Znacie ceramiczną muzykę? Słyszą ją tylko niecierpliwi.
Piec po wypale powinien stygnąć powoli, ale wszystkie w pracowni za każdym razem jesteśmy tak ciekawe i podekscytowane, że uchylamy go już nawet przy 300 stopniach. Później czekamy jeszcze trzy godziny przestępując z nogi na nogę, by przy 100 stopniach móc już w specjalnych rękawicach wyjmować nasze prace.
Gorąca ceramika w zetknięciu z zimnym powietrzem gra. Naprężenia pomiędzy wypaloną gliną i stygnącym szkliwem są źródłem rozmaitych dźwięków miłych dla ucha. To jedna z moich ulubionych melodii:)
Pierwsze, po długiej przerwie w lepieniu, zrobiłam dwie mydelniczki z dawna obiecane koleżance. Ozdobiłam je motywami odbitymi za pomocą hinduskich stempelków, które wypatrzyłam na blogu Nandy - Pozlepiane i oczywiście kupiłam natychmiast, a użyłam dopiero teraz.
Szkliwa, to na niebieskiej - nakrapiany Chaber, a na żółtej - Jasny ugier.
I oczywiście kolejna partia koralików - poniżej pokrytych szkliwem Srebrny ptak
i jeszcze raz Jasny ugier.
Jeśli nic mi nie przeszkodzi, to już niebawem pokażę złożone z nich naszyjniki.W planach mam miseczki, talerz, ceramiczne muszle, kolejne koraliki i jeszcze przynajmniej dwie lub trzy mydelniczki dla "krewnych i znajomych Królika":)
Jakoś te plany będę musiała wpasować w napięty harmonogram dni, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. I najważniejsze, że chce mi się chcieć;)


