wtorek, 31 lipca 2012

O żeglowaniu.

Kaprysie lubią pływać w wodzie i po wodzie, ale to Pan mąż jest poważnie opatentowanym żeglarzem z doświadczeniem, wiedzą i wszechstronnymi umiejętnościami.
Naprawdę miałam nadzieję, że pod żaglami będę pełniła głównie rolę wypoczywającego balastu, ewentualnie czasami pokładowego cooka, a do masztu będę się dotykać, żeby powiesić mokrą koszulę do suszenia, jak na obrazku powyżej, a tu zaraz pierwszego dnia słyszę: 
"No, chyba nie myślisz, że sam poprowadzę pięcioosobowy jacht!!!
Ja nas odepchnę od pomostu, a Ty wiosłujesz (całe szczęście, że umiesz solidnie machać wiosłami), jak odpłyniemy parę metrów ja steruję, a ty rzucasz pagaj i lecisz wciągać grota. Tylko szybko, bo stracimy wiatr! I co robisz z tym fałem na knadze?! Ostatecznie może być. Dobrze, to teraz sklaruj cumy i idź na dziób naszykować kotwicę. Na bom uważaj, no przecież mówiłem żebyś uważała! A ten żagiel to jednak musisz poprawić i na icki patrz, to będziesz widziała skąd wieje. I szoty zawiąż na foku, bo przecież go nie postawię, jak chcesz się opalać , a nie żeglować po ludzku."
A wiało jak głupie, jak na kaprysiowe wymagania trochę za bardzo. 
Ludzie dzwonili do nas zaniepokojeni, że na Kaszubach szaleją powietrzne tornada, ale szczęśliwie kaszubski krzyż zahaczyły tylko bokiem.
Za to po jeziorach przemieszczaliśmy się w ekspresowym tempie. Chyba nawet z silnikiem nie byłoby szybciej;)  Szkolona byłam również w żeglarskim języku.
Spałam na koi w kubryku, ciuchy miałam w bakiście, szoty foka wybierałam korzystając z kabestanu, a jak padało przy kei, na bomie rozciągałam tent.
Kiedyś podejmowano próby spolszczenia żeglarskich nazw skutkiem czego przemianowano saling i jumpsaling na rozpier górny i rozpier dolny. Jakoś się nie przyjęło. W nowoczesnych jachtach jest za to talia obciągacza grota.Też ładnie:)
Tak to już jest, że opatentowani żeglarze lubią ostre przechyły, a kaprysie tak średnio, więc najwspanialej i najpewniej czułam się przy cudownie pustych, cichych i urokliwych brzegach wysp kaszubskiego morza i kiedy w czasie płynięcia wichura odpuszczała, a zza chmur wyglądało słońce.
Nareszcie był czas na książkę, oglądanie chmur, spacery po lesie i pływanie w jeziorze, którego się nie wyrzekłam nawet przy 15 stopniach ciepła. 
Wejść było trudno, za to woda, jak zwykle była sporo cieplejsza od powietrza i mogłam się wypływać za wszystkie czasy i tak jak lubię, bo pusto było wokół zupełnie:)
Jak już szczęśliwie oddaliśmy żaglówkę, natychmiast poprawiła się pogoda i zaczęły upały, ale nie zrażeni zaczęliśmy krótką wycieczkową część urlopu po miasteczkach i miastach Kaszub i Kociewia, ale o tym opowiem już innym razem:)

25 komentarzy:

