niedziela, 24 lutego 2013

Zmiana

Radykalna i nieoczekiwana. Niełatwa. W ogłoszeniu wolontariuszka dała mu na imię Pucuś. U nas zostanie Lesiem lub Bulajem, zobaczymy. Piesek jest przerażony. Trudno sobie wyobrazić co przeszedł. Przywieźliśmy go wczoraj z Zalesia. Jest nieufny i bardzo zestresowany. Dużo czasu upłynie zanim otworzy nam swoje psie serce. Na razie zaakceptował koszyk z posłankiem pod stołem i zjadł z ręki, a dziś rano pierwszy raz pomachał ogonem na mój widok:)
Czas, który będziemy spędzać w pracy pozwoli mu na spokojne i stopniowe przyzwyczajanie się do nowego otoczenia i rytmu życia w naszym domu.
Jak już zdecydowaliśmy się na dozwierzęcenie, to wybór padł na najtrudniejszy z możliwych. Kiedy jednak zobaczyłam jego zdjęcie w ogłoszeniu, adoptowanie jakiegokolwiek innego psa nie wchodziło w grę.
No, cóż, jak już zdobywać, to najlepiej Everest:)))
To zdjęcia ogłoszeniowe. Nowe dopiero po dłuższym czasie. Nie będę dodatkowo stresowała go aparatem. Wszystko pomalutku....:)))
A swoją drogą dziwna jestem. Wzięłam sobie na głowę solidny problem, a czuję się szczęśliwa:) Wariatka:)))


środa, 20 lutego 2013

32 omdlenia

"32 omdlenia" Teatr Polonia, adaptacja i reżyseria Andrzeja Domalika, spektakl oparty na trzech jednoaktówkach Antoniego Czechowa, "Niedźwiedź", "Oświadczyny" i "Historia zakulisowa", benefis artystyczny Jerzego Stuhra.
Występują: Jerzy Stuhr, Krystyna Janda i Ignacy Gogolewski.
Chyba nic więcej nie trzeba dodawać:) Szkoda byłoby nie obejrzeć tego spektaklu. To klasyka w najlepszym wydaniu. Czechow bawi, aktorzy zachwycają, widownia wieńczy spektakl owacją na stojąco.
Część pierwsza "Niedźwiedź" wprowadza widza w świat postaci Czechowa, uwagę zwraca niezwykle naturalna gra Ignacego Gogolewskiego, który w tej części nie gra, lecz wręcz staje się postacią wiernego sługi.
Role Krystyny Jandy i Jerzego Stuhra w "Oświadczynach" wywołują spontaniczne salwy śmiechu, natomiast zakończenie trzeciej jednoaktówki zaskakuje, pobudza do chwili refleksji i pozostawia uśmiech satysfakcji na twarzach widzów. Bardzo oszczędna scenografia, podkreślona grą świateł sprzyja skupieniu uwagi na tekście i aktorskiej interpretacji.
Spektakl jest fenomenalny. Niestety bilety są bardzo drogie, ale można też skorzystać z trzykrotnie tańszych wejściówek sprzedawanych tuż przed przedstawieniem. Trzeba jednak ustawić się po nie w kolejce (można też się usadzić w holu), przynajmniej na godzinę przed rozpoczęciem sprzedaży. Nie zawsze się uda, ale próbować warto z pewnością, co zrobię na pewno przed kolejną wizytą w Polonii:) Cudowny teatralny wieczór sponsorowała znowu Młoda, zatem siedzieć po wejściówki, przed kolejną teatralną przyjemnością, uda się matkaA co wysiedzi i obejrzy, to potem opisze:)

niedziela, 17 lutego 2013

Klejone literki.

