czwartek, 2 sierpnia 2012

Sielskie klimaty, czyli ciężkie przypadki wróbelka elemelka..

Jeszcze tak nie było, żebym wróciła z działki wypoczęta ;)
Tam zawsze jest coś do wypielenia, posprzątania, ugotowania i przetworzenia. Rozliczne zajęcia same się nakręcają, a mówią, że perpetuum mobile nie istnieje. Myślałby kto.
Nie daję się. Żeby nie wiem co znajduję czas dla siebie.
Przynajmniej na książkę i lepienie, a najmilsze chwile łapię z samego rana, kiedy rodzinka słodko chrapie. Siadam wtedy przy stole pod winogronami i smakuję sobie cichy, letni, wiejski, zamglony poranek popijając zieloną herbatkę, a Mrautak biega i łapie wszystko co się rusza. Czasem biedronki, a czasem co innego.
Kot jeździ z nami. Nie lubi, ale jeździ. To znaczy jeździć nie lubi, ale działkową wolność bardzo sobie chwali. Ostatnio za bardzo.
Byliśmy z nią wielokrotnie i nigdy do tego łaciatego łba nie wpadł pomysł oddalania się z podwórka. Do czasu.
Dzień, w którym szukałam kota od rana do nocy po całej wsi i okolicznych polach zapamiętam na długo. W końcu rodzina też zaczęła szukać.
Cała wieś szukała. Bite 14 godzin. Jeszcze na drugi dzień pani w sklepie, w miasteczku odległym od naszego domu o dwa kilometry pytała, czy kot tej pani z Warszawy, co tak chodziła tyle godzin z rozwianym włosem i czerwonymi oczami, w końcu się znalazł. Przynajmniej o mrautaczą cnotę, a właściwie o perspektywę zostania kocią babcią, byłam spokojna, bo szczęśliwie jest wysterylizowana, ale inne czarne wizje towarzyszyły mi dzień cały i kawałek nocy. Znalezienie kota w łanach dojrzewającego zboża graniczy z cudem. Nie znaleźliśmy.
Panienka przyszła sama późnym bardzo wieczorem z rozpaczliwie ćwierkającym wróbelkiem w zębach.
Młoda narobiła krzyku, kot otworzył pysk, a wróbelek zniknął nam z pola widzenia. Obrażona Mrautak uprzejmie się posiliła, wysikała do kuwety (te miejskie maniery;)) i poszła spać. My też.
A rano zza kredensu ćwir, ćwir, ćwir...
Upał, trzydzieści parę stopni, a my odsuwaliśmy wszystkie meble. Rozpierdziocha na całego, bo żeby ruszyć kredens trzeba było wszystko wyjąć, a to solidne stare, ciężkie, drewniane sprzęty są. Potem w ruch poszło łóżko z drewnianymi zagłówkami, lodówka, szafa i dywan.
Polowanie zajęło nam dwie godziny. Kota nie było na szczęście, bo też poszła polować, ale tym razem już widziałam dokąd. Blisko nawet. Do starej stodoły sąsiadów, w której trzymają mnóstwo kostek starej słomy, a spokojny żywot wiodło kilka mysich rodzin.
Raj dla kota po prostu. 
Ptaszek nawet nie był przetrącony i wrócił na wolność, zdjęcia mu nie zrobiłam, bo za bardzo mi się ręce trzęsły. Sprzątaliśmy potem kolejnych kilka godzin. Każdy spędza wolny czas, jak lubi;))) 
A potem nie mogliśmy jechać do Warszawy, bo cholera łaciata nie wracała, dopiero po dziewiątej wieczór była uprzejma się pojawić, zdziwiona niezwykle czego to się od niej chce, bo przecież myszki już nie przynosiła, skoro takie piękne łupy nam się nie podobają. Teraz kolejny dzień odpoczywa biedactwo.
Zanim kot dostarczył nam rozrywki zajmowałam się nowymi śmieciami (czytaj skarbami), albo jak kto woli, nowymi skarbami (czytaj śmieciami).
Na strychu dopadłam zniszczoną okienną ramkę, którą ocaliłam przed porąbaniem i spaleniem w węglowej kuchni. Mam ambitny plan przerobienia jej na lustro. Na zdjęciu jest już wstępnie oszlifowana,
a pan mąż pozyskał stary wojskowy kuferek, z przodu również po wstępnym szlifowaniu.
O takim Tomuś Czereśniak w Pancernych śpiewał, że już stoi zrychtowany:)
Kuferek wymaga solidnego czyszczenia, napraw i  konserwacji metalowych okuć. Gdyby nie akcja wróbelek pewnie bym się bardziej skarbami-śmieciami zajęła.
Przed akcją zdążyłam trochę polepić. Wysycha sobie wszystko pomału i czeka na jesienny wypał.
Z przedwakacyjnego została mydelniczka zrobiona według życzenia Sekutnicy i czeka na przekazanie w ręce nowej właścicielki. Poważne to było wyzwanie, do tego kaprysiowa profanacja Blue Nude II - Henriego Matisse'a, ale ładniej nie umiałam.
A tu znowu upałem straszą, a człowiek zasadniczo po urlopie.
Ale to nic. Na działkę może sobie znowu pojedziemy odpocząć;)))

