niedziela, 27 stycznia 2013

Dziękuję Krysiu, czyli "Miedzianka. Historia znikania" Filipa Springera.

Kupferberg - Miedzianka, miasteczko, którego nie ma. 
Niezwykły historyczny reportaż o przemijaniu, który od pierwszych zdań czyta się jak najlepszy kryminał.
O losach i historii miasteczek Dolnego Śląska nie uczono na szkolnych lekcjach. Do dziś to temat niewygodny i trudny. Dotyka zbyt wielu spraw przez lata "zamiatanych pod dywan".
O tych, którzy zostawiali swoje domy i całe dotychczasowe życie, i o tych, którzy umierali  po kilku latach pracy w kopalniach rud uranu, nie uczy się i nie przypomina. Korzystając z dostępnych przekazów i opowieści żyjących mieszkańców Miedzianki, Filip Springer opowiedział historię miasteczka z siedmiowiekową tradycją, które istnieje tylko we wspomnieniach.
Dzięki mojej bliskiej koleżance, z którą pracuję od wielu lat, mogę opisać garść jej wspomnień związanych z tym miejscem.
Krysia przyjechała do Kowar latem 1945 roku. Rodzice wprowadzili się do jednego z domów wyznaczonych do zasiedlenia. Dom należał do sióstr Krüger. W rodzinnym domu Krysi, w podwarszawskim Pruszkowie została urządzona kantyna dla sowieckich oficerów. Rodzice Krysi przyjechali tylko z tym, co udało się zapakować w kilka walizek.
Frau i fräulein Krüger mieszkały z rodziną Iglów jeszcze dwa lata.
Opiekowały się, urodzoną już w Kowarach, siostrą Krysi, pomagały w prowadzeniu domu i restauracji. Restauracje były dwie. Jedna "Grażyna" położona w parku i bar na dworcu w Kowarach.
Piwo do obu tata Krysi kupował w browarze w Miedziance. 
Mała Krysia pamięta zabawy z rówieśnikami i wyprawy do Miedzianki. Zakazane zabawy w opuszczonych domach i groby właścicieli pałacu, do których zaglądali. Dorośli zajęci własnymi sprawami nie byli w stanie upilnować dzieciarni, dla której groby i śmierć była równie fascynująca, jak abstrakcyjna. Niemieckie koleżanki i koledzy z czasem znikali, do zabaw i wypraw dołączali mali Rosjanie.
Miedzianka i Kowary we wspomnieniach Krysi, to ciche, urokliwe uliczki pełne kwiatów, z kutymi starymi latarniami, senne i spokojne. Pamięta restaurację ojca przy stacji kolejowej z drewnianymi boksami oddzielającymi stoliki. Wieszaki z poroży jeleni, żółtą tapetę w złote wzorki, wysoki bar z pompką do piwa. Pamięta też migocące promienie słońca na dużych , sześcioosobowych stołach nakrytych kraciastymi obrusami. Komplety obrusów były trzy, zmieniane w miarę potrzeby, czerwony, niebieski i seledynowy.
W rogu restauracji stała pianola z pięknym starym mechanizmem, dzięki któremu instrument sam wygrywał melodie, a po przesunięciu dźwigni można było grać na nim, jak na każdym zwykłym pianinie. Za darmowe obiady, drobny, przygarbiony nauczyciel muzyki uczył na niej grać małą Krysię. Nie wyjechał do Niemiec z innymi repatriantami. Popełnił samobójstwo, ale o tym Krysia dowiedziała się od rodziców wiele lat później.
Siostry Krüger były przez ojca Krysi zatrudniane, wielokrotnie też interweniował u władz i udawało mu się opóźnić ich wyjazd. Dom był duży i wygodny, a ludzie chcieli po prostu spokojnie żyć.
Wyjechały pod koniec 1947 roku, z pomocą ojca Krysi udało się im odszukać daleką rodzinę w Niemczech.
W roku 1950 okolice Kowar i Miedzianki było już innym miejscem. Rozrosła się zamknięta strefa R-1 wokół zarządzanej przez Rosjan kopalni rud uranu, a rodzina Iglów dostała dwadzieścia cztery godziny na opuszczenie domu i Kowar.
Taka była cena za pomoc i sympatię dla ludzi, którzy mieszkali tam od wieków i za dobrze prosperujące dwie restauracje. Własność i prywatna inicjatywa nie mieściły się w schemacie nowych socjalistycznych porządków.
To niezwykłe móc przyjrzeć się historii oczami jej świadków. Taką cudowną możliwość daje książka Filipa Springera.
Krysi pozwoliła wrócić do wspomnień dzieciństwa, które choćby najtrudniejsze, to zawsze pozostają radosne i jasne, a ja dzięki niej zyskałam możliwość poznania i zapisania ich drobnej cząstki.
Dziękuję Krysiu:)

