Napisałam poprzedniego posta i wyszłam z Lesiem na spacer. Pod samym domem niechcący nadepnęłam mu na łapkę. Wpadł w panikę , wyrwał mi smycz i w panice zaczął uciekać. Biegłam za nim przez kilka kolejnych osiedli, aż zniknął mi z oczu. Po drodze urwał smycz. Uciekał przede mną, więc jak go doganiałam przyspieszał kroku. W końcu zniknął mi z oczu. Jak to pisałam była prawie pierwsza w nocy. Lesia nie ma. Serce mi pęka. Objechaliśmy samochodem wszystkie ulice. Jest tu dużo dzikich nieużytków, lasków, terenów budowy. Wiem gdzie widziałam go po raz ostatni. O świcie zaczynamy szukać na nowo, ale to jak znaleźć igłę w stogu siana. Nie wiem gdzie pobiegł, nie wiem jak daleko, nie mam pojęcia jak daleko mógł się oddalić. Był w czarnych szeleczkach, ale nie był zaczipowany, bo przytulisko dałoby mi książeczkę, a nie dostałam. Jestem w rozpaczy. Nawet nie płaczę, tylko wyję. Boże co robić....
To było w nocy, dziś jest jeszcze gorzej. Lesia nie ma. Rozwieszamy ogłoszenia, pytamy ludzi, zawiadomione schroniska, służba miejska i okoliczne kliniki weterynaryjne. Wróciłam do domu, a mąż i córka nadal chodzą, szukają, pytają i rozwieszają ogłoszenia. Nie mogę już chodzić, dwa tygodnie temu odstawiłam kule.
Skazałam Lesia na los gorszy niż schronisko, przez własne niedołęstwo, niezgrabność i beznadziejność.
Jak wróci córka spróbuję zamieścić plakat . Pomóżcie proszę...
Na razie udało mi się wkleić taki :
Kaprysiu kochana ... wierzę, razem z Tobą, że się odnajdzie ...
OdpowiedzUsuńKaprysiu, to nie Twoja wina, tylko splot nieszczesliwych okolicznosci. Znajdzie sie na pewno. Zrobcie plakat, zamiescimy go wszyscy na FB. Nie brak ludzi dobrej woli, na pewno ktos go spotka i zadzwoni.
OdpowiedzUsuńJuz wkleilam na FB z prosba o dalsze przeklejanie na swoje strony.
UsuńBadzmy dobrej mysli.
Rzeczywiście, może Facebook pomoże? Trzeba podać okolicę. Napisz, jaką treść można zamieścić, a ja udostępnię. Kciuki trzymam!
OdpowiedzUsuńKaprysiu, to nie Twoja wina. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji i wszystkich reakcji zwierząt, tym bardziej tych skrywdzonych, po traumach. Ja też o mały włos nie "zgubiłam" Lesi, gdy dzień po jej przywiezieniu z lasu do domu pojechałam do miasta. Najpierw do lecznicy, gdzie ją zbadano i gdzie jej dopasowałam obróżkę. A potem mi się zachciało przy okazji bytności w mieście kupić miody w miodowym sklepiku przy bardzo ruchliwej ulicy. Przymocowałam Lesię do ogrodzenia i zeszłam do sklepiku. Ale coś chyba niepokojącego usłyszałam albo coś mnie tknęło, już nawet nie pamiętam, bo wyszłam na zewnątrz, zanim załatwiłam sprawy. A tam smycz i obróżka, a psa nie ma. Szczęśliwie nie odeszła daleko i pozwoliła do siebie podejść, nie wpadła w panikę. Nie obwiniaj się, to najgorsze, bo odbierze Ci siły, a to nie jest Twoja wina. Wierzę, że odnajdziecie Lesia. Ty też uwierz. Im więcej zawiadomionych osób, tym lepiej. Ludzie pomogą, w ludzi też wierzę - mimo wszystko. Nie trać nadziei. Bardzo mocno Wam życzymy jak najszybszego odnalezienie piesulka.
OdpowiedzUsuńPomyślałam jeszcze o czymś, że Lesio może czekac z wyjściem do zmierzchu, bo to dla zwierzęcia dodatkowa ochrona. Więc jeśli go nie znajdziecie do wieczora, może pomogłoby, gdybyś w miejscu, gdzie Ci zniknął z oczu, spróbowała go łagodnie, swoim głosem, do którego już trochę się przyzwyczaił i który na pewno rozpoznaje, ponawoływać. Może dodatkowo wabiąc go ewentualnie czymś, co by mu się kojarzyło z karmieniem, co by mu przypomniało te odgłosy, nie wiem, puszka z jedzeniem, worek z chrupkami czy brzęk miski. Nie wiem co jeszcze... Trzymam kciuki.
