Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

Deklinacja wiosenna.


 Deklinacja wiosenna, 
czyli odmiana wiosny przez przypadki 
karkołomnie zrymowana na potrzeby Aluchy.

Kto? Co? Wiosna.
Mówią, że radosna.

Kogo? Czego? Wiosny.
Okres to żałosny.

Komu? Czemu? Wiośnie.
Zielsko znów urośnie.

Kogo? Co? Wiosnę.
Ja już nie urosnę
.
Z kim? Z czym? Z wiosną.
Piję syrop z sosną.

O kim? O czym? O wiośnie.
Pyli znów nieznośnie.

O! Wiosna.
Przyszła bezlitosna.

Jak widać powyżej kaprysie za wiosną nie przepadają.
Z wzajemnością. Ale zadanie w ramach Akcji Wiosenna Opowieść uważam za wykonane;)
Innych, w tym również wielbicieli wiosny, którzy są w znacznej większości jak sądzę, zapraszam do udziału w aluchowej zabawie. Forma, literacka i nie tylko, treść i obszerność dowolne:)
Oj, Alu, ale sobie narobiłaś zajęcia na wiosnę...:)

środa, 25 lutego 2015

Recydywa.

"Tłumaczyć się nie będę.
O, nie.
Wrócę na chwilkę,
może na dwie.
Napiszę wierszyk,
albo i dwa.
Opowiem czasem 
o sprawach psa.
Obrazek wkleję
z jakiejś podróży
i znów ucieknę,
jak mnie blog wkurzy.
Proszę Kaprysi
nie sądzić srogo,
bo srogie sądy,
nic nie pomogą.
Takie już właśnie 
Kaprysie są,
że piszą tylko wtedy
gdy chcą,
więc recydywę rymem ogłaszam.
Kto ma ochotę,

piątek, 13 września 2013

Rymowanka terapeutyczna sklecona w celu poprawienia wyjątkowo paskudnego nastroju i zdjęcie jesiennych ogników zamieszczone w celach ilustracyjnych, chociaż nie na temat.


Dlaczego dni są za krótkie,
dlaczego znów boli mnie pięta,
dlaczego myśli mam głupie
dlaczego nie cieszą mnie święta?

Dlaczego lustro odbija
twarz obcą, zmęczoną i smutną,
dlaczego lato przemija
i czemu przed sklepem jest brudno?

Dlaczego drażnią mnie ludzie
i po co zegar wciąż tyka?
Pójdę wyrzucę ten wierszyk,
i pytań stos do śmietnika.

A wtedy słońce zaświeci
i Lesio śmietnik obsika,
a później błogość blogowa
znów wróci do kapryśnika.



poniedziałek, 3 czerwca 2013

Ludzie !!!

Nie będzie stu słów. 
W ogóle o słowach nie będzie, bo słów mi brak z wrażenia.
O rytmach będzie i niezwykłej niespodziance. 
No, bo tak. Ja tu sobie wyjeżdżam na kilka długich dni, a przedtem omijam szerokim łukiem laptopa przez czas dłuższy, a tu anka wrocławianka sprawiła mi niezwykłą niespodziankę i podarowała piosenkę w kapitalnym wykonaniu jej zdolnego syna. 
Tak oto śmieszny stusłowny wierszyk o Lesiu w lesie został tekstem.

I co Wy na to?
Ja jestem pod wrażeniem talentu ankowego Wrocławskiego, miło mi niezmiernie, dziękuję jak nie wiem co i wracam do zaniedbywanego ostatnimi czasy kapryśnika.
W blogowym świecie naprawdę dzieją się czasem rzeczy niezwykłe.
Dziękuję Anko:) I Lesio dziękuje :)))

piątek, 10 maja 2013

O Lesiu i lesie rymowanka w stu słowach:)

  

O Lesiu i lesie rymowanka w stu słowach.

 

Czy słońce przygrzewa,
czy deszcz w rynnach gra
my z Lesiem po lesie
chodzimy co dnia.

I z Lesiem po lesie
brykając słuchamy
jak ptaszki ćwierkają, 
wiatr gada z drzewami.

Żywica zapachnie,
lub dzięcioł zastuka.
Jak miło jest w lesie
gdy w Lesiu mam druha.

A z lasu do domu
z językiem na wierzchu, 
wracamy by znowu 
wyjść zaraz po zmierzchu.