Dla zainteresowanych aktywne linki:
http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/reportaze/303896,1,dlaczego-miedzianka-musiala-zniknac.read
http://www.culture.pl/baza-literatura-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/eAN5/content/filip-springer-miedzianka-historia-znikania

17 komentarzy:

  1. Widzisz, jakoś tema odpychany przeze mnie w niepamięć... A jednak dotknął też mojej rodziny. Mój dziadek pracował w kopali uranu... zmarł na chorobę popromienną, która oczywiście nigdy oficjalnie nie była tak nazwana... Chorował i zmarł. Ot, jak w życiu...
    Z chęcią sięgnę po tę książkę i koniecznie "idę" na strony, które umieściłaś u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj koniecznie:) Książka jest naprawdę niezwykła i świetnie napisana.
      Po dziś dzień nikt nie uznał chorób i przedwczesnych zgonów osób pracujących w kopalniach rud uranu za choroby zawodowe. Nigdy też ci ludzie, ani ich rodziny nie dostali żadnych odszkodowań. Tak jak piszesz, było minęło..
      Ta książka utrwali pamięć o miejscu i o ludziach. Nie ma w niej też żalu, ani pretensji. Jest nostalgia i zaduma nad przemijaniem i ludzkimi losami poplątanymi przez dziejowe zawieruchy.

      Usuń
    2. Kaprysiu, chyba ten post i artukuły poruszyły we mnie jakąś nutę nastalgii, czy sama nie wiem co? Dzisiaj w nocy miałam przeciwne sny o swojej prababci jak uciekała z Ukrainy, w nocy z małymi dziećmi ( w tym z moim dziadkiem). Moja rodzina miała to szczęście, że dobrzy ludzie ich ostrzegli. Inni nie mieli takiego szczęścia...

      Usuń
    3. Zapomniałam dopisać... to kolejny temat zamiatany pod dywan. Niewygodne zbrodnie...

      Usuń
    4. Poplątana ta nasza historia.. Wczoraj czytałam akurat o zamachu na ministra Pierackiego w 1934 roku. Z jednej strony terror banderowców, a potem jako odpowiedź największa hańba II Rzeczpospolitej - Bereza Kartuska...
      Chyba zazdroszczę na przykład Duńczykom, to taki cudownie nudny kraj;)))

      Usuń
  2. Bardzo zajmujaca historia. Tragedie ludzi wyrwanych z korzeniami z ich malych ojczyzn, zarowno Niemcow, jak i repatriantow zza Buga. I mala Krysia w srodku calej tej zawieruchy dziejowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowieść o kilku latach z życia Krysi i jej rodziny, to taki bardzo osobisty wpis, bo rozmowy z moją starszą sporo koleżanką bardzo głęboko zapadają mi w serce.
      A książkę szczerze polecam i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Powinnaś wziąć się za pisanie Kaprysiu. Posiadasz rzadki dar ożywiania miejsc i postaci, które opisujesz. Wyłaniają się jak żywe ze starej fotografii. Bardzo piękny wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo zbierałam się do napisania tego posta, bo styl i sposób pisania autora "Miedzianki" onieśmiela. To on pięknie pisze, naprawdę. Ja tylko staram się używać krótkich zdań i nie rozwlekać opowieści, ale bardzo Ci dziękuję:)
      Zabrać "Miedziankę" we wtorek ?:)

      Usuń
    2. To ja dziękuję i Krysi, i Tobie - Kaprysiu. Cudowna opowieść, choć smutno się kończy :(

      Usuń
    3. Książka mnie zachwyciła. A Krysia sprawiła,że spisane w niej relacje stały się dla mnie jeszcze bardziej żywe i wyraziste.
      Dziękuję:)

      Usuń
  4. heh moje ostatnie doświadczenia potwierdziły, ze neiwarto wtrącać się w problemy innych. Niech sobie sami radzą. Tylko gorzej jak wówczas zaczną nękać....

    pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Myślę ,że zawsze warto tak przeżyć życie,żeby móc spokojnie patrzeć w lustro. Pozdrawiam również.

      Usuń
  5. Ileż to takich nieznanych historii jest jeszcze do odkrycia... Dzięki Kasiu za ten wpis, pochodzilam sobie jeszcze po googlu i sie dokształciłam. Historia jest naprawdę niezgłębiona. Warto czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację:) A życie pisze najciekawsze opowieści:)

      Usuń
  6. Takie są nasze historie znikania.Masz styl pisania,Kaprysiu. Taki, który b. sobie cenię.Nie tylko ja zresztą.Gratuluję i serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam wcześniej, to po prostu krótkie zdania, ale bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam:)

      Usuń