UsuńKaprysiu mocno ściskam kciuki za Lesia aby się odnalazł :*
OdpowiedzUsuńTo moja wina i zbieg kilku koszmarnych przypadków. Mogłam uważać i nie wleźć mu na łapkę. Mogłam wziąć zwykłą smycz, a nie rozwijaną, której tak panicznie się przestraszył, mogłam ja mocniej trzymać, mogłabym biec szybciej za nim, gdybym nie była starą pokraką. Spóźniłam się dwie minuty. W miejscu, w którym mi zniknął przedtem zaczepił smyczą o samochód. Jakiś durny facet zamiast go przytrzymać, to go odpiął. Jak dobiegłam Lesio był ode mnie około 4 metrów, zwolniłam, wołałam, a on uciekał przede mną...
OdpowiedzUsuńKoszmar.
Kaprysiu, to nie Twoja wina. Tak się po prostu zdarza, a Lesio to młody pies po przejściach.
UsuńZnajdzie się!
Ściskam Cię mocno.
Ola
P.S. Nie wiem, ile jest schronisk w W-wie, ale ja bym i do nich dała znać, bo może ktoś właśnie tam zostawi "znajdę".
Bardzo mi przykro. Wierze jednak, że sie znajdzie. Rozwieszajcie ogłoszenia i bądźcie dzielni. Jak pisano wyżej- warto szukać wieczorami- dla nas to gorsza pora, ale nocami zwierzęta sa bardziej smiałe. Prawde mowiac dwa komentarze wyzej wyczerpano wszelkie rady, jakie chcialam udzielic.
OdpowiedzUsuńKaprysiu - czy moge podrzucic link do blogu na FB? bo i zdjecia sa i opis i gdzie to bylo. Od razy bym powiesila.
OdpowiedzUsuńSerce mi sie sciska. Moze chodzcie go szukac z jedzeniem, rozkladajcie tu i tam i podgladajcie? To bylby juz pierwszy krok w lokalizowaniu psiny. a jak zobaczy was to machac mu jakas kielbasa czy czyms iscie aromatycznym i nie do pominiecia, niech podejdzie do Was a nie odwrotnie.
Trzymam kciuki i sle worki dobrych mysli i energii pozytywnej.
Oczywiście. Każda pomoc jest bezcenna. Pójdziemy z jedzeniem w okolice, w których przepadł, ale widzisz on nawet w domu nie podchodził do jedzenia, tylko ja mu podawałam do pyszczka i jadł z ręki na początku. A teraz całe zaufanie runęło i raczej nie podejdzie.... ale spróbujemy. Dziękuję.
UsuńJa też wrzucę na fesja...
UsuńKaprysiu...............na sama myśl wszystko mnie boli....zycze wam z całego serca aby Lesio wrócił!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńKaprysiu mocno trzymam kciuki za powrót Lesia .Znajdzie się ,zobaczysz .Dzisiaj luzem biegające zwierzęta zwracają uwagę innych ludzi i w tym jest duża szansa.Rozwieś dużo,bardzo dużo ogłoszeń ze zdjęciem w swojej okolicy ,wszędzie nawet w miejscach niedozwolonych czyli przystankach i różnych innych miejscach.On może bardzo daleko nie uciekł a tylko skrył się....
OdpowiedzUsuńJa się znam bardziej na kotach ostatnio, ale z zebranych doświadczeń wynika, że najskuteczniejsze w szukaniu zwierzaka są ogłoszenia - dziesiątki ogłoszeń i maleńkie ulotki (tylko daj zdjęcie z fotela na taką, gdzie Lesio jest lepiej widoczny) wrzucane ludziom wprost do skrzynek pocztowych - wtedy jest większa szansa, że ktoś te ulotki przeczyta. W miejscu gdzie Ci zginął, wszędzie w drodze do tego miejsca i w promieniu kilku kilometrów (!) wokół. Wystraszony kot, albo się przyczaja i nie wychodzi przez długi czas, a gdy wychodzi, zwykle trzyma się miejsca, w którym znalazł pierwszą kryjówkę, albo przeciwnie chodzi i szuka i szuka, ale w końcu i tak znajduje dla siebie kryjówkę. Nie wiem jak pies, moje oba zawsze wracały do domu, za wyjątkiem, gdy pewnego dnia pies poleciał "na dziewczynki", nie wracał, poszłam go szukać i znalazłam dopiero po kilku dniach, zamkniętego za płotem, w kojcu, może 500 m od jego domu... Był ogłupiały, nie reagował gdy go wołałam, przypadek, że go zobaczyłam. Dlatego teraz najważniejsze są dla Was ogłoszenia wrzucane do skrzynek i rozmowy z mieszkańcami okolicy, gdzie zaginął.
OdpowiedzUsuńKochana serce mi się kraje na myśl o tym...
OdpowiedzUsuńAbi ma rację, to dobry pomysł. Ogłoszenia, nagłaśnianie gdzie się da. Może zebrać jakąś ekipę chętnych do pomocy przy przeszukiwaniu terenu?
