piątek, 11 czerwca 2010

Upał, żuczek i "Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa"

Zimno źle, deszcz źle, upał źle. 
Każdy malkontent powinien być usatysfakcjonowany;)  Jest na co ponarzekać;)))
Jakby ktoś miał wątpliwości co do ocieplenia klimatu, to proszę bardzo. Rzut oka na termometr powinien starczyć za argument.
Co robić przy temperaturze 35 stopni w cieniu? 
Najlepiej nic:)))
Leżymy więc w przeciągu i sobie wegetujemy.Wegetację można pouprzyjemniać.  Do wyboru mamy lody, zimne napoje, chłodnik ( jak komuś się chciało i sobie wcześniej przygotował).
Jeśli leżymy w cieniu na trawce możemy obserwować czerwonego żuczka

lub poruszane lekkim wietrzykiem różowo-biało-zielone listki japońskiej wierzby na tle błękitnego nieba. 


Przy okazji gryzą nas komary i meszki, trawka kłuje w tyłek, każde ubranie parzy, a lody upaćkały wszystko wokół na słodko i marząco;)

Tak więc  wspaniale się składa, że nie mamy do dyspozycji trawki  w ogrodzie i jesteśmy aktualnie w  rozpalonej do czerwoności Warszawie. 
Asfalt prawie płynie ulicami, a my w chłodnym domku wegetację uprzyjemnić możemy książką.
Na tropikalne warunki atmosferyczne zalecana jest lektura lekka, łatwa i przyjemna, czyli prawie wakacyjna.
Proponuję niezastąpionego na takie okazje Eduardo Mendozę, na przykład w "Niezwykłej podróży Pomponiusza Flatusa".
Wątek po trosze sensacyjny i prawie historyczny, do tego wciągająca fabuła i narracja wywołująca salwy śmiechu, to świetne antidotum na upał.
Opowieść o wspólnej przygodzie bardzo młodego Jezusa i wędrującego po starożytnej Judei rzymskiego kronikarza, nie ma w sobie żadnych obrazoburczych treści, za to napisana jest z szelmowskim przymrużeniem oka, a do tego zgrabnie i lekko.
Sama przyjemność:)

9 komentarzy:

  1. Jak cudownie znaleźć gotową receptę na takie dni, jak teraz :)
    Mało tego, są różne opcje do wyboru - może być kulinarnie, biolgicznie lub kulturalnie :))
    Ja spróbuję wszystkiego po trochu :))

    Piękny ten żuczek! Kiedyś uważałam, że połączenie zieleni z czerwienią jest beee ;))
    Ale już się zmieniło ;))

    Dlaczego nie mam w pobliżu księgarni?
    Nawet zamówienie złożone siecią dotrze w poniedziałek ;))
    Przy okazji ostrzegam przed Empikiem - zamówilam 5 pozycji (były dostępne), zaplaciłam, a po 2 tygodniach (!) napisali, że mają tylko 2!!! Przesadzili!!!
    Sorki za prywatne wtręty ;)))

    Dzieki Kaprysiu za inspiracje na gorące dni :))
    Milego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty farciaro !!! Masz czas na czytanie książek !!!???
    Ja to nie mam czasu się nawet podrapać, właśnie dowlokłam się do domu i zamierzam popatrzeć co słychać w blogowym świecie...
    Ale chyba masz rację, czas zaplanować jakieś małe lenistwo ...dzień nic nie robienia...
    Dobra myśl !!!
    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka perspektywa jest kusząca! książkę już sobie zapisałam i będzie kolejna lekturka jak skończę Kalicińską :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak Ci ładnie ten żuczek zapozował;) Podziwiam, umiejętność czytania w taki upał. Mi się niestety przegrzały tryby i skupić się nie mogę nawet na prostych czynnościach;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Zuczek idealnie sie prezentuje, a ksiazki nie znam wiec milo taka recenzje ciekawa przeczytac.
    No i upalnie niestety, na to rady nie ma, chyba trzeba sie cieszyc sloncem, zanim przyjda jesienne chlody!

    OdpowiedzUsuń
  6. współczuję rozpalonej do czerwoności Warszawy, ale dzisiaj nie miało znaczenia miejsce. Ja mam właśnie do dyspozycji trawkę a i tak dzisiaj nie dało się z niej korzystac. Żar lał się z nieba, gryzły komary i meszki, latały żuczki więc na taką pogodę najlepszy chłodny dom. A książkę już notuję - będzie kolejna lektura na wakacje:))) Pozdrawiam tym razem chłodno:))

    OdpowiedzUsuń
  7. no i tak jest w krajach gdzie takie upaly sa normalnoscia od poludnia go godzin wieczornych nic sie po prostu nie robi,wszystko pozamykane na cztery spusty,ulicami tluka sie tylko dziwni turysci ;) ;)tylko czy ktos tam ksiazki w takie upaly czyta to nie wiem hahaha oni raczej pija wino :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie też asfalt i ukrop spadający na mnie ciężarem ton! Koszmar, koszmar. Gdyby nie powodzie, z przekonaniem głosiłabym uwielbienie deszczu.
    Tymczasem też stosuję się do recepty czytelniczej, ale że mój mózg jest w ten upał przytłumiony, nadaje się do czytania wyłącznie czegoś lekkiego, nie wymagającego myślenia. I tym sposobem mam w rękach "W moim Mitford", lekturę stworzoną do leżenia na kocu w ogrodzie (brak!) i nie myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. :)) Ale ten Pomponiusz strasznie ciepły jest! Nawet lekko zimowy. Na takie upały to ja sobie czytam literaturę skandynawską - z miejsca mi lepiej kiedy przeczytam jak głównemu bohaterowi grabieją z zimna ręce, a wiatr smaga go bezlitośnie po policzkach. :))))))

    OdpowiedzUsuń