piątek, 15 czerwca 2012

Horror, kiszonka z czarnego bzu i wygrana w Anusinie.

Zrobiło mi się na blogu trochę za ślicznie romantycznie. Prawie mdło. 
Bardzo dawno nie pisałam o żadnych interesujących kataklizmach, pluskwach w soku i śmiercionośnych bakteriach.
Pomijałam w blogu tematy bulwersujące i odrażające, a ja tak lubię horror. Mam mało czasu na telewizję, więc omija mnie codzienna dawka dziennikowych straszliwości, książki też czytam ostatnio raczej stonowane, a w głębi duszy narasta we mnie tęsknota za "teksańską masakrą tępą piłą mechaniczną", czy czymś podobnym.
Nabyłam sobie nawet ostatni numer Vivy z "Rzezią" Polańskiego, na którą mam ogromną ochotę, ale ciągle nie znajduję czasu. Taki intelektualny horrorek, mniam;))) Samo oczekiwanie na miłą sposobność obejrzenia sprawia mi przyjemność:)
Jest, co prawda, pewna możliwość osobistego przeżycia mrożących krew w żyłach doznań w miejskich strefach kibica, ale to nie całkiem to samo, bo i służby w stanie najwyższej gotowości i nasz niezawodny duch mistrzów organizacyjnej improwizacji  ożywa w pełnej dyspozycyjności na okoliczność takich wiekopomnych zdarzeń, jak dajmy na to nasze jedyne i niepowtarzalne, mistrzostwa Europy w piłce kopanej.
Coś ja dziwnie i wyjątkowo, tym razem, nie mam serca do tej masowej imprezy. Mimo pięknych stadionów i niezaprzeczalnych inwestycji, gdzie nie gdzie kończonych pośpiesznie za "pięć dwunasta", ale ostatecznie oddanych.
Może mi za bardzo przed oczami wokół biało-czerwono, z czego czerwieni najwięcej na pijackich, rozgrzanych i rozwrzeszczanych gębach kiboli, a biało na kłykciach zaciśniętych pięści.
Wstyd mi, ale mecze oglądam, a jakże. Jednak ręce w tym czasie zajmuję zwykle lepieniem, na przebieg zerkając przy okazji goli i nie poddaję się marzeniom o niewykonalnym, wychodząc z założenia, że jak ktoś umie grać, to z grupy wyjdzie , a jak nie to nie;)
Od lepienia do efektu mija trzy, cztery tygodnie, więc dziś ceramiką się nie pochwalę, bo nie ma jeszcze co pokazywać (korale dalej nieposkładane, ale korale nie Torres, nie uciekną;) za to pokażę ilustrację starego i słusznego powiedzonka, że miłe złego początki.
W wolne czerwcowe dni pozbierałam na działce ślicznie kwitnący czarny bez, przygotowałam wszystko jak w internetowych przepisach w celu uzyskania cudownie pachnącego, musującego i pysznego bzowego napoju.
Po zalaniu kwiatów syropem z cytryną i wszystkim , co tam trzeba i przepisowych 24 godzinach, zamiast aromatycznego napoju, uzyskałam płyn o zapachu zgniłego siana, który wylałam na kompost.
Czy może ktoś z Was zna tajemny przepis na UDANY musujący napój z kwiatów czarnego bzu?
Ja tu sobie piszę posta, a tym czasem gromowładny ciska piorunami w Donbas Arenę w Doniecku i zalewa ją hektolitarmi wody, studząc rozgrzane głowy kibiców, chyba więc znowu sięgnę do wiaderka z gliną, a na zakończenie pochwalę się plecioną bransoletką, którą wygrałam w cukierkowej rodawajce w Przystanku Anusin i pokazuję na czarno-białym tle, które ułożyło się w miejscu robienia zdjęcia:)
Dziękuję Aniu bardzo. Sprawiłaś mi wielką przyjemność:)))


46 komentarzy:

