niedziela, 3 marca 2013

Podziękowania i lesiowe historie.

Wszystkim dobrym i kochanym duszom, które okazały mi wsparcie i pomoc w poszukiwaniach Lesia dziękuję z całego serca. Mam wobec Was wszystkich wielki dług wdzięczności. To jedna z najwspanialszych rzeczy znaleźć tyle serca, wsparcia i bezinteresownej pomocy w trudnych chwilach.
Jesteście wspaniałe:) Nie dałabym bez Was rady.
Szczególne podziękowania kieruję do Joasi, która w piątek od pierwszej w nocy przez kilka godzin jeździła po Tarchominie rozklejając pierwsze zrobione i wydrukowane przez siebie ogłoszenia, a potem do świtu mailowała z Młodą układając treść kolejnych, żeby następnie większość soboty spędzić na szukaniu Lesia, rozklejaniu kolejnych ogłoszeń i wożeniu mnie, ponieważ nogi odmówiły mi posłuszeństwa.
I do Anki Wrocławianki, która jako pierwsza nagłośniła zaginięcie Lesia na swoim blogu, na facebooku i na tablicy.pl, a także do wszystkich osób, które kolejno zamieszczały ogłoszenia o Lesiu na swoich kontach.
Wybaczcie, że nie odpowiadałam na komentarze. Właściwie cały czas byliśmy poza domem krążąc po okolicy i rozwieszając oraz rozdając ogłoszenia. 
Dziękuję również Agnieszce i Bartkowi, którzy przyjechali specjalnie, żeby nas wspomóc w oklejaniu dalszych osiedli i sklepów, oraz wszystkim znajomym Młodej, którzy zadeklarowali przyjazd kolejnego dnia i pomoc w poszukiwaniach. O dziecku swym, czyli Młodej nawet nie piszę, bo ona wie sama, że bez niej bym padła zaraz w nocy w piątek, bo ja sama byłam w stanie wyłącznie biegać całą noc w prawdopodobnych miejscach, w które Lesio mógł się skierować. Wszyscy troje plus Asia (ja się w życiu Tobie Asieńko nie wywdzięczę) nie spaliśmy w nocy z piątku na sobotę dosyć intensywnie przemieszczając się na piechotę po sporym obszarze.
Nad ranem dwie godziny odpoczynku i od nowa chodzenie przez resztę soboty.
W sumie rozkleiliśmy i rozdaliśmy ponad 600 ogłoszeń. Znamy teraz też większość właścicieli psów na Tarchominie i wszyscy mają mój numer telefonu:)
Już w sobotę rano zaczęły spływać pierwsze informacje od osób, które widziały Lesia. To mapka, którą opracowałam na podstawie informacji telefonicznych i od spotykanych właścicieli psów, z którymi się bawił i którzy go widzieli.
Punkt A to miejsce, w którym przerażony Lesio zaczął uciekać. Była 21.30 w piątek. Na nieszczęście otwarta była furtka na osiedle, bo inaczej nie wydostałby się z terenu zamkniętego. W miejscu oznaczonym czerwoną strzałką ostatni raz go widziałam.
Zaczepił tam smyczą o koło samochodu i jakiś facet zamiast go przytrzymać odpiął smycz. Dobiegłam o minutę, dwie za późno.
Był ode mnie 3, 4 metry, ale uciekał dalej i nie reagował na wołanie. Wpadł na niezabudowany teren nieużytków pełen różnych traw, dołów i krzaczorów. Większość terenu widocznego na mapce i jeszcze sporą część dalej na północ obeszliśmy w nocy z piątku na sobotę i w sobotę. Krzaczory i doły po ciemku również. Byłam zdesperowana i zrozpaczona. Niebieskie romby to miejsca, w których był widziany w sobotę przez osoby, które do mnie dzwoniły lub z którymi rozmawialiśmy osobiście. 
Wniosek płynie z tego taki, że Lesio nie wrócił po własnych śladach. Przez pierwszy tydzień tylko raz wyszłam z nim poza teren osiedla i to tylko na dosłownie kilka metrów. Nie znał więc zupełnie terenu, na którym się znalazł. Nie wracał też trasą własnej ucieczki. Najwyżej położony na mapce niebieski romb, to informacja z godz. około 18.00 w sobotę. Byliśmy tam, w ciągu 10 minut, ale go nie znaleźliśmy. Musiał rozpoznać zapach naszych śladów i po nich wrócił. Jest niesamowity:)))   
I dobrze, że tyle chodziliśmy, chociaż nóg nie czuję, w diabły poszła cała moja rehabilitacja, mam chyba też zapalenie oskrzeli, bo noc była zimna, a sprint za Lesiem zaraz po ucieczce, to chyba około 800 metrów i myślałam, że płuca wypluję, a teraz wypluwam z jakimś takim dziwnym charkotem, co go jeszcze nigdy takiego nie miałam;) o stanie przedzawałowym, ciśnieniu i innych takich nie wspominając. Ale to nic, bo jak wracaliśmy wczoraj po rozwieszaniu ogłoszeń w odleglejszych osiedlach, zobaczyliśmy Lesia jak siedzi na chodniku w pobliżu naszej klatki schodowej. Była chyba 20.30. Jak tylko nas zobaczył, przybiegł i witał się najczulej, jak tylko stęskniony, zgubiony pies po przejściach potrafi:)))
Jak odpuściły nerwy, skończyły się szlochy szczęścia, pies dostał jeść, a my zamówiliśmy jakieś coś z KFC (pierwsze jedzenie od piątku wieczór, do tej pory jechaliśmy na herbacie, kawie i jednej jajecznicy z trzech jajek dla trojga - jakoś nie mieliśmy apetytu;)) i położyliśmy się nareszcie spać. Po raz pierwszy razem z Lesiem. Jakoś tam się zmieściliśmy, bo łóżko jest spore:)
To skrócona relacja z jednych z najgorszych dwudziestu dwu godzin jakie mi się w życiu przytrafiły, ale wszystko dobre, co się dobrze kończy:)
Kochany Lesio i Wy kochani wszyscy wspierający Lesia i mnie, czynnie i dobrymi myślami:)
DZIĘKUJEMY :)))))))))))))


