Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 kwietnia 2015

Poświąteczne wspominki. Część I - Przyroda.

Jedni jedli, inni pili, jeszcze inni jedli i pili, większość przy tym siedziała, bo zimno, bo deszcz ze śniegiem i takie tam,
a my nie:)))
Niestraszne nam były chłody i opady. To były święta aktywne i ciekawe. Wybraliśmy się w słabo zaludnione ostępy Podlasia, tuż pod białoruską granicę. Tropiąc żubry i żurawie, podziwialiśmy białowieskie puszczańskie ostępy. Zachwycaliśmy się krainą otwartych okiennic i małych cerkiewek, żeby na koniec trafić w gościnę do polskich Tatarów w Kruszynianach. Cudnie było:)
Wielkanocne wspomnienia podzielę na części.
Dziś przyroda, kiedyś okiennice, a jeszcze kiedyś jak się przygotuję po ludzku - Tatarzy:)
Zalew Siemianowski na obrzeżach Puszczy Białowieskiej
Świąteczny, puszczański Leś.
Żubry przy drodze, z dala od ścisłego rezerwatu. Bliżej bałam się podejść. No, żeby się nie spłoszyły;)
I jeszcze żurawie.
W bagnie jak w lustrze.

Ent:)
Poniżej opowieści z mchu i porostów. Jeszcze takich dorodnych nie widziałam.
 
Oj, dużo tych obrazków, a dla cierpliwych ciąg dalszy nastąpi:)

niedziela, 15 marca 2015

Burano na niepogodę.

Siedem kilometrów i około 30 minut podróży tramwajem wodnym dzieli Burano od Wenecji.
To jedna z wysp Weneckiej Laguny od wieków słynąca z barwnie pomalowanych domów i koronki klockowej. Kolor elewacji każdego z domów właściciel musi uzgodnić z władzami wyspy, które pilnują, żeby barwy zbyt często się nie powtarzały. Kolory urzekają i zachwycają.
Chodziłyśmy uśmiechnięte małymi uliczkami pstrykając zdjęcie za zdjęciem.
Wenecja zachwyca i onieśmiela. Burano to wyspa z kolorowej układanki, radosna i niezwykle energetyczna. W sam raz by ją powspominać w deszczowy i zimny marcowy weekend:)
Mieszkańcy żyją głównie z połowu ryb i turystyki. Niezbędna w tradycyjnym rybołówstwie umiejętność ręcznego wyplatania sieci wpłynęła na rozwój koronkarstwa na wyspie. Dziś koronki, które oferują turystom liczne sklepy nie pochodzą z Burano. Oryginalne, których wykonanie zajmuje nawet kilkaset godzin, są niezwykle drogie i można je dostać tylko bezpośrednio od koronczarki, jeżeli się ją znajdzie.
Mnie udało się znaleźć jedynie w internecie zdjęcia koronczarek z Burano, a na jednej z uliczek rybaka, który naprawiał sieć i był tak miły, że pozwolił się sfotografować.
znalezione w sieci
znalezione w sieci
Na wyspie jadłyśmy też wspaniałe ryby usmażone tuż po przyniesieniu z łodzi.
Było pysznie, cudnie, ciepło i kolorowo.
Ach, Burano..




piątek, 6 marca 2015

Marzenie.

Podobno nie można ciastka zjeść i mieć. Można za to mieć dużo i zjeść dużo, jak ktoś lubi. W końcu jednak zawsze zostaje pusty talerzyk.
Dlatego chyba nie lubię ciastek. Lubię marzenia.
Każde raz spełnione mogę mieć znowu. Choćby i to samo.
Mam ich prywatny ranking, a jedno z samej góry listy jest i spełnione, i nadal aktualne. Wenecja.
Kilka wspólnych dni w tym niezwykłym mieście podarowała mi Młoda na imieniny. To się nazywa prezent. Marzenie:)))
Tu bura, lodowata plucha, tam cudowne 23 w cieniu, słońce i lekka bryza niosąca zapach morza. Zamglone poranki i magiczne, długie wieczory. Wenecja nie jest dużym miastem. Sto wysepek połączonych czterystoma mostkami na ośmiu kilometrach kwadratowych poprzecinanych sto siedemdziesięcioma czterema kanałami.
W kilka dni udało się nam obejść większość słynnych zabytków i urokliwych zakamarków oddalonych nieco od turystycznego zgiełku. Pierwszego dnia błąkałyśmy się w wąskich uliczkach szukając hotelu, głównie dlatego, że zupełnie nie ma tam jak rozejrzeć się i zorientować w terenie. Trzeba podporządkować się szlakom wytyczonym przez wąskie uliczki wciśnięte pomiędzy mury kamienic, które prowadzą bądź do kolejnych mostków przerzuconych nad kanałami, albo kończą się dojściem do kanału, tyle że bez mostka.
Wracamy więc szukając innej uliczki, a za nią kolejnego mostka, stając co chwila, bo kolejne mijane miejsca są zatrzymanymi na ułamek chwili obrazami, a każdy chciałabym na zawsze zapisać w pamięci.
Mimo niszczejących i połatanych coraz liczniejszymi plombami murów, a także tynków i zdobień wymagających niezwłocznych gruntownych konserwacji, Wenecja zapiera dech w piersi.
Kiedy rozbolały nas nogi korzystałyśmy z vaporetto, najwygodniejszej i najbardziej powszechnej formy weneckiego transportu.
Kanały są w Wenecji jedynymi arteriami komunikacyjnymi. Łodziami dowozi się towar, wodne są śmieciarki, karetki, hotelowe taksówki  i tramwaje.
Teraz kiedy choć na chwilę, chcę zapomnieć o nużącej pracy, zatłoczonym autobusie, czy innych smuteczkach szarej codzienności, przymykam oczy i wracam w myślach na Campo Dei Mori, które każdego poranka widziałam z hotelowego okna. Do małego sklepiku przy Fondamenta Della Misericordia, w którym kupowałam mleko i jajka na śniadanie, lub do małej winiarni dwie uliczki dalej, gdzie odkryłyśmy cudownie musujące Prosecco z kijka, rozlewane do butelek po wodzie mineralnej za całe 1,80 euro za litr. Nie będę pisała o historii i zabytkach, od tego są przewodniki.
Zapraszam na wspólny spacer moich marzeń:)
Widok z mostu Rialto
Plac Świętego Marka
Kościół Madonna Dell'Orto
Most westchnień
Targ Rialto
 Domofon:)
Panorama z aparatu Młodej
Przystanek vaporetto
Fondamenta Della Misericordia
 Canal Grande
Kilka zdjęć ilustrujących dzisiejszy wpis wybrałam przypadkowo. Nie udało mi się inaczej, ponieważ obie zrobiłyśmy ich ponad półtora tysiąca. Prócz Wenecji odwiedziłyśmy również sąsiadujące z nią wysepki Murano, Torcello i Burano, ale zdjęcia z bajkowego Burano zasługują na własne miejsce w kapryśniku, więc dziś dziękuję już za wspólny spacer i do zobaczenia :)