czwartek, 9 sierpnia 2012

Chory kot.

Jak kot jest chory, to cały dom jest chory:(
Wszyscy chodzimy z nosami na kwintę. Wyraźnie wiejskie eskapady nie posłużyły zdrowiu Mrautak, ale też nie były bezpośrednią przyczyną problemów.
Chorowita jest zresztą od małego kociaczka. Nigdy nie wiadomo jak trudną przeszłość miało takie przybłąkane kocie.
Niestety wstępna diagnoza jest fatalna, ale kaprysie i Mrautaki tak łatwo się nie poddają, więc może nie będzie tak źle, tym bardziej, że po podaniu leków osłonowych jest troszkę lepiej i panienka nawet ma ochotę na krótką zabawę i coś nie coś podjada. Ogólnie rzecz biorąc, kto ma pszczoły, to ma miód, kto ma kota to ma takie tam różne:(
A zaniepokoiły mnie senność, apatia, blady koci nos i opuszki łapek, zwykle różowiutkie jak cukiereczek. Bałam się, że weterynarz mnie wyśmieje, jak mu powiem, że kot jest blady, ale nasz pan doktor zrobił badania od ręki, a raczej od łapy, no i niestety wyszło co wyszło.
Wirusa kociej białaczki pokonać się nie da, ale przy silnym kocim organizmie, czasami udaje się uśpić jego aktywność nawet na lata.
Nie wyobrażam sobie, żeby nam się to z Mrautak nie udało.
Test na obecność wirusa powtórzymy zgodnie z zaleceniami jeszcze za miesiąc, a tymczasem obie z Mrautak będziemy wdzięczne wszystkim kociarzom za rady i ewentualne doświadczenia związane z tą kocią przypadłością.

29 komentarzy:

  1. Oj przykro mi bardzo. Ściskam kciuki z dobre wyniki drugiego badania i za siły witalne Mrautaka. Mira z Poukładanego

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam kotka i nie mam 'kotowego' doświadczenia, jakkolwiek nie mogłam obojętnie przejść obok tej słodkiej buzi: zdrówka życzę :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mrautaczku, ja na szczescie nie mam doswiadczen z ta wstretna choroba. Mnie dopadaja od czasu do czasu ataki epileptyczne. Zycze Ci powrotu do zdrowia
    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  4. Przez mój dom przewinęły się już dziesiątki kotów (i trochę mniej psów), więc różne przypadłości musieliśmy leczyć, ale z czymś takim się nie spotkałam (albo nie zostało zdiagnozowane). Trzymam kciuki za wyzdrowienie! Kaprysiu, na wiadome fotki czekam, mam też swoje typy z Twojego bloga, tylko na razie trochę czasu mi brakuje na realizację. W wolniejszej chwili napiszę maila i wrócimy do tematu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No niestety i ja radami żadnymi nie sypnę, bo się nie znam, ale kciuki mocno trzymam i życzę coby dziadostwo precz poszło i się od Mrautak odczepiło. Guaski i ściski oraz najserdeczniejsze ogono-merdy od naszej gromadki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Okropne...Nie wiem co napisać :/ Trzymaj się !
    Oby wróciła do zdrowia !

    OdpowiedzUsuń
  7. Biedulka... Bardzo bardzo mi przykro, że choruje...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, mam wielką nadzieję że kocia wydobrzeje !!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja już pisałam na maila więc tu nie będę się powtarzać. Mrautusia ma tyle promyczków w sobie, że na pewno jeszcze wiele przed nią. Ma kto o nią i jej zdrowie dbać a to w tej chorobie najważniejsze. I ma taki dom, że lepiej trafić nie mogła. Ucałuj ode mnie ten kochany koci nosek.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdrówka, biedulko. Będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ździebko ma całkiem inną chorobę, choć objawy częściowo podobne, jak wiesz, więc nie pomogę, ale bardzo mi szkoda Mrautak... Trzymam za Was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Doskonale wiem co czujesz ... chociaż nigdy nie miałam, tak dużego gabarytowo zwierzaka, jedynymi zwierzakami w naszym domu były chomiki, każde ich niepokojące zachowanie, choroby wpędzało wszystkich domowników w stan ciągłego, napięcia, czuwania, troski, gdy samopoczucie maleństw wracało do normy, oddychaliśmy z ulgą ... będzie dobrze , musi być ... tego Wam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdrówka ślicznej Mrautak życzę, a Tobie Kaprysiu dużo siły i wytrwałości:)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Proszę pogłaskać ode mnie...

