piątek, 10 maja 2013

O Lesiu i lesie rymowanka w stu słowach:)

  

O Lesiu i lesie rymowanka w stu słowach.

 

Czy słońce przygrzewa,
czy deszcz w rynnach gra
my z Lesiem po lesie
chodzimy co dnia.

I z Lesiem po lesie
brykając słuchamy
jak ptaszki ćwierkają, 
wiatr gada z drzewami.

Żywica zapachnie,
lub dzięcioł zastuka.
Jak miło jest w lesie
gdy w Lesiu mam druha.

A z lasu do domu
z językiem na wierzchu, 
wracamy by znowu 
wyjść zaraz po zmierzchu.

Bo Lesio do lasu 
co rusz chodzić chce
Kto ma swego Lesia,
jak jest, dobrze wie.

Pod drzwiami znów Lesia
rozmachał się chwost,
więc zaraz w stu słowach
zamykam mój post.


 

poniedziałek, 6 maja 2013

Sto słów, czyli mieszanka majowa.

Nowe stare paciorki, dawno wypalone, teraz poskładane. Lesio w polu i w lesie z psyjacielem plus trochę wiosny, czyli mieszanka majowa. Słowem skrót. Spokojnie mogłabym zrobić z tego posta, przynajmniej trzy, a przy odrobinie wysiłku z pięć.
Ale nie zrobię;) Pisać też nie będę za wiele. Od dawna myślę o tym, aby narzucić sobie ograniczenie ilości słów w poście np. do stu.
A to dlatego, że codziennie służbowo i prywatnie spędzam przy komputerze zbyt dużo czasu. I lubię wyzwania. Nawet najciekawsze, długie posty czytam zwykle pobieżnie. Wolę krótki przekaz.
A zatem paciorki, wiosna, pies i sto słów.
 
 
 
 
Miłego liczenia. Dobranoc:)




niedziela, 28 kwietnia 2013

Z Młodą przez świat.

Lubię solidny wiosenny deszcz. Zmywa resztki zimowych brudów i z dnia na dzień zmienia małe blade rachityczne listeczki w soczystą zieleń. Nie kusi też spacerkami. Pies odmówił współpracy i wrócił do domu nie wystawiając nosa za klatkę schodową, mogę więc spokojnie postukać sobie w klawiaturę. 
W deszczowy dzień miłe są wycieczki wirtualne.
Młoda prywatnie i służbowo, zjechała i zwiedziła miejsca, do których na pewno już w życiu się nie wybiorę, oglądam więc świat przez obiektyw jej aparatów, a dziś zapraszam na wspólną wycieczkę jej śladami.
Ze Sri Lanki wróciła pod koniec marca. Spędziła intensywne dwa tygodnie z biletem lotniczym w kieszeni i jedynie internetową rezerwacją hoteli w planowanych do odwiedzenia miejscach. Oferta biur podróży jest potwornie droga, no i ogranicza, a Młoda ograniczeń nie lubi. Ja muszę się im podporządkować, bo blog rządzi się swoimi zasadami i każdy za długaśny i przegadany post robi się niestrawny i nudny, żeby był nie wiem o czym;)

Na początek trasa jaką zaplanowała i pokonała, a poniżej już zdjęcia. Kilka z ponad trzech tysięcy. I weź tu wybierz człowieku;)
Sigiryia. Widok z góry podczas wchodzenia. Poniżej dojście na sam szczyt przez lwie łapy wykute w skale.
Sierociniec słoni. Przejażdżka i możliwość przytulenia się do słonia cudowna, warunki przebywania słoni i sposób ich traktowania bardzo przygnębiający. To nie sierociniec, lecz cyrk nastawiony na zysk. Zdaniem Młodej to miejsce, które turyści powinni omijać, by nie propagować tego smutnego procederu.
Widok po świcie z Adam's Peak 2243 m.n.p.m. świętej góry wszystkich religii. Na szczycie, otoczony ścisłą zabudową kapliczek jest podobno odcisk stopy Adama, bądź Buddy, Shiwy lub Mahometa. To właśnie z tego miejsca na świecie najbliżej jest do raju. I to każdego:) Pielgrzymki wiernych i turystów wchodzą na nią nocą, by móc zobaczyć świt z jej szczytu. Widok zapiera dech w piersi i podobno żadne zdjęcie w pełni nie oddaje tego co się widzi.
Plantacje herbaty. Całe morze herbacianej zieloności.
 
 
Rezerwat Horton Plains.
Szkolna wycieczka.
Widoki z pociągu na trasie z Nuwara Eliya do Ella.
 
Tangalle. Kilka dni słodkiego lenistwa:)
Śniadanko i spanko.
Łodzie nad oceanem.
Galle. Tak łowiono 50 lat temu. Dziś to pokaz dla turystów, jednak bardzo malowniczy.

Przydrożny stragan.
Najtańszy, najwygodniejszy i najłatwiej dostępny środek lokomocji w wielu krajach Azji, czyli tuk tuk:)
Ornament na jednej ze świątyń.
Kandy. Zabudowa kolonialna.