Bo Lesio do lasu 
co rusz chodzić chce
Kto ma swego Lesia,
jak jest, dobrze wie.

Pod drzwiami znów Lesia
rozmachał się chwost,
więc zaraz w stu słowach
zamykam mój post.


 

wtorek, 6 listopada 2012

Czerwone jabłuszka.

Myślę czasem o napisaniu czegoś poważnego, ale niestety wychodzą mi same głupotki. Tak to już jest, że każdy tworzy na własną miarę. Zastanawiałam się jak ten wierszyk poprawić, ale nie umiem.
Jest o jabłkach, po które chodzę "w szkodę" podczas jesiennych pobytów na działce. Leży ich pod jabłonką zatrzęsienie i są naprawdę najbardziej chrupiące, soczyste i słodkie na świecie. Każdy, kto spróbował potwierdza, a i los starej jabłoni jest niepewny, bo któż to wie, jakie plany ma wobec niej gospodarz.
Wierszyk napisał mi się po obejrzeniu jesiennych zdjęć w poście Bobe Majse "Aszkenazyjska jesień" i jej go dedykuję, ponieważ doradziła mi zmiany w treści i "jabłonki" zmieniłam na "sadu", a "sąsiadów łąki" na "łąki sąsiadów" oraz dlatego, że czego bym nie napisała rymowanego w blogu, to jej się podoba, a przynajmniej tak pisze, co mnie niezmiennie wzrusza i pociesza, aczkolwiek co do posiadania talentu specjalnego nie przekonuje:)

Czerwone jabłuszka

Owoc jesieni, kolor bazarów,
tak wiele nazw ich, smaków, rodzajów,
lecz najsmaczniejsze są prosto z sadu,
co rośnie obok łąki sąsiadów.

Niewielkie, jędrne, słodkie, chrupiące
w czerwonych kulach zamknięte słońce.
Poranne mgiełki i zapach łąki
zbierały w sobie, aż po ogonki.

Wszystkie dni lata zapamiętały,
bo każdy sprawiał, że dojrzewały.
A teraz twarde, sokiem nabrzmiałe
nazbieram w kosze duże i małe,

Żeby jesienią piekąc szarlotkę
przywołać lata wspomnienie słodkie
rozgrzanej słońcem zielonej łąki.
Nie ścinaj proszę, starej jabłonki.



wtorek, 5 czerwca 2012

Mokre róże pachną w biurze, a ja nie mogę pracować.


Co to za pomysł głupi
siedzieć w ponurym biurze
kiedy czerwcowy deszczyk
otula mgiełką róże.

Wiatr z płatków zapach zbiera
w obłoczki go unosi
rozprasza, nęci, kusi
pod nos mi go przynosi.

Jak mam instrukcję pisać
od punktów najeżoną,
gdy deszcz za oknem pada
na różę rozmarzoną.

Ach, być przez chwilę różą
na deszczu się wykąpać,
na wietrze suszyć listki,
w kałuży się przeglądać.

Lub jeszcze lepiej z deszczem
na płatki skapnąć zgrabnie,
zostać kropelką, mgiełką,
gdzie będę nikt nie zgadnie.

I z wiatrem się uniosę,
zapachem róż odurzę,
a później wyparuję,
by już tu nie być dłużej.

Zamiast się skupić nad rozwiązywaniem złożonych służbowych problemów pozwalam, żeby niesforne rymy plątały mi myśli.
Chyba powinnam zmienić pracę, tylko jakoś nie umiem się za to zabrać z zaangażowaniem, co wynika z lenistwa i wygodnictwa, cóż.
A może wreszcie praca mnie zmieni i nie będzie odwrotu? Ja tam bym się zmieniła, bo instrukcja leży odłogiem, a wierszyk jakoś się napisał.
Ładne rzeczy. Zatem czym prędzej kończę ten skandaliczny post, ilustrując go różą, a jej słodki rymowany zapach przesyłam wszystkim cierpiącym nad obrzydłymi papierzyskami:)))

poniedziałek, 5 marca 2012

Poranna rozmowa z Mrautak oraz jaskry chińskie w wersji decoupage i filcowej.

