wtorek, 10 września 2013

Ble, ble, ble...

Gość w dom, Bóg w dom. Wypada, więc przynajmniej posprzątać. Oczywiście perfekcyjna pani domu ma posprzątane zawsze i wszędzie. Dni gorszych i rozlazłych nie miewa, zawsze zwarta i gotowa może ugościć każdego i o każdej porze.
Mnie z każdym rokiem ubywa perfekcyjności i to niestety w postępie geometrycznym. Najlepiej więc, jak goście wpadają bez uprzedzenia i są krótkowzroczni.
Wizyta zapowiedziana na kilka dni wcześniej mobilizuje mnie do gruntowniejszych porządków, niezapowiedziane odwiedziny, goście podejmują na własne ryzyko.
Bywają jednak niezapowiedziane wizyty zapowiedziane, czyli telefon o treści: "Wpadniemy za pół godziny. Dosłownie na chwilkę".
To zazwyczaj najbardziej aktywne pół godziny tygodnia, pot kapie mi z nosa, a cały wysiłek starcza zwykle na powierzchowny lifting. Podłoga w łazience, bo białą ceramikę utrzymuję jednak w czystości na bieżąco, nigdy nie wiadomo komu nagle się przyda (to tak jak o nogach mawiała Janina Duszejko: "wieczorem trzeba umyć, żeby nie wiem co, bo jestem już w takim wieku, że zawsze w nocy może zabrać mnie pogotowie"), obrusy, ręczniki, wieszak z praniem, ubrania z krzesła, pościel z łóżka, itp. itd.
I jeszcze coś na stół. W Warszawie pod nosem jest sklep i cukiernia, na działce nie ma. Na taką okoliczność staram się mieć żelazny zapas kruchych babeczek (czasem mam, czasem nie mam), do których można w parę minut dorobić budyniowy krem lub bitą śmietanę z owocami. Miałam, dorobiłam. Jeszcze tylko zmiana działkowego ciucha na mniej znoszony i rozciągnięty. Gotowi czekamy. Telefon: "Przepraszamy, nie wpadniemy". Cóż.
Kiedyś pewnie bym się zirytowała. Ostatnio ubytki perfekcyjności uzupełniam stoickim spokojem. Babeczki zjedliśmy, obrus ze stołu pod winogronami sprzątnęłam i odpoczywając powymyślałam sobie przetwory z tego co miałam pod ręką, a przydadzą się przy okazji kolejnej niezapowiedzianej wizyty:) 
Na zaprzyjaźnionych drzewkach śliwek w tym roku jest jak na lekarstwo, więc w occie, na próbę, zamarynowałam mirabelki. Zobaczymy co wyjdzie. Pięknie obrodziła jeżyna. Zrobiłam z niej kilkanaście słoików dżemu. Wyszedł pyszny i oryginalny.
Odpoczywając patrzyłam na winogrona. Mnóstwo winogron. Dojrzewają. Nieuchronnie.
Wino mam jeszcze z 1993 roku, a i tak wolę dobre gatunkowe ze sklepu. Nasze wychodzą ciężkie, mocne i słodkie, a lubię lekkie, półwytrawne i to jeszcze najlepiej białe. Wino więc nie.
Zapas soków starczy na kilka lat. Galaretka nie cieszy się wzięciem ze względu na cierpki smak. W zeszłym roku próbowałam zrobić na winogronach nalewkę. Wyszła dziwnie. Więc co?
Zerwać winogrona muszę, tylko wtedy, po odpowiednim przycięciu, będą zdrowo rosły i miały dorodne liście, a to nasz żywopłot i baldachim nad stołem i huśtawką.
A swoją drogą, sama sobie nieustannie wynajduję coraz to nowe zajęcia zamiast odpocząć i pomyszkować po blogach. To jesień tak na mnie działa swoją obfitością owoców, warzyw i złotymi kolorami, które lubię zamykać w słoikach. Na nic więc, jak zwykle, nie mam czasu, bo Lesio niezmiennie lubi chodzić na długie spacery i brykać ze swoim psyjacielem, i góra prasowania rośnie, i szarlotki dawno nie było, a przecież niestety, stety pracuję.. 
A koraliki, wyklejanki i glina ???
Do tego kilka dni temu koleżanka mi powiedziała: "Zajrzałam do Twojego kapryśnika, a tam samo słodkawe ble, ble, ble..." Fakt. To w takim razie na dziś wystarczy. Pa.

