niedziela, 28 kwietnia 2013

Z Młodą przez świat.

Lubię solidny wiosenny deszcz. Zmywa resztki zimowych brudów i z dnia na dzień zmienia małe blade rachityczne listeczki w soczystą zieleń. Nie kusi też spacerkami. Pies odmówił współpracy i wrócił do domu nie wystawiając nosa za klatkę schodową, mogę więc spokojnie postukać sobie w klawiaturę. 
W deszczowy dzień miłe są wycieczki wirtualne.
Młoda prywatnie i służbowo, zjechała i zwiedziła miejsca, do których na pewno już w życiu się nie wybiorę, oglądam więc świat przez obiektyw jej aparatów, a dziś zapraszam na wspólną wycieczkę jej śladami.
Ze Sri Lanki wróciła pod koniec marca. Spędziła intensywne dwa tygodnie z biletem lotniczym w kieszeni i jedynie internetową rezerwacją hoteli w planowanych do odwiedzenia miejscach. Oferta biur podróży jest potwornie droga, no i ogranicza, a Młoda ograniczeń nie lubi. Ja muszę się im podporządkować, bo blog rządzi się swoimi zasadami i każdy za długaśny i przegadany post robi się niestrawny i nudny, żeby był nie wiem o czym;)

Na początek trasa jaką zaplanowała i pokonała, a poniżej już zdjęcia. Kilka z ponad trzech tysięcy. I weź tu wybierz człowieku;)
Sigiryia. Widok z góry podczas wchodzenia. Poniżej dojście na sam szczyt przez lwie łapy wykute w skale.
Sierociniec słoni. Przejażdżka i możliwość przytulenia się do słonia cudowna, warunki przebywania słoni i sposób ich traktowania bardzo przygnębiający. To nie sierociniec, lecz cyrk nastawiony na zysk. Zdaniem Młodej to miejsce, które turyści powinni omijać, by nie propagować tego smutnego procederu.
Widok po świcie z Adam's Peak 2243 m.n.p.m. świętej góry wszystkich religii. Na szczycie, otoczony ścisłą zabudową kapliczek jest podobno odcisk stopy Adama, bądź Buddy, Shiwy lub Mahometa. To właśnie z tego miejsca na świecie najbliżej jest do raju. I to każdego:) Pielgrzymki wiernych i turystów wchodzą na nią nocą, by móc zobaczyć świt z jej szczytu. Widok zapiera dech w piersi i podobno żadne zdjęcie w pełni nie oddaje tego co się widzi.
Plantacje herbaty. Całe morze herbacianej zieloności.
 
 
Rezerwat Horton Plains.
Szkolna wycieczka.
Widoki z pociągu na trasie z Nuwara Eliya do Ella.
 
Tangalle. Kilka dni słodkiego lenistwa:)
Śniadanko i spanko.
Łodzie nad oceanem.
Galle. Tak łowiono 50 lat temu. Dziś to pokaz dla turystów, jednak bardzo malowniczy.

Przydrożny stragan.
Najtańszy, najwygodniejszy i najłatwiej dostępny środek lokomocji w wielu krajach Azji, czyli tuk tuk:)
Ornament na jednej ze świątyń.
Kandy. Zabudowa kolonialna.

Naprawdę namęczyłam się srodze, wybierając zdjęcia na potrzeby krótkiego blogowego wpisu. Inne, obfotogrfowane przez Młodą odległe i bliższe zakątki świata postanowiłam zmieścić w którymś kolejnym poście, wszystkie razem i tylko po jednym zdjęciu, a powinny się tam zmieścić Peru, Meksyk, Panama, Katar, RPA, Tajlandia, Kambodża, Chiny, Tajwan, Malezja i sama nie pamiętam co jeszcze;)
A może zgadywankę zrobię, które zdjęcie skąd, a Młoda cukierka ufunduje, w postaci cejlońskiej herbatki? I co Wy na to? 
A Ty moja podróżniczko?  :)))


sobota, 20 kwietnia 2013

Upiekło się nam:)