Poranna rozmowa z Mrautak

Przyszła i zamruczała: 
"Nie chcę żebyś mnie zostawiała.
W domu jest pusto i nudno,
a smutne koty chudną"

"Ale ja muszę pracować,
żebym ci mogła kupować
chrupki z indyka, zabawki
i wyciąg z kociej trawki"

"A ja bym właśnie wolała,
żebyś mi mięsko dawała.
Takie soczyste, surowe,
co z tego, że dla mnie niezdrowe?

Lub myszkę przynieś mi żywą,
szarą, tłuściutką, prawdziwą,
a jeszcze lepiej wróbelka,
takiego co lata i ćwierka."

Tak długo i mądrze mruczała
i prawie mnie przekonała,
że myszka lub mały wróbelek,
to koci są przyjaciele.

"Mrautusiu! To niedorzeczne,
tak bawią się koty niegrzeczne,
a szanse na przyjaźń z wróbelkiem
u kotów są raczej niewielkie."

Na to grzbiet wyprężyła,
 na ziemię z fotela skoczyła
i poszła spać na kanapie
liżąc się przedtem po łapie.

Po takim porannym mruczeniu
do pracy się snułam w milczeniu.
Najciężej jest wtedy na duszy,
jak człowiek nie chce, a musi.

Tak to już jest, że kocie mruczenie samo się rymuje, a Mrautak nie lubi kiedy wychodzę rano do pracy, tak samo jak ja nie lubię jej zostawiać samej;)
A tymczasem słońce razi w oczy, koty marudzą, wiosna u bram. 
Na jej spotkanie żółto-pomarańczowe korale w słoneczne i pełne (czyli chińskie) jaskry.



A że ciągle zimno, to jeszcze jaskier filcowy. Ciepły, bo wełniany, ale już wiosenny i ładnie wyjaśniający pochodzenie słowa jaskrawy:)



Obie z Mrautak poprosimy już ciepłą, zieloną wiosnę z prawdziwymi jaskrami i urlop. A to jeszcze bardzo daleko niestety. Teraz w wolnej chwili może zrobimy korale w maki, albo w róże, lub coś równie wiosennego, a na razie w koszyku na balkonie zamiast kwiatków kwitnie w słońcu kot:)




czwartek, 26 stycznia 2012

Kolorowe korale i wierszyk bez sensu. Wcale;)

Ja bardzo przepraszam, ale zrobiło mi się coś takiego, że poplątały mi się rymy z wełną i co korale, to rymowanka.
To może być jakaś choroba, ale leki już biorę i jest nadzieja, że za jakiś czas mi przejdzie.
Z najnowszych korali jestem zadowolona. Rzadko tak mam. Zwykle chcę coś poprawić, zmienić kolejność, albo elementy.
Te są dokładnie takie jakie chciałam zrobić. Duże i kolorowe.
 
Gorzej z rymowanką. Ale jak pisałam, rymy zaplątały się w czesankę, potem razem z kulkami ufilcowały i wyszło jak poniżej;)
Na zimę dobre są szale
wełniane, duże i małe,
kołdra puchowa, racuchy
lub placek ze śliwką kruchy

I jeszcze ciepłe kakao,
albo partyjka makao,
to wszystko jest dobre, ale
ja wymyśliłam korale.

Korale w kolorach tęczy,
gdy zima za bardzo nas męczy,
są dobre prawie tak samo,
jak grzanka na maśle co rano.

Do tego wcale nie tuczą,
a czasem z kotem zamruczą
o lecie, kwiatkach i słońcu,
w wierszyku co głupi jest w końcu

I sensu nie ma w nim wcale,
bo przecież nie mruczą korale.
                    Nawet takie filcowe,
                                  i kolorowe;)



niedziela, 22 stycznia 2012

Przepis na szare filcowe korale pośpiesznie zrymowany w niedzielne popołudnie:)

 

Miękkie kłębki szarej wełny
owiń sobie wokół palca,
polej wodą, umaż mydłem,
potem turlaj z siłą walca.

Jak utoczysz kulek parę
wysusz dobrze, zrób w nich dziurę,
dołóż także coś ładnego,
blaszkę, kamyk, srebrną kulę.

I na linkę lub na sznurek
nawlecz wszystko w kolejności,
potem przymierz i zobaczysz,
jak do twarzy ci w szarości.

W taki sposób odczarujesz
szare, zimne dni styczniowe
i z pomocą wody z mydłem
masz korale z filcu nowe:)

poniedziałek, 26 września 2011

Wierszydełko z przepisem na rymy.

