sobota, 31 grudnia 2011

Uśmiech:)

W sylwestrowy wieczór wszystkim niezrażonym kapryśnikową ciszą i wciąż jeszcze tu zaglądającym życzę Dobrego Nowego Roku 2012 i bardzo dziękuję za świąteczne serdeczności pozostawione pod poprzednim postem i przesłane mailem.
Stary rok żegnam bez żalu, niech znika powoli tak jak kot z "Alicji w krainie czarów", który opanował sztuczkę powolnego znikania, zaczynając od końca ogona, a kończąc na uśmiechu, utrzymującym się jeszcze pewien czas potem, gdy reszta kota już znikła.
"Ach, często widywałam kota bez uśmiechu - pomyślała Alicja - ale uśmiech bez kota?! To najdziwniejsza rzecz, jaką widziałam w życiu!"
Czy naprawdę to takie dziwne? To raczej właściwy sposób na pożegnanie;) Tak myślę:)
Dziękuję za wszystkie zostawione w minionym roku komentarze, za Waszą obecność i poświęcony kapryśnikowi czas.
Na Nowy Rok zostawiam kocie uśmiechy i życzenia by był lepszy od poprzedniego:)
zdjęcie znalezione w sieci

poniedziałek, 7 listopada 2011

Przerwa w przerwie;)

Zupełnie nie umiem odnaleźć w sobie chęci do pisania. Dni mijają, zajmuje mnie mnóstwo spraw, z czego większość nie poprawia mi nastroju, a kapryśnik leży w kącie i porasta grubą warstwą kurzu.
Remont jest już odległym wspomnieniem. Lubimy krótkie i sprawne remonty. Gorzej z porządkami, ponieważ nie tylko do pisania nie mam chęci;)
W ramach odkurzania trochę zdjęć tego co w czasie ostatnich tygodni dostałam, poskładałam i wypaliłam.
Najpierw dostana prześliczna bransoletka od Dysiaczka. Bardzo nośliwa, urokliwa i jesienna, bo chociaż koralowa, to jarzębinowa:)
Dziękuję raz jeszcze Dysiaczku i ciągle mrugam z niedowierzania, że to ja wygrałam Twoje candy:) Dostałam też materiałowe podkładki w różyczki niezwykłej urody i waniliowo pachnący świecznik, zdjęcie jednak wyszło mi haniebnie kiepsko, więc do oglądania zapraszam do Dysiakowa w poście o oświeceniu z 23 października br.
A poniżej ceramiczna miseczka, różne naszyjniki i korale, które poskładałam w czasie blogowej nieobecności z wypalonych ostatnio i dawniej elementów.








Szkliwa to mandaryn, turkus cracle, portofino, metaliczne złoto i czerwień kardynalska. Brązowe przekładki w pierwszych i ostatnich koralach są wykonane z drewna kokosowego.
A na zakończenie tradycyjnie zalaptopowy rozmruczany Mrautak na dobranoc dla wszystkich, którzy nie stracili cierpliwości i nadal tu zaglądają, bo pomimo przerwy w przerwie, przerwa trwa;)

sobota, 22 października 2011

Porządki.

Domowe, rodzinne i zdrowotne, czyli harmider, zamieszanie i zwolnienie.
Mrautak zachwycona. W domu kartony, walizki, wiadra z farbą, drabiny, malarze,  zdechła ja, kuweta do sikania w pokoju i wszędzie szeleszcząca folia. Cudownie.
Niniejszym ogłaszam wypisanie się z wirtualnej rzeczywistości na czas dłuższy. Ta prawdziwa spadła mi na głowę z siłą lawiny. 
Zapraszam kiedyś.
Na pożegnanie Mrautak remontująca i dwa Mrautaki. Ten mniejszy od atteo. Bardzo podobny do oryginału i bardzo śliczny:) 
Dziękuję:)


sobota, 1 października 2011

Mrucząca sobota.