  1. Bransoletka cudna wprost zjawiskowa. Taka kryształem chłodna, będzie doskonała na upalne letnie dni. Miłego wieczora życzę,Grzegorz. Zdjęcia z bzową lawiną kwiatów cudne. Co do musującego napoju z kwiatów bzu to moja babcia robiła go prawie tak samo jak cytrynową lemoniadę.
    Zalewała miodem kwiaty bzu oczywiście umyte wcześniej lekko je zagotowuje ale ni doprowadza wody do wrzenia, bo delikatny smak kwiatów bzu stanie się gorzki. Przez gęste sito odcedza napar. Schładza. Jak wystygnie dodawała trochę soku z cytryny wszystko wlewała do syfonu i używała dwóch nabojów do syfonu. To był doskonały napój po całym dniu w słońcu. Ale może są jeszcze jakieś inne przepisy. Miłego wieczora. Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaa, widzisz, to zupełnie inny przepis! Ja zalewałam kwiaty prawie wrzącym syropem i nie używałam miodu, ale cukier. Babcine przepisy są zawsze najlepsze i niezawodne:)Dziękuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę bardzo i również pozdrawiam. Zapraszam w wolnej chwili w odwiedziny do mnie ;-).

    OdpowiedzUsuń
  4. No, Kaprysiu, Złe z Ciebie wylazło, takie jak lubię ;-)
    Chyba to przez ten sfermentowany czarny bez...
    A przecież wiesz na pewno, że większość milowych odkryć kulinarnych wzięła się właśnie z takich "zepsutych" przepisów. Więc zamiast na kompost wylewać, trza było zaczekać, a nuż szampan jakiś albo inne cudo ;-))
    Ja się bez wstydu przyznaję, że mecze oglądam, ale wybiórczo: kibicuję naszym i Irlandii (to już co prawda w czasie przeszłym) i całkiem zachrypłam ;-) A na kolację jak nasi grają, robimy pomidory z mozarelką, a bazylię chowamy pod spód, żeby kompozycji kolorystycznej nie zakłócała ;-)
    Ściskam czule ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jechało gnojówką. Myślisz,że taki szampan mógłby być jednakowoż atrakcyjny?;)

      Usuń
  5. ps
    też bym chętnie "Rzeź" obejrzała, bo dobre horrory i thrillery uwielbiam... myślisz, że mam jeszcze szansę na zakup tej Vivy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupiłam wczoraj, więc masz:)Film zostaw, a Vivę wyrzuć od razu;) Film to zupełnie nietypowy horrorek intelektualny,zabawny i niezwykle pouczający, Viva, to dopiero horror;))) Uściski:)

      Usuń
  6. Acha, to Ty taka! Najpierw koraliki, kwiatki, kotki, a potem to wszystko piłą mechaniczną i rzeź gotowa! Nie znałam Cię jeszcze z tej strony;-))
    A z drugiej strony patrząc, to widać po Tobie również, jak nieoglądanie wiadomości i nie katowanie się nieszczęściami całego świata dobrze wpływa na człowieka;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telewizji nie oglądam, ale wiadomości czytam niestety, zawsze tez twierdziłam,że dobry straszliwiec odmóżdża i odpręża znakomicie;)A wizerunki blogowe mylące są czasem bardzo;)))

      Usuń
  7. To trzeba było poczekać aż bez sobie dojrzeje i kompocik zrobić z owoców;) Ale jak rozumiem mus by było musujące;) Buziaki dla Ciebie i tego tła spod pięknej bransoletki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, soku z owoców mam zapas pięcioletni, a napój piłam kiedyś nad rzeką Szeszupą w cudnym zajeździe i do dziś go wspominam, ech. Tło przymilnie dziękuję ocierając się wirtualnie:)

      Usuń
  8. Przepiękna wygrana! Ale tło jeszcze fajniejsze ;-)

    Napoju nie znam i po Twoich przebojach raczej się nie skuszę!

    A mecze? A podobno coś tam się rozgrywa... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może jeszcze kiedyś spróbuję...Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. O rany, rzucili "Rzeź"???!!! Pędzę...