32 komentarze:

  1. A mnie się tam ble, ble, ble podoba. :))
    Będziesz tęsknić za tym rajem w zimie, oj, będziesz!

    OdpowiedzUsuń
  2. A może bardziej za latem?:))) Już w ten weekend mimo pięknej pogody nad ranem i wieczorem tyłki nam zmarzły. W niedziele nie palę pod kuchnia i nie nagrzewam pieca. Po prostu boję się rozpalać "pod kominem" jak mówiła babcia męża, w dniu, w którym wyjeżdżamy. Ogień bywa niepokorny, a mała iskiereczka zdradziecka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytawszy Twoj post, zastanowilam sie, co mozna zrobic z nadmiarem winogron. I nie mam pomyslu innego niz wino, co zreszta sugeruje ich nazwa. Nie pozostaje nic innego, jak obdarowac nimi znajomych, niech oni sobie wino pedza. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jak by sobie tak byli uprzejmi sami sobie zerwać , to byłoby najfajniej. Nakarmię i nawet przenocuję, byli zabrali. Tego będzie kilkadziesiąt kilo, jak nie więcej. A tu jeszcze wzięli i nie przyjechali:(

      Usuń
  4. Od tego sa nasze blogi, by właśnie "ble, ble, ble" na nich było ;). No bo co innego? ;))
    Z tymi babeczkami to dobry patent. Ja staram się mieć zawsze jakieś cukierki (ciastka nie, bo jak otworzę i goście zjedzą po jednym to potem wyrzucam po kilku dniach), ale babeczki są ładniejsze :).
    Ja chyba jeszcze bym się zirytowała gdyby goście w końcu nie przyszli, no chyba, że zapowiedź ich przyjścia nie ucieszyłaby mnie ;)

    No i te 30 min.! :D Tak jest! To najbardziej intensywne minuty tygodnia ;))

    Miłego Kaprysiu :))

    P.S. Z winogron to nie wiem co jeszcze można :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam zawsze goście cieszą i naprawdę już mało co wyprowadza mnie z równowagi. Przywilej wieku:) Cukierków nie mogę mieć, bo ile by nie było to Pan mąż wyje, a samych pustych babeczek nie rusza;)
      A z winogron, to właśnie zupełnie nie wiem co by jeszcze można. Chyba jednak znowu trochę soków porobię. Obdarowywać też można, tylko ciężkie są jak piorun i nie mam jak ich taszczyć,żeby rozdawać.

      Usuń
  5. ja wyjątkiem przyjęcia działkowego powinnam robić kopiuj wklej:))...łącznie ź przetworami winogron...:)))robiłam nalewkę w źesźłym roku...i co...dziwna!!! jakaś jakby ź naftalina....hihihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet z wiśniami połączyłam te winogronową nalewkę i dalej dziwna;)

      Usuń
  6. Dobrze że się jednak te babeczki nie zmarnowały :) szkoda by ich było. A winogrona nie ma sprawy można po prostu zjeść :) Tez lubię tę porę nie zimno ale i nie gorąco w powietrzy czuje się słodkawy ciężki zapach resztek lata i nutkę mroźnej zapowiedzi zimy. Jeszcze w ciągu dnia można wygrzewać się na słońcu ale już wieczorem grzać się przy kominku z dobrą książka i winem (też wolę półwytrawne)- czego Tobie i sobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć ,że jednak to marnotrawstwo wypychać babeczkami własne oponki na brzuchu;)A te późnoletnie, poranne i wieczorne chłody lubię bardzo, bo mi wtedy tak uderzenia gorąca nie doskwierają;) Ech, te DOLEGLIWOŚCI wredne;) Fajnie,że znowu jesteś, jako i ja:) Uściski:)

