poniedziałek, 28 września 2009
Duńskie drobiazgi , wizytownik i pudełko po czekoladkach
Człowiek normalny nie przywozi z zagranicznych wojaży drewnianych surówek do decoupage. Ja przywiozłam. Zajęły znaczną część walizki. Większość została poobklejana i rozdana, ale zostały jeszcze miniaturowe chodaczki i koneweczka. Poczekały rok, a teraz nadszedł ich czas. Dołączył do nich wizytownik na zamówienie dziecka i pudełko po wedlowskich czekoladkach, ponieważ takie fajne pudełko z surowego drewna nie dawało mi spokoju ;)
czwartek, 24 września 2009
Wspomnienie przeszłego lata, Neil Gaiman i kiczowaty motylek
Tegoroczne lato jest już wspomnieniem. Na jego pożegnanie moje działkowe marcinki tłumnie odwiedzają kolorowe motyle. Zestawienie barw na zdjeciu wyszło nieco kiczowate, ale to kicz matki natury, więc nie podlegający krytyce ;) Takie jest i już. Zresztą fiolety jakieś się dziwnie zrobiły ostatnio modne. Grzejąc się w ciepłym jesiennym słoneczku i podziwiając motylą krzątaninę wróciłam myślami do miłych urlopowych dni.
Bez książki nie zdaża mi się wyjechać na żaden urlop. Spływ ma jednak swoje prawa. Książka musi być cienka i lekka. Atutem "Koraliny" Gaimana był też spory rozmiar czcionki ( w namiocie bywa ciemnawo). Nie przepadam za fantastyką i horrorem, a tu nagle zastosowanie kontrowersyjnej selelekcji doboru lektury przyniosło mi miłe zaskoczenie. Na tyle miłe ,że kolejne wieczory urlopu wypełniło mi "Niegdziebądź" , a ostatnio "Amerykańscy Bogowie" tegoż autora.
To taka dziwna fantastyka rozbudzająca nasze dziecięce strachy ukryte za starymi drzwiami domu lub dorosłe tęsknoty do ucieczki w świat równoległy, którego istnienie podejrzewamy. Świat straszny i groźny, ale taki , w którym urzędnik zatopiony w codziennej szarości biura może stać się herosem. Lubię mówiące koty i sądzę,że należy nauczyć się ich słuchać , by móc je rozumieć.
Jestem przekonana,że świat widziany oczami człowieka jest projekcją mózgu każdego z nas. Sposób w jaki go odbieramy jest ograniczony anatomiczną budową receptorów naszych zmysłów.
Motyl na fioletowym marcinku żyje w obcym i nieznanym nam świecie.
Pociągające w fantastyce Gaimana jest to, że oferuje ciekawą ucieczkę od trudnej, nużącej codzienności i proponuje byśmy się uważniej rozglądali wokół siebie, bo właściwie nic nie jest takie, jak nam się wydaje.
I choć jestem osobą raczej twardo stąpającą po ziemi, trochę lekturowej odmiany było mi miłe , szczególnie kiedy książki są tak dobrze napisane.
Zainteresowanym szczerze polecam, a ja tymczasem spróbuję posprzątać w szufladkach pamięci,odszukać wspomnienia i myśli pachnące latem, by móc je przywołać w zimny jesienny wieczór, ubrać w słowa i wkleić w kapryśnikowe kartki.
poniedziałek, 14 września 2009
Pudełko
Choćbym była nie wiem jak zapracowana, zajęta tysiącem spraw różnych, trudnych , smutnych, czy zwyczajnie męczących ,to jak obiecałam, że zrobię pudełko na serwetniki, to je zrobić muszę. Pudełko na herbatę i konewkę też zrobiłam.Jakoś wiosną. Zdjęcia zrobiłam teraz. Marne. Ale zrobiłam. Jak wreszcie znajdę więcej czasu dla siebie, to zrobię może coś ładniejszego. Przynajmniej się postaram ;)))
niedziela, 30 sierpnia 2009
Są !