    OdpowiedzUsuń
  10. Miło mi, że w naturze też Ci się podoba:) Niech się dobrze nosi!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj jestem trzynasta, ale mam nadzieję, że dobrze wypadnę.
    Ja czarny bez tylko suszyłam, więc o nalewkach nie wiem nic. Jednak kwiaty wyglądają cudownie, w makro też kiedyś fotografowałam przed moim blokiem.
    Widzę, że Marautak też tak jak ja miała oko na tą bransoletkę. Gratuluję Wam obu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Horroru Ci trzeba, powiadasz? To może zamiast Vivy z "Rzezią" trzeba było upolować jakąś gazetkę z ... "Kac Wawa" ;))) Sama nie oglądałam, ale słuchy chodzą, że to dopiero horror. Oglądasz i masz ochotę pociąć siebie i wszystko po drodze.
    A tak poważnie, to i ja pobiegnę dzisiaj do sklepu po filmik z gazetką. Do kina jakoś na ten film nie zdążyłam, pewnie już go nie grają a obejrzeć muszę, po tym , co się naczytałam i nasłuchałam.
    Na temat przetwarzania bzu się nie wypowiadam, bo ja z tych co najlepszy przepis zepsuć potrafią, więc na takie eksperymenty to się nawet nie porywam. Kompostownika nie mam, to nie będę ryzykować ;)) Pozdrawiam Cie ciepło Kaprysiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kac Wawa to nawet dla mnie przesada;)))Serdeczności przesyłam:)

      Usuń
  13. Ja tylko piłam, był robiony przez ciotkę, więc informacji o technikach tworzenia soku z bzu nie posiadam:) Biżu piękne, horroru ostatnio się nasłuchałam od sąsiadów, więc tymczasem mogę krzyknąć "I'm good"

    OdpowiedzUsuń
  14. Horrory, kiedyś tak, ale ze wskazaniem na psychologiczne...dziś po całym zaganianym dniu żądna jestem, tylko spokoju i zazwyczaj moje dłubanki powstają przy rozrywce lekkiej, łatwej i przyjemnej ... wiesz,że nigdy nie słyszałam o napoju z kwiatów bzu, człowiek uczy się całe życie ...:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bransoletka śliczna :) Twojego upodobania do horrorów i temu podobnych mocnych wrażeń nie podzielam, a Euro-spoko odglądam wybiórczo... Natomiast co do kiszonki z kwiatków, to im wyższa temperatura otoczenia, tym szybciej się skisi, więc albo trzeba odcedzić (i zużyć) nieco wcześniej, jak tylko zacznie fermentować, albo zrezygnować z tych "szampańskich" eksperymentów i zrobić tradycyjny syrop gotowany. Gotowanie zabije bakterie, więc do fermentacji nie dojdzie. Potem odcedzić i wypić, a nadwyżki na gorąco zamknąć w słoikach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz w tym,żeby było musujące, wtedy jest cudowne,białe lekko mętne o cudownym zapachu i ożywczym smaku. Piłam raz i nie zapomnę:)

      Usuń
  16. Takie cudne kwiaty, hm... zgnoiłaś, chciałoby się rzec, a przecież mogły z nich być równie cudne owoce, a z tychże boska galaretka!

    OdpowiedzUsuń
  17. info :
    zmieniłam adres bloga
    http://mondocane-j.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Na nalewkach z czarnego bzu nie znam się niestety, natomiast kilka dni temu przeczytałam bardzo interesujący artykulik nt. czarnego bzu, który stosowany od setek lat w medycynie związany był zawsze z rozmaitymi przesądami i legendami. Sadzony koło chat miał chronić przed czarownicami a gałązka zielonego bzu wrzucona do grobu miała chronić duszę zmarłego przed czarcimi mocami. Więc masz i trochę horroru na życzenie Kaprysiu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to sama mądrość ludowa:) Sok od lat stosuje przy przeziębieniach, a krzak rośnie jak trzeba. Do grobu jeszcze nie wrzucałam, ale poproszę, żeby mi wrzucili. Obawiam się,że może być potrzebny;) Uściski:)

      Usuń
  19. Mecze oglądam "jak leci" (jeśli tylko mam czas), bo lubię piłkę nożną; przy okazji coś tam czasem dłubię, oczywiście nie podczas NASZYCH meczów. A że dziś poniedziałek, więc mi jeszcze trochę smutno. A strefa kibica? Chyba jednak nie! Wolę dobrane grono przed telewizorem, skoro już nie mogę być na stadionie.
    "Tło" dobrze wiedziało, gdzie się ułożyć; jest tak piękne, jak bransoletka i pasuje idealnie!
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  20. Napoju nie piłam, nie robiłam więc nie pomogę. Jestem w tej chwili w trakcie suszenia kwiatów bzu, co polecam gorąco albowiem to naturalna aspiryna. Z niejednej choroby nas wywiodła :) Tło rzeczywiście mruczaśne :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym celu używam soku z owoców, również z dobrym skutkiem:)

