środa, 18 marca 2015

Coś drgnęło..

Tak między Bogiem, a prawdą (synonimy do "między Bogiem, a prawdą": faktycznie, istotnie, na dobrą sprawę, rzeczywiście, właściwie, zaiste, itd.) od bardzo długiego czasu nic nie robiłam ze swoich ulubionych dłubanek. Miesiące całe. Nic.
Zastój (synonimy do "zastój": stagnacja, bezruch, marazm, bezwład, martwota, letarg, inercja, bezczyn, apatia, itp.)
straszny (synonimy do "straszny": makabryczny, koszmarny, upiorny, przeraźliwy, potworny, porażający, itd.) 
Ostatnio coś drgnęło. Delikatnie. 
Wyciągnęłam z dawien dawna wypaloną i poszkliwioną drobnicę.
I patrzę.
To nie jest proste. Wiadro gliny stoi i czeka od półtora roku. Ludzie, bliscy i kochani dopominają się o mydelniczki, kafle i takie tam inne. Dzień dłuższy, pies jęczy i tylko by chodził, z pracy wracam urobiona, zasadniczo nic mi się nie chce,
ale patrzę...

niedziela, 15 marca 2015

Burano na niepogodę.

Siedem kilometrów i około 30 minut podróży tramwajem wodnym dzieli Burano od Wenecji.
To jedna z wysp Weneckiej Laguny od wieków słynąca z barwnie pomalowanych domów i koronki klockowej. Kolor elewacji każdego z domów właściciel musi uzgodnić z władzami wyspy, które pilnują, żeby barwy zbyt często się nie powtarzały. Kolory urzekają i zachwycają.
Chodziłyśmy uśmiechnięte małymi uliczkami pstrykając zdjęcie za zdjęciem.
Wenecja zachwyca i onieśmiela. Burano to wyspa z kolorowej układanki, radosna i niezwykle energetyczna. W sam raz by ją powspominać w deszczowy i zimny marcowy weekend:)
Mieszkańcy żyją głównie z połowu ryb i turystyki. Niezbędna w tradycyjnym rybołówstwie umiejętność ręcznego wyplatania sieci wpłynęła na rozwój koronkarstwa na wyspie. Dziś koronki, które oferują turystom liczne sklepy nie pochodzą z Burano. Oryginalne, których wykonanie zajmuje nawet kilkaset godzin, są niezwykle drogie i można je dostać tylko bezpośrednio od koronczarki, jeżeli się ją znajdzie.
Mnie udało się znaleźć jedynie w internecie zdjęcia koronczarek z Burano, a na jednej z uliczek rybaka, który naprawiał sieć i był tak miły, że pozwolił się sfotografować.
znalezione w sieci
znalezione w sieci
Na wyspie jadłyśmy też wspaniałe ryby usmażone tuż po przyniesieniu z łodzi.
Było pysznie, cudnie, ciepło i kolorowo.
Ach, Burano..




niedziela, 8 marca 2015

Nic

Czy zawsze trzeba pisać o czymś?
A może można coś napisać o niczym?
Tylko jeśli pisze się coś o niczym, to nic przestaje być niczym, ponieważ tworzy coś. Immanentna sprzeczność, jakby powiedziała Solejukowa. I kto to pisze?
Ktoś, kto programowo nie ogląda seriali? Jak nie ogląda, skoro ten ogląda. Taki dobry, czy tak otumaniałam?
Może jedno i drugie.
Nic jest neutralne. Niczego nie można pokochać i za nic nie można się obrazić. Jest ważne, bo żeby było coś, najpierw musiało być nic, a słynne onegdaj hasło wyborcze:"żeby nie było niczego" jednoznacznie sugeruje, żeby zlikwidować coś. Rewolucyjna idea.
Bywają dni, że nic odpowiada mi najlepiej.
Przedwiosenne wietrzenie i sprzątanie mózgu. Bardzo polecam.
Obraz Kristy Harris jako ilustracja. A że o niczym? To nic:)
 
autorstwa Kristy Harris


piątek, 6 marca 2015

Marzenie.