Nareszcie słoneczko bez upału, wolny niedzielny poranek, spacer w lesie , ach jak cudownie jest mieć las pięć minut za osiedlem:) I nareszcie są! Pokazały się! Pierwsze ,wyczekiwane, nieduże, ale jakie cudownie brązowiutkie. Najbardziej lubię je zbierać. Marynowane , duszone , albo w zupce - też lubię, ale zbieranie to największa frajda:))))
niedziela, 23 sierpnia 2009
Małe przyjemności
Jestem trochę smutna, trochę zmartwiona, mocno zabiegana. Doszłam do wniosku,że coś mi się należy.Postanowiłam sprawić sobie drobne przyjemności.
Tak więc powstał nowy bukiet na stół, zrobiłam gruntowne pourlopowe porządki na balkonie, co pozwala mi na chwile wytchnienia w balkonowym fotelu.
Narobiam się , co prawda, ale nie umiem odpoczywać, kiedy wokół atakują mnie uschłe kwiatki. Na zdjęciu widać spustoszenia w fioletowych surfiniach, ale już biedulki ładnie odbijają.
No i jeszcze kupiłam sobie nowe skorupki:)
W ograniczonej ilości, ponieważ po pierwsze są z całkiem innej bajki, niż kompletowana przeze mnie ostatnio porcelana, po drugie jak już coś kupuję, to ma być to rzecz użyteczna, a nie zbieracz kurzu.
Zakupiłam zatem bolesławickie: cukiernicę, kubasek z uszkiem na sól, pojemnik na mąkę ziemniaczaną i malutki talerzyk, trudno powiedzieć do czego, ale nie mogłam się opanować;) Szukając zupełnie czego innego przypadkiem trafiłam do sklepu firmowego "Bolesławca" na ul. Prostej w Warszawie. Potrzebowałam dużego hartu ducha, żeby wyjść z tego sklepu tylko z tym , z czym wyszłam.
Wbrew wszelkim przeciwnościom i czasowym ograniczeniom mam zamiar zabrać się za pudełko na serwetniki. Właściwie muszę się zabrać, bo jest już przyobiecane.
Skoro już sprawiam sobie przyjemności , to zamieszczam jeszcze psie wspomnienie lata, czyli mini fotoreportaż pod tytułem: "Gdzie jest Władek?"
środa, 19 sierpnia 2009
Lubię
Lubię jesień.
Tę wczesną z obfitością owoców , warzyw i kwitnącą nawłocią, ale lubię również tę późną listopadową, kiedy w długie chłodne wieczory zapalam świece i znajduję czas na chwile z książką w miękkim fotelu, czy też na porzucone latem nożyczki , pędzle, klej i serwetki. Jesienne dni przynoszą mi uspokojenie i wyciszenie. I choć w tym roku wraz ze wszystkimi odcieniami złota i obfitością, jesień niesie mi troski, nadal ją lubię.
Kiedy stawiałam dziś na stole zebrany dla niej na psim spacerze kolorowy bukiet, obiecała mi ,że postara się być łaskawa:)
Tę wczesną z obfitością owoców , warzyw i kwitnącą nawłocią, ale lubię również tę późną listopadową, kiedy w długie chłodne wieczory zapalam świece i znajduję czas na chwile z książką w miękkim fotelu, czy też na porzucone latem nożyczki , pędzle, klej i serwetki. Jesienne dni przynoszą mi uspokojenie i wyciszenie. I choć w tym roku wraz ze wszystkimi odcieniami złota i obfitością, jesień niesie mi troski, nadal ją lubię.
Kiedy stawiałam dziś na stole zebrany dla niej na psim spacerze kolorowy bukiet, obiecała mi ,że postara się być łaskawa:)
czwartek, 13 sierpnia 2009
Tykocin
Rozpoczynając urlop nigdy nie jedziemy bezpośrednio do miejsca, w którym mamy go spędzać. Wymyślamy okrężne trasy i planujemy wycieczki w miejsca , do odwiedzenia których w ciągu roku brakuje czasu lub sposobności. Jeździmy zatem dużo, przeważnie kiepskimi drogami, mijając , zazwyczaj podobne do siebie, miasteczka i wsie. Trochę brudne i zaniedbane, z przypadkową zabudową, w której wyraźnie odbiło się piętno PRL-u. Niejednokrotnie ciekawe zabytki, które w nich przetrwały stoją obok klockowatych pawilonów GS-ów i domów zbudowanych we wszystkich możliwych współczesnych stylach odzwierciedlających gust i zamożność właścicieli.