45 komentarzy:

  1. Ale wzruszająca historia, a z Waszego Lesia bardzo mądry pies, samych przyjemnych chwil bez takich przeżyc życzę i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby już nie robił Wam powtórek z"rozrywki".Wszystkiego dobrego i spokojnego.:)))))Wszyscy wspólnymi myślami doprowadzili Lesia do domu:)))))

      Usuń
    2. Dziękuję Beatko:) Dziękuję Orko:) I za te wcześniejsze wpisy również:)
      Ślę serdeczności:)

      Usuń
  2. To jest historia nie do uwierzenia!
    :)))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie mogę uwierzyć własnemu szczęściu:) Dziękuje raz jeszcze i uściski:)

      Usuń
  3. A nie mówiłam, że to był taki Lesiowy wybieg (nomen omen), żeby sobie załatwić miejscówkę w łóżeczku? ;)
    Ech, Kaprysiu, teraz odsapnijcie, odpocznijcie, a Ty wracaj do zdrowia i już więcej nie pluj. Albo pluj, byle na zdrowie. :)

    Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich wspaniałych psich poszukiwaczy. :)

    PS. A ta nagroda dla uczciwego znalazcy to komu się teraz należy? Bo ja to myślę, że chyba Lesiowi, co? He, he, łóżko i nagroda - dwie pieczenie przy jednym ogniu! Gagatek z tego Lesia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację:) Nagroda dla Lesia. Na tej miejscówce w łóżku, to nie wiem komu bardziej zależało, Lesiowi, czy mnie;) Ja wiem,że niehigieniczne i takie tam, ale ja uwielbiam:)
      Dziękuje Jolu za Twoje wsparcie, wszystkie rady i dobre myśli. Bardzo:) Uściski.

