wtorek, 4 maja 2010

Mniszki lekarskie, nic o Łucznicy i zakładka do "Wody dla słoni"

Majowy, deszczowy weekend upłynął mi pod znakiem walki z mniszkami.
Ślicznie żółciutkie rozgościły się na naszym działkowym trawniku i wśród rabatek niestety. Z listków robi się wiosenną sałatkę, z korzeni też coś się robi, z kwiatków podobno nawet również.
Ja zrobiłam im tylko zdjęcie, a później przyszedł czas na planową zagładę:) Jestem zapalonym mniszkobójcą. Trudno o bardziej przebojowe, uparte i dobrze rozsiewające się zielsko. A te korzenie !
Z góry skazana na niepowodzenie walka jest niezwykle wciągająca. Kiedy pielę i wyrywam, ogarnia mnie pasja niszczenia. Przerywam dopiero kiedy zaczyna pękać mi kręgosłup;)
Efekty są ulotne jak fruwający dmuchawcowy puch, ale choć na chwilę inne roślinki mają szansę na wygodniejsze rośnięcie.


zdjęcie znalezione w sieci
Zdrowo zmęczona fizycznie dziś o Łucznicy nie piszę. Muszę  trochę odpocząć od wszystkiego co wełniane, na troszkę. Jest więc o chwaście, a będzie o porzuconym jakiś czas temu decoupage i o książce. 
Odpoczywając po walce z mniszkami zrobiłam zakładkę. Podobne podejrzałam u Miry i kusiły mnie już od dłuższego czasu, głównie dlatego, że dzięki takiej szybkiej, niedużej formie mogłam wrócić do zdradzonych z wełną wyklejanek.
Głównym problemem z wytworkami decoupage jest brak ich praktycznego zastosowania, bo w końcu ile można mieć chusteczników i pudełeczek do trzymania mnóstwa niepotrzebnych rzeczy. Na dokładkę wszelkiego rodzaju wytrwale zbierające kurz "gównostojki" nie poprawiają mojej nadwątlonej kondycji psychicznej. 
Zakładka jest praktyczna. I jest do książki:)

W majowy weekend skończyłam "Wodę dla słoni" Sary Gruen.
Narrator ma lat dziewięćdziesiąt albo dziewięćdziesiąt trzy. Jedno z dwojga, nie jest tego pewny. Rzeczowe relacje upokarzającej codzienności, płynącej monotonnie w domu opieki, przeplata  wspomnieniami z wczesnej młodości. Wspomina początek swego dorosłego życia spędzonego w cyrku, który w dwudziestych i trzydziestych  latach XX wieku przemierzał Amerykę w kolejowych wagonach.
Jest w tej książce portret dziwnego świata cyrku rządzącego się własnymi regułami, ale przede wszystkim jest historia człowieka, jego pasji, miłości i niezłomnej woli życia. Życia po swojemu. Sięgając po tę książkę nie byłam przekonana do tej lektury. Nie lubię cyrku. Od dziecka drażniły mnie postacie klaunów, zwierząt cyrkowych było mi żal, a popisy akrobatów budziły bardziej niepokój jak podziw.
Przyznać jednak muszę, że sztuka cyrkowa jest do dziś jedyną, w której nie ma miejsca na jakiekolwiek ułatwienia i fuszerki. W cyrku nie ma kilku ujęć tej samej sceny, nie ma kaskaderów i grafiki komputerowej. Albo ktoś umie zrobić salto na linie zawieszonej pod kopułą, albo skręci sobie kark. Dobry treser kocha i rozumie swojego tygrysa, zły straci głowę w jego paszczy.
"Wodę dla słoni" czytałam z rosnącym zaciekawieniem, fabuła wciąga, a zakończenie wywołuje uśmiech i sprawia autentyczną przyjemność czytelnikowi.
To dobra książka na deszczowy maj :)
Na deszczowy maj dobre są też pędzle, serwetki i klej, walka z mniszkami, wszystko właściwie, z wyjątkiem tego czego nie chcemy, a musimy.....
A może tak mały bunt, hę ?

