niedziela, 4 lipca 2010

Bobe Majse

Lubię czytać.
Ta prosta umiejętność sprawia mi sporo przyjemności i określa rozkład wolnego czasu.
Nie umiem zasnąć bez przeczytania chociaż kilku kartek lub zdań. Czytam w łóżku, łazience, przy jedzeniu (a fe ;)), w fotelu, na leżaku , na działce, na urlopie, na łódce, na trawie, pod namiotem i przed monitorem. Ostatnio blog Bobe Majse.
Czytając kolejne wpisy Oli odkrywam dla siebie nieznane judaika. Kultura żydowska zawsze mnie ciekawiła i intrygowała. 
Z jednej strony dość hermetyczna, pełna odmiennych zwyczajów i świąt, z własnym językiem i kalendarzem, z drugiej bliska , wręcz sąsiedzka, nierozerwalnie złączona z rodzinnymi wspomnieniami wspólnego życia w przedwojennej Warszawie.
Tata opowiadał mi jak z okazji świąt babcia zamawiała u znajomej z Nalewek karpia po żydowsku. Wiele razy też sama próbowała przyrządzić rybę w podobny sposób. Przy okazji kolejnego zamówienia zapytała Pani Zukermanowej o sekret przepisu. W odpowiedzi usłyszała: " Uś, uś Pani Witkowska, żaden sekret ! To tylko te głupie pięć tysięcy lat kultury"
Trudno zaprzeczyć:)))
Podróżując po Polsce, czy nawet w drodze na działkę mijamy charakterystyczną dla żydowskich miasteczek zabudowę rynku, takiego jak  w Żelechowie w powiecie garwolińskim, czy typowe drewniane domki zwrócone frontem do głównej drogi prowadzącej przez Parysów, dziś małej wsi pod Garwolinem, a do II wojny światowej siedziby rabinów, potomków cadyka z Żelechowa.
Piekło holokaustu tragicznie zmieniło losy milionów ludzi, pozbawiło też polskie miasta i miasteczka  kulturowej różnorodności. 
Zdecydowanie warto sięgać do historii, wspomnień i przybliżać kolejnym pokoleniom ciekawą i różnorodną kulturę narodu żydowskiego.
Stojąc w Warszawie na skrzyżowaniu Al. Jana Pawła II i ul. Mordechaja Anielewicza, czy też przytaczając w rozmowach zabawne szmoncesy, łatwo możemy zauważyć jak wiele zostało wokół nas śladów dawnego wspólnego życia.
Dziękuję Bobe Majse za pasję i szalenie ciekawe blogowe teksty.

 *Jeden z obrazów z muzeum w Tykocinie autorstwa Andrzeja Rzepkowskiego

9 komentarzy:

  1. Mądrego zawsze miło posłuchać, jak mawiał klasyk. Jestem również miłośniczką blogu Oli.
    Ty zaś nikczemnie nie pokazałaś tych domków i ryneczków, które mijasz po drodze!!!
    Pozdrawiam, karcąc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kajam się, ale zdjęć niestety brak. Jak zrobię umieszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj jak pieknie napisalas i ja czytam Bobe Majse i odkrywam to wszystko co dla jednych oczywiste a dla mnie obce, choc nie powinno, bo gdzies tam w pokoleniu mojej mamy byly korzenie wlasnie zydowskie.

    No i ja czekam na te elementy o ktorych Ori pisze i dopomina sie.
    Kaprysiu do dziela - czekamy na ciekawe zdjecia :)
    Pozdrawiam ze slonecznej Italii jeszcze ale juz niedlugo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja Bobe Majse nie czytałam ale zachęciłaś mnie. Pięknie piszesz, masz prawdziwy dar a zdjęcia z chęcią zobaczę (musisz tylko znaleźć odrobinę czasu i weny fotografowania).

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki rynek posiadał również Garwolin, co pamiętam z dzieciństwa (spędziłam tam wiele czasu u dziadków). Niestety to wszystko znika, na miejscu małych domków i brukowanych kocimi łbami uliczek pojawiają się pawilony handlowe, banki i skwery.Może ładne i nowoczesne, ale charakter tych miasteczek ginie bezpowrotnie. Dobrze chociaż, że muzyka pozostaje. Pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  6. Własnie, Kaprysiu, dziewczyny stanęły po mojej stronie - rób zdjęcia, dopóki ślad po tych miasteczkach nie zaginął! Mnie też się marzą takie łowy fotomiasteczkowe, ale boję sie, ze przywiozę stamtąd nowego psa zamiast pięknych zdjęć...

    OdpowiedzUsuń
  7. :) a ja nie znam tego bloga, ale... zaraz poznam :) niezłą reklamę zrobiłaś ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam, znam... Czytam i (przyznaję ze wstydem) - nie pozostawiam śladu ;(

    Długo mieszkałam i chodziłam do szkoły na Muranowie, zbudowanym na gruzie historycznych miejsc... Zaprzysiężenie do harcerstwa mieliśmy na Pawiaku, w świetle pochodni. Tej chwili nie zapomnę nigdy w zyciu.
    A wiele lat później mój mały syn bawił się przy pomniku Bohaterów Getta.
    Cieszę się, że żyję w miejscu pełnym odniesień do przeszłości :)

    Kasiu, ja też wołam: fotki, fotki!!!
    I ściskam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany, dziękuję serdecznie! Jestem tak samo zaskoczona, co uradowana :):):)

    OdpowiedzUsuń