Wśród małych polskich miast Tykocin jest perełką. Brak mu tylko sławy nadwiślańskiego Kazimierza. Położony nieco na uboczu wynagradza z nawiązką nadłożone kilometry ciekawskim turystom.
W dużej części stara, niska jednorodna zabudowa, czyściuteńkie uliczki i place, perfekcyjnie wypielęgnowane ogródki przy domach. Latarnie, ławeczki, zieleńce , nowe i wyremontowane budynki, nawet kramy na małym rynku, wszystko idealnie pasuje do charakteru całości.
W centrum miasteczka późnobarokowy kościół, z którym sąsiaduje Alumnat założony przez Władysława IV dla weteranów i inwalidów wojennych, obecnie kryjący knajpkę z oknami wychodzącymi na płynącą w dole Narew i sympatyczny hotel.
Dalej świetnie zachowana synagoga stanowiąca wraz z usytuowanym obok Domem Talmudycznym Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku i żydowska restauracyjka "Tejsza", gdzie jedliśmy cudownego kurczaka po żydowsku:)
Tykocin ,dziś senny i spokojny, ma imponującą historię sięgającą XV wieku. Był miastem królów i hetmanów. Słynął z jarmarków , a do II wojny światowej był siedzibą drugiej co do wielkości w Polsce ( po Krakowie) gminy żydowskiej.
Według przewodnika zabudowa zachowała dawny charakter miast żydowskich, jest w niej jednak coś co nasuwało mi skojarzenia z duńskimi miasteczkami , które zwiedzaliśmy w ubiegłym roku na Jutlandii. Później doczytałam się ,że w XVII wieku mieszkali i pracowali w Tykocinie osadnicy holenderscy stąd zapewne podobieństwa.
W muzeum prócz starannie zgromadzonych pamiątek dawnego życia tykocińskich Żydów zachwyciły mnie obrazy Andrzeja Rzepkowskiego malowane w mojej ulubionej słoneczno-jesiennej tonacji. Opłacając specjalny bilet mogłam zrobić zdjęcia w muzeum i synagodze, by kilkoma móc się z Wami podzielić.
Wśród małych polskich miast Tykocin jest perełką. Brak mu tylko sławy nadwiślańskiego Kazimierza. Położony nieco na uboczu wynagradza z nawiązką nadłożone kilometry ciekawskim turystom.
W dużej części stara, niska jednorodna zabudowa, czyściuteńkie uliczki i place, perfekcyjnie wypielęgnowane ogródki przy domach. Latarnie, ławeczki, zieleńce , nowe i wyremontowane budynki, nawet kramy na małym rynku, wszystko idealnie pasuje do charakteru całości.
W centrum miasteczka późnobarokowy kościół, z którym sąsiaduje Alumnat założony przez Władysława IV dla weteranów i inwalidów wojennych, obecnie kryjący knajpkę z oknami wychodzącymi na płynącą w dole Narew i sympatyczny hotel.
Dalej świetnie zachowana synagoga stanowiąca wraz z usytuowanym obok Domem Talmudycznym Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku i żydowska restauracyjka "Tejsza", gdzie jedliśmy cudownego kurczaka po żydowsku:)
Tykocin ,dziś senny i spokojny, ma imponującą historię sięgającą XV wieku. Był miastem królów i hetmanów. Słynął z jarmarków , a do II wojny światowej był siedzibą drugiej co do wielkości w Polsce ( po Krakowie) gminy żydowskiej.
Według przewodnika zabudowa zachowała dawny charakter miast żydowskich, jest w niej jednak coś co nasuwało mi skojarzenia z duńskimi miasteczkami , które zwiedzaliśmy w ubiegłym roku na Jutlandii. Później doczytałam się ,że w XVII wieku mieszkali i pracowali w Tykocinie osadnicy holenderscy stąd zapewne podobieństwa.
W muzeum prócz starannie zgromadzonych pamiątek dawnego życia tykocińskich Żydów zachwyciły mnie obrazy Andrzeja Rzepkowskiego malowane w mojej ulubionej słoneczno-jesiennej tonacji. Opłacając specjalny bilet mogłam zrobić zdjęcia w muzeum i synagodze, by kilkoma móc się z Wami podzielić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

