środa, 17 czerwca 2009

Barcelona i mordysie

W Warszawie właściwie trudno zauważyć zbliżające się lato. Krótkie przebłyski słońca oświetlają mokre , zatłoczone ulice i ludzi zapiętych pod szyję w przeciwdeszczowych kurtkach. Huśtawka ciśnienia i temperatur daje się mocno we znaki. Z wiekiem coraz bardziej niestety. Najlepsza metoda na takie dni to książka. Tak się złożyło,że czytam kolejno trzecią książkę , której akcja toczy się w Barcelonie. Czytam je w kolejności odwrotnej niż ta w jakiej się ukazywały. Najpierw zachwycił mnie "Cień wiatru" Zafona, potem z przyjemnością przeczytałam "Katedrę w Barcelonie", wczoraj skończyłam "Miasto poza czasem" Moriela i właściwie jestem trochę rozczarowana. Zgrabna narracja, dobry język, kawał solidnej historii miasta, natomiast temat przewodni : filozoficzno - teologiczno - kryminalny , w miarę czytania był coraz bardziej nużący. W Barcelonie zapewne po tych lekturach nie zabłądzę, ale mam zdecydowany przesyt. Poszukuję czegoś lekkiego, ale napisanego z nerwem , czegoś na chandrę, niestety Grocholi itp. nie mogę strawić, a nowa Madzia Samozwaniec z domu Kossak jakoś się nie urodziła. No to sobie pokaprysiłam.
Doraźną poprawę nastroju ( no i niestety krótkotrwałą, bo ile można się gapić w komputer ) gwarantuje jeden klik na blog Ori- "Pełnia lata w domu Tymianka", którym jestem oczarowana, jak na rasową psiarę przystało. Polecam każdemu! I stwierdzam stanowczo,że z pewnością nie ma nic ,co bardziej mnie roztkliwia niż szczeniacza mordysia :)

1 komentarz:

  1. Witaj, piszę w imieniu Ori z Domu Tymianka, która nie może zamieszczać u Ciebie komentarzy (komputery rządzą się swoimi prawami), a chciałaby się z Tobą skontaktować. Nie znalazła też maila do Ciebie, więc chciała prosić, żebyś się do niej odezwała ;-)
    Pozdrawiam w jej i własnym imieniu! ;-)

    OdpowiedzUsuń