środa, 11 sierpnia 2010

MRAUTAK

Każdy urlop kiedyś się kończy. Niestety. Przywozicie sobie pamiątki z odwiedzanych miejsc? Ja  przywiozłam. Zgodnie z planem gliniane naczynia od Neclów i poza planem Mrautaka.
Naczynia kupiłam, Mrautak przyszła sama. Malutka, wygłodzona, podrapana przez inne koty.
Podbiegła na pierwsze kici, kici i została. Imię zawdzięcza pańciowi, który spojrzał krytycznie na małe kocie i stwierdził: "Mały mrautak".
Już w Warszawie pan doktór stwierdził, że to dziewczynka, że ma dwa, trzy miesiące, dał jedzonko i lekarstwa.
Tak oto zupełnie dla siebie niespodziewanie stałam się kocią mamą.
Instrukcji obsługi kota udzieliła specjalistka, ciocia Ori. Klatkę do transportu i kuwetkę pożyczył wujek Igor, o pięknym blogowym pseudonimie "Stary kot", mamusia, tatuś i siostrzyczka Mrautaka dokonali niezbędnych zakupów miseczek, zabaweczek, żwirku, zgrzebełka, siatki zabezpieczającej na balkon i szeleczek. 
Teraz przed nami nauka życia z kotem, co dla długoletnich właścicieli psa jest wyzwaniem niełatwym. Ustępstwa będą konieczne po obu stronach. Mrautak bardzo się stara, przychodzi już na gwizdanie, my zaś przyjęliśmy do wiadomości, że królewna, co prawda na spacerki wychodzić nie musi, ale jak ma ochotę spać w szafie, to będzie tam spać i już.
O spływie, zwiedzaniu, glinianych garnkach i innych mało istotnych sprawach będzie innym razem. Przede mną mnóstwo nadrabiania blogowych zaległości, wszystko przeczytam, obejrzę i skomentuję, tylko ochłonę.
Obie z Mrautakiem będziemy Wam bardzo wdzięczne za wszelkie pomocne rady dotyczące kociego wychowania, zwyczajów i upodobań, a teraz już   KOT :)))


 
Jednak jeszcze na koniec kocie zdjęcie obok neclowych garnuszków:)

 

29 komentarzy:

  1. Mrautak rewelacja!! Sama mam 2 kotki , mielismy jeszcze pana Stefana ale odszedl.. Z czasem na pewno sie dotrzecie ;))
    Nie wiem ,czy ja juz kiedys pisalam do Ciebie ze mam siostre blizniaczke Twojego Wladka??Tzn nie wiem czy sa spokrewnieni , ale z wygladu identyczni ! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Kaprysiu dawno Cię nie było:) Kot śliczny, takie "znajdy" są najbardziej kochającymi stworzeniami. Mój pies był znaleziony i sponiewierany przez życie, walczył ze swoją agresywną naturą tylko wśród domowników może to była jego "wdzięczność".

    OdpowiedzUsuń
  3. A neclowa miseczka dla kota jest? :) Gratuluję nowego domownika! Będę wypatrywać pourlopowych opowieści, a na razie serdecznie pozdrawiam. Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. Mrautak to bardzo ciekawe imię, takie geometryczne;-)Myślę, że będzie uwielbiała kuleczki filcowe:-))Jest śliczna i bardzo podobna do mojego Puszka, a to dobrze wrózy jej charakterowi. Sciskam Was obie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny kociak i fajne naczynia. A widziałaś te szkliwione na ciemną zieleń? To ich nowy kolor, bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zrobilam fote siostrze Wladka, co nie bylo latwe bo ona jest ciagle w ruchu i kompletnie sie na foto modelke nie nadaje. Jest u mnie na pasku pod kotami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kaprysiu, to ja raz jeszcze... w odpowiedzi na odpowiedź;) To fakt, że dzięki Tobie dane mi było zabawić się w sieciowego Sherlocka Holmesa:) (w desperacji już nawet miałam dzwonić do Tykocina:) i popatrz, jaki fajny post się dzięki Tobie napisał (mam na myśli "Nostalgicznie"). Dziękuję! A w ogóle to poszłam na całość i byliśmy u Pana Rzepkowskiego w Lublinie:) Będzie relacja na blogu. Ślę Ci moc uścisków i głaski dla kota.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje! Pięknie, bardzo pięknie:) Ciekawe, jakich atrakcji dostarczy Wam ta koteczka, ciekawe...
    Z moich doświadczeń i obserwacji wyciągam wniosek, że koteczki są zwykle grzeczniejsze i zdrowsze od kocurów.
    Za to mój potrafi:
    - strzelić łapą w gazetę - "nie będziesz więcej czytała"
    - otworzyć sobie każde drzwi - do toalety na przykład włazi i konsternuje gości albo wychodzi sam na klatkę schodową, choć drzwi mamy z porządną klamką i zdarzało nam się już spać w mieszkaniu otwartym na oścież, bo zaraza nie zamyka za sobą!
    - ponadto: gryzie, rządzi, kradnie i kłamie na potęgę.
    Ma jakieś zalety? - A owszem, cudownie mruczy i przytula się miłośnie oraz czasami obejmuje mi łapkami głowę, kiedy walczę z migreną.

