piątek, 17 czerwca 2011

Mordercze warzywa i krupnik.

 
Ostatnio gotuję częściej i więcej niż zwykle, bo na potrzeby dwóch domów. Mój pobliski warzywny bazarek i sklepy nie należą do najtańszych, a tu proszę ogórki po złotówce, a pomidory po dwa.
Ten cenowy cud zawdzięczamy morderczym warzywom.
I cóż z tego, że zostały wstępnie uniewinnione. Raz obrzucone straszną Escherichią zostaną podejrzane na dłuższy czas, tak na wszelki wypadek.
A może warto rozszerzyć krąg podejrzeń na np. cielęcinę i wołowinę, odpowiednio po czterdzieści i trzydzieści kilka złotych za kilogram, hę?
Mój portfel byłby bardzo wdzięczny;)
Swoją drogą jaka intrygująca nazwa starej-nowej oskarżonej pałeczki: werotoksyczny szczep Escherichia coli 0104STEC.
Jak na laika przystało kojarzy mi się werbalnie z velociraptorami przedstawionymi nam z nie najlepszej strony przez Spielberga w Parku Jurajskim.
zdjęcie znalezione w sieci
Są nawet podobne. Atakują stadnie, śmiertelnie niebezpieczne, uwolnione spod nadzoru człowieka, uczą się w zastraszającym tempie coraz doskonalszych metod polowania. Escherichia zamiast się uczyć, mutuje.
Jak to bakteria. I zabija.
A my, cóż, wystawiamy się jej jak na patelni.
Od małego karmimy dzieci sterylnymi słoiczkowymi papkami, jak dorastają pozwalamy im opychać się fast foodami, colą i chipsami, nafaszerowanymi konserwantami, chemią i aż kapiącymi od setek pustych kalorii.
Katar leczymy coraz to nowszymi generacjami antybiotyków i krok po kroku sami pozbawiamy się jakiejkolwiek obronnej bariery. Mówi się, że zakażenie pałeczką okrężnicy to choroba brudnych rąk. Z pewnością, ale również wyjałowionych i pozbawionych odporności brzuchów.
Mam takie podejrzenie, że nie zapadną na tę chorobę osoby wychowywane na wsi lub choćby spędzające na niej od małego wakacje. Czy coś smakuje lepiej jak wyrwana z babcinej grządki marchewka, ledwo opłukana przed schrupaniem, lub co gorsza wytarta o spodnie ?
Warszawski maluch wychowany na słoiczkowych papkach, po takim spożywczym doświadczeniu zapewne ciężko by zachorował, jego rówieśnik ze wsi, raczej nie. Inaczej smakują truskawki i maliny prosto z krzaczka niż te sprzedawane na bazarach, z plantacji, pryskane i przetrzymywane kilka dni zanim trafią na stragany.
Myślę, że zdecydowanie warto poświęcić więcej czasu na ugotowanie normalnej zupy i utarcie marchewki ze znajomej grządki, warto spędzać więcej czasu na powietrzu, wybrać się do lasu, pozwolić czasem polizać się psu w nos, wytytłać w błocie, a potem wykąpać, albo zjeść upieczone w popiele ziemniaki.
Wiele lat temu któregoś dnia odebrałam swoją Młodą z przedszkola upapraną jak nieboskie stworzenie. Mądra wychowawczyni powiedziała mi wtedy: "Dziecko nigdy nie będzie szczęśliwe i zdrowe, jeśli od czasu do czasu porządnie się nie ubrudzi"
Święte słowa:)
Inna sprawa, że żyjąc w wielkich miastach jesteśmy skazani na to co oferują nam sklepy. Można co prawda starać się kupować żywność ekologiczną, ale właśnie to ekologiczne uprawy znalazły się na samej górze listy podejrzanych o zakażenie śmiercionośną pałeczką. Takie uprawy nawozi się w sposób naturalny, czyli gnojowicą, a ta pochodzi z wielkich gospodarstw hodowlanych od krów, którym dodaje się do karmy antybiotyki i czort wie co jeszcze, bo przecież muszą biedne krasule dawać tyle mleka, żeby były rentowne.
Nic dziwnego, że pałeczka okrężnicy mutuje.
Babcia mojego męża pod uprawę swojego małego warzywnego ogródka również dawała obornik, ale taki, który leżał w pryzmach przynajmniej kilka lat i przypominał wyglądem i zapachem próchniczą ziemię, nigdy pod uprawę warzyw nie dawała świeżych krowich placków.  
Na dziś wystarczy już moich mikrobiologicznych przemyśleń znad garów. Mleko mamy jakie mamy, warzywa, owoce i ręce trzeba myć, a jeść też trzeba. 
Wracam więc do kuchni i do pitraszenia z nadzieją, że żadne werotoksyczne szczepy wrednych pałeczek nie zagoszczą w moim krupniczku:)