Na zaproszenie Amber do wspólnego pieczenia chleba odpowiedziało ponad dwadziescia domowych piekarek.
W poprzedni weekend piekłyśmy wszystkie chleb tostowy z brązowym ryżem i tang zhong, a w domach pachniało, że ach...:)
Mój chlebek nieco opadł, ale zyskał za to wygląd rasowego sklepowego tostowca. Zakalec się szczęśliwie nie zrobił, a chlebek miał delikatny maślany smak.
Dawno zostało po nim już tylko słodkie wspomnienie, ale wyrastał i piekł się w dosyć licznym towarzystwie, bo jak już piec, to na całego.
Towarzyszyły mu rumiane bułeczki według przepisu Kass i chleb na zakwasie, który piekę teraz dwa razy w tygodniu (tak mnie wzięło), a wszystko przez Alę, która sprezentowała mi pierwszy zakwas;) 
I tak wolny czas dzielę ostatnio między długimi lesiowymi spacerkami i piekarnikiem. Sama naprawdę nie wiem kiedy wezmę się za cokolwiek innego, a byłoby za co, było, bo po wiosennym deszczu w kaprysiowej głowie kiełkują i rozkwitają najróżniejsze pomysły. Gorzej z realizacją. Latem może ;)
Tymczasem fotograficzna dokumentacja wypieków od końca, czyli
chlebek tang zhong tuż przed pożarciem. Cudnie się komponował z brzoskwiniowym dżemem:)
Tu pokrojony na kromki.
 
I przed pokrojeniem.
 
Po włożeniu do pieca
I jeszcze towarzystwo, czyli drożdżowe bułeczki i chleby na zakwasie.
Oj, piekło się piekło:))) 
Oryginalny przepis na chlebek tang zhong można znaleźć tutaj, a ja przytaczam polskie tłumaczenie, które przesłała nam Amber.

Przepis na chleb z brązowym ryżem i tang-zhong
składniki na dwa bochenki po ok.560 g każdy lub cztery po ok.280g każdy

480g maki chlebowej lub innej silnej
30 g mleka w proszku
40g cukru
8 g soli
8g drożdży instant
200 g mleka
170 g thang zhong
40 g masła 
180 g brązowego gotowanego ryżu,niesolonego,ostudzonego
tang zhong
30g mąki chlebowej
150g mleka
Mleko w temp. pokojowej i mąkę umieścić w garnku.
Wymieszać trzepaczką i postawić na małym ogniu.Podgrzewać cały czas mieszając aż na powierzchni masy pojawia sie ,wiry' a całość zacznie gęstnieć.
Zestawić z ognia i od razu nakryć folią spożywczą,odstawić do wystudzenia.

Ciasto chlebowe
W misce umieścić wszystkie składniki ciasta,oprócz ryżu i masła.Wyrabiać ok 5 minut.Dodać masło i wyrabiać aż ciasto będzie gładkie i błyszczące.
Dodać ryż i wyrabiać aż ryż równomiernie rozłoży się w cieście.
Utworzyć z ciasta kulę i umieścić ją w wysmarowanej tłuszczem misce.Przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.
Wyjąć ciasto na blat i podzielić na dwa lub cztery bochenki.
Przykryć i zostawić na 15 minut.
Umieścić je w formach i zostawić do wyrośnięcia ,aby ciasto wypełniło 80-90% foremki/45min.- do godziny w temp.ok.30 st.C/
Piekarnik nagrzać do 190 st.C.
Piec chleby ok. 35 minut.
Jeżeli za szybko się rumienią,położyć na blachach folię.
Wyjąć z piekarnika,wystudzić na kratce.
Kroić nożem z ząbkami.

