niedziela, 12 września 2010

Kot, gruszki, korale, koraliki i wreszcie o Neclach.

Panna Mrautak rośnie. Odkąd zamieszkała z nami przybyło już kilogram kota. Mnie przybywa blogowych zaległości.
Nie ma w tym kociej winy, w ogóle nie ma winy.
Brakuje mi czasu, trochę zapału, a już najbardziej irytuje mnie ciągłe zmęczenie. Po urlopie. Czy to doprawdy nie irytujące? ;)
Ostatnio zresztą dużo rzeczy mnie irytuje. To chyba powód główny dłuższych przerw w pisaniu. Wylewanie jadu i żółci na forum w niczym mi nie poprawia nastroju, więc nie wylewam. 
Będzie zatem bez jadu i składu, czyli o wszystkim po trochu:)
Dni są krótsze i chłodniejsze, ostatnie dni lata zapowiadają zbliżającą się wielkimi krokami moją ulubioną jesień.
 
W lasach wysypały podgrzybki i jak co roku nie mogę się nadziwić, że pomimo większej liczby ludzi niż drzew, prawie wszyscy wychodzą z pełnymi koszykami.
Zawartość niektórych koszyków również wprawia mnie w zdumienie, za to nie dziwią mnie późniejsze doniesienia o kolejnych zatruciach.
Coś trzeba z tym wreszcie zrobić, mam już nawet pewien pionierski projekt, ale o tym innym razem;)
Na działce dojrzewają winogrona, a na bazarze kuszą gruszki.
A jak są gruszki, koniecznie twarde jak kamienie, to robię je w occie.
Zimą będą jak znalazł do pieczonego mięsa i pasztetu.
Przepis jest najprostszy na świecie. 
Na kilogram cukru jeden litr octu 5%, troszkę cynamonu (nie mielonego) i goździków.
Zagotować i na wrzący syrop wrzucić obrane i pokrojone w cząstki gruszki.
Potem gotować ok. 5 minut i wyłączyć i tak trzy, cztery dni.
Kiedy będą już brązowe i szkliste, gorące przekładam do słoików i zalewam syropem, w którym się gotowały. Są słodkie, miękkie i pyszne:)
Jak nie robię gruszek to obklejam korale, szykuję ulepione latem i już wypalone koraliki tudzież miseczki do szkliwienia, a nawet wyciągnęłam wełnianą czesankę.
Mrautak jest zachwycona. Rozwłóczy wełnę po całym domu z wielkim upodobaniem i martwię się tylko, żeby się jej nie najadła. 
Jak coś jakimś cudem ufilcuję to zamieszczę;)
To korale:

a to koraliki i miseczki
A jak już ceramika, to jeszcze za jednym zamachem parę zdjęć od Neclów z dawna obiecanych.
Tak oto nie święci garnki lepią,
 a potem ulepione schną od kilku do kilkunastu dni,
 poszkliwione i wymalowane w tradycyjne wzory są wypalane
Potem można je kupić, ale tylko w Chmielnie.
Nie są dostarczane do sklepów, nie są też eksportowane, dlatego są unikalne. Zdobione są w kilkoma tradycyjnymi wzorami, niezmiennymi od ponad stu lat. Wzory chroni patent, a naczynia wypalane są zimą w piecu, który zużywa na jeden wypał tonę węgla. Piec jest jednym z pomieszczeń żywego muzeum ceramiki, właściwie jest częścią pokoju, w którym latem prowadzona jest sprzedaż.
Poniżej na zdjęciu wejście do pieca, które przed wypałem jest zamurowywane. Podczas wypału temperatura w pomieszczeniu obok uniemożliwia wejście do środka przez kilka dni.
Nie kupiłam oczywiście wszystkiego na co miałam ochotę, ale z pewnością  jeszcze tam wrócę.
Mrautak się budzi, Młoda z odległych krain śle wiadomości, Pan mąż niebawem powróci z rodzinnych włości, prawdopodobnie z koszem grzybów do przerobienia, więc na dziś koniec pisania.
Następnym razem będzie krócej i na jeden temat, no, góra dwa, obiecuję:)

18 komentarzy:

  1. Kot rosnie jak na drozdzach :))sliczny jest .

    Gruszki w occie bardzo lubie i co roku robie sporo sloiczkow ale moja zalewa jest lagodniejsza bo dodaje tez wode.