10 komentarzy:

  1. Ale zakładeczka się przydaje ...
    Nie dość, że ładna to jeszcze jaka przydatna.
    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyny na blogach namiętnie robią syropy i miody z mniszka. Przeciętny przepis zaczyna się od " weź 500 kwiatów mniszka..." . Ja bym zwariowała, gdybym miała to zerwać, oberwać samo żółte a potem jeszcze gotować, gotować, gotować. Ale efekty na zdjęciach przecudne!
    Tak jak Twoja zakładka. Piękny motyw!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekne te mniszki az przykro, ze musialas z nimi powalczyc! Zakladka sliczna i ciekawa recenzja ksiazki - dziekuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie lubię cyrku, ale skoro w książce nie kole w oczy, to może się skuszę...
    Zawsze się zastanawiałam, co Wy dekupażystki robicie z tymi tysiącami wytworów. Część można sprzedać, o ile się ma zmysł do interesów, ale jak kreatywność przerasta zapotrzebowania rynku... A tu proszę, okazuje się, że jednak istnieje ten problem. A już myślałam, że nie znam rozwiązania, bo po prostu, jestem niewtajemniczona w fenomen decoupage'u :)

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja kocham mlecze ale Ty widze masz upodobanie jak moj maz on jest chory jak widzi je w trawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejna Pogromczyni Mlecza melduje się - dzisiaj po południu unicestwiłam kilkadziesiąt dorodnych sztuk. Z czego teraz pszczółki będą miód robiły? Przestrzeń powietrzna nad moim ogródkiem jest dla nich otwarta :-) Pozdrawiam mlecznie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, taki miodek z mniszków pyszka! Ja robie albo za pomoca teściowej, albo za pomoca dzieci, to i one maja zajęcia, ja mam spokój i kwiatki:) A co do mężów i ich relacji do mniszków, to mój mi na urodzinki sprezentował taki wyrywacze (no bo nie wiem jak to sie nazywa) fachowy. o muszę przyznać, że zabawa jest przednia. A skoro już się tak rozpisałam, to dodam, że poszperałam sobie trochę na twoim blogu i jestem zachwycona, szczególnie zdjęciami w worku pokutnym i filcowym kapeluszu-dziewczyno! YOU ROCKS!
    Wrócę jeszcze do tej lektury napewno. A co do zakładki, to śliczna, tylko czy nie za gruba? Bo ja bym też taką chciała, a jakbyś się zastanawiała co jeszcze zdecupażować, to moja lampa, aż się prosi i nie może doczekać:) Pozdrawiam P.S. Ja też nienawidze cyrku

    OdpowiedzUsuń
  8. Drogi Kaprysie - dlatego zrobiłam ją z czystym sumieniem:),
    Miro - 500 kwiatków?!, faktycznie to odpada, Wildrose - ładne , ale nie na moich rabatkach:),
    Raincloud - o cyrku w książce jest dużo i to właśnie o takim, w którym jest mnóstwo wszystkiego czego nie lubię, ale mimo to wciąga, dlatego o niej napisałam,
    Blogu - no chora to może nie, ale nastroju mi nie poprawiają,
    Kingo - jak miło znaleźć Współmniszkobójcę:),
    Claris- miło mi Cię powitać, wyrywacz fajna rzecz,zakładka jest z cieniutkiej sklejki, ale mogłaby być jeszcze z cieńszej, a lampę podeślij, obklei się:)

    OdpowiedzUsuń
  9. No NoNo kochana, to słowo się rzekło, kobyłka u płotu!:) IHAAAA, żebys się więc nie zdziwiła, gdy do twych drzwi zapuka jakiś pan z lampą! Ja sie moge odwdzięczyc jedynie jakims ufilcowankiem, specjalnie dla kaprysi:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Claris - kobyłka, nie kobyłka, blog nie cholewa, jak napisane ,że się obklei, to się obklei. Jeśli z tym panem to nie czcze pogróżki, to maila znajdziesz na profilu:)))

    OdpowiedzUsuń