Jak dobrze w sobotę odpocząć.
I kupić sobie ciuch w jesienną kratkę. I jeszcze czerwoną torebkę, która mi do niczego nie pasuje, a marzyłam o takiej właśnie czerwonej i nie pasującej do niczego, już chyba dobrze ponad dwa lata;)
Tak :)))
Tylko dlaczego po tym odpoczynku, tak okropnie bolą mnie nogi, zupełnie nie rozumiem;)
Do kraciastej sukienki zrobiłam nowe długie jesienne korale.
Szaro-wełniano-bursztynowe, bo już jesień i czas najwyższy przeprosić się z filcowaniem.
Mrautak oczywiście pomagała. Bardzo się ucieszyła kiedy otworzyłam szufladę z czesankami. Bardzo.
Czesanka jakiś czas fruwała w całym mieszkaniu, a potem Mrautak była zmęczona i też odpoczywała.
Na balkonie, w ciepłym październikowym słońcu. Miło, ciepło, leniwie i mrucząco.
Tak bardzo bym chciała umieć zebrać takie dni jak dzisiejszy, nawlec na nitkę, poprzekładać promieniami słońca zamkniętymi w bursztynkach i takie rozleniwione, ciepłe i mruczące schować do szafy.
A potem zawsze móc po nie sięgnąć, jak po filcowe korale :)
Jutro zamierzam odpoczywać jeszcze intensywniej;)


Za wszystkie rymowanki, które znalazły się w komentarzach pod poprzednim postem bardzo dziękuję:)
Mrautak zupełnie nie może się zdecydować, który wierszyk najbardziej jej się podoba. Wszystkie jej przeczytałam i wszystkie zostały nagrodzone bardzo przychylnym mruczeniem.
W tej sytuacji postanowiłyśmy, że ja zrobię ładny jesienny filcowy kwiat-broszkę, a Mrautak wylosuje, której z poetek go wyślemy:)
Jak tylko się uwiniemy, to napiszemy, ale prosimy o cierpliwość, bo takie soboty jak dzisiejsza niezmiernie rzadko nam się trafiają:)



poniedziałek, 26 września 2011

Wierszydełko z przepisem na rymy.

Objawy przepracowania bywają bardzo różnorodne.
Prócz kilku ciekawych dolegliwości natury fizjologicznej zaczęłam składać rymowanki i wierszydełka. Co gorsza czasem je publikuję. Przykro mi.
Traktuję kapryśnikowe zapiski pamiętnikowo, stąd zresztą nazwa bloga, i jak coś sklecę to czasem zapisuję.
Czytacie na własną odpowiedzialność.
Dziś nie będzie słonecznie, jabłecznie i słodko.
Będzie niegramatycznie, informacyjnie, porządkowo i cmentarnie.
A to dlatego, że będąc ostatnio na cmentarzu stwierdziłam, że na większości nekropolii nie ma, są nie wiadomo gdzie, jest za mało* (*właściwe podkreślić) toalet.
W kościołach zresztą podobnie, tylko gorzej. 
Zirytowana powyższym przedstawiam wierszydełko informacyjne, a w nim przepis na rymy oraz zaproszenie do zabawy:)

To nie sztuka znaleźć rym
każde słowo będzie nim,
które taki koniec ma
jakiego nam właśnie trza.

Że to rym jest częstochowski
trudno, niech precz znikną troski
zasad wszelkich też w nim brak
za to rym jest tak, czy siak.

Oto przykład literacki
krótki i nie elegancki
napisany przez J.T.
by zbudował ktoś WC:

Cytat z Juliana Tuwima:
" Tu leży wieszcz, przechodniu nie szcz."

A teraz parafraza fragmentu wiersza tegoż autora:
"Rusz czytelniku mózgiem swym i napisz jakiś własny rym"
;)))
Tematyka dowolna, rymy obowiązkowe.
Oceniać będzie Mrautak, ponieważ ona bardzo dobrze zna się na rymowaniu, bo przecież nie ma nic bardziej poetyckiego jak kocie mruczando;)
Ktoś podejmie wyzwanie?
Kompletnie nie na temat, ilustracją do posta są łapy księżniczki Mrautak jurora, która zawsze wchodzi w kadr, ponieważ słusznie uważa, że ona jest najważniejsza i zdjęcia należy robić jej, a nie jakimś koralikom, tak po prostu ponadziewanym na rzemyk, które pomimo tego, że są pokryte ciekawym matowym szkliwem pt. aligator i trochę je nawet na zdjęciu widać, na uwagę nie zasługują.



sobota, 17 września 2011

Rymowanki dla pewnego łasucha jesienne i słodkie:)

W niedzielny zimny poranek
z jabłek dojrzałych i słodkich
wyduszę smaki jesieni
i włożę je do szarlotki.

