Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filcowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filcowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2012

Poranna rozmowa z Mrautak oraz jaskry chińskie w wersji decoupage i filcowej.

Poranna rozmowa z Mrautak

Przyszła i zamruczała: 
"Nie chcę żebyś mnie zostawiała.
W domu jest pusto i nudno,
a smutne koty chudną"

"Ale ja muszę pracować,
żebym ci mogła kupować
chrupki z indyka, zabawki
i wyciąg z kociej trawki"

"A ja bym właśnie wolała,
żebyś mi mięsko dawała.
Takie soczyste, surowe,
co z tego, że dla mnie niezdrowe?

Lub myszkę przynieś mi żywą,
szarą, tłuściutką, prawdziwą,
a jeszcze lepiej wróbelka,
takiego co lata i ćwierka."

Tak długo i mądrze mruczała
i prawie mnie przekonała,
że myszka lub mały wróbelek,
to koci są przyjaciele.

"Mrautusiu! To niedorzeczne,
tak bawią się koty niegrzeczne,
a szanse na przyjaźń z wróbelkiem
u kotów są raczej niewielkie."

Na to grzbiet wyprężyła,
 na ziemię z fotela skoczyła
i poszła spać na kanapie
liżąc się przedtem po łapie.

Po takim porannym mruczeniu
do pracy się snułam w milczeniu.
Najciężej jest wtedy na duszy,
jak człowiek nie chce, a musi.

Tak to już jest, że kocie mruczenie samo się rymuje, a Mrautak nie lubi kiedy wychodzę rano do pracy, tak samo jak ja nie lubię jej zostawiać samej;)
A tymczasem słońce razi w oczy, koty marudzą, wiosna u bram. 
Na jej spotkanie żółto-pomarańczowe korale w słoneczne i pełne (czyli chińskie) jaskry.



A że ciągle zimno, to jeszcze jaskier filcowy. Ciepły, bo wełniany, ale już wiosenny i ładnie wyjaśniający pochodzenie słowa jaskrawy:)



Obie z Mrautak poprosimy już ciepłą, zieloną wiosnę z prawdziwymi jaskrami i urlop. A to jeszcze bardzo daleko niestety. Teraz w wolnej chwili może zrobimy korale w maki, albo w róże, lub coś równie wiosennego, a na razie w koszyku na balkonie zamiast kwiatków kwitnie w słońcu kot:)




sobota, 25 lutego 2012

Poprawka i wprawka.

Poprawiłam dred. Pozbawiłam go falbanki i kulki, dołożyłam trochę elementów i jest trochę mniej starobabski.
Miło się nosi, ponieważ czesanka, z której go filcowałam jest wyjątkowo miękka i niegryząca.
To było zrobić łatwo. Potem wzięłam się za sutasz, żeby nie było, że nie próbowałam.
Trudno robi się coś do czego nie ma się:
1. przekonania
2. trzeba to szyć, szycia szczerze nie cierpiąc
3. mając taką tasiemkę , kamień, czyli kaboszon (o matko co za nazwa!) i pozostałe elementy jakie się ma.
Zupełnie nie miałam ochoty na inwestowanie w różnokolorowe tasiemki, specjalistyczne nici, igły, kaboszony;) i tym podobne. Ograniczyłam się do pasiastego krzemienia z dna szuflady, paru perełek, czarnych i agatowych kuleczek oraz czarnej tasiemki dostępnej od ręki w mojej pasmanterii na bazarku, w cenie jeden złoty za jeden metr. Dziubałam z uporem wartym lepszej sprawy cały piątkowy wieczór, wyszło co wyszło.
Za jednym zamachem sutasz i dyndające;)
Dziubiąc zerkałam do ściągawki, dzięki czemu jakoś sobie poradziłam.
Nawet najpiękniejsze sutaszowe prace, oglądane w internecie, też mnie nie kuszą. Sutasz to nie jest coś, co kaprysie lubią najbardziej;)
Pewnie jeszcze zrobię tą techniką broszkę, ale ponieważ robię to wyłącznie dla Młodej, to następna sutaszowa męka czeka mnie po dostarczeniu przez nią kamienia, który będę "obsutaszać" według życzenia;)
Dla relaksu kolejny filcowy kwiat broszka. Tym razem w spokojnych beżach.
I w ostatni lutowy weekend w temacie rękodzieła, to by było na tyle;)

niedziela, 19 lutego 2012

Starobabski filc.

