środa, 18 sierpnia 2010

Wda

Tegoroczne lato postarało się o wymarzoną pogodę na spływ. Nie skorzystaliśmy:) 
Z różnych względów wypłynęliśmy o ponad tydzień później niż w planach, skutkiem czego kilka dni płynęliśmy w deszczu, ale i tak było wspaniale:)
Przede wszystkim dlatego, że pusto. Pogoda skutecznie wymiotła jednodniowych kajakarzy, z których większość niemiłosiernie łomocąc wiosłami w wodę, robi mnóstwo hałasu, zamieszania i tłoku i niestety zostawia po sobie pełno śmieci w rzece i na lądzie. 
Podczas spływu zdarzało się, że nie widzieliśmy ludzi przez dwa dni. Cudownie:) Jak zwykle taszczyliśmy ze sobą cały dobytek, wodę i jedzenie. Wieczorem rozbijaliśmy namiot, a rano dalej przed siebie.
Wda mnie zaskoczyła. Najbardziej różnorodnością, stopniem trudności i uciążliwością spływu. Tyle, że my lubimy, żeby było trudno:)
Po raz pierwszy, a parę ładnych lat już pływam  i to zaraz pierwszego dnia na rwącym bystrzu, pośród solidnych głazów, kiedy straciłam wiosło na kilkanaście ładnych minut, nie było mi do śmiechu. Dobrze się musiał pan mąż napracować, żeby je dogonić i nie zaliczyć po drodze wywrotki.
Pokonując kolejne zwalone drzewa, uciążliwe przenoski, których jest dosyć dużo na szlaku, ponieważ Wda to rzeka małych elektrowni wodnych, gratulowałam sobie, że w zeszłym roku na spływ z Igorkami i małym Piotrkiem wybraliśmy Rospudę. Jest krótsza i zdecydowanie mniej uciążliwa. 
Dobrze jest nam pływać i w grupie, i we dwoje. Dobrze pływało się kiedyś z Władkiem. Bardzo jestem ciekawa jak to będzie wyglądało za rok, kiedy jeśli popłyniemy, to razem z kotem:)))
Szukam teraz literatury fachowej w rodzaju "Kot na łódce". Ma ktoś może jakieś materiały źródłowe na ten temat? Polecam się łaskawej uwadze;)

Poniżej kilka zdjęć, głównie widoczków z poziomu wody, ponieważ płynąc sami nie mieliśmy jak się obfotografowywać:)
Jezioro Wdzydze,czyste, piękne z kamienistym dnem, nasz pierwszy dzień spływu i jeszcze pogoda.
 Po drugiej przenosce przy śluzie za Borskiem.
 Zachód , który nie wróży słońca na kolejny dzień.
Jedno z drzew zwalonych do wody, to akurat nie było poważną przeszkodą, ale ładnie się prezentuje;)
 Tak sobie spaliśmy któregoś kolejnego dnia,
 taki widok z namiotu mieliśmy na zachód
 a  taki na wschód :)
Zapakowaną rano łódką ruszaliśmy tak ( fajnie, że to ja robiłam zdjęcia:) )
i płynęliśmy co dzień od  kilkunastu do dwudziestu kilku kilometrów wśród drzew, ciszy i szumu wody. 
" To lubię, rzekłem, to lubię " c.d.n.

17 komentarzy:

  1. Wow - a ja bym się wam tam w nogi nie zmieściła? Przepiękne miejsca Kaprysiu. Niestety o kotach to ja wiem tylko takich, co na statkach pływały. A i to głównie z książki -Ryży Placek i portowa kompania:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, może i ja bym polubiła spływy dłuższe niż kilkugodzinne ;)

