niedziela, 28 października 2012

Kochane dziewczyny:)

Dziękuję za wszystkie serdeczne i miłe słowa. To niezwykłe zyskać prawdziwą, choć wirtualną, przyjaźń i zainteresowanie.
Naprawdę niezwykłe.
Uważam więc, że winna jestem Wam trochę wyjaśnień. 
Bardzo trudno wraca się do pisania po przerwie. Im przerwa jest dłuższa, tym trudniej. Co gorzej niepisanie bloga jest całkiem przyjemne.
Zyskuje się mnóstwo czasu i możliwości odpoczynku, szczególnie jeśli ktoś, jak ja, codziennie służbowo spędza przed monitorem długie godziny.
Brak kociej zachęty też ma znaczenie. To Mrautak zapraszała mnie wieczorami do laptopa kładąc się za nim pod ciepłą lampką i zawijając na klawiaturze koniuszek ogona. Koniec mrautaczego życia kosztował mnie trochę nerwów i zdrowia, ale moje milczenie nie wynikało ze smutku.
Z czasem każda dłuższa działalność bywa nużąca, bo przecież "wszystko już było, rzekł Ben Akiba" i do głowy mi nie przyszło, że komuś za moją pisaniną może się cknić;) Wasze maile i komentarze zaskoczyły mnie, połechtały mile moją próżność, a przede wszystkim uświadomiły mi, że przyjaźń, choćby wirtualna, zobowiązuje. Postaram się więc czasem pisać, pozaglądać, a przede wszystkim odpisać na wszystkie serdeczne maile, za które jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję.
A teraz o zwierzątkach. 
Cudownie jest mieć na kolanach mruczącego kota, albo być witanym w drzwiach przez merdający ogon. Fakt, ale.. 
Kaprysie pracują długo. Do domu wracają często po kilkunastu godzinach nieobecności. To jest główny powód dla którego nie biorę sobie zwierzaków dla własnej przyjemności i z własnego wyboru. Mały kociak, czy szczeniaczek, jak każde dziecko, wymaga opieki. Malucha trzeba nauczyć relacji, zachowań i mieć czas na zabawę, czy odpowiednio częsty spacer. Zwierzak po przejściach, np. ze schroniska, też potrzebuje obecności opiekuna. Gdybym wzięła sobie kociaka, czy psa na pocieszenie byłoby to zwyczajną nieodpowiedzialnością.
Wszystkie moje zwierzaki to znajdki i przybłędy.To one same nas wybierały, można powiedzieć, na własną odpowiedzialność (;))), a ja miałam pewność, że gdybym ich nie przygarnęła zginęłyby marnie w krótkim czasie. Wcześniej, czy później coś przyjdzie, to pewne:) Tymczasem jednak pozostaniemy przez jakiś czas w stanie bezzwierzęcym, a kociakom Kass i Szuwarkowi życzę szybkiego znalezienia odpowiednich i kochających domów:)
Po tak długiej nieobecności wypadałoby zamieścić jakieś zdjęcia, ale nie mam pomysłu na tematyczną ilustrację posta, pokażę więc stosik ulepionych w czerwcu drobiazgów. Poszkliwiłam i wypaliłam je w zeszłym tygodniu. Zanim będą broszkami i częściami sama nie wiem jeszcze czego, znowu pewnie upłynie trochę czasu;)
Jak widać nie tylko w blogowaniu mam spore zaległości do nadrobienia:)