    No i jest kotem, a to zaleta największa!

    Pozdrawiam, Kaprysiu, i czekam na następne relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nasza znajda - Zula - jest z nami już 4 lata! Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam szylkretowego kota i nie mogłam uwierzyć, że ktoś zostawił ją w lesie. Od czasu do czasu Zula dzieli się z nami swoimi zdobyczami, składając je nam w ofierze centralnie w salonie :-))

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się razem z Tobą, Kasiu :)))
    Ona Was wybrała!!! Skąd to znasz?
    Wygląda całuśnie :)
    A jakie bystre spojrzenie ma!

    Ściskam ciepło Was obie :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Joanna ma racje!!Nasi czworonożni przyjaciele sami Nas wybierają,a jeżeli tak jest to z pewnościa z Mrauczką nie bedziesz miec problemu (jedyna rada by na wiele jej nie pozwalać).Od dziecka po moim domu platały sie naraz rózne stworzenia- pies, koty, papugi i rybka- dziwie sie do tej pory jak to całe domowe Zoo potrafilo ze soba żyć (papugi musiałam chronic przed kotami ale do czasu).
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ha! Najlepsza pamiątka urlopowa, jaką można było sobie wymarzyć :) Na pewno będzie wdzięcznym tematem blogowym :)
    Trzymam kciuki za dobrą aklimatyzację!

    OdpowiedzUsuń
  13. Śliczna koteczka :) Gratuluję dokocenia :)
    Garnki cudne. Nie wiadomo czy bardziej ta garnki czy Mrautaka podziwiać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na kotach się nie znam. Zawsze towarzyszyły mi psy. Śliczna jest ta Twoja kicia i jakie szczęscie ma, że właśnie na Was trafiła. ;-)Pamiątka sama Cię znalazła a teraz czas na aklimatyzację.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne pamiątki, zwłaszcza ta biało-czarna;)))

    OdpowiedzUsuń
  16. GRATULUJĘ KOTKA :) Powodzenia w wychowywaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Acha i jeszcze jedno :) ja sobie przywożę kolczyki... :) jako pamiątki użytkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Sliczna pamiatak z wakacji, czarujaca i w sam raz na dlugie jesienno-zimowe wieczory! Mrautak to fajne imie dla dziewczynki :)
    Garnuszki tez mi sie podobaja, lubie takie naczynia!
    Pozdrawiam z mojej kaszubskiej wsi :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zwierzątka z wakacji to u Was tradycja ;)))
    Gucio też pozdrawia... no może troszkę nieufnie. Wszystkiego Najlepszego Wszystkim