    Pięknie tam, a Wdzydze darzę dużym sentymentem.
    Kot na łódce - ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że lubimy spędzać wakacje w podobny sposób. Ja na Wdzie byłam 3 lata temu i uznałam ją za rzekę bardzo łagodną i przyjazną. Żadnych przeszkód ani większych trudności. Tylko w ostatni dzień było niefajnie - tuż przed burzą ostry powiew wiatru połamał tuż przed naszymi kajakami kilka drzew. No nie powiem, nieźle się bałam.
    A w tym roku byłam na Biebrzy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ ja czekałam na Twoje wspomnienia ze spływu. I się doczekałam:) Przepiękne zdjęcia i aż mnie ściska z zazdrości. Tak pozytywnie oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie! Co za wspaniały urlop :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pieprzu, canoe jest trzyosobowe, kiedyś pływaliśmy z Młodą i psem i się jakoś wszystko mieściło, więc masz szansę:)
    An-no, zaczynaliśmy kiedyś od kilkugodzinnych, ale najprzyjemniejsza jest dla mnie ta wodna wielodniowa włóczęga:)
    Aniorku, zaczynamy tresurę:)
    Plastusiu, widocznie się starzeję:), ale w tym roku wichury pozwalały mnóstwo drzew, a przenoski też dały mi w kość, no i to wiosło, jednak się starzeję:)A na Biebrzy komary jak wróble, prawda?
    atteo, stadko pod opiekę na tydzień dobremu człowiekowi,worek nieprzemakalny na plecy i w kajak! Żyje się raz:)
    Annavilmo, niektórzy uważają ,że straszny, tak w namiocie i codziennie gdzie indziej, okropność;)))
    Dziękuję za Wasze wizyty, a co z tematem kota na łodzi, nic? Trudno będziemy prekursorami:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie tak wrócić wspomnieniami do Wdy dzięki Twoim zdjęciom. Bardzo podoba mi się fotka z namiotem - super miejsce na postój.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj. Gratuluję wakacji. Ale - rzeka to nie GÓRY więc nie zazdroszczę (no, może troszkę...), natomiast nie spotkać przez dwa dni człowieka - wspaniała sprawa.
    O trzech panach w łódce i psie - owszem, słyszałem. O kocie na jachcie - też. O kocie w łódce - nie, więc nie poradzę nic, skazani jesteście chyba na eksperymenty. Koty nie lubią wody, spodziewać się więc można wszystkiego, nawet tego, że kot obrazi się na dłuugo... koty pięknie się obrażają. Ale są wyjątki - przypomniała mnie się Lafirynda... tak bardzo łasa na ryby, że potrafiła wejść do wody, aby tylko dorwać kąsek. Wszystko zatem jeszcze przed Wami. Życzenia powodzenia od Lachima z Lublina.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czuję dużo wilgoci, ale widoków zazdroszczę :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. oj pieknie bylo ja tez ostatno tak plywalam, w pracy organizowali taki splyw fajnie bylo,ale ludzie to niestety fleje niezaleznie od kraju wszedzie jest tak samo,ja do tego stopnia dziecu nauczylam ze smieci zawsze trzeba ze soba zabierac ,ze nawet jak siedza kolo kosza to wsadzaja papierki do kieszeni hahah a ja dopiero w praniu widze co udalo mi sie wyprac

    OdpowiedzUsuń
  11. Kaprysiu, gdybym Cię nie znała nie uwierzyłabym, że TAK można urlopować ;))
    A na dodatek zachwyt, fascynacja, uwielbienie wyczytane między słowami tylko jeszcze potwierdzają Waszą pasję :))

    Zdjęcia tak obłędne, że chcę TAM być teraz-zaraz! Od Ciebie uczę się przepowiadania pogody z chmur :)) Już wiem co to jest cumulo-nimbus :)) Dziś kolejna piękna lekcja :)

    Czy mogę zostać Twoją agentką wydawniczą? Czuję, że szykujesz jakiś bestseller ("Kotki Mrautaka wodny świat" - tytuł głupi, coś się wymyśli ;))
    Ściskam, pa :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Do starości to bliżej mi niż Tobie, Kaprysiu :). My zaczynaliśmy spływ w Borsku, więc jedna długa przenoska nas ominęła.
    A na Biebrzy komary jak sepy, na jednym noclegu chciały nas zjeść żywcem i gzy - momentami nie dało się wiosłować.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze dobrze pamiętam zeszłoroczny spływ Rospudą...było cudownie, ale w tym roku pochłonęły nas góry :) Zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj... to trzeba kochać :) ja bym umarła w namiocie... robaki... głosy spoza namiotu przywodzące na myśl morderców z siekierami... o nie! Kajaki lubię :)

    Ale reszta... nie dla mnie... zbyt wygodna jestem :) ale przeżycie to musi być całkiem całkiem :) tak w głuszy... w spokoju :) (o ile mordercy się nie zakradają :P)

    Miłego dnia!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Masz Pana Kota ?????!!! Jakże Ci zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja nigdy na takich wakacjach nie bylam, ale moi znajomi bardzo lubia podobne formy spedzania urlopów i nawet tymi samymi trasami pamietam plyneli. Wszyscy zawsze byli zachwyceni, rzeczka i widokami.
    Piekne zdjecia zamiescilas.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń