czwartek, 24 września 2009

Wspomnienie przeszłego lata, Neil Gaiman i kiczowaty motylek


Tegoroczne lato jest już wspomnieniem. Na jego pożegnanie moje działkowe marcinki tłumnie odwiedzają kolorowe motyle. Zestawienie barw na zdjeciu wyszło nieco kiczowate, ale to kicz matki natury, więc nie podlegający krytyce ;) Takie jest i już. Zresztą fiolety jakieś się dziwnie zrobiły ostatnio modne. Grzejąc się w ciepłym jesiennym słoneczku i podziwiając motylą krzątaninę wróciłam myślami do miłych urlopowych dni.





Bez książki nie zdaża mi się wyjechać na żaden urlop. Spływ ma jednak swoje prawa. Książka musi być cienka i lekka. Atutem "Koraliny" Gaimana był też spory rozmiar czcionki ( w namiocie bywa ciemnawo). Nie przepadam za fantastyką i horrorem, a tu nagle zastosowanie kontrowersyjnej selelekcji doboru lektury przyniosło mi miłe zaskoczenie. Na tyle miłe ,że kolejne wieczory urlopu wypełniło mi "Niegdziebądź" , a ostatnio "Amerykańscy Bogowie" tegoż autora.
To taka dziwna fantastyka rozbudzająca nasze dziecięce strachy ukryte za starymi drzwiami domu lub dorosłe tęsknoty do ucieczki w świat równoległy, którego istnienie podejrzewamy. Świat straszny i groźny, ale taki , w którym urzędnik zatopiony w codziennej szarości biura może stać się herosem. Lubię mówiące koty i sądzę,że należy nauczyć się ich słuchać , by móc je rozumieć.
Jestem przekonana,że świat widziany oczami człowieka jest projekcją mózgu każdego z nas. Sposób w jaki go odbieramy jest ograniczony anatomiczną budową receptorów naszych zmysłów.
Motyl na fioletowym marcinku żyje w obcym i nieznanym nam świecie.
Pociągające w fantastyce Gaimana jest to, że oferuje ciekawą ucieczkę od trudnej, nużącej codzienności i proponuje byśmy się uważniej rozglądali wokół siebie, bo właściwie nic nie jest takie, jak nam się wydaje.
I choć jestem osobą raczej twardo stąpającą po ziemi, trochę lekturowej odmiany było mi miłe , szczególnie kiedy książki są tak dobrze napisane.
Zainteresowanym szczerze polecam, a ja tymczasem spróbuję posprzątać w szufladkach pamięci,odszukać wspomnienia i myśli pachnące latem, by móc je przywołać w zimny jesienny wieczór, ubrać w słowa i wkleić w kapryśnikowe kartki.


4 komentarze:

  1. Chyba uda mi sie wreszcie napisać u Ciebie komentarz, bo Pan Tymianka przytargał do domu nowe łącze. Marcinki i motyle są cudowne w każdym zestawieniu! Z pogladem na ksiazki jednak bym polemizowała: na wakacje zabieram te najcięższe i najgrubsze:-)Bardzo lubię Twoje recenzje, rzadko się jednak pojawiasz, niestety.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. oooo marcinek z motylkim ,to ladny zestaw;-) a najbardziej podoba mi sie nazwa "marcinek" :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam książki Gaimana, a zwłaszcza Nigdziebądź. Stworzone przez niego światy i postaci są niezwykle żywe i plastyczne. Ja obładowuję się książkami wyjeżdżając gdziekolwiek ale przeważnie nie muszę ich taszczyć na własnych plecach :). W czasie tegorocznych wakacji widziałam kilka nietypowych zwierzątek - jaszczurkę na ścianie, myszkę w ogródku knajpki, zaskrońca i modliszkę, a na polu w drodze powrotnej pasące się spokojnie sarny. Pozdrawiam wakacyjnie, choć za oknami leje i leje

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie się taki zestaw kolorów przyrody i nie tylko
    niezmiernie podoba.Podskórnie czuję obecność równoległych
    światów,lektura brzmi apetycznie więc przeczytam alucha

    OdpowiedzUsuń