I tak oto śnieg zamienił się w deszcz. Nadal jest parszywie i zimno, ale to jest widoczny postęp ku ociepleniu. A skoro tak, to wełna będzie powoli wracać do szuflad i przeproszę się z wyklejankami, albo ceramiką.
Na pożegnanie z filcem będzie jeszcze broszka lub kilka, dred lub dwa, klipsy i coś na sucho, może w końcu szal, ale coraz tęskniej patrzę w kierunku pudeł z serwetkami i klejem, czy nową paczką gliny.
Na razie duża broszka w różowych szarościach (ślubny powiedział, że przypomina ukwiał, nie kwiat),
I szary dred ze zdobieniem skrytykowanym przez Młodą na całej linii.
Bo ucudowane, naćkane, starobabskie (a niby jakie ma być, skoro ja robię;) i bez sensu, a przypomina macicę i to nie koniecznie perłową ;( 
Pokazuję zanim odczepię zdobienia i przerobię na prosty dred z perełkami lub nieperełkami, bo już go w takiej formie nie założę, o nie. Nic mnie tak nie dołuje jak konstruktywna krytyka, a najgorzej, że słuszna.
"A w ogóle to broszkę byś zrobiła jakąś małą, bo takie wielkie, to głupio wyglądają i nie ma jak nosić, albo coś dyndające zrób. A może nauczyłabyś się sutaszu, to takie fajne..."
I co ja poradzę skoro sutasz do mnie nie przemawia? Widziałam na blogach (Dysiaczek pokazała piękną dostaną bransoletkę) i na koleżance (bardzo zdolnej Małgosi, która wkręciła mnie w filc i wyciągnęła do Łucznicy, a teraz już oczywiście "sutaszy":) dosłownie kilka prac, które mi się podobały, ale sutasz to szycie, a kaprysie szyć bardzo nie lubią;)
Słyszę szum i zdecydowane psssssss. To deszcz za oknem i  ulatujące właśnie ze mnie resztki ochoty i filcowej weny. Idę pogrzebać w pudłach z serwetkami.
A na koniec notowania wagowe: + 1,5 kg. Porażka na całej linii (cholerne pączki i takie tam inne), a do tego jutro poniedziałek, pfuj.



piątek, 17 lutego 2012

Kota cień, kota dzień, kotu humor zmień.

W słoneczny dzień na drapaku przy oknie za zasłonką jest najprzyjemniej. Mrautak jest schowana, ma ciepło i dobry widok na ptaszki za oknem.
A od strony pokoju widzimy wtedy kota cień:)
A to kot z drugiej strony cienia;)
W dniu kota Mrautak chętnie zażywałaby kąpieli słonecznych, a tu pochmurno, śnieg, wiatr, chlapa, dwunogi w pracy, zamiast na urlopie, miseczka jak zwykle z codziennym suchym i co ???
To tak: dwunogi wrócą szybciutko do domu, przyniosą nowe pudełko, albo dwa. Najlepiej z dziurkami do wchodzenia i wychodzenia, kupią nową futrzaną myszkę, jakieś cudowne smakołyki, a potem będą się z kotem bawić, zaproszą jej jakiś gości, bo Mrautak bardzo lubi nowych dwunogów, którzy się nią zachwycają i też się z nią bawią, potem będą głaskać i drapać przy uszkach, pozwolą spać na stole, albo najlepiej w szafie na sweterkach, nawet czarnych, a później je sobie odkłaczą i nie będą margać. Czyli ustalone:)
A jak już Mrautak będzie spała snem zmęczonego i szczęśliwego kota, to jeden dwunóg będzie mógł sobie czytać książkę, albo oglądać film, a drugi wyjąć te swoje wełniane kłaczki i gnieść je sobie z wodą i mydłem, albo kłuć igłami. 
Ładne i miłe do rwania kłaczki przerabia na takie coś:
*

