebieski ptak, zawieszka, łańcuszek i kilka rzecznych perełek. Założyłam go raz;) Teraz nosi go Młoda, a ja już myślę o podobnym dla siebie:)
Drugi z wisiorów ma wklejone dwa tygrysie oczka, a użyte w nim szkliwa to znowu Srebrny ptak, Biały kryjący i Weiss beige. Ten pojedzie wspomóc Dom Tymianka jeśli Ori zechce:)
Kolejny szkliwiłam w szczelinach Turkusem cracle, a pozostałą część kryjącą bielą. Ten noszę z upodobaniem sama i nie oddam;)
Na broszce połączyłam Weiss beige i Srebrny ptak, a całość dopełnia kryształ górski. Pozostaje jeszcze do doklejenia zapięcie.
I oczywiście kolejna porcja koralików;)
Tym razem Turkus cracle i Tiffany efect w miseczce ulepionej z glinianych ślimaczków, a poniżej miseczka w towarzystwie  kolejnej porcji sześciennych koralików pokrytych ciekawym cętkowanym szkliwem Ugier efect. W środku miseczki to samo szkliwo.
A tak przed pierwszym wypalaniem wyglądały wisiory i broszka, a także inne ulepki, które wypalone pokażę w następnym ceramicznym odcinku .
A odcinków będzie kilka, bo bardzo mnie wzięło;)
Na zakończenie kilka ujęć kota w poszukiwaniu najwygodniejszej pozycji na balkonowym fotelu. I doprawdy, czy ta poduszeczka nie mogłaby być bardziej miękka?!!!

A swoją drogą, to dobry sposób na blog, dużo zdjęć i mało pisania.
Cóż, tak jest szybciej, glina czeka, a za chwilę znowu poniedziałek niestety ;)
Zatem w wolnej chwilce ceramiczny ciąg dalszy nastąpi... :)

wtorek, 15 maja 2012

Majowe korale i balkonowe afronty.

Zrobiło się chłodno. Zimna Zośka sprowadziła chmury, a parę wróżących deszcz obłoczków odbiło się w majowych ceramicznych koralach. Szkliwo na nich wypaliło się tak ciekawie, że postanowiłam nie dokładać zbyt wielu ozdób.
 
Koraliki poszkliwione Jasnym ugrem wypalały się w piecu obok niebieskich i jak to zwykle bywa, kolory przewędrowały z jednych na drugie. To co miało być żółto - brązowe zrobiło się żółto - zielone.
Do naszyjnika dołożyłam więc kilka dawniej wypalonych koralików poszkliwionych Zielenią butelkową i wyszedł jaskier na trawce, lub raczej jajecznica ze szczypiorkiem, albo jak kto woli omlet ze szpinakiem;)
A na koniec inspekcja balkonowych nasadzeń.
Wnioski: 
1. Za wysoko! 
2. Niewygodnie się podskubuje.
3. Wygrzebywać ziemi z koszyków w ogóle nie ma jak.
4. Pelargonie i lobelie są niesmaczne.
Mrautak ciężko pracuje, pomaga przy składaniu korali, stara się jak może, a tu takie balkonowe afronty!
Do poprawki !!! :)))

sobota, 12 maja 2012

Mydelniczki, koraliczki.

Prosto z pieca. Jeszcze ciepłe i grające.
Znacie ceramiczną muzykę? Słyszą ją tylko niecierpliwi.
Piec po wypale powinien stygnąć powoli, ale wszystkie w pracowni za każdym razem jesteśmy tak ciekawe i podekscytowane, że uchylamy go już nawet przy 300 stopniach. Później czekamy jeszcze trzy godziny przestępując z nogi na nogę, by przy 100 stopniach móc już w specjalnych rękawicach wyjmować nasze prace.
Gorąca ceramika w zetknięciu z zimnym powietrzem gra. Naprężenia pomiędzy wypaloną gliną i stygnącym szkliwem są źródłem rozmaitych dźwięków miłych dla ucha. To jedna z moich ulubionych melodii:)
Pierwsze, po długiej przerwie w lepieniu, zrobiłam dwie mydelniczki z dawna obiecane koleżance. Ozdobiłam je motywami odbitymi za pomocą hinduskich stempelków, które wypatrzyłam na blogu Nandy - Pozlepiane i oczywiście kupiłam natychmiast, a użyłam dopiero teraz.
Szkliwa, to na niebieskiej - nakrapiany Chaber, a na żółtej - Jasny ugier.
I oczywiście kolejna partia koralików - poniżej pokrytych szkliwem Srebrny ptak
i jeszcze raz Jasny ugier.
Jeśli nic mi nie przeszkodzi, to już niebawem pokażę złożone z nich naszyjniki.
W planach mam miseczki, talerz, ceramiczne muszle, kolejne koraliki i jeszcze przynajmniej dwie lub trzy mydelniczki dla "krewnych i znajomych Królika":)
Jakoś te plany będę musiała wpasować w napięty harmonogram dni, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. I najważniejsze, że chce mi się chcieć;)

czwartek, 10 maja 2012

Przyjemności.

Przyjemności czekały na mnie w skrzynce na listy. 
Od Edytki z Dysiakowa śliczne bransoletki,
a do turkusowo-srebrnej bransoletki jeszcze wisiorek.
 
Od Agnieszki z Art Galerii Kaprys zamówione różane serwetki.
Dysiakowe będziemy z upodobaniem nosić zamiennie z Młodą, a kaprysowe na razie pocieszą oczy i będą uzupełniały spory już zbiór różanych serwetek.
Ostatnio rzadko mam czas na decoupage, ale serwetki kupuję namiętnie, bez przerwy i przy każdej okazji. Choroba taka;)
Przyjemnościodawczyniom raz jeszcze BARDZO DZIĘKUJĘ:)))
W najbliższym czasie zamierzam nareszcie sama sobie również sprawić trochę przyjemności. 
W kolejce czeka kilka z dawna odkładanych spotkaniowych kaw, a  w zaprzyjaźnionej pracowni wypał goni wypał, a ja już bardzo stęskniłam się za ceramiką i może  w końcu też coś dorzucę do pieca.
Tymczasem z przyjemnością zajmę się lepieniem, a że palcami upapranymi w glinie nie powinno się stukać w klawiaturę "na dziś to byłoby na tyle":)

poniedziałek, 7 maja 2012

Bez.

Bez sensu. 
Jeden post na miesiąc. Nie mam czasu, weny, ochoty. A tu maj.
Bez przerwy.
Zajęta, zmęczona, znużona, zapracowana. Okropność. A tu maj.
Bez długiego weekendu.
Bez wyjazdu.
Bez opalania.
Bez kiełbasy spalonej na grillu.
Bez działkowego odpoczynku.
A tu maj.
Bez żalu. Optymistycznie, bo może być tylko lepiej, a właściwie to już jest:)
Bez ograniczeń. Bo tak:)
Bez stresu. Przynajmniej sporej części. Trochę zawsze zostaje.
Nie ma tak dobrze;)
Bez znaczenia. Małość, podłość, wyrachowanie i bezduszność. A kysz;)
Bez zmian. Większych. Od prawie trzech lat tu piszę. Kto by pomyślał:)
A tu znowu maj:)
I bez:
I Pierwsza Komunia Marysi:
Świętowana przemiło i rodzinnie w sielskim łomiankowskim szynku " U Kazia" z wystrojem godnym skansenu:
I uśmiechnięta chrzestna mama, czyli Młoda:
I pyszny tort w domu:
I noc najbliższa przede mną bez snu, bo przecież muszę koniecznie wpaść do Was z majową wizytą i bzem:)