piątek, 20 listopada 2009

"Kraina chichów" i zapach psiego ucha.


Najbardziej lubię poranne chwile, tuż przed świtem. Wtedy już nie śpię, ale jeszcze nie całkiem się obudziłam. To taki cudowny stan przejściowy. 
W wygrzanym tunelu pod kołdrą panoszy się rozkoszne ciepełko. Miarowy psi oddech i zapach rozgrzanego władkowego ucha rekompensuje brak przestrzeni do przeciągania. Łaciaty zagarnia zwykle połowę łóżkowej powierzchni ;) 
No, niech zagarnia jak najdłużej, to przywilej rozpieszczonego domowego futrzaka :)   Jeśli jeszcze składa się tak cudnie, że nie jest to dzień pracy, to te pyszne chwile można przedłużyć ,aż do zdecydowanego psiego ziewnięcia, domagającego się porannego spacerku.



Dzień idealny mógłby właśnie tak się zaczynać. Potem , po psim spacerze, czerwona herbatka pu -erh, lekkie śniadanko i książka. 
Przerwy w czytaniu na spacery i przerwy w spacerach na czytanie. Drobne przekąski, kieliszek dobrego czerwonego wina, fotel, kocyk, herbatka. Tym razem już czarna , mocna najlepiej w filiżance, a obok na spodeczku wiśniowe konfitury. Troszeczkę, dla smaku. Taaaak.
Dziś prawie tak było :))) Skończyłam czytać "Krainę Chichów" Jonathana Corrolla. Lubię książki o książkach  i wielbicielach książek. Po pierwszym rozdziale ta na taką wyglądała, ale to złuda. To książka o największym marzeniu każdego pisarza. Większość z piszących ma poczucie misji. Tworzą z potrzeby własnej duszy. Chcą opisywać, pokazywać , intrygować. Oczekują od czytelników uznania , a przynajmniej zainteresowania.
W " Krainie Chichów" pisarz tworzy realne postacie, daje i odbiera im życie. Pisząc po mistrzowsku zyskuje zdolność tworzenia rzeczywistości. Czyż to nie próżne? Bardzo. A jakie kuszące;)
Dobrze się czytało.
Za oknem już ciemno. Codzienna rzeczywistość krzyczy brudnymi garnkami w zlewie i stosem ubrań do prania. Cóż, miłe dni nie byłyby tak miłe ,gdyby ciągnęły się bez końca. Przyjemne docenia się wyłącznie na tle nieprzyjemnego, inaczej robi sie nudno;)

6 komentarzy:

  1. Właśnie tak :-)
    Z przyjemnościami jest jak z tą konfiturą - nie za dużo - tylko do smaku ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też lubię te codzienne małe przyjemności. Takie smaczki. Filiżanka herbaty i dobra książka stoją na ich czele :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahahah no mnie ciagle moja mlodziez szepce ze fajnie byloby miec psa,ale ja sie nabrac nie dam i bez tego moam roboty po uszy hahaha

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuje za ciekawa recenzje ksiazki i glaski dla psiaczka zostawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja tak nawiążę do ostatniego wpisu. Śliczny ten motym na serwetniku. Też zajmuję się decou, ale jak każda z nas jest inna tak każdego decou jest inne. Zapraszam do siebie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja to bym chciała poeksperymentować, czy aby na pewno by mi się znudziło...

    OdpowiedzUsuń