piątek, 6 maja 2011

"Chłopiec z latawcem" Khaleda Hosseiniego i chustecznik.

Jest oczywiste, że człowiek, a zwłaszcza kobieta, jak smutna, zmartwiona i depresyjna, to pochlipuje. Skutkiem pochlipywania jest zasmarkany nos generujący stałe zużycie jednorazowych chusteczek.
Odkąd bawię się decoupage obkleiłam sporo różnych chusteczników, ale sobie jakoś nie zrobiłam, a przydałby się:)
Znalazłam więc ładną serwetkę, pudełko i szybką żelazkową metodą, w przerwach w wieczornym gotowaniu, zrobiłam wiosenny chustecznik, a później przeczytałam książkę. Niezwykłą.
Khaled Hosseini napisał powieść bardzo prostą i głęboko poruszającą. 
Losy dwóch afgańskich chłopców układają się w niej w historię wielkiej przyjaźni, podłości i wyrzutów sumienia, które kształtują życie głównego bohatera.
Powieść Hosseiniego warto przeczytać  nie tylko dlatego, że tak bardzo mało wiemy o tragedii Afganistanu, czy też o muzułmanach i islamie w ogóle, ale dlatego, że tak prawdziwie opowiada o słabościach bliskich i znajomych każdemu, a przez to czyniących nas wszystkich bardziej podobnymi sobie niż mogłoby się nam wydawać.
Zdrada, odkupienienie, czy zbrodnia są uniwersalne.
Wartka akcja, prosty język i niezwykle wciągająca fabuła to atuty, które sprawiły, że "Chłopiec z latawcem" od lat króluje w czołówce list bestsellerów.
Wydana w ośmiu milionach egzemplarzy, przełożona na czterdzieści dwa języki to jedna z tych książek, na które warto wykraść dobie parę godzin, w którą można się schować przed codziennością i po której przeczytaniu poczułam się bogatsza.

A tak prezentuje się wiosenny chustecznik, który Mrautak wyjątkowo upodobała sobie do ocierania pyszczka. Bardzo praktyczna rzecz. Będzie służyć nam obu:)

8 komentarzy:

  1. "Chłopiec z latawcem" czytałam już chwilę temu ...właśnie mi o niej przypomniałaś:)Bardzo mi się podobałą;)Chustecznik uroczy i kicia też;)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zabraniam chlipać! Chyba że na katar sienny... to owszem, chustecznik ładny ;-)
    Ściskam Cię, Kaprysiu, najczulej

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałam na kolejny wpis na Twoim blogu, czekałam... i w końcu przegapiłam. Dobrze, że jesteś z powrotem. A nastrojami się nie martw.
    Na szczęście te złe również odchodzą w siną dal.
    Chłopca z latawcem zamówiłam w bibliotece, chociaż z powodu również kiepskiego samopoczucia czytam ostatnio byle co - babskie romansowe głupoty. Ściskam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja mam "Chłopca z latawcem" z inną okładką!
    Mrautaczek proszę ucałować w uszka

    OdpowiedzUsuń
  5. To niesamowite... Szłam dzisiaj ulicą Szpitalną i na wystawie antykwariatu przykuła moją uwagę właśnie ta książka, tyle że z inną okładką. Wracam do domu, zaglądam do Kapryśnika i... "Chłopiec z latawcem" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. na szczescie zadko hlipie to i chustecznik mi niepotrzebny ;) a ja teraz czytam ksiazke o dziecinstwie Mozarta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też ostatnio czytałam tę książkę. Bardzo poruszająca i ciekawa. Sama historia tak jak napisałaś uniwersalna plus opis nieznanego mi świata.
    Chustecznik uroczy :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chustecznik bardzo optymistyczny:) Mam nadzieję, że idzie ku lepszemu:)

    OdpowiedzUsuń