środa, 23 czerwca 2010

Wypał, czyli druga strona mydelniczki.


Zgodnie z obietnicą postaram się odpowiedzieć na pytania zawarte w komentarzach pod poprzednim postem.
Wybierając się na pierwsze zajęcia od razu założyłam, że spróbuję zrobić koraliki do różnych koralowych wariacji. Żeby jednak zrobić koralik lub koralik makaron trzeba zacząć od skrzynki , w której będą wypalane. 
Lepimy więc najpierw skrzynkę z dziurkami i uchwytami na druty ( specjalne druty tytanowe, bo inne rozpuszczą się w piecu ). Po ulepieniu każdy wyrób musi wyschnąć, a schnie wolno, nawet do tygodnia, im grubsza warstwa gliny, tym dłużej. Jeśli włożymy do pieca źle wyschnięte koraliki lub miseczki to pękną.
Tak wysychały miseczki w pracowni ceramicznej w Łucznicy.

Zasmucę Was zapewne, ale ceramiki nie da się wypalać w piekarniku, nad czym sama boleję;)
Do tego potrzebny jest specjalny piec, w którym można osiągnąć temperaturę do 1300 stopni Celsjusza.
 
Po pierwszym wypaleniu otrzymujemy "biskwity" , które dopiero można szkliwić. Poszkliwione wędrują ponownie do pieca i w nieco niższej temperaturze wypiekają się kolejne kilka godzin.

Powyżej skrzyneczka z poszkliwionymi koralikami gotowymi do drugiego wypalania.
Próbki kolorów szkliw robi się na małych kwadracikach wypalonej gliny, jednak końcowy efekt szkliwienia jest zawsze niewiadomą. Zależy od wahań temperatury, czasu wypału i od tego co koło siebie stoi w piecu. Kolory wędrują:))) Trzeba nie lada praktyki i umiejętności, żeby umieć w 100% przewidzieć efekt końcowy. Za to, za każdym razem przy otwieraniu pieca czekała na mnie niespodzianka;)
Poniżej próbki szkliw.

 
Przed wypalaniem poszkliwionych koralików trzeba tak je ułożyć, żeby do siebie nie dotykały, inaczej płynne szkliwo je poskleja.
Inne rzeczy, takie jak miseczki, muszą stać w piecu na powierzchni nie szkliwionej, czyli od spodu takich wyrobów nie pokrywa się szkliwem. 
Poniżej tajemnica mydelniczki, czyli cztery nóżki bez szkliwa, za to ułatwiające odpływanie mydlanej wody.

Rozmaitych kursów ceramicznych jest wiele, a wszystkie łączy raczej wygórowana cena. To zrozumiałe, bo piece kosztują kilkanaście tysięcy złotych, wypalanie trwa od kilku do kilkunastu godzin, czyli jest okropnie prądożerne, drogie są też szkliwa, a najtańsza w tym wszystkim jest glina;)
Świetne kursy od I do III stopnia organizuje Łucznica, są też pracownie ceramiczne np. w Warszawie.
Ja skorzystałam z możliwości udziału w zajęciach w jednej ze szkół wyposażonych w sprzęt i kadrę, w ramach programu finansowanego ze środków unijnych. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i zajęcia zakończyły się wraz z rokiem szkolnym:((( Tańszych lub nawet bezpłatnych zajęć warto poszukać w miejscowych ośrodkach kultury, ogniskach lub właśnie szkołach.
Kończąc ten techniczny post odpowiadam na pytanie Aty. Wszystkie wzory na "dekupażowych" koralach są wycięte z serwetek.
Najprzyjemniejsze dla mnie w zabawie z gliną jest to samo, co daje mi decoupage i filc.
Możliwość wyciszenia, oderwania od codzienności i pełen psychiczny odpoczynek, a w efekcie dodatkowo możliwość tworzenia drobiazgów cieszących oko:)
Tak naprawdę od dziecka wszyscy uwielbiamy babrać się w błotku, tylko z wiekiem jakoś nie wypada;)
Jeśli tylko znajdziecie możliwość i czas, to szczerze zachęcam do zmierzenia się z gliną. Mnie efekty dały ogromną frajdę :)))