Doprawdy zupełnie dziwaczne zajęcie, miauuu:)

*Dred w kolorystyce i zdobieniach identyczny z pomysłem Inkwizycji. Haniebny plagiat usprawiedliwiony tylko zapatrzeniem i podobactwem niezwykłym oraz i przede wszystkim, czułą zgodą Inkwizycji na tenże, inaczej na pewno bym się nie ośmieliła. Z kim, jak z kim, ale z Inkwizycją to ja zadzierać nie zamierzam. Nawet z czułą;) 

wtorek, 14 lutego 2012

Na sucho.

Jabłuszka na Walentynki? A tak;)
Serduszek wszędzie pełno, a jabłuszka bliskie są miłosnej tematyce. Kuszące i słodkie, czasem cierpkie. Każdy wie jak pachną i smakują, ale tak samo trudno opisać te wrażenia, jak wytłumaczyć czym jest miłość;) Zarówno miłość jak i smak jabłek można próbować zdefiniować mniej lub bardziej skomplikowanymi chemicznymi wzorami, ale w Walentynki nie o to nam przecież chodzi;)
Trudno opisać, łatwiej pokazać. Ufilcowane.Tym razem na sucho.
Malutkie jabłuszkowo-walentynkowe kolczyki prezentuje Mrautak:

 
Skoro już igły poszły w ruch, to ufilcowały się też tradycyjne serduszka,
potem mysz (dawno nie robiłam myszy i Mrautak prosiła),
później biedronka (chyba muszę dorobić jej jakieś czułki),
a na koniec klipsy z malutkich filcowych kuleczek, jako uzupełnienie do kolorowych korali. Ufff...
Teraz muszę wygoić pokłute paluszki, czemu dobrze będzie sprzyjał nowy tydzień pracy, ze stosem pozwolnieniowych zaległości. 
I może nie będzie się dłużył jak dwóm uczniom, którzy to, taki dialog prowadzili w szkolnej ławce: 
"Dzisiaj poniedziałek ?"
"Tak"
"A która godzina?"
"8.15"
"O, matko, ale ten tydzień się wlecze"

środa, 8 lutego 2012

Filcowo, kolorowo, klipsowo, kwiatkowo:)

Nie mam przekłutych uszu, więc nie noszę kolczyków. Czasem jednak mam ochotę na klipsy. Proste, kolorowe i niedyndające. Dyndające gubię. Zawsze o coś zaczepiam, pyk i po klipsie. Dlatego nie noszę kolczyków, zaczepienie o klips kończy się bezkrwawo;)
Wymyśliłam więc sobie filcowe klipsy. Filcowe, kolorowe i tak proste, że aż dziwne, że nigdzie i u nikogo dotąd takich nie widziałam. Przedstawiam prototyp;) Filcowe półkulki plus zapięcie na ucho. 
Kolor do wyboru, zależnie od stroju, nastroju, humoru i upodobań;)
Takie:
I kolejne kolorowe korale, tym razem w cukierkowych barwach:

Do nich też dorobię półkulkowe klipsy, chyba, że wymyślę jeszcze coś innego;)
A poniżej przyobiecany szaro-czerwony (zgodnie z życzeniem:)) kwiatek dla Rzeki, który już jest w drodze do nowej właścicielki:
A za szal się nie wzięłam i na razie nie wezmę. Jak nie urok, to przemarsz wojska, czyli albo permanentny brak czasu, albo znowu przeziębienie i gorączka.
Trudno. Na siły wyższe rady brak. Chociaż przez dzień lub dwa zastosuję okłady z kota, miód z cytryną i łóżko, może też krótki, lekki i niezbyt intensywny masaż wełną?;) Taki kwiatkowy;)

piątek, 3 lutego 2012

Lepiej późno niż wcale, czyli kwiatek za wierszyk, mrautacza sesja ze szczurem i prośba.