Naprawdę namęczyłam się srodze, wybierając zdjęcia na potrzeby krótkiego blogowego wpisu. Inne, obfotogrfowane przez Młodą odległe i bliższe zakątki świata postanowiłam zmieścić w którymś kolejnym poście, wszystkie razem i tylko po jednym zdjęciu, a powinny się tam zmieścić Peru, Meksyk, Panama, Katar, RPA, Tajlandia, Kambodża, Chiny, Tajwan, Malezja i sama nie pamiętam co jeszcze;)
A może zgadywankę zrobię, które zdjęcie skąd, a Młoda cukierka ufunduje, w postaci cejlońskiej herbatki? I co Wy na to? 
A Ty moja podróżniczko?  :)))


sobota, 20 kwietnia 2013

Upiekło się nam:)


Na zaproszenie Amber do wspólnego pieczenia chleba odpowiedziało ponad dwadziescia domowych piekarek.
W poprzedni weekend piekłyśmy wszystkie chleb tostowy z brązowym ryżem i tang zhong, a w domach pachniało, że ach...:)
Mój chlebek nieco opadł, ale zyskał za to wygląd rasowego sklepowego tostowca. Zakalec się szczęśliwie nie zrobił, a chlebek miał delikatny maślany smak.
Dawno zostało po nim już tylko słodkie wspomnienie, ale wyrastał i piekł się w dosyć licznym towarzystwie, bo jak już piec, to na całego.
Towarzyszyły mu rumiane bułeczki według przepisu Kass i chleb na zakwasie, który piekę teraz dwa razy w tygodniu (tak mnie wzięło), a wszystko przez Alę, która sprezentowała mi pierwszy zakwas;) 
I tak wolny czas dzielę ostatnio między długimi lesiowymi spacerkami i piekarnikiem. Sama naprawdę nie wiem kiedy wezmę się za cokolwiek innego, a byłoby za co, było, bo po wiosennym deszczu w kaprysiowej głowie kiełkują i rozkwitają najróżniejsze pomysły. Gorzej z realizacją. Latem może ;)
Tymczasem fotograficzna dokumentacja wypieków od końca, czyli
chlebek tang zhong tuż przed pożarciem. Cudnie się komponował z brzoskwiniowym dżemem:)
Tu pokrojony na kromki.
 
I przed pokrojeniem.
 
Po włożeniu do pieca
I jeszcze towarzystwo, czyli drożdżowe bułeczki i chleby na zakwasie.
Oj, piekło się piekło:))) 
Oryginalny przepis na chlebek tang zhong można znaleźć tutaj, a ja przytaczam polskie tłumaczenie, które przesłała nam Amber.

Przepis na chleb z brązowym ryżem i tang-zhong
składniki na dwa bochenki po ok.560 g każdy lub cztery po ok.280g każdy

480g maki chlebowej lub innej silnej
30 g mleka w proszku
40g cukru
8 g soli
8g drożdży instant
200 g mleka
170 g thang zhong
40 g masła 
180 g brązowego gotowanego ryżu,niesolonego,ostudzonego
tang zhong
30g mąki chlebowej
150g mleka
Mleko w temp. pokojowej i mąkę umieścić w garnku.
Wymieszać trzepaczką i postawić na małym ogniu.Podgrzewać cały czas mieszając aż na powierzchni masy pojawia sie ,wiry' a całość zacznie gęstnieć.
Zestawić z ognia i od razu nakryć folią spożywczą,odstawić do wystudzenia.

Ciasto chlebowe
W misce umieścić wszystkie składniki ciasta,oprócz ryżu i masła.Wyrabiać ok 5 minut.Dodać masło i wyrabiać aż ciasto będzie gładkie i błyszczące.
Dodać ryż i wyrabiać aż ryż równomiernie rozłoży się w cieście.
Utworzyć z ciasta kulę i umieścić ją w wysmarowanej tłuszczem misce.Przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.
Wyjąć ciasto na blat i podzielić na dwa lub cztery bochenki.
Przykryć i zostawić na 15 minut.
Umieścić je w formach i zostawić do wyrośnięcia ,aby ciasto wypełniło 80-90% foremki/45min.- do godziny w temp.ok.30 st.C/
Piekarnik nagrzać do 190 st.C.
Piec chleby ok. 35 minut.
Jeżeli za szybko się rumienią,położyć na blachach folię.
Wyjąć z piekarnika,wystudzić na kratce.
Kroić nożem z ząbkami.

Spróbujcie, bo to łatwy, smaczny i zdrowy chlebek:) A przecież ciągle 
"mało nas, mało nas do pieczenia chleba.
Jeszcze nam, jeszcze nam ciebie tu potrzeba":))), a więc :
A to lista wszystkich piekarek:



Anna -Maria  - Kucharnia


Margot  - Kuchnia Alicji


Bożena  - Smakowe kubki


Ewelina  - Przy kubku kawy

Gosia  - Kocham gary


Kamila - Ogrody Babilonu

Kaprysia  - Kapryśnik





Magda - Magda testuje






Wisła - Zapach chleba 
Dziękuję Wam wszystkim za wspólne pieczenie:)))