Najzwyklejszy codzienny krupnik:


20-30 dkg żeberek cielęcych (mogą być wieprzowe, albo np. skrzydełka z kurczaka, albo inny kawałek mięska) 
2-3 łyżki kaszy np. jęczmiennej
3-4 ziemniaczki
włoszczyzna
przyprawy
koperek


Mięso myję i wrzucam do średniego garnka razem z listkiem laurowym, kilkoma ziarenkami pieprzu i suszonym grzybkiem. Dodaję opłukaną w zimnej wodzie kaszę i gotuję około 0,5 godziny na średnim ogniu.
Następnie dodaję pokrojoną w słupki włoszczyznę i obrane ziemniaki pokrojone w kostkę. Po kolejnych 15 minutach gotowania, solę i dodaję posiekany koperek. Dla taty mojego męża jeszcze kilka usmażonych skwarek i krupnik gotowy. Najprostszy i najzwyklejszy. Z młodej włoszczyzny mój ulubiony.
Smacznego:)



13 komentarzy:

  1. Racja, racja Ciociu Kaprysiu. Zawsze powtarzałam, że szybciej choróbsko złapie dziecko wychowywane w sterylnym domu, gdzie się łazienkę trzy razy dziennie zalewa Domescosiem niż to, które zje czasem cukierka znalezionego pod stołem. Nie twierdzę, że teraz trzeba żyć w brudzie, ale dziecko pozbawione kontaktu z naturalnym środowiskiem wyjałowione "do białości" wystawione jest na jadowite wirusy i bakterie sto razy bardziej. Tylko z drugiej strony co to jest to "naturalne środowisko"? Dal dzisiejszych nastolatków zdecydowanie nie to samo, co dla nas 30 lat temu :(((. Smacznego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja co prawda jestem z dziewczyną z miasta ale długi harcerski staż zrobił swoje. Co roku miesiąc w lesie, bez bieżącej wody, mycie rąk w jeziorze, menażki piaskiem... I jakoś mi się nie zdarzyło złapać ani żadnej eszeriszii ani innego potwora. I osób uczulonych jakby mniej kiedyś było. A jako roślinożerca bardzo jestem za takimi cenami pomidorów i ogórków. W tym roku to się pomidorami dosłownie OBŻERAM. Pozdrawiam warzywnie;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety na moim bazarku ceny jak zwykle, a szkoda. Co do dzieci i sterylnego wychowania - moja przyjaciółka dostała kiedyś palpitacji na widok swojej 1,5 rocznej córeczki (wyparzane buteleczki, prasowane pieluchy oczywiście) wyjadającej z psiej miski kaszankę ;). Dziecko przeżyło, pies przeżył i mamusia trochę znormalniała. Całuję serdecznie i pomidorowo

    OdpowiedzUsuń
  4. Toś sie Kochana napisałaś !!!
    Dzieci co prawda jeszcze się nie dorobiłam, ale jak na dzień dzisiejszy pomyślę, to wolę brudnego rozrabiakę co zje czasem kanapkę umorusaną ręką niż różowiuśkiego milaska pod kloszem i powieszinego na spódnicy mamusi ,,,,,
    Ale w warzywami to racja, cena aż dziw bierze ...
    Teraz Cię zadziwię ;-)
    gotuję codziennie i to zdrowe jedzenie, szlaban na plastikowe ;-) jedzenie ( wszelakie ) kiedyś czasem tylko udawana bita śmietana mnie skusiła, ale od kąd jestem na diecie tylko zdrowo i mięsno-warzywowo ;-)
    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. ;) zgadzam się z tą marchewką! I z tym, że można by też oskarżyć na przykład krewetki ;D mmm, baaaaardzo złe krewetki! Trujące krewetki ;D
    No i oczywiście, że sami sobie gotujemy ten los...

