środa, 28 sierpnia 2013

Lato Lesia.

Lato Lesia było udane. Spokojne i atrakcyjne. Pies jest zadowolony.
Dzięki staraniom Lesia, Kaprysia została skutecznie unieruchomiona na dwa miesiące i osiadła na działce.
Na szczęście plany ciekawych spływów lub czarter jachtu zostawiła na ostatnią chwilę przed urlopem i nie zdążyła nic załatwić, więc też nie było kłopotu z ich odwoływaniem.
Na początku lipca rozbrykany Lesio nie chciał dać się zapiąć na smyczy, a goniąca go Kaprysia rymnęła jak długa na ścieżkę i trafiła kolanem na jedyny w okolicy kamień z ostrą krawędzią. Na tyle ostrą, żeby rozciąć sobie nogę na długości 12 cm i to, a jakże, do kości.
Ku uciesze Lesia, powłócząc ropiejącą nogą, spędziłam więc letnie miesiące na działce z dala od komputera, internetu, zgiełku i lekarzy.
Na kontrole chirurgiczne, które niczego nie wnosiły, przestałam jeździć po czwartej wizycie. Odmówiłam współpracy, oświadczyłam, że następnego dnia wyjeżdżam do Pernambuco i więcej nie przyjdę.
Odebrałam cudownie długie zwolnienie, zażądałam pokazania sobie jak i czym należy usunąć szwy i wróciłam na swoją wieś, gdzie w asyście sąsiadki po kilku dniach jakoś te szwy powyciągałyśmy, a ropę i stan zapalny wyeliminowałam za pomocą zamkniętych okładów z babki lekarskiej. Umytej oczywiście, bo nawet czyste ekologicznie krowie łajno nie ma zbawiennego działania na paprzące się rany. Nie powiem, odpoczęłam sobie, pies był zachwycony, noga się w końcu zagoiła, a ja już chodzę.
Bez szału, kucania i klękania, ale chodzę. Wróciłam więc do pracy, komputera, internetu i bloga.
I jestem:)
Siłą rzeczy nic specjalnie ciekawego nie robiłam. Na siedząco dłubałam sobie troszkę przy koralikach i dekupażowych wieszakach, układałam bukiety z zielska, odrestaurowałam dwa z czterech wiejskich krzeseł, kisiłam ogórki i smażyłam konfitury, a przede wszystkim pierwszy raz na naszej wiejskiej działce poczułam się całkiem u siebie.
Mimo, że czeka nas tam gruntowny remont domu, to i tak już jest mi tam dobrze. Tak dobrze, że przykro mi było wracać do szarej warszawskiej rzeczywistości. Lesio jest wręcz obrażony.
Tam wolność, podwórko, żaby, myszki, krowy i kury sąsiadów, wiejscy koledzy, pańcia do dyspozycji całą dobę, a tu wielogodzinne więzienie w zamkniętym mieszkaniu. Jak można coś takiego zrobić psu?
Na wspomnienie lata kilka działkowych zdjęć z lesiowego wypoczynku. Wieszaki i koraliki pokażę jak obfotografuję, a teraz zapraszam do wsiowego raju Lesia, na huśtawkę i śniadanie pod winogronami:)

Odwiedzili nas też lesiowi goście: malamut Jake
 i psyjaciel Tokaj:)
Też nie mieli ochoty wyjeżdżać:) A ja prócz przyjmowania miłych gosci, odnawiałam krzesła, nauczyłam się zapalać ogień w węglowej kuchni od pierwszego razu i bez pomocy gazety;), kuśtykając podlewałam kwiatki i robiłam jeszcze dużo samych przyjemnych rzeczy, za którymi teraz sobie tęsknię.
Cóż, wspomnienia i powroty też są miłe.
Witajcie po wakacjach:)

35 komentarzy:

  1. Witaj Kaprysiu! Witaj Lesiu! Wspaniale, że jesteście znowu z nami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, jak mi miło,że się cieszysz:)

      Usuń
  2. Cudowne wakacje! I to dzięki Lesiowi ;)
    Nawet za cenę ropiejącej rany ;) Jakie wspaniałe rzeczy robiłaś...
    To może teraz druga nóżka? ;-)))
    Fajnie, że wróciłaś.
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za drugą nogę jednak podziękuję, bo i tak musiałabym kuśtykać do pracy, nie ma zmiłuj, wrzesień.
      Też się cieszę, a jeszcze bardziej ,że zaglądasz:)
      Serdeczności.

