Życzę, więc w Pierwszym Roku po końcu świata, sobie i wszystkim, mimo wszystko, żeby zdążać, i żeby już od stycznia Nowy Rok był godny swojej trzynastki, czyli szczęśliwy, bo dla mnie trzynastki są szczęśliwe i chociaż podobno zawsze może być gorzej, to żeby nie było.
Skromne życzenia, bo kryzysowe, chociaż w sklepach nie było widać, aż dziw. Pierwszy dzień pierwszego trzynastego roku skłania do podsumowań.
Koniec świata oczywiście był, bo jak czegoś nie zauważamy, to nie znaczy, że tego nie ma. A tu styczeń i po zimie. Mogłoby tak zostać. Wreszcie zaczęło wyglądać słońce i nareszcie zaczęło przybywać dnia. Blogowe zaległości rosną i rosną, i tak już chyba zostanie z powodu, jak wyżej, a na dobry początek zaplanowałam remanent grudnia.
Po pierwsze kot. Od połowy miesiąca mieszka z nami gościnnie Ninja.
Czarna i przemiła. Pożegnamy się w połowie stycznia jak jej właściciele wrócą z dalekiej Kanady. Trudno będzie się rozstać, bo się zaprzyjaźniłyśmy i trudno również robi się zdjęcia czarnemu kotu, ale coś tam widać.
Z kotem raźniej i wróciła wena. Bardzo pożądana, bo prezentowa. I znowu koty, w tym jeden zezowaty. Dla najmłodszych prezentobiorców. Kaprysie nie są mistrzami szycia, ale ku mojej radości koty spotkały się z przytulnym przyjęciem:)
Przodami
i tyłami.
Również prezentowy był koronkowy kołnierzyk, który przysłała mi Edina z Leśnego zakątka, ale zdjęcia diabli wzięli i nie mam go jak pokazać, ku własnej irytacji. Nowe zdjęcie zrobię i pokażę na blogu, jak tylko pożyczę kołnierzyk od obdarowanej prezentobiorczyni. Przepraszam Edinko i jeszcze raz dziękuję, bo jest prześliczny:)Prezentowe były również broszki i mydelniczki, które powędrowały do kolejnych prezentobiorców.
Pod choinką były i książki oczywiście, i korale różne, i inne drobiazgi. Jakoś tam stary Mikołaj się uwinął, a święta minęły w miłym rodzinnym gronie.
W grudniu było i wesele zaprzyjaźnionej przemiłej Młodej Pary, i spotkań parę uroczystych i działo się, działo, że ho,ho, więc to i nic dziwnego, że ze zdążaniem miałam problemy;)
Tradycyjnie Nowy Rok ruszył w skocznych rytmach wiedeńskich galopów, walców i marszy, czas w nim raczej nie zwolni, cudów nie ma, lecz niech więc przynajmniej będzie tak udany i pogodny jak jego pierwszy dzień:)
Za wszystkie przesłane życzenia bardzo dziękuję, a ja wszystkim kapryśnikowym gościom życzę:
Szczęśliwego Nowego Roku 2013!!!