      Usuń
  7. Ostatnio też tak miałam. Jak goście zrezygnowali to się nie irytowałam tylko się ucieszyłam, że mam wszystko wysprzątane w pół godziny. Normalnie to sprzątanie przeciągam bo wiadomo to, tamto i najzwyczajniej nie chce mi się bo ile razy może robić to samo. Buziaki:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam zadowolona,że sprzątnęłam:) Jest taka teoria, która mówi,że 80% porządków pochłania 20% czasu, a pozostałe 20% do posprzątania zabiera 80% czasu:) Wiadomo zostaje to co po kątach i pospiesznie wrzucone do szafy;) Okropnie nie lubię tych pozostałych do sprzątnięcia 20%:)

      Usuń
  8. To że goście nie przybyli to... jak dla mnie duży plus:)) oczywiście -jak dla mnie, bo ja o perfekcyjności dawno zapomniałam i na hasło 'goście' zawsze wiję się w popłochu i wtedy właśnie zaczynam myśleć o tym że perfekcyjności troche by mi sie przydało, do tego stopnia jestem nieperfekcyjna, że jak posprzątam to słyszę " a co, ma ktoś przyjść?":))
    pozdrawiam!... acha wina też wolę sklepowe niż swoje:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja jestem gościem idealnym! Przy wadzie wzroku -10 noszę soczewki -6, tak więc ledwie widzę gospodarzy :):):)
    Kochana, jeśli chodzi o Twoją perfekcyjność / jej brak, to mnie wystarczyły zdjęcia balkonu (cudnego i wypielęgnowanego na maxa), a teraz info o zapasie kruchych babeczek. Cha, cha, cha! Do pięt Ci nie dorastam.

    P.S. Jak miło znowu Cię poczytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robiłam zdjęcia jak na balkonie miałam porządek, trudno,żeby inaczej;)a zapas babeczek to zwyczajne lenistwo jest. Perfekcyjna pani domu ma na podorędziu trzy gatunki ciast, przynajmniej;)))
      Gościem zawsze będziesz oczekiwanym i mile widzianym bez względu na moc soczewek:)
      Ja zwykle biorę się za porządki, kiedy zaświeci słońce i założę okulary, bo również jestem krótkowidzem, a jak już założę okulary, to o jej..:)

      Usuń
  10. Jednak jesteś perfekcyjna.
    Sado- masochistycznie perfekcyjna (bo inni i tak nigdy tego nie docenią) byłam 30 lat temu.
    Zdrowie (może jego ubytki)i nadmiar pracy systematycznie wzrastający, skutecznie mnie z tego wyleczyły i zaczęłam żyć dla siebie.
    Sprzątanie scedowałam na męża, który widząc jak tyram nie narzeka. Poza tym nie lubię sprzątać, dlatego staram się utrzymywać porządek, co wiadomo przy zwierzakach jest dość ciężko. Miłek nie wie, że trzeba otrząsnąć łapki gdy wychodzi z kuwety.
    W tym roku z przetworów wykonałam w tą niedzielę suszone pomidory, właściwie dla siebie, bo to ja najbardziej je lubię. Zrobię jeszcze sobie suszoną żurawinę, bo dodaję do czerwonej herbaty (jest nie słodzona).
    Przyjęcia wykonuję właściwie dwa razy do roku i to działkowe więc zminimalizowane.
    Jednak dbam o zdrowie rodziny (obecnie dwa ludzia + kot i żółw) i gotuję wszystkim obiadki i oczywiście je zamrażam, bo w domu bywam wieczorami.
    Jak widać kobitki mądrzeją na starość.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjęcia też ostatnio rzadko urządzam, bo to solidne wyzwanie logistyczne. Ale spotkania ze znajomymi zawsze milej spędzić przy czymś do przekąszenia:) A porządki to taki skutek uboczny. Perfekcyjna nie jestem, ale to nie znaczy ,że nie lubiłabym być:)Uściski:)

      Usuń
  11. Wino z winogron i przepędzić. spirytus z wina możesz zastosować do nalewek z jeżyn...
    Zresztą wino jeżynowe też jest pyszne.
    I z drożdżami winnymi nie potrzebuje tyle cukru... ;).
    Śliczne zdjęcia, babeczki... ach... dawno nie jadłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Pomysł przedni, tylko to trzeba mieć aparaturę i takie różne inne, a i trochę doświadczenia,żeby metylak nie wyszedł:)
      A w ogóle to można już tak sobie przepędzać bez konsekwencji przykrych?;)