      Usuń
  3. Fajne mieliscie wakacje z Lesiem, co za spokoj, jakie tereny spacerowe. Pieknie odnowilas krzesla, brawo! Mam nadzieje, ze oboje nabraliscie sil przed kolejnym rokiem wysilku i szarej rzeczywistosci. Az do nastepnych wakacji...
    A wiec WITAJCIE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mało tych sił czuję;) Pociesza mnie jednak złota jesień, która tak lubię, a która już tuż:)
      Witaj, witaj:)

      Usuń
  4. Oooch, po takim sielskim epizodzie (tak, wiem, ropiejąca rana raczej się w sielskość nie wpisuje, ale mimo wszystko) to chyba można doznać szoku, wracając do miasta. Ale najważniejsze, że i na bloga wróciliście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wsi nie mam internetu i na razie raczej nie będę miała. Inne mamy priorytety chwilowo, a i odpoczynek od komputera dobrze mi zrobił. A szok , owszem, przykry:)
      Uściski:)

      Usuń
  5. Witaj Kaprysiu :-)
    Tęskniłam za Tobą i chyba Cię myślami ściągnęłam :-)
    Podsumowując Twój wpis można by powiedzieć: niemiłe dobrego początki :-))
    Odpoczęłaś, odetchnęłaś i masz co wspominać w zimowe wieczory...
    A na ropiejące rany (jakby co, nie daj Boże!) polecam okłady z kozieradki. Genialne ziółko - tylko cokolwiek mocno naperfumowane ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło,że tęskniłaś:)Kozieradki nie próbowałam, ale babka lancetowata, tez się pięknie spisała:)

      Usuń
  6. Kaprysiu! Ależ się cieszę, że jesteś! Myślałam sporo co u Ciebie i ostatnio z dnia na dzień odkładałam napisanie maila do Ciebie :/. Ściągnęłam Cię myślami i już! ;)))

    Takie wakacje to istna bajka - niespieszne dni, przyjemne robótki. Mam nadzieję, że kontuzja nie wpłynęła zbyt negatywnie na Twe samopoczucie wakacyjne :)))

    Lesio był w raju :)))), ale w mieszkanku na pewno nie jest aż tak szaro ;)))

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, jestem i już postaram się tak kapryśnika nie zaniedbywać. Maila bym też teraz dopiero przeczytała, bo odcięta byłam od internetu całe prawie lato. Cudnie z tą nogą tak bardzo nie było, całe szczęście,że miałam możliwość wynieść się z nią w swoje sielskie okoliczności przyrody;) A w mieszkaniu, no cóż, podwóreczka do stałej lesiowej dyspozycji brak, pańci i pańcia większość dnia brak, smutno. Taki los;)
      Usciski:)

      Usuń
  7. na tym hamaczku to błogość widzę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To huśtawka pod pergolą z dwuedzistoparoletnich winogron, ale błoga, błoga:) Trudno było się wepchnąć, bo Lesio okupował:)
      Witam i pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Całkowicie rozumiem Lesia. Jego błogość odzwierciedla ułożenie łap na zdjęciu hamakowym. Mój Miłek też się tak układa jak poczuje błogość.
    Ja choć ponad tydzień już w kieracie, nie miałam czasu na cierpienia, bo czas i ilość bodźców, nie umożliwiały mi nawet pomyślenia o tym.
    Mój Miłek jednak wreszcie szczęśliwy, bo nie włóczą go po jakiś górach, tylko wreszcie rozpakowali walizki i można spokojnie odpocząć na dłuższy czas na starych śmieciach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak , koty zawsze wolą spokojne domowe kąty, chociaż Mrautusia ceniła sobie wiejskie wycieczki na myszy , wróbelki i takie tam. Ja mniej;)

      Usuń
  9. Witaj kaprysiu!
    No wreszcie sie odzywasz! Wspolczuje tego wypadku z kolanem, ale widze, ze sobie dobrze poradzilas, przyznaje tez, ze jestem w tym wzgledzie do Ciebie podobna - od lekarzy trzymam sie z daleka i tylko co musze to u nich zalatwiam.
    Dobrze zrobilas, ale moze popytaj kogos moze jakiegos rehabilitanta, jak przywrocic noge do calkowitej sprawnosci.

    Zdjecia cudowne, Lesio mnie rozczulil, strasznie tesknie za swoim pieskiem, ktory w kraju z corka zostal wiec kazde takie zdjecia jak u Ciebie wywoluja tesknote za psem, domem, polami i łakami... fajnie wypoczełas.