Objawy przepracowania bywają bardzo różnorodne.
Prócz kilku ciekawych dolegliwości natury fizjologicznej zaczęłam składać rymowanki i wierszydełka. Co gorsza czasem je publikuję. Przykro mi.
Traktuję kapryśnikowe zapiski pamiętnikowo, stąd zresztą nazwa bloga, i jak coś sklecę to czasem zapisuję.
Czytacie na własną odpowiedzialność.
Dziś nie będzie słonecznie, jabłecznie i słodko.
Będzie niegramatycznie, informacyjnie, porządkowo i cmentarnie.
A to dlatego, że będąc ostatnio na cmentarzu stwierdziłam, że na większości nekropolii nie ma, są nie wiadomo gdzie, jest za mało* (*właściwe podkreślić) toalet.
W kościołach zresztą podobnie, tylko gorzej. 
Zirytowana powyższym przedstawiam wierszydełko informacyjne, a w nim przepis na rymy oraz zaproszenie do zabawy:)

To nie sztuka znaleźć rym
każde słowo będzie nim,
które taki koniec ma
jakiego nam właśnie trza.

Że to rym jest częstochowski
trudno, niech precz znikną troski
zasad wszelkich też w nim brak
za to rym jest tak, czy siak.

Oto przykład literacki
krótki i nie elegancki
napisany przez J.T.
by zbudował ktoś WC:

Cytat z Juliana Tuwima:
" Tu leży wieszcz, przechodniu nie szcz."

A teraz parafraza fragmentu wiersza tegoż autora:
"Rusz czytelniku mózgiem swym i napisz jakiś własny rym"
;)))
Tematyka dowolna, rymy obowiązkowe.
Oceniać będzie Mrautak, ponieważ ona bardzo dobrze zna się na rymowaniu, bo przecież nie ma nic bardziej poetyckiego jak kocie mruczando;)
Ktoś podejmie wyzwanie?
Kompletnie nie na temat, ilustracją do posta są łapy księżniczki Mrautak jurora, która zawsze wchodzi w kadr, ponieważ słusznie uważa, że ona jest najważniejsza i zdjęcia należy robić jej, a nie jakimś koralikom, tak po prostu ponadziewanym na rzemyk, które pomimo tego, że są pokryte ciekawym matowym szkliwem pt. aligator i trochę je nawet na zdjęciu widać, na uwagę nie zasługują.



sobota, 17 września 2011

Rymowanki dla pewnego łasucha jesienne i słodkie:)

W niedzielny zimny poranek
z jabłek dojrzałych i słodkich
wyduszę smaki jesieni
i włożę je do szarlotki.

Ciastem zapachnie mieszkanie
złociście, słodko, jabłecznie,
a gdy ugryziesz kawałek
rozpłynie się w ustach bajecznie.

A potem podam ci szklankę
ciepłej, słonecznej jesieni
i pomyślimy w zadumie,
czy szarość nam jej nie odmieni.

W takim śniadaniu wrześniowym
niczego mi nie brakuje,
szarlotka, niedziela i jesień
we dwoje najlepiej smakuje.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Deszczowe rymowanki i zdjęcie od Anki;)

Deszczowe zdjęcie autorstwa Młodej:)
Dymek pary nad herbatą,
a tu w końcu przecież lato.
W kroplach deszczu proste, ciche
rymy się składają liche.

Na kwiatki i smutki
na rozpaprane robótki
na weekend za krótki
na "a może napić się wódki?"
na koci wąs, na róży pąs,
                              kapie deszcz
I smętne dumanki, deszczowe mruczanki
w ucho szepczą tak:
                    dwadzieścia mieć znowu lat
                    i kibić jak trzcinka
                    i spać jak dziecinka
( w klawiaturze koci kłak ),
                    jeść móc co chcieć,
                    i pieniądze mieć,
                    winem się upić,
                    pokochać i rzucić
Marzyć i chcieć,
tabletki wyrzucić do kosza precz,
a dziś może na spacer iść, choć
                                      kapie deszcz...


To oczywiście deszczowe nieudolne kaprysine wierszoklectwo inspirowane:)
A kto zgadnie czyimi i którymi wierszami, hę? :))) 
Ogłaszam kaprysiną blogową zabawę bez nagród;) A zresztą kto wie, jak dłużej popada, to może jednak z nagrodą?;) Ładną jakąś:)