Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2015

Tricolore, czyli korale w kolorach rewolucji, rewolucja świąteczna i kilka jaj:)

Tricolore. Biały - królewski, niebieski - szlachecki, czerwony - ludowy. Na fladze po równo, a u mnie w asymetrycznym nieładzie. Koralowo.
Biały - koral, czerwony - ceramika i koral , niebieski - ceramika. Do trójkolorowej kratki. Mam słabość do bluzek w kratkę. I do kolorów francuskiej rewolucji. Nic nie poradzę.
Na święta też rewolucja. Ha! Uciekamy z Warszawy. Precz z zakupami, garami i krzątaniną. Odpocznę:)
Już się cieszę.  Zrobiłam tylko dwa mazurki, podobne do tych. Zwykle wychodzą podobnie, więc zdjęcia tym razem trochę inaczej.
Jeden dzieciom, drugi tradycyjnie w prezencie komuś bliskiemu sercu i już:)
Będzie czas, las, spokój i wszystko podstawione pod nos. Zasłużyłam sobie.
Jaj dosłownie kilka. Pro publico bono tylko, czyli na prośbę i na prezenty oficjalne.
Pięknych i Radosnych Świąt Wielkanocnych 
Wam życzę:)

poniedziałek, 6 maja 2013

Sto słów, czyli mieszanka majowa.

Nowe stare paciorki, dawno wypalone, teraz poskładane. Lesio w polu i w lesie z psyjacielem plus trochę wiosny, czyli mieszanka majowa. Słowem skrót. Spokojnie mogłabym zrobić z tego posta, przynajmniej trzy, a przy odrobinie wysiłku z pięć.
Ale nie zrobię;) Pisać też nie będę za wiele. Od dawna myślę o tym, aby narzucić sobie ograniczenie ilości słów w poście np. do stu.
A to dlatego, że codziennie służbowo i prywatnie spędzam przy komputerze zbyt dużo czasu. I lubię wyzwania. Nawet najciekawsze, długie posty czytam zwykle pobieżnie. Wolę krótki przekaz.
A zatem paciorki, wiosna, pies i sto słów.
 
 
 
 
Miłego liczenia. Dobranoc:)




sobota, 16 marca 2013

Niespiesznie.

Kapryśnik jest do odpoczywania i dla przyjemności.
Jak mam ochotę się podenerwować czytam gazety. Na bieżące tematy ogólne mówi się i pisze i tak za wiele. Tu jest cisza i spokój. 
I lesiowe futerko, czarny wilgotny nos i machający ogon.
To dopiero trzy tygodnie, a już jest całkiem nasz. Mniej piszczy pod drzwiami jak wychodzimy i grzecznie czeka na nasz powrót. O siusianiu w domu dawno zapomnieliśmy. Zdarzyło mu się to tylko dwa razy i to na samym początku, jak bał się wychodzić na spacerki.
Mądry, kochany Lesio:)
Chciałabym, żeby ten weekend minął nam niespiesznie. Słońce pięknie świeci, ale nadal mróz i zimy wiatr nie zachęcają do długich spacerów. Młoda zdobywa świat wiele tysięcy kilometrów stąd, pan mąż leczy katar, a ja chciałabym odpocząć w ciepłym, przytulnym domu z filiżanką zielonej herbaty i przytulonym Lesiem. Zapomnieć o pracy, nagłówkach gazet i codziennym zgiełku. I może jeszcze naszykować i ozdobić kilka wydmuszek. Nigdy nie ma ich za wiele kiedy razem ze świątecznymi życzeniami rozdaję je bliskim.
A to kilka gotowych:

A to Lesio już z podniesionym ogonem na spacerku i z koleżanką,
 I w domu, na łóżku oczywiście:)
 
Miłego , rodzinnego weekendu Wam życzę:)

sobota, 9 marca 2013

Lesio przestępca i decoupage.