    OdpowiedzUsuń
  20. Ależ oczywiście, Ewuniu!!! Że też ja na to sama nie wpadłam ! Ona powinna nazywać się Tradycja:))) Będzie zatem dwóch imion, a z rosyjska trzech,wzorem swoich psich poprzedników. Misio w pełnym brzmieniu był Michaił Andriejewicz Myszaty, Władek - Wałodia Pawłowicz Łaciaty, a kicia będzie Tradycja Pawłowna z Łaciatych Mrautak :)))
    Widać już chyba wyraźnie,że mam kota, hehehe.
    Dziewczyny! Wszystkim Wam dziękuję w imieniu Mrautaka za miłe słowa,a w imieniu własnym za to ,że zaglądacie, komentujecie i sprawiacie ,że dzień staje się milszy:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzień staje się milszy również dzięki Tobie Kaprysiu. Miło tu zaglądać i czytać co nowego wymyśliłaś :)))

    OdpowiedzUsuń
  22. Witaj Kasiu !
    Ja właśnie też po malutkim urlopie ale nie odetchnęłam tylko od razu siadłam i oglądam co słychać u znajomych ;-)
    Kochana kociczka cudna !!!
    Miło jej z pyszczka patrzy !!!
    I znalazła dobry i ciepły dom, napewno odpłaci Wam dozgonną miłością za dobre serce !!!
    Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  23. Mrautak wygląda uroczo. jest troszkę podobna do jednego z moich kociaków, tyle, że ten mój wygląda na pyszczku trochę jak pirat. ale jak śpi to prawie taka sama kicia jak Mrautak (;
    życzę powodzenia we wspólnym życiu. moje kotki są u mnie niecałe 2tygodnie, więc też jestem świeżo upieczoną kocią 'mamą' (;

    OdpowiedzUsuń
  24. nie mam zadnego doswiadczenia w kocim wychowywaniu,ale czasami wydaje mi sie ze fajnie byloby byc kotem :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Będziesz zachwycona kocią naturą! Ja od zawsze i ciągle mam koty. I nie wyobrażam sobie, żeby mogło byc inaczej :-))

    OdpowiedzUsuń
  26. Jeszcze raz ja: A powiedział Ci ktoś, Kaprysiu, że kot musi mieć dostęp do trawy? Bo wszyscy o tym zapominają, a koty się męczą. A jeśli nie trawka to pasta z odkłaczaczem. I jeszcze - jeśli możesz, nie kupuj najtańszej karmy ani tej reklamowanej w telewizji. Choć to zdaje się indywidualna sprawa. Ja mam chorego kota (bo kastrat samiec prędzej czy później i tak będzie chory) i kupuję mu tylko weterynaryjną karmę. Dzięki temu żyje. Młoda, niesterylizowana kotka może jeść wszystko - surowe, gotowane mięso albo gotową karmę.
    Kończę już, ale przynudzam tu dlatego, że nikt nam nie mówił, jak karmić kota i potem ledwo go odratowaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  27. Mrautak śliczny, taki koci, prawie jak kot :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kaprysiu - naprawdę stęskniłam się za Tobą! :)
    Cudna ta Wasza kotka - na pewno będziecie razem szczęśliwi :) ja nie mogę sobie wyobrazić czasu kiedy nie było naszej Mocci.. rzeczywiście Kaprysiu, nie kupujcie tych najpopularniejszych, telewizyjnych karm.. a trawa jak pisała Anna, jak najbardziej wskazana - my co prawda w końcu zrezygnowaliśmy z niej, ale podajemy teraz specjalną karmę (suchą), ostatnio usłyszałam o maści, na odrobaczanie - pomimo tego, iż kotka jest cały czas w domu, co jakiś czas należy jej takie specyfikum podać..
    Co do samej kotki - pewnie każda jest inna i niepowtarzalna - nasza Mocca za nic w świecie nie pozwala aby brać ją na ręce i głaskać.. aczkolwiek uwielbia sama kłaść się przede mną i wyginać się na wszystkie strony, aby zostać porządnie wydrapaną i wygłaskaną :)
    ..acha, ona uwielbia grać w piłkę o 4 nad ranem.. tym niemniej zrobiła postępy, bowiem w końcu doszła do wniosku, iż z nami to ona o tej porze nie pogra sobie - choć przez długi czas usilnie starała się to na nas wymusić ;)
    Ach, rozpisałam się strasznie - serdeczności przesyłam Kaprysiu i niechaj kotka chowa Wam się dobrze!!

    ps. super imię! :)

    OdpowiedzUsuń