poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Jestem

Jestem, jestem. Niestety już po urlopie. Zdecydowanie nie jestem typem pracocholika. Na im dłuższy czas uda mi się uciec z Warszawy, tym trudniejszy jest dla mnie powrót do codzienności. Pierwszy dzień w pracy po urlopie, ufff. Jedno , co miłe to spotkania z sympatycznymi współpracownikami, z niesympatycznymi też się spotkam , ha takie życie. Zaległości cała góra. Od prozaicznie pracowych, przez domowe, do towarzyskich.
Ilość wiadomości zawodowych , prywatnych i blogowych do przeczytania przekracza moje umiejętności czytania ze zrozumieniem w czasie ograniczonym jednym, czy dwoma wieczorami. Ale przeczytam, na pewno kiedyś przeczytam ;) i systematycznie zamierzam nadrobić opóźnienia i zaniechania.
Warszawę zastałam nieco pustawą, a mimo to zakorkowaną, dla człowieka z lasu to poważny szok.
Wrażenia urlopowe ,w większości pozytywne, opiszę w "odcinkach".Na początek pewnie Rospuda. Decoupage na miesiąc poszedł w kąt, nie robiłam dosłownie nic, nawet będąc na działce. Co gorzej jakoś nie bardzo mam ochotę za coś się zabierać.

No to na początek : Rospuda



Piękna, różnorodna , chwilami zmuszająca nawet stare wygi do solidnego wysiłku. Niestety zbyt rozreklamowana. Skutek : sobotnio-niedzielne spływy pewnych siebie amatorów z puszkami piwa w rękach i kilkoma następnymi w pokaźnych brzuchach. Puszki później oczywiście lądują w krzakach i wodzie, zresztą często razem z właścicielami. Na rzekach o łagodnej i wyrozumiałej naturze ,takich jak Krutynia, czy Wda to męczące i irytujące. Na Rospudzie niebezpieczne.
Mówi się człowiekowi : "Płyńcie do prawej", za chwilę wbija kajak po lewj w solidny pień i zaczyna nabierać wody. Mówi się: "Proszę nie wysiadać , w tym miejscu jest głęboko" Wysiadł oczywiście,wody ma po uszy i wyciągaj teraz takiego barana, a to nie proste , bo nurt jest tak pokaźny,że trudno utrzymać się na nogach. Właściwie może nie warto było wyciągać;)
Problem z Rospudą jest taki,że w najpiękniejszych miejscach trzeba uważnie wiosłować i sterować, a nie robić zdjęcia.
Na szlaku Rospudy zapomnijcie o przyzwoitych stanicach, nawet na polach namiotowych zalegają góry śmieci, których nikt nie wywozi, wodę mieliśmy zawsze ze sobą, bo pomp na polach też nie ma.WC w 80 % miejsc zastępowała nam saperka i wykopany nią dołek. Dwa chlubne wyjątki : gospodarstwo agroturystyczne przed mostem w Kotowinie i urocze pole namiotowe w Jaśkach, również przy gospodarstwie agroturystycznym. Władze gminne chyba się mszczą na Rospudzie za brak możliwości budowy autostrady przez jej bagna. A bagna są wspaniałe, zapierające dech w piersiach...




Przepłynięcie bagiennego odcinka zabrało nam cały dzień, potem jeszcze jeziora Rospuda, Necko, Białe i Studzieniczne skąd braliśmy kajaki dla części spływowiczów. Najwięcej wrażeń dostarczył górny odcinek rzeki z kamiennymi mieliznami, głazami w nurcie przegradzanym kilkakrotnie przez zwalone drzewa czychające za ostrymi zakrętami. Nie dało się odłożyć wioseł i spokojnie poopalać , o nie.





Ale były i chwile wytchnienia..




...i chwile burzowej grozy zakończone solidnym deszczem





c.d.n...

2 komentarze:

  1. Ależ tam jest pięknie!
    Jeszcze jest pięknie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że już jesteś. Zdjęcia super - zazdroszczę wrażeń i czekam na cdn...

    OdpowiedzUsuń