      Usuń
    2. Soku, a właściwie syropu bo gęsty jest mam całe mnóstwo, i chyba jeszcze dorobię:))) Moje dzieci stanowczo wolą sok, więc nie nękam ich naparami - te dla mnie i męża, tudzież starszej rodziny :)))

      Usuń
  21. Z tym kompostownikiem to błąd, gnojówkę z kwiatów bzu używa się do odstraszania kreta. Należało wlać do kreciej dziury;))) No chyba, że lubisz krety. Pozdrawiam Hania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to niezwykle cenna informacja! Na przyszłość będę już wiedziała i dziękuje za wizytę:)

      Usuń
  22. TAK DALECE NIE ZNOSZĘ AROMATU I SMAKU BZU....,ZE OMIJAM GO WIELKIM ŁUKIEM...ALE DO TŁA TO BYM CHĘTNIE SIE WTULIŁA:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dużych ilościach zapach faktycznie jest odurzający i nie bez powodu sadziło się go na wsiach przy sławojkach;) Mnie najbardziej nie odpowiadał zapach , który wydobywał się ze słojów;)

      Usuń
  23. W "Rzezi" to raczej mało krwawo... ale za to ostro :) mnie się podobało!

    Nie znam musującego napoju z bzu... ale znam pyszną nalewkę... :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękne obrazki bzu czarnego.
    Robię nalewkę,syrop,smażę w cieście i ...wącham.
    Lubię ten nieco mdły zapach.
    Musujący napój ? Do syropu z bzu dodać białe musujące wino,cydr lub wodę mineralną.

    Sprawy Euro pomijam milczeniem.Brrrrr

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tak, ale syrop robię z owoców, jest pyszny, ale ciemny i to zupełnie inny smak. Jak jeszcze gdzieś dopadnę kwitnący bez , to zrobię słodko-kwaśny napar i dodam wody mineralnej:) Zobaczę co wyjdzie, ale coś mi mówi,że to jednak nie to samo:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  25. nie moge się doczekać picia bzu! :) pozdrowienia ze strefy kibica:D

    OdpowiedzUsuń
  26. ***Życzę Ci dnia miłego, Kwiatów słońcem pachnących, Przyjaciół kochających, Radości i śmiechu bez końca. Dni pełnych pogody i słońca,..życzę super Weekendu*** Z SERCA POZDRAWIAM I BUZIACZKA ZOSTAWIAM.

    OdpowiedzUsuń
  27. Witaj Kaprysiu. Za horrorami raczej nie przepadam i "bania" się unikam. Jeżeli chodzi o naszą grę w piłkę, to słyszałam ostatnio taki kawał: dlaczego nie wyszliśmy z grupy? Bo gospodarze nigdy nie wychodzą.
    W sprawie nalewki - mam przepis, który niestety nie próbowałam. Może Tobie się przyda:
    35 dag owoców z czarnego bzu, 0,5 l żytniej wódki, 2 goździki, kawałek kory cynamonu ok. 2 cm, 1 szkl. cukru, 1 łyżeczka soku z cytryny, 0,5 szkl. przegotowanej wody.
    Przebrane i umyte owoce bzu wsypać do wyparzonego gąsiorka lub słoja, zalać wódką , dodać goździki i cynamon, szczelnie zamknąć i odstawić na 2 tygodnie w ciepłe miejsce. Codziennie potrząsać naczyniem. Następnie delikatnie zlać nalew z owoców. zagotować wodę z cukrem i sokiem z cytryny. Ostudzić i wymieszać z nalewem. Przelać do czystego słoja i odstawić na 2 tygodnie do sklarowania. Po tym czasie nalewkę przefiltrować przez filtr do kawy i wlać do butelek.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Słoneczniku:)
      Dziękuję za przepis na nalewkę, jesienią na pewno go wypróbuję. Nalewki zwykle wychodzą dobre lub bardzo dobre, bo jak do czegoś dodaje się wódki lub spirytusu, to nigdy się nie będzie złe;)))
      Pozdrawiam i dziękuję za wizytę:)

      Usuń
  28. sliczne sa te kwiatuszki z czarnego bzu szkoda ze one dlugo sie nie trzymaja po zerwaniu w wazonie :( :( ech a co ja mam pisac u mnie zupelnie nic sie nie dzieje poza praca az odruchow wymiotnych mozna nabrac,chyba na jakies bale musze sie wybrac bo oglupieje ;)

    OdpowiedzUsuń