    Ceramika faktycznie zachwyca. W zasadzie mam do Chmielna dosc blisko, ale do tej pory tam nie bylam , teraz na pewno sie skusze, skutecznie mnie zachecilas :)

    przepraszam ale pierwszy komentarz niechcaco usunelam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie bym nie zobaczyła ten "koguci" motyw serwetkowy, tam istne cudo z niego wyszło. A ja raz "wymęczyłam" bransoletkę i kolczyki a potem to już tylko płacz i zgrzytanie zębów, bo co się brałam za koguta, to wszystko szło do śmieci. Klątwa jakaś, czy co? Twoje korale prześliczne... i te kolory!!!! Nic dziwnego, że panna Mrautak próbuje przymierzyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj to niedobrze z Toba ;) stan beznadziejny hhahaha,samam sie zastanawialam ostatnio nad tymi grzybami bo je tak wszyscy pkazuja,skad ich tyle przeciez bylo takie lato suche i gorace a one chca przeciez wilgoci ,dziwna ta natura a moze one po prostu tylko czekaly na troszke deszczu i wystrzelily tak szybko jak grzyby po deszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczęśliwi, którzy lubią jesień. Kot, korale i pamiątki z podróży ;) piękne. Serdeczności na te słoty i irytacje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, rośnie kocica, rośnie :)
    Kaprysiu, winogrona wyglądają tak cudnie.. z przyjemnością schrupałabym je :)
    ..zapach lasu niemalże unosi się w otaczającej mnie przestrzeni.. a wszystko to dzięki Tobie :)
    ..i jeszcze glina.. już nie mogę się doczekać mojej ceramiki - zaczynam w październiku, choć i w collegu będzie odrobina zajęć z gliny :)

    Kaprysiu - niechaj irytacje nawiedzają Cię jak najrzadziej, a słońce rozjaśnia Twoje dzionki :)
    Pozdrawiam Cię cieplutko i serdecznie dziękuję za przesłane słowa!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mrautak robi się co raz piękniejsza!
    Ja byłam dziś na wystawie kotów i wyszłam zakochana po uszy... Ale o tym za kilka dni na blogu, jak ochłonę ;-))

    O grzybkach to już się wywnętrzyłam u siebie jak wiesz :-)

    Natomiast ceramika zwaliła mnie z nóg... Coś pięknego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękne zdjęcia Kaprysiu - obejrzałam z prawdziwa przyjemnością:) A Mrautak już pani na włościach:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainspirowałaś mnie ... Gruszkami, oczywiście, chociaż korale śliczne - pozostaje mi tylko podziwiać rękodzieła innych ;))
    Mrautak cudnie prezentuje się w koszyczku :) I na wszystkich innych zdjęciach też :))

    Ściskam Was obie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. gruszki! bardzo smakowicie (: a panna Mrautak rośnie jak na drożdżach. moje koty też rosną w zastraszająco szybkim tempie. razem ważą już prawie 4kg! nie chcę wiedziec ile będą ważyć jak będą duże. ojeju. koty są niesamowite, powodują niezliczoną ilość uśmiechów (:

    OdpowiedzUsuń
  10. Ależ ona rośnie! I już się nauczyła pozować na potrzeby hand-made, pojętne kocisko.
    Ależ bym się chętnie wcieliła w nie świętą i zrobiła jakiś zlepek na tym kole...

    OdpowiedzUsuń
  11. zdjecia cudne !..garki zreszta tez ..moze czas mi do Chmielna sie udac ....

    OdpowiedzUsuń
  12. Kotka coraz wieksza ale i madrzejsza. Spojrzenie ma takie madre, jak dorosle kocisko. Lubie koty, zaluje, ze moj malzonek nie znosi, bo juz bym sie tu okocila chyba!!!

    Wszystkie Twoje zdjecia wspaniale, grzybki owoce te glinane cuda z Chmielna!
    Gruszkami mnie zainspirowalas, moze i ja sprobuje choc nigdy nie robilam w ogole zadnych wyrobow, to od kiedy mam juz swoj normalny domek i miejsce na przechowywanie przetworow, moze sie zabiore za jakas pozyteczna prace :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Mrautak bardzo Ciociom dziękuje za komplementy, a ja Wam za wizytę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mrautaczek rośnie i pięknieje w oczach. Widać, że już zdrowa. Oczka też bystre. Wszyscy dookoła o grzybach. nie bardzo mogę teraz pojechać na grzybobranie więc wyskoczyłam na bazarek i będzie chociaż obiad. Pan mąż niespecjalnie za nimi przepada ale trudno, raz się pomęczy ;)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Mrautak to chyba zaczyna wchodzić w fazę gliździocha? Piękna kobieta z niej będzie:) Korale jak zawsze super. A o wypalaniu ceramiki w ten sposób nie miałam pojęcia. Bardzo fajnie się dowiedzieć czegoś nowego. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kociorek rośnie jak na drożdżach ;-) zatem nowy domu mu służy ;-)
    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  17. Nasz Jerry jest podobny do Twojej kociej panny! Cudaki :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A korale z motywem wycinanek, achy i ochy po prostu :)

    OdpowiedzUsuń