Wszystko przez Qrkę. Pokazała jak robi szyldy, a tym samym jak można "udekupażyć" dowolny tekst. Od kilku dni nie sprzątam, nie gotuję i najchętniej bym nie pracowała;) Niestety pracuję.
Sypiam więc niewiele, drukuję i kleję, drukuję i kleję, drukuję i ... prawie wykończyłam drukarkę;)
Na początek okleiłam konewkę. Zdjęcia byle jakie, bo i pogoda szaro bura, rym na konewce, ot taki konewkowy, w sam raz do decoupage;)
"Tą konewką malowaną
podlej suche kwiatki rano,
wnet obudzą się, rozkwitną
i na baczność ładnie staną.."
Proszę jakie praktyczne zastosowanie mojego wierszoklectwa:)
A to jeden z serii segregatorów dla Młodej, oczywiście z klejonymi literkami.
Jak poszły w ruch serwetki i klej, to zaczęłam też oklejanie pisanek, wielkanocnych zawieszek oraz innych różności, na których da się upchnąć literki, cyferki, wierszyki, dedykacje i co tylko może przyjść do kapryśnej głowy. Tak, mniej więcej, wygląda to na biurku:
Och, Qrko coś ty narobiła najlepszego? ;)))

sobota, 9 lutego 2013

RUN MŁODA RUN !!!

Sobota 9 luty 2013 r. godzina 12.00. Start VIII Biegu WEDLA,
Park Skaryszewski, Warszawa.
Patrzę czasem na moją Młodą i ją sobie podziwiam:) Niby ją uczyłam, że chcieć to móc, ale konsekwentna jest sama z siebie. Jak sobie coś wymyśli to realizuje. Fajnie jest brać udział w ulicznych biegach, kryteriach i maratonach, ale to się nie da zrobić, ot tak, z dnia na dzień. Nie ma lekko, trzeba trenować. To trenowała. Od dziesięciu miesięcy na siłowni, od dwóch bieganie.
A dziś pierwszy uliczny bieg, a tu śnieg i zimno. W lutym, to nic dziwnego, ale miałyśmy nadzieję, że odwilż z przed kilku dni jakoś się uchowa. Nic z tego, zima na całego, ale i tak dała radę:) 
Na ponad trzystu kilkudziesięciu uczestników biorących udział w biegu na 5 km przybiegła na metę trochę za połową stawki. Jeszcze wczoraj martwiła się, że będzie ostatnia, a dziś sukces:)

Mamusia też by tak chciała. Niestety za bieganie to już się raczej nie wezmę, ale zmobilizowana przez Młodą zacznę w końcu regularnie chodzić na basen. Medalu mi nie dadzą, ale może okiełznam wreszcie te obrzydliwe oponki na brzuchu, a jak będę odpowiednio zmęczona, to i na jedzenie nie starczy mi siły. A jak przyjdzie sezon rowerowy, to wtedy ohohohohohooo..., ale o tym dopiero jak przyjdzie;)
No, to postanowione, a tym czasem pomyślę co by tu znowu obkleić, albo udydłać, a może nawet ulepić.
W końcu nie ładnie ciągle się lenić, trzeba rozruszać tę zimę, to sobie szybciej pójdzie:) Run stara, run !!!

czwartek, 7 lutego 2013

Nadal na leniucha, ale łasuchowato:)

Dla zrównoważenia tłustoczwartkowych słodkości przedstawiam propozycję karnawałowej przystaweczki. Najprostsza pod słońcem, za to dobra, łatwa, szybka i niezawodna. Spodoba się lubiącym ostre, słone i wyraziste smaki. 
Potrzebujemy paczkę krakersów, opakowanie serka typu roquefort z zieloną lub niebieską pleśnią, dwie łyżki miękkiego masła i kilka połówek orzechów włoskich.
Ser z masłem rozcieramy widelcem na gładką masę. No dobrze, prawie gładką, skoro ma być "na leniucha";) Nakładamy na krakersy i kładziemy na wierzchu połówkę orzecha. Pasują do każdego alkoholu, dobrze się też sprawdzają w roli przystawki przed czymś konkretniejszym.
Jeszcze się nie zdarzyło, żeby po spotkaniu ze znajomymi chociaż jedna porcyjka się zachowała. Mniam:)))
Jak co roku na ostatnią sobotę karnawału i wtorkowe ostatki zrobię faworki, ale pisać o tym nie będę, ponieważ się lenię, a już kiedyś pisałam, więc zainteresowanych przepisem zapraszam do przeczytania dawnego wpisu Chrust.
A tu znienacka wieczorem do Warszawy wróciła zima. Znowu na chwilę za oknem zrobiło się bajkowo i faworkowo, a samochody i drzewa wyglądają jakby były przysypane grubą warstwą cukru pudru.
Jutro śnieg poszarzeje, gdzie nie gdzie, zmieni się w breję i straci wieczorny urok, ale dziś jeszcze czaruje. Pomimo, że stęskniłam się już za ciepłem, to lubię taką faworkową zimę:)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Na leniucha..