Trzaskający za oknem mróz sprawia, że niechętnie wychodzę z domu. Więcej czasu poświęcam wełnie, książkom i kapryśnikowi.
Szperając w starszych postach doczytałam się, że nie wywiązałam się z obietnicy. Pisząc o mruczącej sobocie obiecałam kwiatek dla wybranej przez Mrautak autorki wierszyków, zamieszczonych w komentarzach pod postem "Wierszydełko z przepisem na rymy". Potem zabrakło czasu, była blogowa przerwa i zapomniałam. Oj, nieładnie.
Już się poprawiam, tylko Mrautak jest nadal niezdecydowana, który wierszyk najbardziej jej się podoba. Nie pozostało nam nic innego, jak skorzystać z pomocy maszyny losującej;)
I tak komentarze z wierszykami zostawiły w kolejności:

1. Ori - "Pełnia Lata w Domu Tymianka"
2. Wildrose - ""Świat Wild"
3. Rzeka - "Mój kot, mój komputer i ja"
4. Inkwizycja - "Czułe Inkwizytorium"
5. Ivalia - "Szafa malowana"
6. Dysiak - "Dysiakowo"
7. Ata - "Moje różne różności"
8. Blog niedzielny vel "Lewym okiem"

Maszyna losująca poszła w ruch i.....
Kwiatek - broszkę ufilcuję dla Rzeki:)
Broszka będzie spora i podobna do pokazanej na zdjęciach, a wybrankę ślepego losu bardzo proszę o określenie ulubionej kolorystyki i przesłanie mi wiadomości z aktualnym adresem. Miałam kiedyś, ale oczywiście nie mogę odszukać.

Mrautak już przypilnuje, żebym tym razem nie zwlekała z realizacją:)
Kiedy już omówiłyśmy kwestię zaległych zobowiązań Mrautak zgodziła się pozować. Ostatnio uciekała natychmiast, jak tylko zobaczyła, że biorę do ręki aparat. W najlepszym wypadku odwracała kota ogonem;)
Dziś była wyjątkowo cierpliwa, mogę więc Wam pokazać skrót fotoreportażu pt. "Szczur na sznurku najlepszym przyjacielem kota":)

 
 



I jeszcze prośba. Silne mrozy utrzymują się od kilku dni, do końca zimy zostało jeszcze całe sześć tygodni. W źle wyposażonych i przepełnionych schroniskach zamarzają codziennie psy i koty. Ratunkiem dla tych zwierzaków są małe fundacje, które wspomagane przez darczyńców, w miarę posiadanych środków, zabierają zwierzaki ze schronisk, umieszczają w hotelikach i sukcesywnie szukają dla nich nowych domów z pełną miską i gorącym ludzkim sercem. Wspomóżmy je choć niewielkim datkiem. Fundacja Dom Tymianka działa niestrudzenie. Przywróciła wiarę w ludzką dobroć ponad stu psim sercom, ale bez naszego wsparcia wiele nie zdziała. Zajrzyjcie na blog "Pełnia lata w domu Tymianka" i dorzućcie grosik na konto Fundacji.
Fundacja „Dom Tymianka”
Kołaki - Kwasy 8
06-406 Opinogóra Górna

52 1090 1694 0000 0001 1684 9209
Mrautak, w imieniu pobratymców, z góry bardzo dziękuje:)

niedziela, 29 stycznia 2012

Znaczenia słów, oporne kilogramy, dred i kot.