Podobno nie można ciastka zjeść i mieć. Można za to mieć dużo i zjeść dużo, jak ktoś lubi. W końcu jednak zawsze zostaje pusty talerzyk.
Dlatego chyba nie lubię ciastek. Lubię marzenia.
Każde raz spełnione mogę mieć znowu. Choćby i to samo.
Mam ich prywatny ranking, a jedno z samej góry listy jest i spełnione, i nadal aktualne. Wenecja.
Kilka wspólnych dni w tym niezwykłym mieście podarowała mi Młoda na imieniny. To się nazywa prezent. Marzenie:)))
Tu bura, lodowata plucha, tam cudowne 23 w cieniu, słońce i lekka bryza niosąca zapach morza. Zamglone poranki i magiczne, długie wieczory. Wenecja nie jest dużym miastem. Sto wysepek połączonych czterystoma mostkami na ośmiu kilometrach kwadratowych poprzecinanych sto siedemdziesięcioma czterema kanałami.
W kilka dni udało się nam obejść większość słynnych zabytków i urokliwych zakamarków oddalonych nieco od turystycznego zgiełku. Pierwszego dnia błąkałyśmy się w wąskich uliczkach szukając hotelu, głównie dlatego, że zupełnie nie ma tam jak rozejrzeć się i zorientować w terenie. Trzeba podporządkować się szlakom wytyczonym przez wąskie uliczki wciśnięte pomiędzy mury kamienic, które prowadzą bądź do kolejnych mostków przerzuconych nad kanałami, albo kończą się dojściem do kanału, tyle że bez mostka.
Wracamy więc szukając innej uliczki, a za nią kolejnego mostka, stając co chwila, bo kolejne mijane miejsca są zatrzymanymi na ułamek chwili obrazami, a każdy chciałabym na zawsze zapisać w pamięci.
Mimo niszczejących i połatanych coraz liczniejszymi plombami murów, a także tynków i zdobień wymagających niezwłocznych gruntownych konserwacji, Wenecja zapiera dech w piersi.
Kiedy rozbolały nas nogi korzystałyśmy z vaporetto, najwygodniejszej i najbardziej powszechnej formy weneckiego transportu.
Kanały są w Wenecji jedynymi arteriami komunikacyjnymi. Łodziami dowozi się towar, wodne są śmieciarki, karetki, hotelowe taksówki  i tramwaje.
Teraz kiedy choć na chwilę, chcę zapomnieć o nużącej pracy, zatłoczonym autobusie, czy innych smuteczkach szarej codzienności, przymykam oczy i wracam w myślach na Campo Dei Mori, które każdego poranka widziałam z hotelowego okna. Do małego sklepiku przy Fondamenta Della Misericordia, w którym kupowałam mleko i jajka na śniadanie, lub do małej winiarni dwie uliczki dalej, gdzie odkryłyśmy cudownie musujące Prosecco z kijka, rozlewane do butelek po wodzie mineralnej za całe 1,80 euro za litr. Nie będę pisała o historii i zabytkach, od tego są przewodniki.
Zapraszam na wspólny spacer moich marzeń:)
Widok z mostu Rialto
Plac Świętego Marka
Kościół Madonna Dell'Orto
Most westchnień
Targ Rialto
 Domofon:)
Panorama z aparatu Młodej
Przystanek vaporetto
Fondamenta Della Misericordia
 Canal Grande
Kilka zdjęć ilustrujących dzisiejszy wpis wybrałam przypadkowo. Nie udało mi się inaczej, ponieważ obie zrobiłyśmy ich ponad półtora tysiąca. Prócz Wenecji odwiedziłyśmy również sąsiadujące z nią wysepki Murano, Torcello i Burano, ale zdjęcia z bajkowego Burano zasługują na własne miejsce w kapryśniku, więc dziś dziękuję już za wspólny spacer i do zobaczenia :)
 

niedziela, 1 marca 2015

Leś - pieś.

Leś ma się dobrze.
Wiedzie szczęśliwy, ustatkowany psi żywot, rzec można, luksusowy.
Życie lesiowego stada podporządkowane jest kilku prostym zasadom:
psu, o psie, dla psa, z psem.
Jedyne troski, przyjmowane zresztą z urażoną godnością i bezgranicznym wyrazem potępienia i dezaprobaty na pysku, dotyczą godzin spędzanych w osamotnieniu. Stado czasami wychodzi z domu bez Lesia. Do pracy na przykład, albo sklepu. Skandal.
Na szczęście Leś szybko wybacza. Poza tym stado się stara, co Leś docenia. Łaskawie.
 Leś nadmorski
 Leś kajakowy
abstrakcyjny portret z psyjacielem
 z tymże w łóżku, cokolwiek miałoby to znaczyć;)
z dużym bratem przyrodnim w knajpie Piotra Najsztuba "Przegryź"
Jest więc rzeczą oczywistą i zrozumiałą, że stado jeździ tylko tam , gdzie właściciele proponują pobyt z psami, jeżeli odwiedza restauracje, to najchętniej te, gdzie psy są mile widziane, a czas wolny spędza na psich spacerach.
Słowem dwa lata szaleństwa, psiejstwa i lesiejstwa. Ot, co:))) 

*02 marca 2015 r. 
Dodatek specjalny do posta, czyli lista warszawskich psiestauracji:

Przegryź, ul. Mokotowska 52
słynie z domowego rosołu Piotra Najsztuba, psie menu: mała porcja mielonego mięska z rosołu z warzywami 250g - 7 zł, średnia 500g - 10 zł, duża 1kg - 13 zł

Biały Domek, ul. św. Andrzeja Boboli 11
dla czworonogów wędzone ucho lub mielone mięsko, ceny od 5 do 10 zł

Czyli Chili, ul. Oboźna 9
dla każdego szczekającego gościa kocyk gratis, w menu mięsko z warzywami od 10 do 20 zł za porcję plus specjalne psie ciasteczka z Psiekarni od 3 do 10 zł

Kafka, ul.Oboźna 3 i Grawitacja, ul.Browarna 6
dla każdego czworonoga woda i pałeczki ze skóry gratis. W menu karma sucha lub mokra w saszetkach

Życzliwe przyjęcie, głaski i miseczkę z wodą proponują również:

Biosfera, Al. Niepodległości 80
Pub Lolek, Pole Mokotowskie
Kawiarnia Relaks, ul. Puławska 48
Kępa Cafe, ul.Finlandzka 12
Misianka, Park Skaryszewski
La Strada, ul.Kłopotowskiego 23/25

I czekamy na więcej, bo miejsca urocze, ludzie zapsieni, a ceny do zniesienia:)
A kto wie, może, jak mnie z pracy wyrzucą, sama założę jakąś miłą Psiawiarenkę, albo może Lesiarenkę? ;) Kto wie...

 

środa, 25 lutego 2015

Recydywa.

"Tłumaczyć się nie będę.
O, nie.
Wrócę na chwilkę,
może na dwie.
Napiszę wierszyk,
albo i dwa.
Opowiem czasem 
o sprawach psa.
Obrazek wkleję
z jakiejś podróży
i znów ucieknę,
jak mnie blog wkurzy.
Proszę Kaprysi
nie sądzić srogo,
bo srogie sądy,
nic nie pomogą.
Takie już właśnie 
Kaprysie są,
że piszą tylko wtedy
gdy chcą,
więc recydywę rymem ogłaszam.
Kto ma ochotę,