Opublikowałam na Facebooku i teraz mogę się już tylko martwić razem z Tobą. Daj znać.
OdpowiedzUsuńJa również opublikowałam link na FB,moze ktoś z moich warszawskich znajomych pomoże. Trzymam kciuki za powrót zguby.
OdpowiedzUsuńNie płacz, znajdzie się, musi. Nie po to trafił do Was, żeby teraz przepaść. Zamieściłam zdjęcie na Facebooku. Dzieci pojechały rozklejać następne ogłoszenia. Znajdzie się, zobaczysz. Ktoś go zauwazy i zadzwoni. Albo sam wróci. To mały mądrala.
OdpowiedzUsuńNagłośniłam. Tyle mogę pomóc. Trzymaj się Kaprysiu i miejmy nadzieję, że się znajdzie.
OdpowiedzUsuńHmm, ja myślę żeby skontaktować się z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami - że jak zobaczą takiego pieska, to żeby go złapali i zadzwonili. Może też przesłać ogłoszenie do różnych fundacji pomocy dla zwierząt? Na facebooku trochę ich jest. Można dać jeszcze ogłoszenie w radiu, w gazecie albo na jakiejs warszawskiej stronie internetowej z ogłoszeniami. A plakaty możnaby poprzyklejać w miejscach gdzie chodzi dużo ludzi, koło sklepów, na głównej ulicy... i oczywiście w okolicy gdzie zaginął i w okolicy Pani miejsca zamieszkania.
OdpowiedzUsuńumieściłam na swoim blogu informację o Lesiu i cały czas trzymam kciuki.
OdpowiedzUsuńWstawiłam plakat na FB, mam nadzieję, że pomoże. Pani K. proszę się nie zamartwiać i nie obwiniać, jak pisałam w mailu tak się zdarza i nie jest to Pani wina.
OdpowiedzUsuńAż się popłakałam:(
OdpowiedzUsuńAbi ma rację,zdjęcie które widać u na ogłoszeniu jest słabo widoczne.
Zaglądajcie w miejsca gdzie najczęściej chodzicie z Lesiem na spacery.
Trudno perzewidzieć reakcje Psa na różne czynniki,to nie jest Twoja wina,po prostu zły przypadek.
Ja tylko mogę na wieczornym spacerze z moją Owczarką, poprosić gwiazdy i księżyc żeby pomogły Lesiowi znależć drogę do domu.Będzie dobrze.Musi być!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńkaprysiu, posłuchaj mnie uważnie.
OdpowiedzUsuńkiedyś miałam podobną sytuację. szukałam psa 2 dni. wpadłam na pomysł, żeby zadzwonić na paluch do schroniska. i tam znalazłam psinę. ktoś złapał smycz i dał znać do schroniska. zabrali go a ja go znalazłam. może to dobry pomysł?
Nie obwiniaj się! Każdemu mogło się zdarzyć... przykro mi, że Twój piesek uciekł... mam nadzieję, że niebawem się znajdzie... trzymam kciuki! :) Mój pies uciekał często... ale wracał... Oby Lesiu także wrócił... Trzymajcie się dzielnie!
OdpowiedzUsuńA straż miejska? Może oni pomogą? :)
OdpowiedzUsuńKaprysiu, wrzucam na FB.
OdpowiedzUsuńTrzymam mocno kciuki za Lesia, za jego szczęśliwy powrót.
Trzymam kciuki,może Lesio schował się w jakiś kąt,ruderę?
OdpowiedzUsuńWierzę,że się odnajdzie.
Dobrze,że postawiłaś służby i okolicę na nogi, pomogą,jeśli ktoś go znajdzie!
Pozdrawiam.
Wypadki się niestety zdarzają, myślę, że go odnajdziesz mocno trzymam kciuki, to nie Twoja wina czasami coś się nie udaje, pozdrawiam i kieruję ciepłe myśli w Waszą stronę!!!!!
OdpowiedzUsuńja bez twojego pozwolenia umieściłam link na fb.
OdpowiedzUsuńZnajdzie się, spokojnie (wiem, że trudno zachować spokój).. trzeba poinformować jak najwięcej osób! Wszyscy muszą wiedzieć! Psy nie rozpływają się w czasoprzestrzeni... sama szukałam mojego zaginionego kotka (naprawdę jest ciężej znaleźć kota niż psa.. kot potrafi być niewidoczny...) przez 7 miesięcy i znalazłam! Lesio się znajdzie, wierzę w to! Przesyłam ciepłe myśli!
OdpowiedzUsuńMusi się znaleźć !
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki ...
Też wrzuciłam na FB
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za odnalezienie psiaczka, wrzuciłam na FB.
OdpowiedzUsuńcieszę się, że wrócił.dzielny i mądry pies!:)
OdpowiedzUsuń