44 komentarze:

  1. A ponoć obecność zwierząt w życiu ludzi relaksuje i sprawia, że nawet dłużej żyjemy :D
    Też parę razy doświadczyliśmy takich "uspokajających" przeżyć :)
    Ostatnio w komentarzach na naszym blogu wyczytaliśmy, że koty przynoszą ludziom swoje zdobycze nie po to, żeby się "pochwalić", tylko w celu podkarmienia tych upośledzonych, biednych stworzeń które się do nich przyczepiły :D
    Piękne te Twoje skarby.
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktywność fizyczna niezaprzeczalnie wydłuża życie. Każda:)
      Pozdrawiam również:)

      Usuń
  2. Na dzialke odpoczac! He, he, he!!!
    Kocisko bedzie sobie coraz smielej poczynalo w celach mysliwskich. Coraz dluzej bedziecie jej szukac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprowadzę ograniczony areszt podwórkowy:) Jak mi się uda oczywiście;)

      Usuń
  3. a ja powiem ,żem sie uchachała po pachy...no kaprysiu ..ja bym chciała widzieć tych autochtonów ,którzy pukaja sie w spracowane wiejskie czoła...dumając nad brakiem twego rozumku...i przywiązaniem do sierściucha...a mięsa z niego żadnego,ani jajek...toć oni z dziada pradziada będą opowieści pletli....hihihihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale żeby jednak Kaprysiu nie było...to ja bardzo współczuje ci tych poszukiwań...kilka razy sama to przeszłam....z gilami od płaczu do brzucha...także wiem ,że to boli....a te cholery nic a nic sie nie uczą:)))

      Usuń
    2. Jasne,że to się śmiesznie opowiada i ciężko przeżywa, a wieś pewnie się pod nosem śmiała, ale była pomocna na czele z sołtysem w osobie znacznie ode mnie młodszej, niesamowicie kreatywnej i przedsiębiorczej Bożenki, która kocha zwierzaki i sama ma zupełnie nie wiejskie stadko różnej maści i gatunków:)

      Usuń
  4. A to się Mrautak wyemancypowała! ;-))) Dzielna dziewczyna! Kaprysiu, nie gniewaj się, że mnie ubawiła ta przygoda :-) Na pewno się zdenerwowałaś... Ale warszawski kot zwiedzający wiejskie stodoły, i sikający - a jakże! - do kuwety, to jest bezcenna historia... :-))) Tymek chyba nie miałby tyle odwagi, żeby wypuścić się na zwiedzanie okolicy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mogłabyś się zdziwić :) Mrautak też wyglądała na taką, co nie pójdzie dalej jak na dwa metry, ale instynkt krwawego i niezależnego łowcy drzemie w tych naszych milaczkach i tylko czeka na sposobność:)Ale oczywiście sikanie kulturalnie w kuwecie, a jakże;)

      Usuń
  5. Ale się uśmiałam :D Za co przepraszam, bo zdaję sobie sprawę, że przezywana osobiście sprawa szeroko zakrojonych poszukiwań kota w połączeniu z epizodem przetrąconego wróbelka, bliżej pewnie miała do horroru, niż komedii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znacznie przyjemniej się opowiada, jak przeżywa. Fakt:)))

      Usuń
  6. Kuferek niewątpliwie przyda się do zapuszkowania nieznośnej , miejskiej pannicy przy kolejnym wyjeździe na łono działkowe ;-D

    Podziwiam Twoją ceramikę i tak całkiem cichutko zazdroszczę umiejętności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś restrykcje trzeba będzie wprowadzić. Pytanie tylko na ile skuteczne;)
      A co do ceramiki, to warto popróbować, warto:) Tylko wciąga koszmarnie;)

      Usuń
    2. Restrykcje dla kota... Jak coś wymyślisz,to się podziel - masz szansę na Nobla :-DD
      To ja nie będę próbować ceramiki - wystarczy mi tych "wciągaczy" (póki co ;-))

      Usuń
  7. Zrobiłam takie lustro z ramy! Mam zdjęcie i chyba Ci zaraz wyślę:) A co se będę żałować!

