poniedziałek, 13 września 2010

Społeczna inicjatywa "Stowarzyszenia sękatego kija" , czyli bezpieczne grzybobranie;)))

Na bazarach grzyby, na sznurkach i w suszarkach, w słoiczkach , zupach i sosach - grzyby, grzyby, grzyby. 
Lubię zbierać, uwielbiam i zbieram odkąd umiem chodzić.
Podstawowych zasad bezpiecznego grzybobrania nauczyła mnie mama:

1. nie znasz, nie jesteś pewna - nie bierz
2. grzybów, których nie bierzesz nie przewracaj
3. z blaszkowych zbieramy kurki i rydze (nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam w lesie rydza, ach), bez smażonej kani można żyć, a jak ktoś już koniecznie chce to może sobie usmażyć boczniaka lub pieczarkę ze sklepu
4. nigdy nie zostawiaj przyrządzonych grzybów na drugi dzień, nawet prawdziwków - ciężko zatruć się można również wczoraj ugotowanym borowikiem, nie tylko muchomorami

Co takiego każdej jesieni gna nas do lasu? 
Moim zdaniem atawizm;) Nasi praszczurowie żyli w puszczy. Miodem, jagodami, jeżynami i grzybami urozmaicali jadłospis.
Pierwotny instynkt zbieracza ożywa w nas zwykle na przełomie sierpnia i września.
W grzybach nie ma za wiele cennych składników odżywczych, nie każdy lubi ich smak, a do tego są bardzo ciężko strawne i nie powinno się ich podawać dzieciom, osobom starszym i chorym.
Ale się podaje, jedzą wszyscy i wszystko co znajdą, niestety.
Dramatyczne doniesienia o wydłużającej się kolejce czekających na  przeszczep wątroby potwierdzają prawdziwość  starego stwierdzenia, że nie ma grzybów niejadalnych,  niektóre tylko można zjeść wyłącznie raz w życiu.
Nic nie pomaga, nic nie skutkuje i koniecznie trzeba coś z tym zrobić.

Proponuję następujące pionierskie rozwiązania, o których napomknęłam w poprzednim poście:

Po pierwsze należy ograniczyć liczbę zbieraczy.

Na tłok wśród drzew mój teść, wytrawny i zapalony grzybiarz, ma prosty sposób. Na grzyby ubiera się w odzież maskującą, chowa za krzaczkiem i bardzo udanie naśladuje chrumkanie dzików. Efekty są zadowalające;)

Po drugie trzeba wprowadzić do lasów skuteczny organ kontroli.

Po konsultacjach społecznych przeprowadzonych w okolicy naszej działki "Stowarzyszenie sękatego kija" w skład , którego wchodzę ja, mąż mój, teść, teściowa oraz latorośl, podjęło społeczną inicjatywę mającą na celu powołanie instytucji Nadzwyczajnego Inspektora Runa Leśnego.
Na podstawie pradawnych aktów prawnych, przy aktywnej współpracy lokalnej społeczności, opracowana została legitymacja, określone uprawnienia i tak oto od lat dwóch Inspektor w osobie wspomnianego powyżej teścia pełni społeczną służbę w podgarwolińskich lasach;))) 
Na potrzeby publikacji nazwisko wykropkowano i usunięto faksymile podpisu wojewody:)))

 Po trzecie i najważniejsze, po drodze do lasu wstąpmy po rozum do głowy, Szanowni Grzybiarze.
I strzeżcie się! Inspektor czuwa;)))

13 komentarzy:

  1. O matko... Pękłam ze śmiechu!!
    Pomysł z legitymacją DEBEST!!!
    Już widzę minę tej pani co mi po rekach chodziła, jakbym jej takim papierem po oczach walnęła!! :-DDD

    A co do zasad wpojonych Ci przez mamę - popieram w 10000%!!

    Ja kanię odróżnię bez problemu. Natomiast rydza już nie. Kiedyś tak, ale lata świetlne nie zbierałam, więc już nie zaryzykuję :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, jak to rydza nie poznasz? Tylko rydz po nadłamaniu kapelusza ma zielonkawe mleczko:) Nie można się pomylić :) Ale jakby co to Inspektor sprawdzi;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No niby to wiem, ale mimo wszystko...
    A Inspektor niestety kawałek ode mnie nadzoruje runo leśne - do Garwolina mam ok 20 km ;-)
    Mimo, że po tej samej stronie Wisły, to jednak na siebie nie wpadniemy :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja sie usmialam z tej inicjatywy, wspanialej!
    A wlasnie z lasu wrocilam dzisiaj! I o dziwo!!! Znalazlam jednego rydza! Dwa kozaki, brzozaki, roznie je zwa a reszta maslaki, ktore gotuje i marynuje!
    I jak piszesz takze nie zbieram prawie wcale blaszkowatych. Poza rydzami, ktorych lata nie widzialam dopiero dzisiaj!
    Pozdrawiam grzybiarke i wszystkich grzybiarzy!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie dotyczy punkt pierwszy - dlatego nie zbieram nic bo niczemu nie ufam. Zdanie "Ciocia nam te grzybki przysłała" - skutecznie odbiera mi apetyt. Jem tylko te kupione w supermarkecie - nie wejdę inspektorowi w drogę.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym lesie po którym chodzę przydałby się taki Pan Inspektor;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kaprysiu,hm... napisałaś "nie bierz, gdy nie jestes pewnA"! A przecież czytelnicy tej drugiej płci także tu bywają, więc jakże??!!!
    Pozdrowienia dla Inspektora!

    OdpowiedzUsuń
  8. Napisałam ,że mnie tak mama uczyła, a ja to jeszcze trochę rodzaj żeński, choć stary;) Ale jak już mam tłumaczyć co autor miał na myśli to znak nieomylny,ze czas mi zacząć przyjmować Geriavit:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy można zakładać oddziały terenowe Stowarzyszeni Sękatego Kija? Jeśli tak, to znam kandytata na insepktora, który działałby w lasach klembowskich Tak: kandytata, a nie kandytatkę ;))

    Sposób z chrumkaniem dzików - doskonały!!!
    Pozdrawiam grzybiarzy :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Można:) Zapraszamy:) Stowarzyszenie ma charakter otwarty.

    OdpowiedzUsuń
  11. niesamowicie to wszystko skomplikowanie i strasznie brzmi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo, bardzo piękny post. Jeszcze łzy ocieram ze śmiechu :)> Jeśli na rydze to tylko do Austrii w okolice Grazu. Wprawdzie na bazarach sporo grzybów ale widać rydze im nie pasują bo w lasach prawie kosić je można. Również kanie jak talerze. Szkoda, że tak daleko. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  13. ;) mnie najbardziej zniechęca wstawanie wczesne, które to kojarzy mi się z grzybobraniem... straszne! Dlatego nie zbieram... ale! Jem :) mniam!

    OdpowiedzUsuń