  1. Jednym słowem SZOKI FOKI NA MOTYLA ;))) A Ty w malowniczych trzcinach jako Rusałka Wodna też piknie się prezentujesz :))) No i talia obciągacza... coś co bawi mnie niezmiernie :))) Do dziś żałuję że sobie odpuściłam regularne pływanie, teraz brak mi doświadczenia, a ciągnie woda już nie tylko mnie, ale całą rodzinę:P Trza się będzie odważyć... kiedyś ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jedyna prócz nas(bo pogoda była, jaka była) pływała właśnie rodzinka z dwójką dzieci:) To fajny pomysł na aktywne wakacje. Cena czarteru taka, jak za domek,a ile frajdy i niezapomnianych wrażeń:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. KAPRYSIU...JA TYLKO NA MOMENCIK...JA JUŻ KIEDYŚ GDZIEŚ W KOM.PISAŁAM JAK SIĘ ROBI TRANSFERY...CHWILOWO "ZDYCHAM"...NA UCHO..NIE DAJĘ RADY...ALE JAK TYLKO WYDOBRZEJĘ TO WSZYSTKO OBJAŚNIĘ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to lecz uszko, a ja poczekam cierpliwie, bo teraz to i tak za nic twórczego się nie wezmę. Pozdrawiam i życzę zdrowia.

      Usuń
  3. Ostatnie zdjęcie jest kapitalne (tylko czemu nie można go powiększyć?):)
    Nigdy jeszcze nie zaznałam tej przygody:( Brzmi to wszystko niesamowicie profesjonalnie i zachęcająco. Piękną miałaś przygodę, czekam na cd:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze,że nie można. Bardzo dobrze:)

      Usuń
  4. O Boże, ten język dla wtajemniczonych! Mnie się udało raz sterować z fantazją dużym yachtem, ale to żaden powód do chwały, bo miało to miejsce na środku pustego jeziora. Tak w ogóle to nie umiem żeglować...

    A kot ma się lepiej - jak na swój stan zdrowia, oczywiście. Ale nie pojedziemy na urlop i nie zostawimy go z nikim z rodziny(nikt się zresztą nie odważy!), bo stres pogłębia jego problemy z oddychaniem i jest zagrożeniem dla życia. To tyle - popatrzę sobie na Twoje zdjęcia i już :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właściwie też nie umiem, dlatego najbardziej lubiłam postoje:) Dobrze,że kotu lepiej, ale rzeczywiście nawet młoda i raczej zdrowa Mrautak kiepsko znosi wszelkie zmiany i nasz wyjazd był mocno na siłę. Młoda musiała się do nas przeprowadzić, a i tak mizianie z kotem nastąpiło dopiero po kilku dniach, najpierw miauczała dwie noce i chowała się po kątach, a przecież ją zna:( Ach, te koty...

      Usuń
  5. To tak jak u mnie - mąż (wtedy jeszcze nie mąż) doświadczony żeglarz, a ja prawie laik, popłynęliśmy razem na krótki rejs po jeziorach mazurskich; w jedna stronę płynęło z nami kilka osób, a wracaliśmy sami. Ale dla mnie największą atrakcją było właśnie wykonywanie tych wszystkich komend, łącznie z opuszczeniem i ponownym postawieniem masztu (przepływaliśmy pod niskim mostem). Przedtem nie mogłam się "dopchać" do szotów czy steru, bo były "w kolejce" osoby z dużo większym doświadczeniem. Żałuję, że nie udało nam się tego powtórzyć; pływam, oczywiście, ale tylko na naszym miejskim jeziorze i niestety dość rzadko.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to w sumie fajne jest, chociaż ja zdecydowanie wolę kajaki. Pewniej się czuję bliżej wody:)
      Pozdrawiam słonecznie:)