    A historię z wróbelkiem czytałam jak najlepszy kryminał;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam, podziwiałam, dziękuję:)))

      Usuń
  8. Ja tam się nie uśmiałam, nic a nic.
    Myślisz, Kaprysiu, że tylko Koty tak potrafią dostarczyć emocji? Nasza słodka Kri zgubiła się na wycieczce, podczas 3-dniowego pobytu Padre w kraju (jeszcze za irlandzkich czasów). Szukaliśmy jej 3 dni, a było to 100 km od domu, do którego musieliśmy wieczorem wracać... Czerwone oczy i rozwiany włos to zaledwie wierzchołek góry lodowej mojej rozpaczy... odchorowałam to cięzko. Zresztą - do tej pory mam traumę, ale tej łajzy niczego, zdaje się, ta przygoda nie nauczyła.
    Dobrze, że chociaż skarby pokazałaś, i wytwory... mogłam się pozytywnie przestawić ;-) Piękne!
    ściskam czule...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie, tak to jest z kotami... Jak wychodzą regularnie często się zdarza,że jednak nie wracają i tego się bałam najbardziej. Zawsze coś nieprzewidzianego może się zdarzyć. A z drugiej strony nie chcę jej na działce zabierać tej namiastki wolności i niezapomnianych myśliwskich wrażeń, ale bardziej postaram się ją monitorować. Jakiś GPS, czy coś, muszę pokombinować;)

      Usuń
    2. Kaprysiu, tez szukałam GPSa (ale dla psa, bo to suczka mi zginęła, biała Kri ;-)) no i niestety, te sensowne, czyli pokazujące miejsce pobytu zwierzaka kosztują ok. 350 USD + miesięczny koszt usługi GPS, nie wiem, ile dla kota ale pewnie niewiele mniej. Jak czytałam na forach, to wielu właścicieli kotów i psów ma podobny prblem i chętnych na GPS byłoby wielu... gdyby był.

      Usuń
    3. Hmmm.... Trzeba spróbować poszukać na allegro w sprzęcie dla prywatnych dedektywów. Takie pluskwy z namiarem to można było kupić kiedyś w Warszawie na stadionie zanim był narodowy i różne dziwne rzeczy tam były osiągalne niespecjalnie legalnie;) A może coś z wykorzystaniem sygnału radiowego. Poszukam, pomyślę, pognębię swojego i dam znać jak coś wyszperam:)
      Serdeczne przeprosiny dla Kri za przerobienie na kota:)

      Usuń
    4. http://www.alfatronik.com.pl/lokalizatory-osobiste-mini-lokalizator-tracker-p202-p-651.html
      Na razie takie znalazłam:)

      Usuń
  9. O Boże, już widzę siebie w tej akcji. Ja to nawet własne koty szukam w mieszkaniu przy zamkniętych oknach.
    Serdecznie współczuję.
    Jednak rozbrajające jest to spojrzenie, no co tak szalejesz, przecież patrzę na ciebie, albo, no ukryłem się w wersalce bo miałem małego pietra, gdy kuli blok młotami pneumatecznymi (ocieplanie).
    Dlatego na balkonie i poza domem zawsze na smyczy. Ostatnio zakupiłam w Tchibo super budę. Może być plecakiem lub jeździć na kółkach. Kociak wszystko widzi bo siatki z trzech stron. W samochodzie przypina się ją pasami a kicia jest przypięta do niej za pomocą swojego puszorka. Można jakoś podróżować, byle by się tak nie darł. Właśnie jutro znowu ruszamy. To już trzeci nasz wspólny wyjazd.
    Mam nadzieję, że przy kolejnym wyjeździe Mrautak oszczędzi Twoje nerwy.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A myślałam,że tylko Mrautak tak przeraźliwie drze pysk w podróży. Niestety nie było mnie przy kociej promocji w Tchibo, a szkoda, bo były fajne narożne drapaki na kanapę, oj szkoda. Mrautak jeździ w kontenerku i szelkach i na uspokajaczach, które pomagają jak umarłemu kadzidło. Miłego wyjazdu i wypoczynku:)

      Usuń
  10. Najpierw sie zdenerwowalam, ze laciata sie nie znajdzie ale pozniej sie usmialam jak to wszystko sie dobrze skonczylo. Przeslodka jest ta laciata, nawet jak zjada myszki i wrobelki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie zjada. Bawi się sadystycznie, ale chociaż mają szansę po wygarnięciu spod kredensu;)