Marzec zaczął się ekstremalnie. Ciągle nie bardzo mogę do siebie dojść, a przebiegane za Lesiem noc i dzień przypominają mi się coraz to nowymi dolegliwościami;) Bardzo też jestem zadowolona, że śnieg spadł teraz, a nie tydzień temu. Bardzo;) Pożytek z tego wszystkiego taki, że Lesio dokładnie już wie, jak w razie czego, wrócić do domu;)
Tak wiele lęków i urazów mieszka w tej małej psiej główce, że wiele jeszcze potrzeba czasu i cierpliwości, żeby mógł o nich zapomnieć. Nadal boi się mężczyzn, gwałtownych ruchów i nie chce wychodzić na spacerki z pańciem, chociaż pod naszą nieobecność roznosi po mieszkaniu zarówno buty moje, jak i męża. Łóżko pańcia też jest w porządku. Na męskie spacerki przyjdzie kiedyś czas, choć przyznam, że wyczekuję go bardzo niecierpliwie;)
Na razie Lesio lubi czasem uciąć sobie z pańcią drzemkę, a nudę ostatniej nocy zabijał pożerając mojego kapcia. Z miłości jak sądzę i dla rozrywki jedynie, bo żadnego poszarpanego kawałeczka skóry nie zjadł na szczęście.
Jak nie chodzę z psem i nie pracuję, chociaż właściwie cały mój czas porządkują głównie obie te czynności, to kleję.
Zrobiłam już trochę pisanek i jedną deseczkę z nową, dwustronną rymowanką dosyć dokładnie ilustrująca czym powinnam się leczyć, chociaż mogę tylko miodem:)

"Na żółć co zalewa,
na nudę co ziewa,
na gardło i dreszcze
i inne też jeszcze
przyczyny i skutki
najlepszy prócz wódki,
jest miodek słodziutki..."

Zamiast miodek mogłoby być Lesio, gdyby nie kapeć. Mieliśmy zasadniczą rozmowę, po której poszedł spać, więc być może przemyśli swoje postępowanie;)
Pisanki następnym razem, a dziś, deseczka, Lesio przestępca i drzemka z przestępcą:)
A my oczywiście na spacerek;)

niedziela, 17 lutego 2013

Klejone literki.

Wszystko przez Qrkę. Pokazała jak robi szyldy, a tym samym jak można "udekupażyć" dowolny tekst. Od kilku dni nie sprzątam, nie gotuję i najchętniej bym nie pracowała;) Niestety pracuję.
Sypiam więc niewiele, drukuję i kleję, drukuję i kleję, drukuję i ... prawie wykończyłam drukarkę;)
Na początek okleiłam konewkę. Zdjęcia byle jakie, bo i pogoda szaro bura, rym na konewce, ot taki konewkowy, w sam raz do decoupage;)
"Tą konewką malowaną
podlej suche kwiatki rano,
wnet obudzą się, rozkwitną
i na baczność ładnie staną.."
Proszę jakie praktyczne zastosowanie mojego wierszoklectwa:)
A to jeden z serii segregatorów dla Młodej, oczywiście z klejonymi literkami.
Jak poszły w ruch serwetki i klej, to zaczęłam też oklejanie pisanek, wielkanocnych zawieszek oraz innych różności, na których da się upchnąć literki, cyferki, wierszyki, dedykacje i co tylko może przyjść do kapryśnej głowy. Tak, mniej więcej, wygląda to na biurku:
Och, Qrko coś ty narobiła najlepszego? ;)))

czwartek, 31 stycznia 2013

O szczęściu i wieszakach.

Aby osiągnąć szczęście, trzeba spełnić trzy warunki: być imbecylem, być egoistą i cieszyć się dobrym zdrowiem. Jeśli jednak nie spełnicie pierwszego warunku, wszystko jest stracone.
Gustaw  Flaubert
Ten cytat, podsłuchany kilka dni temu w porannej Zetce, jest dostatecznie cyniczny, jak na kaprysiowe wymagania. Nie wymaga też szerszego omówienia. Zostawmy więc szczęście, a zajmijmy się zadowoleniem. Ostatnio osiągam rzadko. Już sama nie wiem co jest przyczyną:( Zima, waga, praca, pesel, braki, kłucie, księżyc w fazie, nie takiej, pięta, błoto, śnieg, ceny, użeranie, nerwy zbędne, sny głupie, chęci nierealne, bo chciałabym, albo nie bardzo i takie tam różne, ech..
Na pocieszenie zrobiłam sobie parę wieszaków. Decoupage mnie odstresowuje. Jak sobie kwiatuszki naklejam, to nie myślę.
Jak nie myślę, to mi dobrze.
A wieszaków nigdy za dużo. To jedno z niewielu stuprocentowo praktycznych zastosowań obklejanek. Wieszak, to wieszak, a że w kwiatki, to trudno. Takie są:
Jak dla mnie, śliczniusie;) Perfekcjonistki dołożyłyby pewnie jeszcze parę warstw lakieru. Nie dołożę. Dobrze, że w ogóle coś nareszcie zrobiłam. 
Na dziś starczy. Pójdę teraz sobie coś powiesić, a ambitniejsze wpisy zostawię sobie na kiedyś, tam kiedyś:)

poniedziałek, 12 marca 2012

Przedwiośnie.