    P.S. kaprysiu ;) odgruzować to się trzeba koniecznie ;) ale to nie to samo co sprzątanie... ;) może byś złamała Swoją rutynę i coś artystycznego uczyniła? Pisałaś, że ostatnio nie miewasz na to czasu...
    My jutro jeszcze chcemy łamać rutynę pójściem do kina nie wieczorem, ani nie późnym popołudniem :) ale co z tego wyjdzie... :) nie wiem!

    OdpowiedzUsuń
  6. A u nas ogórki po 3,50! A o pomidory lepiej nie pytaj ;-)
    Oj, lubię takie wycierane w spodnie, lubię ;-) A moja raczkująca wówczas córcia kiedyś, gdy byłyśmy z wizytą u moich znajomych, znalazła pod kaloryferem muchę... i zjadła ;-) Myślałam, że się pod ziemię zapadnie moja przyjaciółka, bo u nich tak raczej sterylnie było...
    I jeszcze coś muszę Ci zdradzić. Jest tylko jedna rzecz, której do ust nie wezmę, i to właśnie jest... krupnik ;-) Przepraszam... ;-))
    Ściskam czule!

    OdpowiedzUsuń
  7. bo nie ma nic wspanialszego niż usiąść pomiędzy grządkami na polu i jeść marchewkę, rzodkiewki, słodki groszek... i jeszcze późnym latem skubać słonecznika gdy ten jeszcze rośnie:D

    i mam nadzieję że takie uprawy wrócą jeszcze na nasze pole:)

    całuję!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kaprysiu ależ wstydź się! FE! Gdybyśmy bez strachu jadali "brudne" warzywa prosto z krzaka, to na czym żerowaliby producenci Domestosa, który cytuję "zabija wszystkie bakterie na śmierć"? Kochanie my już nie walczymy o sterylność kuchni. Walczymy o sterylność "kibelka"! Nie tolerujemy wokół siebie ŻADNYCH bakterii. Nigdzie! Niestety! W samych jelitach mamy ich około 1kg! Gdybyż można było napić się Domestosa! Ach jacy bylibyśmy sterylni! I martwi!
    Okazuje się, że wiele bakterii - między innymi nasz osławiony ogórkowy zabójca jest niezbędnych do naszego życia. Pomagają nam trawić i bronić się przed chorobami. Pokrywają równą warstewka jelita, aby inne bakterie nie mogły się dostać do komórek. Problemy zaczynają się tam gdzie nastąpi zachwianie równowagi i nawet pożyteczna bakteria znajdzie się nie tam gdzie trzeba. Np. Coli w górnym układzie pokarmowym zamiast w jelitach. Albo gdy weźmiemy antybiotyk - bombę atomową organizmu. I już - grzybiczka tylko czeka :))) Pozdrawiam i zgadzam się w zupełności z Twoim zdaniem. Całusy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie sposob sie z Toba nie zgodzic, ja tez jestem przeciwnikiem sterylnego wychowywania dzieci bez kontaktu ze zwierzetami, podworkiem lasem czy blotem na ulicy. Moze dzieki temu nasze pokolenie jest troche bardziej odporne?
    Nie wiem w kazdym razie ja tez chetnie bym takiego zwyklego wiejskiego obornika troche podlozyla pod moje warzywka na grzadkach bo jakos marnie wygladaja i ja bez strachu bym to jadla!
    Zupka pachnie, az tutaj ja czuje...

    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mądrzysz się, mądrzysz, a w końcu nie napisałaś, co na to wszystko Mrautak!

    OdpowiedzUsuń
  11. Święte słowa! Domestos, do kibla, spirytus na blat kuchenny, wybielacze do prania. Trza wracać do starych sprawdzonych sposobów na czyszczenie tego co niezbędne, a stosowanych przez nasze Babcie. Kobiety i długo żyły, i piękne były, i zdrowe jakby bardziej, mimo że łatwiej nie miały... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Kaprysiu ;) cóż za urocza rymowanka :P może i coś w tym jest ;p ale to już lepiej z kimś... Tobie również miłego dnia!

    Jak Ci poszło łamanie rutyny? ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Alergie się mnożą w postępie geometrycznym,bakterie są najstarszymi i najliczniejszymi żyjątkami na naszej
    planecie,bez wielu z nich życie nie mogłoby istnieć,odpuśćmy ciut sterylizację a będzie zdrowiej,
    smaczniej i naturalniej :)Alusia

    OdpowiedzUsuń