Ciastem zapachnie mieszkanie
złociście, słodko, jabłecznie,
a gdy ugryziesz kawałek
rozpłynie się w ustach bajecznie.

A potem podam ci szklankę
ciepłej, słonecznej jesieni
i pomyślimy w zadumie,
czy szarość nam jej nie odmieni.

W takim śniadaniu wrześniowym
niczego mi nie brakuje,
szarlotka, niedziela i jesień
we dwoje najlepiej smakuje.

sobota, 10 września 2011

Korale koloru koralowego, wyróżnienie i psio-kocie sprawy.

Piętrzą mi się zaległości. Najróżniejsze. Tylko praca i praca, pfuj.
Post będzie bez ładu i składu, a i tak nie o wszystkim napiszę. Przepraszam.
Na początek ceramika.
Pomysły, wena i chęci wyparowały gdzieś w siną dal, ale mam sporo ulepionych letnich zapasów, a że zaprzyjaźniony piec pracuje ostatnio pełną parą, to mimo braku czasu, powypalałam sporo nowych koralików.
Dzięki podpowiedzi Plastusi po raz pierwszy udało mi się zrobić duże ceramiczne kule puste w środku, czyli lekkie:)
Ulepiłam je na mokrych gazetowych kulkach. W wysokiej temperaturze wypału gazeta zamienia się w popiół, wystarczy go później z koralików wydmuchać, a po szkliwieniu i kolejnym wypale uzyskałam kilka kul w moich ulubionych czerwonościach.
Gorzej z kompozycją. Układałam, przekładałam i w końcu zmęczona nadziałam kule na rzemień i już. To dobry patent, bo dziury w kulkach zrobiłam duże, rzemień razem z zameczkiem przechodzi przez nie gładko i jak mi się znudzi, to w każdej chwili mogę zmienić elementy korali na inne;)
Sześcienne koraliki z pierwszego zdjęcia również są nałożone na obrożę, na której mogę je dowolnie komponować. Patent dla zapracowanych i niezdecydowanych kapryśnic:)
W robieniu zdjęć pomagała mi Mrautak, a razem z koralikami i kotem pozuje również miseczka łódeczka z tego samego wypału.
Wracając do zaległości, to jakiś czas temu zostałam obdarowana przez Dysiaka wyróżnieniem.
 
To bardzo miłe wyróżnienie Dysiaczku i bardzo Ci za nie dziękuję, ale czy warto dawać wyróżnienia kapryśnicom, które piszą o tym z takim opóźnieniem i do tego zazwyczaj nie wywiązują się z wyróżnieniowych zobowiązań?
Tym razem jednak przynajmniej postaram się napisać o sobie wymagane siedem rzeczy, a zainteresowanych szczegółami odsyłam do odpowiednich horoskopów;)
1) jestem zodiakalnym Baranem
2) w kalendarzu chińskim jestem Bawołem
3) w horoskopie Majów jestem Rubinem
4) w celtyckim Klonem
5) w kwiatowym Hortensją
6) w kartach damą karo
7) mój żywioł Feng Shui to ogień, a wyróżnienie przekazuję wszystkim sympatycznym gościom zaglądającym do kapryśnika:)

Również wszystkich zaglądających, którzy nie wyobrażają sobie dnia bez machania ogonem i przymilnego mruczenia, zapraszam do odwiedzenia jednego z  najsympatyczniejszych psiokocich blogów "Pełnia lata w Domu Tymianka".
W ostatnich dniach staraniem Ori powołana została do życia Fundacja "Dom Tymianka", której celem jest pomoc jak największej liczbie potrzebujących czworonogów.
Czytając pogodne teksty i ciesząc oko uroczymi psio i kotografiami dorzucicie może grosik na konto Fundacji. A może właśnie któryś radosny ogon będzie machać właśnie dla Was ?:)
Wszyscy miauczący i szczekający podopieczni z góry bardzo dziękują, a Mrautak mrucząco zachęca:)

Fundacja „Dom Tymianka”
Kołaki - Kwasy 8
06-406 Opinogóra Górna

52 1090 1694 0000 0001 1684 9209