Dawno temu pisałam o poplątaniu znaczeń w słowach deszczyk i nieboszczyk. Jest oczywiste, że powinno być odwrotnie;)
Również słowo odchudzanie brzmi bezsensownie. Nie o to przecież chodzi.
Chciałabym się odtłuścić, ewentualnie dochudzić.
Już nawet nie muszę się wychudzać. Bez przesady.
Na razie wynik po trzech tygodniach: minus 2 kg.
Spadek wagi z sięciu czterech do sięciu dwóch jest niestety prawie niezauważalny. Idzie to jak krew z nosa, ale może jak wolno, to trwalej. Oby.
Tymczasem za oknem mroźno i słonecznie. Mrautak brykała, a ja korzystając z dobrego światła porobiłam zdjęcia ufilcowanego jakiś czas temu dreda.
Zrobiłam kiedyś bardzo podobny, ale powędrował w świat, a ponieważ zatęskniło mi się za tym wzorem, powtórzyłam go.
A do dreda kolczyki.
Jak zawsze Mrautak chętnie mi pomagała w domowym krzątaniu. Sprzątała w szufladzie z czesankami,
a potem poprawiała ozdoby na choince, żeby przez ostatnie dni ładnie się prezentowała.
W końcu zmęczona i znużona 
ułożyła się na biurku za laptopem pod swoją ulubioną lampką, której podstawka miło grzeje dzięki ukrytemu w niej transformatorowi do 12 V żaróweczki.
 
A teraz śpi tak słodko , jak tylko koty potrafią:)
Dobranoc, kot na noc:)

czwartek, 26 stycznia 2012

Kolorowe korale i wierszyk bez sensu. Wcale;)

Ja bardzo przepraszam, ale zrobiło mi się coś takiego, że poplątały mi się rymy z wełną i co korale, to rymowanka.
To może być jakaś choroba, ale leki już biorę i jest nadzieja, że za jakiś czas mi przejdzie.
Z najnowszych korali jestem zadowolona. Rzadko tak mam. Zwykle chcę coś poprawić, zmienić kolejność, albo elementy.
Te są dokładnie takie jakie chciałam zrobić. Duże i kolorowe.
 
Gorzej z rymowanką. Ale jak pisałam, rymy zaplątały się w czesankę, potem razem z kulkami ufilcowały i wyszło jak poniżej;)
Na zimę dobre są szale
wełniane, duże i małe,
kołdra puchowa, racuchy
lub placek ze śliwką kruchy

I jeszcze ciepłe kakao,
albo partyjka makao,
to wszystko jest dobre, ale
ja wymyśliłam korale.

Korale w kolorach tęczy,
gdy zima za bardzo nas męczy,
są dobre prawie tak samo,
jak grzanka na maśle co rano.

Do tego wcale nie tuczą,
a czasem z kotem zamruczą
o lecie, kwiatkach i słońcu,
w wierszyku co głupi jest w końcu

I sensu nie ma w nim wcale,
bo przecież nie mruczą korale.
                    Nawet takie filcowe,
                                  i kolorowe;)



niedziela, 22 stycznia 2012

Przepis na szare filcowe korale pośpiesznie zrymowany w niedzielne popołudnie:)

 

Miękkie kłębki szarej wełny
owiń sobie wokół palca,
polej wodą, umaż mydłem,
potem turlaj z siłą walca.

Jak utoczysz kulek parę
wysusz dobrze, zrób w nich dziurę,
dołóż także coś ładnego,
blaszkę, kamyk, srebrną kulę.

I na linkę lub na sznurek
nawlecz wszystko w kolejności,
potem przymierz i zobaczysz,
jak do twarzy ci w szarości.

W taki sposób odczarujesz
szare, zimne dni styczniowe
i z pomocą wody z mydłem
masz korale z filcu nowe:)