czwartek, 4 listopada 2010

Listopad, kot, trochę korali i owocowe pudełko.

Znowu listopad. Ciepły, świąteczny, rodzinny i zakatarzony.
Dziś już nareszcie pada;) Co to za listopad bez deszczu, pluchy i chłodu? 
Teraz jest prawidłowo.
Jak się siedzi w domu z czerwonym nosem i kaktusem w gardle to taka pogoda podnosi na duchu, bo jak świeci słońce to zasmarkańcom jest przykro;)
Po kolejnym przyjęciu garści pigułek wreszcie znalazłam trochę czasu dla kapryśnika. Nazbierało się sporo zaległości  kocich, koralowych, książkowych i innych też. 
Nie dam rady upchnąć wszystkiego na raz, więc dziś , zgodnie z zapotrzebowaniem;), kot i korale.
Kot się panoszy.
Wchodzi wszędzie i wciska swój różowy nos we wszystkie nieznane dotąd kąty i zakamarki. Urosła i bez problemu wskakuje na parapety, szafki i regały. Pcha się do wanny, zlewu i pomiędzy książki na półkach oraz pasjami rozrzuca czasopisma, które mam ułożone na podręcznym stoliczku.
Panuje utarty pogląd, że koty nie lubią , a wręcz boją się wody.
Nie Mrautak.
Wystarczy odkręcić kran, czy zacząć napełniać wannę, melduje się natychmiast. Wkłada pod kran łapki, a jak jej tylko pozwolić pcha się cała pod lecącą wodę.
Zupełnie nie przeszkadza jej mokre futerko. Potrafi godzinę siedzieć pod kranem w suchej wannie z nadzieją, że może kapnie jakaś kropelka.
Poza tym włazi na klawiaturę laptopa i odłącza mi go od zasilania, obgryza gałązki w wazonie, rozszarpuje na strzępki moją czesankę, zamordowała pamiątkową dracenę, gryzie szczotkę do zamiatania  i czasem nas w nogi, lekko co prawda, ale za to skarcona dyskutuje, ba, pyskuje, a potem się obraża.
Za to codziennie rano przychodzi z najczulszym mrautaczeniem, daje buzi, liże mnie w ucho szorstkim języczkiem i przytula się najcudowniej na świecie.
Taki Mrautak:)


Nadal też robimy razem korale i czasem coś obkleimy. Ostatnio pudełko, owocowym motywem z serwetek, obok których nie mogłam przejść obojętnie;)



A to korale z ostatnich dni , 



Zaczęłam od kota, kończę też kotem. Pada, jesteśmy śpiące, więc dziś mimo wczesnej pory, już Dobranoc:)

22 komentarze:

  1. Hihihi!
    Super idzie Wam ta współpraca!
    Ja też miałam kota-wodołaza. Uwielbiał się chlapać, moczyć i siedzieć w zlewie :-DD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ apetyczne te Twoje korale :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, dziękuję, dziękuję :))))
    Cieszę się, jak wariat z tego postu i nie mam na myśli Twoich problemów zdrowotnych ;))
    Spojrzenie na pierwszym zdjęciu wzruszyło mnie :)))
    Wszystkie zdjęcia cudne! To oczekiwanie na wodę...W szufladzie :)) W koszyczku :)))
    W koralowaniu osiągasz mistrzostwo - dla mnie naj, naj, najpiękniejsze - szaro-srebrno-bursztynowe :)
    Pudełko śliczne, bardzo jesienne :)
    Wracaj do zdrowia, ściskam mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna Mrautak! A zachowuje się identycznie jak mój kot! I to upodobanie do wody...



    Zdrowia życzę, Kaprysiu! Może Mrautak pomoże Ci wyzdrowieć?