14 komentarzy:

  1. Fajnie to wszystko przedstawiłaś. Chodziłam na zajęcia jakiś rok. Ale nie wiedziałam, że koraliki się tak szkliwi. Pewnie prowadząca nam nie sprzedała patentu, bo dużo miejsca zajmują koraliki w misie... Muszę się rozejżeć, czy u mnie nie ma darmowych zajęć. Byłoby super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, mnie też ludzie ciągle pytają, jak to jest z tą ceramika, a jak mówię raku, to już w ogóle nie wiedzą, o co chodzi.
    Tytułem uzupełnienia:
    Drut może tez być kantalowy, a zamiast skrzynki na koraliki można stosować specjalne stojaki bądź robić tzw. jeże :).

    OdpowiedzUsuń
  3. O stojakach wiem, ale na zajęciach ich nie było, ale o jeżach do wypalania nic nie słyszałam i bardzo jestem ciekawa jak wyglądają:)Duuuuużo jeszcze nie wiem o ceramice:) Pozdrawiam i dziękuję za komentarze:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne doświadczenie, korale widziałam w poprzednim poście i wcale nie wyglądają, że robiła je osoba raczkujące w tej dziedzinie a raczej praktyk z długoletnim stażem !!!
    Zatem kochana masz dobrą rękę do wszystkiego za co się wezmiesz !!!
    Spacerek po pracowni ceramicznej i technikach wypalania bardzo ciekawy i zachęcający do spróbowania swoich sił w tej technice.
    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. A więc tak to wygląda :))
    Moje próby z ceramiką (liceum) ograniczały się do etapu glinianego. Niestety do wypalania i szkliwienia wysyłaliśmy nasze twory gdzieś w świat, a potem wracały gotowe. A raczej miały wrócić. Do dziś nie mogę odżałować hipopotama, którego zrobiłam i w tajemniczy sposób zaginął gdzieś po drodze... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje doświadczenie z gliną skończyło się na lepieniu. Do pieca nie dotrwałam;) Jak patrzę na to co zrobiłaś i czytam ten szybki kursik to żałuję, że nie zostałam w pracowni "na dłużej".

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo przy tym zachodu, ale, kiedy patrzę na Twoje koraliki, to wiem, że warto się natrudzić. Może i w mojej okolicy są takie kursy? To znaczy, gdzieś blisko są, bo moja córa co rok jeździła z przedszkolem na sezonowe "wypalanki" a to baranków a to aniołków. Mam te dzieła do dziś w domu. Dzieci robiły "COŚ" a wypalanie i szkliwienie robił już warsztat i odsyłał dzieciakom jak wystygły. Musze to sprawdzić. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ogromnie lubię posty z typu 'rzed i po' lub pokazujące zaplecze kuchenne pewnych realizacji...
    W życiu nie sądziłabym, że tak może wyglądać piec! I że technologia ceramiczna jest t a k skomplikowana. Tym większy podziw wzbudza we mnie to, co zrobiłaś :))

    Ściskam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Same te próbki maja swój urok :) i można nimi co nieco ozdobić :) prawda? Artystką jesteś więc :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki za wyjaśnienie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zabawa z ceramika i mnie by sie podobala, moze jak wroce do kraju to jakies podobne warsztaty znajde. Swietne zajecie i wierze, ze moze wyciszyc, a ile satysfakcji daje!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z obrzydzeniem czytam o Twoich nowych umiejetnościach. To po prostu przesada, żeby miec tyle talentów. Nieprzyzwoitość!
    Pozdrowienia od beztalencia

    OdpowiedzUsuń
  13. Chodzę na zajęcia z ceramiki ( ostatnio doczyszczałam swoje prace ) i niedługo zaniose je do pieca razem z moją nauczycielką- instruktorką.
    Mały dom kultury w mojej miejscowosci, jedyny, a znalazłam zajęcie, które bardzo na mnie pozytywnie oddziałowywuje :) pozdrawiam Cie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. hmm, a ile szkliwień wytrzymyje takie korytko/stojak z gliny? to jest biskwit używany wielokrotnie czy za każdym razem trzeba robić nowy? :)

    OdpowiedzUsuń