      Usuń
  6. Na szczęście, wszystko zrozumiałam, bo patent robiłam jakieś 35 lat temu. Muszę przyznać, że o ropierach nigdy nie słyszałam. Przechyły to ja lubię tylko na mieczowych, bo jak się skąpię, to i tak się nic nie stanie. Poza tym można postawić na wodzie.
    Rzeczywiście samemu pływać na dużych trudno, jednak teraz na wszystkich łódkach są silniki, dlatego łatwiej sobie poradzić.
    Moja córka choć od małego na żaglach, wybrała kajaki, ma nawet jakieś uprawnienia, bo pływała po większości polskich rzek.
    My kota po raz trzeci zabieramy na wyjazd. Bez problemu radzi sobie w hotelach, gorzej w samochodzie. Jednak na jacht to bym z nim nie odważyła się, chociaż uwielbia siedzieć w umywalce, a ostatnio do jeziora też właził.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miecz był, ale silnika nie mieliśmy. Dwa rozpiery;) znaczy salingi były na starych Omegach z drewnianym masztem, widuje się jeszcze takie w przystaniach, a mój się nad nimi roztkliwia, bo podobno nie ma jak Omega;)Kot jeździ z nami nadziałkę, ale stresuje się bardzo bidulka, więc jak nie ma siły i muszę ja zabrać, dostaje na uspokojenie.
      Koty pływają na jachtach, ale mój niestety nie;)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Bo każdy kapitan musi mieć majtka! ;-)
    Kaprysiu, jakiż miałaś cudowny urlop! Ja już wieki całe nie byłam na Mazurach, a tęsknię... I wspominam tamte, dawne wypady, radosne, szalone i beztroskie, ech...
    Koszula na maszcie wygląda malowniczo ;-)
    Mrautak wybaczyła Wam wyjazd?
    Ściskam czule.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie:)A ja byłam według feministycznej mody majtką;)Na Mazury bym się z jachtem nie pchała, bo tam tłok na wodzie okrutny, ale na kaszubskim krzyżu jezior przy kiepskiej pogodzie luźniutko:)
      Mrautak ogólnie jest zdegustowana;) Koty nie lubią żadnych zmian.
      Uściski i pozdrowienia ślę:)

      Usuń
  8. Cudowny urlop:))) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w kapryśnikowych progach:)Pozdrawiam również:)

      Usuń
  9. Jakie wspaniałe wakacje! Lata świetlne nie pływałam żaglówką... Zawsze byłam tylko balastem, ale baaardzo to lubiłam :-) A mój urlop właśnie się zaczął, dziś po 15-ej... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę:) Mój jest już wspomnieniem, chlip, chlip;)Wspaniałego wypoczynku Ci życzę:)

      Usuń
  10. Kaprysiu...ucho nadal jak bania...ale juz po gorącze...a ja jakosik bardziej do człowieków podobna:))...taaaa...jeśli chodzi o kąpiel to mam tak samo....wszyscy rano w śpiworkach ...albo w golfach i polarach....a ja w jeziorku....:))))
    a nitro....tu znajdziesz co i jak:))
    http://penelopia.blogspot.com/2011/09/to-naprawde-dziaa.html

    OdpowiedzUsuń
  11. aaa i gdybys miała jakoweś pytanka to wal śmiało:))...bo z nitro ,to jak ze wszystkim...trening czyni mistrza...a i mistrz czasem ..wiadomo...im wyżej siada tym niżej spada:)))powodzenia:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, już idę sobie poczytać, i uszko lecz do końca cierpliwie, żeby niezabagnić. Zdrówka życzę:)

      Usuń
  12. :D nic nie zrozumiałam z rozkazów Twojego Męża :) podoba mi się jednak, że różne fachy mają swoje slangi :) to fascynujące!


    P.S. Poniekąd się z Tobą zgodzę :) to jest tak jak piękne panie na okładkach... u niektórych wywołują kompleksy... tak samo takie zdjęcia mieszkań :) ale! Ja osobiście oglądam takie stylizacje w poszukiwaniu inspiracji :) wiem, że w moim wydaniu być może będzie się coś walało po podłodze...
    Podoba mi się też Twoje stwierdzenie o mieszkaniach, które są zwierciadłami mieszkańców :) o takim marzę! I moim zdaniem to zdjęcie, które przedstawiam jest takim zwierciadłem... tyle, że czystym ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D a to w szwedzkiej IKEI jest inny asortyment????!!!!

      Jeśli chodzi o kły... to też widziałam oczami wyobraźni małego słonika... ale to MUSZĄ być sztuczne ząbki! MUSZĄ!! :)

      Usuń
    2. W każdym razie inne pokrycia na sofy były dziesięć lat temu:)

      Usuń