Zimą nie robiłam dużo nowych rzeczy, właściwie nic prawie nie robiłam, prócz kotów i wieszaków, a to co dziś pokazuję, to typowe składanki "na leniucha", czyli z kupionych, albo zrobionych kiedyś elementów.
Niby zimno, a mnie nie ciągnie ani do wełny, ani do pieca. Nic, a nic. Dziwne...;)
Chęci mam za to kinowo - teatralne. Chciałam obejrzeć "Życie Pi".
Film kusi zwiastunami pełnymi niezwykłych zdjęć. Ata napisała, że warto.  Zrobiłam rezerwację, po czym spóźniliśmy się po odbiór biletów i miejscówki diabli wzięli. Na pierwszy rząd się nie zdecydowaliśmy.
Stojąc przy kasie głupio było na nic nie iść. Padło na Nędzników.
Może wszystko byłoby świetnie, bo cztery Złote Globy i w ogóle, tylko po co idzie na musical kaprysia, skoro nie lubi musicali?
Ano, nie wiadomo;) Jak ktoś lubi, to obejrzy z przyjemnością. Ja naprawdę wolę jak Russell Crowe nie śpiewa.
Również z przygodami, bo w ostatniej chwili przed spektaklem w warszawskiej "Syrenie" dołączyliśmy do "Klubu hipochondryków" z kapitalną obsadą i błyskotliwą rolą Zbigniewa Zamachowskiego.
Spektakl nie schodzi z afisza już dziesiąty rok, sala niezmiennie pełna, bilety wykupione na miesiąc do przodu, a widownia zachwycona i rozbawiona.
Przemiły wieczór ufundowało rodzicom dziecko w ramach ukulturalniania i noworocznego rozruchu, za co niniejszym raz jeszcze bardzo dziękujemy, zaznaczając równocześnie, że wdzięczność nasza pełzać będzie za Tobą, słoneczko nasze, po wsze czasy, bo ruszyć się nam samym, to ciężko niezwykle, a jak już się ruszymy to albo nie zdążamy, albo w ostatniej chwili :)
Przed Syreną oczywiście nie ma gdzie zaparkować.
Jak się ma na tę czynność pół godziny, to jest szansa. Gorzej, jak do pierwszego dzwonka zostało pięć minut.
Wpadając do teatru minutę przed czasem, mój drogi mąż staranował również spóźnionego i rozpędzonego ministra Arłukowicza.
Przepraszając i widząc znajomą twarz przywitał się z nim wylewnie serdecznym "Cześć". Dłuższą chwilę się przepraszali i witali:)
Na moje późniejsze wyrzuty, że mając takie znajomości naraża mnie na półroczne czekanie do specjalisty, stwierdził, że chyba jednak pomylił go z kimś innym. Takie są skutki oglądania zbyt dużej ilości programów informacyjnych oraz nie leczonej systematycznie arteriosklerozy.
Zresztą sam sobie minister winny, bo jak ktoś nawet chce się leczyć, to mu tego nie upraszcza;)
Tak oto, obijając się o elity polityczne, staramy się przeczekać jakoś tę zimę. Na leniucha:) 


piątek, 1 lutego 2013

Prezent na weekend.

W prezencie dla wszystkich kapryśnikowych gości. Mnie zachwyciło.
Miłego weekendu:)



I jeszcze jeden, dla uprzyjemnienia sobotnich zakupów:)