    OdpowiedzUsuń
  5. A mój Kacperek panicznie boi się wody :D Hehe. Korale robisz piękne, mi się te fuksjowe najbadziej podobają. Kuruj się, niech z Ciebie kicia wymrukuje chorobę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ileż tu dzisiaj różności u Ciebie! Z takim przytulakiem-Mrautakiem :) choróbsko przejdzie raz, dwa. Czego gorąco życzę i mocno pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo ladne robisz te korale :) :) a co do kota to moze nie kot tylko jakas rybka w kociej skorze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kaprysiu, z dużym opóźnieniem czytam Twój wpis... i znów buzia mi się uśmiecha :)
    Mrautak po prostu cudna.. a zachowuje się jak i moja Mocca :)
    Koty jednak chyba zazwyczaj lubią moczenie się w różnego rodzaju źródełkach!
    A korale - naprawdę bardzo mi się podobają!!
    Kaprysiu - zdrowiej szybciutko (a moze już po chorobie!!)
    Serdeczności przesyłam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowita jest ta twoja Mrautak!!!! Moja nie szaleje za wodą, ale za to uwielbia pchac się na kolana jak tylko ktoś usiądzie:)
    A korale.... to po prostu mistrzostwo świata, zachwycają.
    Życzę dużo zdrówka i jeszcze trochę słońca listopadowego:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojoooj, no cudo po prostu z Mrautaka. Aż żałuję, że nie mam takiego żywego srebra, wścibiającego nosa pod krany i wskakującego na laptopa (mój pies zważywszy na swoje lata i wielkość, wiedzie już bardziej dystyngowany tryb życia). A to taka rozrywka patrzeć na to wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajnie, fajnie ...Twój fotoreportaż z życia Mrautaka przypomniał mi stare dzieje, gdy moje poczciwe kocisko miało w sobie dziecięca fantazję i ganiało po domu jak szalone. teraz to tylko śpi i je.
    A korale - bossssssskie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wyrabia się dziewczyna;) Ostatnią fotą może reklamować pastę do zębów dla kotów:) Mój Didek poluje na krople z kranu w kuchni:)
    Owocowa skrzyneczka prześliczna. Korale zresztą też. Zwłaszcza te szaro-bursztynowe. Zdrówka życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękny wpis, cudna Mrautak - to zupełnie nie ta płochliwa kiciunia, którą widzieliśmy na początku. Odchuchana, wypieszczona, po prostu szczęśliwy kot. Korale też do pozazdroszczenia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. :) Ten kot prawie jak pies:) Moja psa też lubi się pławić. Kapitalne te zdjęcia kocicy, ładna jest. A korale jak zwykle - C U D O!

    OdpowiedzUsuń
  15. Kociorowe zdjęcie w zlewie rewelacja !!!
    Korale piękne wszystkie co do jednego !!!
    pudełeczko bardzo na czasie !!!
    Kochana Tobie życzę dużo zdrówka !!!
    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  16. Kitka przesłodka, choć przyznam że niesłodkich nie spotkalam...sliczne pudełeczko, korale zresztą tez...pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam !! Choroba i kiciuś w moim domu są w symbiozie. Skąd one wiedzą, że ktoś choruje? Kilka lat temu, jeszcze przed diagnozą, mój Filip nie odstępował mnie na krok.Był tylko jeden warunek. Musiałam siedzieć, albo leżeć.Twój pięknie pozował Ci do zdjęć,tak spontanicznie. Mój jest mniej ruchliwy. Gdybym chciała ująć tyle póz,czekałabym kilka dni.W koralach fajnie komponujesz kolory. Mój ulubiony zestaw jest podobny do Twoich ostatnich różowoszarych . U siebie łączę tą szarość z różem i wrzosem.Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja tak niewinnie zajrzałam do Ciebie,przy okazji kuchennej, a tu takie cudne klimaty...I korale.Oj jakie piękne,nastrojowe.
    Z bursztynami mi w oko wpadły.Cudnie jesienne.
    A kot ważny tu jest.Dopełnia ciepłą scenografię.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. ;) ostatnie zdjęcie kota bardzo mi się podoba ;) prawdziwy tygrrrrrys ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak ja Ci tego kotka zazdroszcze, pies to pies, pewnie, ze kochany i najlepszy przyjaciel, ale wyglaskac sie nie da, twardy i zylasty i tylko chce sie bawic spacerowac i uciekinier z niego, a kiciusie sa mieciutkie i puszyste i kochane! A Twoj jakis wyjatkowy bo kocha wode! To ciekawostka!
    Moze jakis gdzies na mojej drodze kiedys stanie :)
    Mam nadzieje, ze wyzdrowialas juz i choc pogoda beznadziejna to wszystko u Ciebie ok :)
    Korale piekne, wszystkie by sie przydaly, bo kolorystycznie kazde mi pasuja :)
    Pozdrawiam z ponurych deszczowych Kaszub :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jerry takze uwielbia przesiadywac w zlewozmywaku i fascynuje go plynaca woda!
    Zachwycily mnie rozowe korale. Czy te cuda mozna u ciebie nabywac?

    OdpowiedzUsuń
  22. :) Jak zwykle ciepło i optymizm bije z Twojego Kapryśnika, na przekór nazwie.
    Cudna opowieść o nieznośnym kocie, aż bym chciała go wytarmosić i poczochrać... ach, zawsze miałam koty psotniki, ale teraz moja czwórka psotników robi mi za stado kotów.
    Korale z tym srebrnym cudowne a te z różowym to bym poprostu schrupała!

    OdpowiedzUsuń