Przedwiośnie to nie jest pora roku ulubiona przez kaprysie.
W skali od jednego do dziesięciu wskaźniki wydolności kształtują się u mnie następująco: samopoczucie trzy, ze wskazaniem na dwa, zapał do pracy jeden, optymistyczne spojrzenie w przyszłość dwa, aktywność fizyczna trzy, agresywność siedem, chęć leżenia z kołdrą na głowie dziewięć. 
Do tego wiosenne przesilenie, za chwilę ukradziona godzina z dnia, magnetyczne burze na słońcu, burze hormonalne we wnętrzu i w efekcie z ulubionych dłubanek chęć pozostała mi tylko do serwetek i kleju.
Decoupage to zajęcie bardzo mało wysiłkowe i dające cudowną możliwość nie myślenia o niczym, prócz zastanowienia się, w którym miejscu przykleić kolejny kawałek papierka. 
I tak klejąc relaksacyjnie jedne z korali zrobiłam na ludowo,
a drugie na różano;)
W weekend na manifę nie poszłam, dla zaproszonych gości zrobiłam kanapeczki, może i pracochłonne, ale mając je już gotowe ze znajomymi siedziałam i rozmawiałam przy stole jak człowiek, a nie kursowałam kłusem między kuchnią i pokojem.
A w konkursie Eurowizji, wzorem Casablanki zagłosuję mało patriotycznie na Buranowskie Babuszki z bratniej Rasiji, bo mi ludowe klimaty pasują, a i do grupy wiekowej zespołu już się łapię:)))

I mimo nieuchronnie zbliżającej się wiosny, tym optymistycznie ludowym akcentem żegnam się z Wami do następnego razu:)

poniedziałek, 5 marca 2012

Poranna rozmowa z Mrautak oraz jaskry chińskie w wersji decoupage i filcowej.

Poranna rozmowa z Mrautak

Przyszła i zamruczała: 
"Nie chcę żebyś mnie zostawiała.
W domu jest pusto i nudno,
a smutne koty chudną"

"Ale ja muszę pracować,
żebym ci mogła kupować
chrupki z indyka, zabawki
i wyciąg z kociej trawki"

"A ja bym właśnie wolała,
żebyś mi mięsko dawała.
Takie soczyste, surowe,
co z tego, że dla mnie niezdrowe?

Lub myszkę przynieś mi żywą,
szarą, tłuściutką, prawdziwą,
a jeszcze lepiej wróbelka,
takiego co lata i ćwierka."

Tak długo i mądrze mruczała
i prawie mnie przekonała,
że myszka lub mały wróbelek,
to koci są przyjaciele.

"Mrautusiu! To niedorzeczne,
tak bawią się koty niegrzeczne,
a szanse na przyjaźń z wróbelkiem
u kotów są raczej niewielkie."

Na to grzbiet wyprężyła,
 na ziemię z fotela skoczyła
i poszła spać na kanapie
liżąc się przedtem po łapie.

Po takim porannym mruczeniu
do pracy się snułam w milczeniu.
Najciężej jest wtedy na duszy,
jak człowiek nie chce, a musi.

Tak to już jest, że kocie mruczenie samo się rymuje, a Mrautak nie lubi kiedy wychodzę rano do pracy, tak samo jak ja nie lubię jej zostawiać samej;)
A tymczasem słońce razi w oczy, koty marudzą, wiosna u bram. 
Na jej spotkanie żółto-pomarańczowe korale w słoneczne i pełne (czyli chińskie) jaskry.



A że ciągle zimno, to jeszcze jaskier filcowy. Ciepły, bo wełniany, ale już wiosenny i ładnie wyjaśniający pochodzenie słowa jaskrawy:)



Obie z Mrautak poprosimy już ciepłą, zieloną wiosnę z prawdziwymi jaskrami i urlop. A to jeszcze bardzo daleko niestety. Teraz w wolnej chwili może zrobimy korale w maki, albo w róże, lub coś równie wiosennego, a na razie w koszyku na balkonie zamiast kwiatków kwitnie w słońcu kot:)