    OdpowiedzUsuń
  15. Mrautak dziękuje wszystkim za głaski i życzenia zdrowia, a Cioci ashki najbardziej za informacje i namiar na panią doktor, do której będziemy starały się dostać. A kolejki tam,że ho ho, znaczy warto się pchać:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kaprysiu,życzę Wam dobrego weta i szybkiego powrotu do zdrowia.Dobrze wiem co to chory kot.Każde lipcowe popołudnie spędzałam u weta ratując mojego kota Bosmana.Stan był dramatyczny,wyniki badań nie rokujące ....a przede mną była decyzja ,bardzo trudna decyzja...Ale wet jednak spróbował zawalczyć i dzisiaj już najgorsze za nami a wyniki badań które na dzień dzisiejszy są w granicy normy wskazują,że po 4 ciężkich tygodniach walki, nerki podjęły pracę i wszystko funkcjonuje jak przed chorobą.Koty kryją w sobie nie jedną tajemnicę.Dlatego niech ten przykład z mojego podwórka i kota Bosmana będzie Ci wiarą i nadzieją na wyzdrowienie Mrautak, pozdrawiam serdecznie Was obie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Moje doświadczenie odnośnie leczenia dotyczy niestety wyłącznie spraw psich i niektórych (niestety) ludzkich.
    Mam nadzieję, że uda się uśpić choróbsko na długie lata. Będę trzymać mocno kciuki. Całuję

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie spotkałam się bezpośrednio z tą chorobą. Myślę, że w tym wypadku najważniejszy jest dobry weterynarz, ale tu już, jak się zorientowałam, masz zapewniony namiar.
    Głaszczemy Mrautak wirtualnie (cała rodzina), a Songo przesyła mruczando optymistyczne. Życzymy zdrowia i trzymamy kciuki!
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj, Kaprysiu, no jak ta Mrautak mogła... niech szybko się zbiera w sobie, nie wolno tak Państwa straszyć! Wierzę, że wirusa spacyfikujecie, niestety nie mam żadnych doświadczeń w tym kierunku, co prawda moja Kicia jest wielki zdechlak, ale akurat tego nie przerabiałyśmy. Ale przecież kot ma siedem żyć, więc nie ma szans, żeby się nie udało!
    Ściskam Was czule...

    OdpowiedzUsuń
  20. Trzymam kciuki za wygraną walkę z chorobą i uśpienie jej na długi, długi czas !!!
    Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  21. Trzymam kciuki u wszystkich kończyn za powrót koteczka do zdrowia:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nic nie wiem Kaprysiu na temat tej kociej choroby,ale jeżeli lekarz mówi,że daje się uśpić aktywność na lata, to wie co mówi! Tak... kto ma pszczoły ten ma miód, kto zwierzęta- wiadomo. Dobry wet niech będzie początkiem. Ileż to razy na przestrzeni lat czasami miesiącami męczyłam się z konowałami, żeby potem nagle trafić na geniusza, który potrafi i chce leczyć.
    Bardzo mi przykro,że musicie przez to przechodzić, bo że wygracie to jestem pewna!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja niestety wiem nawet za dużo, temat tej choroby. Mój Gizmek miał białaczkę i FIV (to taki koci HIF). To bardzo częste w przypadku kotów wolno żyjących i głównie "miastowych".
    Na całe szczęście masz mądrego weta. W przypadku Gizmka wetki zaszczepiły go na białaczkę mimo, że miał koci katar (to jeden z objawów), czyli załatwiły go na całość.
    Koty z białaczką mają duże szanse przy prawidłowym leczeniu. Ile Twoja Mrautak ma lat?

    OdpowiedzUsuń
  24. Współczuję Wam obu:(( To okropne! Mam nadzieję że kota czuje się lepiej...

    Dziękuję Ci Kochana bardzo za życzenia urodzinowe:)))

    OdpowiedzUsuń
  25. Kaprysiu az mnie serducho zabolało...wierzę ,że wszystko będzie dobrze:))-przytulam was:))

    OdpowiedzUsuń
  26. Pawlaczka rodziców Igora - zreszta bardzo podobna do Mrautak - miała to samo, i choć na początku wyglądało to beznadziejnie, wyciągneli ją z tego. Miała wiele lat dobrego kociego życia, z wakacjami na Mazurach na czele. Zadzwonię do Mamy a potem do Ciebie, jak była leczona. Na zdjeciach widać, ze kotek jest chora...
    Trzymajcie się!
    Siostra B.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kaprysiu, trzymamy mocno kciuki za Mrautak! Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  28. blady kot niezle brzmi hahahah ale smiac mi sie nie wypada , szkoda mi kotka :(

    OdpowiedzUsuń
  29. Hej, i jako kocina sie miewa?

    OdpowiedzUsuń