      Usuń
  12. Masz dobry czas. Pół godziny i dom ogarnięty to dobry wynik. Ale tak sobie tu czytam, że porządki to prawie dla każdego przykry obowiązek. I w pełni się z tym zgadzam;) Może powinnaś wśród znajomych poszukać pasjonata domowych win. Niech sobie przyjedzie narwie i nastawi ten trunek. A winogrona na fotce wyglądają bardzo apetycznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nikt się nie pcha;)A winogrona są smaczne i bardzo zdrowe, ale cierpkie i bardzo wyraziste w smaku. Kilka kiści i mam dosyć, nie da się ich jeść do rozpuku;)

      Usuń
  13. A ja bardzo lubię takie wpisy :) Grzeję się w nich:))
    I szkoda , że nie mieszkasz bliżej - uwielbiam winogrona:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bardzo daleko mieszkasz? Może nie tak bardzo? :)))

      Usuń
  14. hmmm, też bym zrobiła wino :) Choć i ja mam juz ochotę na jakieś bardziej lekkie winko, nasze też słodkie wychodzą.
    I stanowczo jesteś perfekcyjną panią domu! Ja nawet nie trzymam gotowych babeczek w zapasie :P Mój synek nawet bez dodatków takowe by pochłonął, więc staram się ograniczyć takie pokusy :) ale jak już mają goście "wpaść" to szybciorem piekę muffiny. A jak się stworzy do tego jeszcze nastrój i ochota na dłuższe posiedzenie tostuję chleb, stawiam pyszną oliwę smakową (domową oczywiście), kroje pomidory i sery pleśniowe (uwielbiam) podaję winko i siedzimy sobie gadając, podjadając i dobrze się bawiąc :) Ot. taki niespodziewany przerywnik od codzienności :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Twój synek wyrośnie kiedyś na łasuchowatego męża, jak mój:) Ja te babeczki jednak trochę chowam:)Bardzo masz sympatyczny przepis na goszczenie znajomych:) Tylko ja na tej swojej działkowej wsi to o pleśniowym serze mogę sobie pomarzyć, a smakową oliwę to robią właśnie perfekcyjne panie domu:)

      Usuń
  15. Nie zarzucaj swojego ble ble ble Kaprysiu. Masz dużą umiejętność poprawiania mojego marnego ostatnio nastroju. A owoc twórczej pracy dzisiejszego poranka zamieść koniecznie. Cudny jest :))).
    Do domowego wina mam stosunek podobny do Twojego, natomiast ciemne i pachnące rodzime winogrona najlepsze są na surowo, moim zdaniem. Moje mieszkanie coraz łatwiej się sprząta dzięki totalnemu wywaleniu wszystkiego, co było do wywiezienia i wywalenia. A jak już będę miała malutkie (Boże dopomóż) to mam nadzieję ożywić kontakty i zapraszać dobrych ludzi drzwiami i oknami, co dobrze wpływa na porządek ;), chociaż do perfekcji mi daleko. Ucałowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to zaraz opublikuję na twoją odpowiedzialność;)))

      Usuń
  16. Kaprysiu, ja Cię nie poznaję! A gdzie się podziała Twoja idea 100 słów? ;) Nie żebym narzekała. Lubię, kiedy opowiadasz o swojej nie- i codzienności. I wiesz, mam taką samą filozofię w sprawie gości - jeśli niezapowiedziani, to na własne ryzyko. I takie wizyty lubię najbardziej, gdyż nie czuję się zanadto zobowiązana do... baczności - nie ma to jak spocznij. :)
    Lesia wytarmoś, a siebie pozdrów ode mnie. :) I lecę jeszcze raz przeczytać wierszyk, przez który przeleciałam chybcikiem zdziwiona, że aż dwa posty przegapiłam. Nie wiem, jak to się stało, nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za długie, normalnie za długie, dlatego przeleciały niezauważone:))) A kaprysie kapryszą i raz piszą sto, a raz nie sto, a swoją drogą ciekawe ile tu było, muszę policzyć:)

      Usuń
  17. a to kiedy degustacja jeżynowego cuda w słoikach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez zbędnej zwłoki:) Przywieźć ze wsi trzeba:)

      Usuń