      Usuń
  11. Ale kot mial frajde, pamietam, jak moja kocica upolowala na balkonie jaskolke, ktora ja zanioslam do weterynarza i tak poznalam dwie mile panie weterynarki, ktore leczyly potem moja kocice( jakas korzysc z polowan kocich) pozdrawiam Ciebie i Mrautak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, bardzo była z siebie zadowolona i rozentuzjazmowana:) Teraz odsypia i łapie sobie we śnie:) Miło,że wpadłaś, pozdrawiam również:)

      Usuń
  12. Właśnie mój kot jest piąty dzień na Gigancie i się zamartwiam. Na początku też go szukaliśmy po wsi wzbudzając sensację. Niestety taka kocia natura i za nic ma nasze uczucia:(((
    Wytwory i skarby przepiękne a wakacje bardzo udane:)))
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięć dni to już długo. Mam nadzieję,że przyjdzie, pewnie złajdaczony, ale cały. Daj znać.
      Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  13. Post z gatunku "wakacyjny horror", a Mrautak - emancypantka całą gębą, za przeproszeniem...

    Naszemu kotu musieliśmy kiedyś w podróży, przy szosie, na świeżo zaoranym polu (!)postawić kuwetę. Dobrze, że nie było świadków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Zadziwiające ile się nie wie o kotach dopóki się nie jest ich sterroryzowaną rodziną:)
      Ja już bym się nie zdziwiła na widok tej kuwety:)

      Usuń
  14. Kasiu bardzo lubię czytać Twoje wpisy ;-)
    Kocia Twoje Panienka latwica ale nasz Kochać też niedawno dał nogę i dobrze że znajomy jechał ulicą za naszą firmą i go zobaczył, bo pewnie zapłakałbym się na śmierć ... jakby go ktoś zabrał, bo on ufny i cieszy się na widok wszystkich ...
    Łupy Twoje godne pozazdroszczenia, z okiennicy będzie super lustro !!!!
    Liczę że z kuferkiem też coś zmalujesz ;-)
    Pozdrawiam i nadal oczkuję na Cię ;-))))
    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agusiu i mam nadzieję,że w końcu się wybiorę:)

      Usuń
  15. No to witaj w klubie. Ja od kilku dni nic nie robię tylko łażę za Rudą Małpą. Trzy dni temu okazało się, że pomimo podwyższenia bramy (przez którą nam wyłaził)koci diabeł jakoś sobie poradził. Gorzej, bo wyjść umiał ale wrócić nie. I teraz łażę za nim bo przecież ten potwór w domu nie usiedzi. Nerwy i zdrowie stracę przez niego. A taki był biedniusi jak go ledwo żywego brałam z podwórka. I mam teraz wdzięczność;) Rozumiem Cię więc doskonale. Sama się zryczałam jak nie mogłyśmy Rudego znaleźć. A jeśli chodzi o gpsy i inne takie to byłam lepsza w poszukiwaniach;) Znalazłam specjalne dla zwierząt: http://www.easypet.pl/cat-181.aspx Tylko te ceny. Ale warto wiedzieć, że coś takiego jest. Nawet kamerkę można kotu "zamontować". Tylko jednak strach, że zawiśnie gdzieś na obroży.
    A ceramika już wygląda cudnie. Nawet bez wypalania:) Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam te cuda, ale faktycznie stwarzają niebezpieczeństwo zaczepienia się zwierzaka w jakiejś ciasnej szparze, a to jeszcze gorsze i o wiele niebezpieczniejsze. Ach, ta kocia natura...
      Pozdrawiam łącząc się w bólu:)

      Usuń
  16. No proszę, czekałam, czekałam i przegapiłam aż 2 nowe wpisy. A teraz prawie pierwsza w nocy, a ja zamiast spać po ciężkim dniu siedzę i rechoczę jak wariatka jakaś czytając o Waszych przeżyciach wakacyjnych, chociaż dostałam już wcześniej maila z owymi. Żeglarski słownik również wspaniały, niewiele miałam dotąd okazji, żeby zapoznać się z terminologią. Gratulacje i uściski dla Załogi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruch i śmiech to zdrowie powiadają:)
      Uściski:)

      Usuń
  17. Tak... "Wypoczynek według kota"... Nic dodać, nic ująć.
    Łupy i ceramika śliczne!
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to już jest:) Kto ma pszczoły, to ma miód, kto ma kota, to ma wypoczynek:)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  18. Mogę sobie tylko wyobrazić, ile było stresu i zamieszania, ale... tak to opisujesz, że równocześnie pękam ze śmiechu.
    Cuuuuuudna opowieść.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja też sobie szczerze porechotałam Alusia żabusia,najważniejsze szczęśliwe zakończenie:)
    Jan Wołek,warto poznać

    OdpowiedzUsuń