piątek, 23 października 2009

Za tydzień już listopad...



Po warszawskich Powązkach prowadzą mnie ścieżki wydeptane przez pokolenia. Nie pamiętam numerów alejek i kwater. Znam za to na pamięć mijane od lat drzewa , nierówności chodnika i nagrobki. 


Idąc, czasem opuszczam głowę i przez przymknięte oczy widzę swoje dziecięce botki drepczące u boku ojca.
Na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy on miał lat kilka, jego drobne kroki towarzyszyły matce i rodzeństwu.
Opowiadał mi jak mama, a moja babcia, zabierała na całodzienną wyprawę z Mokotowskiej na Powązki usmażone wcześniej mielone kotlety w kanapkach z chrupiących bułeczek. A jakie to były bułeczki to już tylko nieliczni pamiętają :)))
Mały tata odwiedzał wtedy grób swoich dziadków, rodziców mamy. Moja córka  sprząta dziś ze mną ten sam grób, ale swoich prapradziadków i dziadków. 
Dla mnie to również wizyta u rodziców. Lubię tam chodzić.
W migoczących płomykach zniczy ożywają wspomnienia, zawsze te ciepłe i pogodne.
Przy grobie rośnie potężny kasztanowiec. Spadające każdego roku liście i kasztany dostarczają zajęcia kolejnym pokoleniom, a jest tych liści zwykle kilka solidnych worów.
Spoceni jak myszy, ładując kolejny worek wspominaliśmy ostatnio jak pewnego roku w towarzystwie ojca kończyliśmy sprzątanie.
Na wiszącej nad samym środkiem grobu gałęzi dyndało jeszcze kilka opornych liści. Tata był pedantem i burzyło to spokój jego ducha oraz bardzo silne poczucie estetyki. Rzucał w nie więc parasolem. Skutek był łatwy do przewidzenia. Liście wisiały niewzruszone, a obok nich wdzięcznie zawisł parasol. Wysoko to było dosyć. Mój młody, wtedy, i super sprawny  mąż wykazać się musiał małpią zwinnością, żeby parasol odzyskać, co wzbudziło ogólne zainteresowanie licznie zebranej na  cmentarzu gawiedzi.
Co roku, pewna atrakcja nierozerwalnie związana z dniem Wszystkich Świętych, urozmaica nam wędrówki po cmentarzach.
Kiedyś dostępna jedynie na cmentarzu bródnowskim, dziś wszechobecna. PAŃSKA SKÓRKA - paskudztwo to uwielbiam od małego kajtka, a co gorzej sprzedałam to upodobanie swojemu dziecku.
Okropnie słodka, oklejająca się po zębach, zawinięta w paskudne papierki, robiona w warunkach, o których nie chcę wiedzieć - cudowna....
Najpyszniejsza ta sprzedawana przy cmentarzu bródnowskim przy bramie głównej ;)
Na Bródno jeździłam z mamą. Tam prócz opisanych powyżej rozkoszy pańskiej skórki, po odwiedzeniu grobów dziadka, babć (dziadek żon miał sześć, ale to całkiem inna historia:)))), oraz pradziadków (tych z Krochmalnej) zwykle zmęczone i zmarznięte korzystałyśmy z dobrodziejstw tzw."Baru pod trupkiem" Przybytek ten położony był bardzo praktycznie vis a vis bramy głównej cmentarza przy ul. Wincentego. Ślad po nim zaginął już wiele lat temu. 
Wyglądał  jak najgorsza praska melina, a serwował prócz wódki na pięćdziesiątki przy ladzie, cieszącej się ogromnym wzięciem, najlepsze na świecie schabowe z kapustą jakie kiedykolwiek zdarzyło mi się jeść w knajpie. Ach.....
Nie żebym przepadała za melinami, ale dawny praski koloryt miał w sobie coś egzotycznego i pociągającego. 
Wystarczyło przejechać tramwajem przez most, żeby z eleganckich uliczek Starówki w dziesięć minut znaleźć się w innym świecie. 
Trzydzieści lat temu wyprawa na Bazar Różyckiego niosła ze sobą również element ryzyka;) Biada temu, kto wszedł w ciąg położonych jedno za drugim podwórek dzielących praskie kamienice. Z trzeciego się zwykle już nie wychodziło;)
Dziś Praga się zmienia. Stała się modna, zyskała ciekawe centra kulturalne w dawnej fabryce wódek "Koneser", czy  Fabryce Trzciny. Kamienice na Ząbkowskiej, Brzeskiej i Targowej zdobią wyremontowane fasady.
Niezmienne pozostają tylko stare warszawskie cmentarze.


W refleksyjny charakter pierwszych listopadowych dni wplatają się wspomnienia dziecięcych smaków i wrażeń. 
Póki te ciepłe wspomnienia będą żywe, groby nie będą tylko kamiennymi płytami, a świadectwem żywej historii zamykającej przeszłość i przyszłość każdej rodziny.

4 komentarze:

  1. Pięknie to opisałaś. Czas mija. Przy grobie moich dziadków na Służewie zbierało się co roku na 1 Listopada sporo osób. Prawie nikogo z nich już nie ma. Jak w pięknym wierszu Poświatowskiej "Koniugacja"

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedys mialam niechetne podejscie to cmentarzy,teraz lubie po nich chodzic szczegolnie te stare,zydowskie,tam jest taki blogi spokoj,czas na mysli :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj ciekawie piszesz Kaprysiu,wyobraziłam sobie alejki cmentarne,podskakującego mężusia usiłującego strząsnąć parasol z kasztanowca,poczułam smak schabowego z kapustą
    (burczy mi w brzuchu) czy pańskiej skórki(co to?),usłyszałam szelest liści,poczułam gładkość rudych
    kasztanów no i w całości klimat Waszych wypraw w miejsca
    które warto ocalić od zapomnienia Alusia

    OdpowiedzUsuń