    Zycze spokojne pracy i powrotu do pelni sil,
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu droga, za czort nie umiem dodać u Ciebie komentarza:((( Wkurza mnie to Google + niemiłosiernie i nie wiem nawet czy to co napisałam mailem do Ciebie dotrze. Podziwiam Twoje japońskie relacje i po cichu zazdroszczę egzotyki i ciekawej życiowej zmiany. Ściskam Cię serdecznie:)

      Usuń
  10. Kurczę! To trzeba skaleczyć się w nogę, żeby tak fajnie wypocząć?! Co za pokręcony świat!
    Rzeczywiście, Lesio miał rajskie lato - nic dziwnego, że powrót nie bardzo mu się podoba.
    Cieszę się, że już jesteś.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wygląda,że bez nogi by się nie udało;)Miło mi,że o mnie pamiętasz.
      Serdeczności przesyłam:)

      Usuń
  11. Kaprysiu! Jesteś! I to więcej niż 100 słów! I ja Cię wczoraj przegapiłam?! Na usprawiedliwienie mam jednak fakt wykonywania wczoraj ciężkiej pracy nad postem. ;)

    Pogłaski dla Lesia i bardzo Cię pozdrawiam, a w szczególności odratowaną przy pomocy babki nóżkę. :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, no tak, czytałam:), chociaż najpierw usiłowałam znaleźć Twój nowo założony blog;) A Ty sobie kącikiem u Anki pisujesz:0 Praktycznie bardzo, nie powiem:)))
      Pozdrowionka przesyłam:)

      Usuń
  12. No wlasnie sobie tak myslalam, ze gdzies przepadlas i uznalam, zewyjazd jakis Cie dopadl :)) moze nie tak jak myslalas, ale w sumie, oprocz kolanka, to wyszlo lepiej niz mozna bylo sie spodziewac.
    Lesio - jak widac na zdjeciach, szczegolnie tych brzuchem do gory i z kolega na kanapie - mial wakacje co to sie pamieta i wspomina :))) i miejsce cud i pani pod bokiem non stop. choc dla psa powinnas przestac pracowac. a do pracy nie moze z Toba czasem isc? U mojego dziecka do pracy czasem przychodzi pies (zywy bardzo....spanielowaty...) . Lesio moglby byc Twoim asystentem i sekretarka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, nie dość,że ja się męczę, to jeszcze psa do pracy zmuszać? Nieludzkie to by było;)A tak serio to ie ma jak, za dużo biegam między urzędami rozlicznymi na najróżniejsze spotkania.

      Usuń
    2. szkoda, bo pies biurowy to dobry wynalazek :)

      Usuń
  13. Oj, Kaprysiu, przykra przygoda Ci się przytrafiła... Ale ze wstydem przyznam, że długiego zwolnienia lekarskiego to trochę zazdroszczę ;-) A Lesio pięknie wyrósł! :-) Pozdrowionka! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem sie zrobił innym psem, jest jak zamieniony:) A zwolnienia maja miłe strony, oj mają:)
      Serdeczności:)

      Usuń
  14. Piękne to Lesiowe lato. I Kaprysiowe, choć kulawe, też:) Mam nadzieję, że z nogą już dobrze? Krzesła cudnie odnowiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa jeszcze zostały, jakoś zapał mi odszedł, no i laba się skończyła. Reszta poczeka:)

      Usuń
  15. Piękne wakacje, może z pominięciem szwów i całej reszty. Moje niestety znowu diabli wzięli więc z przyjemnością obejrzałam pola i dróżki chociaż na zdjęciach. Guciulek też kochał spać wszystkim do góry. To cudowne, że Lesio tak bezpiecznie się czuje i jest szczęśliwy. Życzę spokojnego roku i następnych pięknych wakacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś tak mi się wydaje , niestety,że spokojne lata, to już były;) Ciągle coś się dzieje. Pewnie,żeby nudno nie było;)
      Buziaczki:)

      Usuń
  16. Witaj! No i jak tu zaprzeczyć, ze nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło? Zwłaszcza niektórym futrzastym?
    Ulżyło mi, ze nie korzytałaś dotąd z poczty, bo zalegam z mailem o zabawnej książce, której treść może się kiedyś przydać na wakacje w innym, traperskim stylu.
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich,

    Siostra B

    OdpowiedzUsuń
  17. Widać kuracja na wsi jest najlepsza, szczególnie w takim sympatycznym, radosnym towarzystwie:))) Mam nadzieję, że wybaczyłaś Lesiowi;-) Cieszę się z Waszego powrotu:)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj, Kaprysiu! Cudowny post, cudowne lato za Wami. Mam to samo pod Wrocławiem i kiedyś muszę spróbować pobyć tam przez całe lato. Może uda mi się to bez rozbijania sobie kolana... :)

    OdpowiedzUsuń
  19. wszystko dobre co się dobrze kończy, dobrze że już jesteś, cudnie że Lesio szczęśliwy, a moja Emi rozumie jego awersję do powrotu :0 W lipcu pomieszkiwaliśmy w domku nad jeziorem przez tydzień, mój pies wychowywany na wsi, więc mający dużo swobody, zupełnie nie chciał ani wsiąść ani wysiąść z auta pod naszym domem, co zapadła wiocha to zapadła, i kury i krowy i jeszcze rzeczka, a u nas tylko koty, a fuj ! :))) Pozdrowienia serdeczne :))

    OdpowiedzUsuń