Spróbujcie, bo to łatwy, smaczny i zdrowy chlebek:) A przecież ciągle 
"mało nas, mało nas do pieczenia chleba.
Jeszcze nam, jeszcze nam ciebie tu potrzeba":))), a więc :
A to lista wszystkich piekarek:



Anna -Maria  - Kucharnia


Margot  - Kuchnia Alicji


Bożena  - Smakowe kubki


Ewelina  - Przy kubku kawy

Gosia  - Kocham gary


Kamila - Ogrody Babilonu

Kaprysia  - Kapryśnik





Magda - Magda testuje






Wisła - Zapach chleba 
Dziękuję Wam wszystkim za wspólne pieczenie:)))

sobota, 13 kwietnia 2013

Psyjaciele

Lesio ma kumpla. Serdecznego. Godzinne podgryzanki i dzikie gonitwy z Tokajem, to już codzienny rytuał. Dwóch facetów z bidula dobrze się dogaduje, a jak tylko mają ochotę na powtórkę, to obie pańcie są w gotowości pod telefonem. Żeby nie wiem co. Nie odmawia się psyjaciołom:) 
 
 
O wyprawach Młodej na krańce świata będzie innym razem. To nie łatwe wsadzić w jeden post kawał świata. Muszę nad tym popracować.
A tu w piecu jeden chleb się piecze, drugi rośnie w formach, a w lodówce ciasto na bułeczki czeka na ranne pieczenie. I korale sobie wymyśliłam nowe, a niedziela krótka, słoneczna i spacerowa, a w poniedziałek do pracy, lekko nie ma. I kiedy o tym wszystkim mam pisać, no, kiedy się pytam, że o czytaniu u ludzi nie wspomnę? Ech..

sobota, 6 kwietnia 2013

Lesiowe radości i chleb.

Skoro wiosny nie ma , nie było i nie będzie, nie pozostaje nic innego jak cieszyć się tym co jest:) 
Można też poszukać ciepła i zieleni na drugim końcu świata. Cieszy się Lesio, a Młoda szuka. O ostatniej i innych wyprawach Młodej na krańce świata napiszę następnym razem, a dziś Lesiowe śnieżne radości i parę słów o chlebie.
Brak wiosny mnie nie martwi. Może być od razu lato, bardzo proszę:)
Nie raz pisałam o rachitycznych zielonych listeczkach, które działają mi na nerwy. Do tego błoto i huśtawka temperatur nie wpływają dobrze na kaprysiowe samopoczucie. W tym roku solidny deszcz raz dwa zmyje resztki śniegu i zimowe brudy, a drzewa rozwiną liście szybciej niż zwykle, a potem lato przegoni  spóźnials wiosnę;)  
Tymczasem Lesio z upodobaniem bryka po mokrym śniegu.
A ja, dzięki Ali, piszącej niezwykle sympatyczny blog "nieład mAlutki" upiekłam pierwszy w życiu chleb na zakwasie:)
Nie kupiłam na czas odpowiednich blaszek, upiekłam w czym miałam, wyszedł więc trochę płaski, ale i tak jest pyszny:)
Zakwas przyjechał tuż przed świętami i musiał odstać tydzień w lodówce, aż mogłam spełnić godzinowe warunki przepisu.
 
Do paczki z zakwasem Ala dołożyła cukierki, które zostały natychmiast wyjedzone, świąteczne życzenia i przepis, który poniżej przytaczam.
Dziękuję bardzo Alu :)))
Chleb pszenno-żytni na zakwasie:

Składniki:
1 kg mąki pszennej typ 550
1 szklanka mąki żytniej typ 2000
1 szklanka otrębów ( ja dałam pszenne, ale mogą być też żytnie lub orkiszowe)
1 szklanka ziaren ( słonecznik, dynia, siemię lniane - nie koniecznie )
4 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
4,5 szklanki wody gazowanej ( prawie cała butelka 1,5 litra )
Przygotowanie:
W dużej misce wymieszać suche składniki. Dodać zakwas i wodę. Dokładnie wymieszać , najlepiej ręką i odstawić na 2 godziny. Po tym czasie odłożyć do słoika 2, 3 łyżki mieszanki. Będzie to zakwas na następny chleb, który można przechowywać w lodówce przez dwa tygodnie.
Ciasto przełożyć do natłuszczonych foremek do wysokości 1/2 foremki.
Odstawić na 10, 12 godzin, nie przykrywać. Do pieczenia będzie gotowe jak podwoi objętość. Piec w piekarniku nagrzanym do 200-210 stopni, aż zbrązowieje, czyli około 1 godziny. Odstawić na kratce do ostudzenia, żeby chlebek był chrupiący.
SMACZNEGO:)))