      Usuń
    2. Podobno właściciele psów dzielą się na dwie kategorie. Na tych którzy przyznają się, że śpią z psami i na tych, którzy się nie przyznają ;)))

      Usuń
  4. Co za mądry piesek! Strasznie ciesze sie Waszym szczesciem. :) Teraz pora na zasłużony odpoczynek dla wszystkich. :) Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie i wszystkie dobre myśli:)

      Usuń
  5. Znam bol poszukiwania psa, mojego nie bylo go tylko kilka godzin, a ja o malo nie umarlam. Wiem, Kaprysiu, jak sie czulas. I jeszcze to poczucie winy, ktorej de facto nie bylo.
    Straszna noc mieliscie za soba, ale zycie wroci na swoje tory, z kochanym Lesiem u boku. To tylko sie liczy.
    Wszystkim spadl kamien z serca, przezywalismy ten strach razem z Toba.
    Musisz byc teraz bezgranicznie szczesliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Panterko i za Twoje wsparcie, za wpis na FB i za wszystkie pełne otuchy słowa. Dobrze mieć blisko siebie takie życzliwe dusze zaplątane w internetową sieć:)
      Uściski ślę:)

      Usuń
  6. Nareszcie widać Lesia w całej okazałości! Przystojny i wreszcie wyluzowany w gnieździe! Przypomna małą Troję - mam nadzieję, że się poznają i polubią. Pozdrawiam raz jeszcze,

    Beata siostra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście podobny do Troi:) Tylko malutki. Dziękuję Beatko za ciepłe słowa i wsparcie:)
      Uściski:)

      Usuń
  7. Kochanie największą nagrodą dla mnie jest powrót Lesia i Twoje, Pawła i Ani szczęście :))
    Wiem, że postąpiłabyś tak samo, gdyby to Bankiś czmychnął :)
    Wracaj do zdrowia, bo kto będzie chodził z nami na spacerki?
    A Lesiowi-słodziakowi wszystko zostało wybaczone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu.... Ja bez Ciebie bym sobie nie poradziła..
      Nie ma słów, żeby wyrazić jak jestem Ci wdzięczna.
      Ściskam najserdeczniej:)

      Usuń
  8. Wspaniale! Umieram z radosci razem z Wami!!! :)))))))) Wielkie przytulanko dla Lesia przesylam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Co za horror! No i jakie szczęście, że chciał i potrafił wrócić. Teraz już miłość ugruntowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och An-no... Dziękuję za wsparcie, publikacje na FB i dobre myśli:) Teraz Lesio jest bardzo przywiązany, ale też bardziej zestresowany. Boi się każdej smyczy i wychodzenia na spacer po ciemku;) Dobrze,że dzień coraz dłuższy:)
      Uściski ślę:)

      Usuń
  10. Boże, dobrze, że się to tak skończyło. Jednak zrozumiał, że wracać warto.
    Teraz wszyscy wracajcie spokojnie do zdrowia.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kamień z serca... Radość! A teraz kuruj się, Kaprysiu. Ściskam serdecznie całą Dzielną Załogę i Lesia oczywiście też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, kurujemy i pomału dochodzimy do równowagi psychicznej. Cała lesiowa historia poruszyła we mnie każdą najdrobniejszą końcówkę nerwów. Od rozpaczy do euforii. Ledwo żyję;)
      Dziękuje za FB, za ciepłe słowa i Twoją obecność:)

      Usuń
  12. Dobrze myslalam, ze pies madrzejszy od ludzi. nie od Was, nie od Was :))
    Szkoda tylko, ze bidaka szukal i kluczyl. Mysle, ze gdyby ktos , ktokolwiek go zlapal to by Wam psinke odprowadzil, bo akcja okazala sie bardzo metodyczna i szerokofalowa.

    Teraz odpoczywajcie i kurujcie sie! seta i sledz sie nalezy! a dla Lesia peto kielbachy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrzejszy Krysiu i od nas:))) Wczoraj było piwo pszeniczne, bo pod ręką, a potem padłam;)
      I z psem nie trzeba było już wychodzić. Wyspacerował się za wszystkie czasy;)
      O matko, jak dobrze,że to już przeszłość:)
      Dziękuję za wszystkie rady, wsparcie i FB.
      Ściskam mocno:)

      Usuń
  13. Dwa dni nie miałam internetu a tu taka historia. Teraz to się cieszę, że nie miałam. Jak to dobrze, ze Cudo wróciło do domu. I oby mu się więcej nie zachciało takich wycieczek. Kaprysiu kochana, strasznie Wam współczuje tej historii ale i ogromnie się cieszę, że tak dobrze się ona skończyła. Teraz zadbaj trochę o siebie. A tak na poprawienie humoru to teraz Lesio podróżnik zna już okolicę jak własną kieszeń. Koniecznie przypnijcie mu blaszkę z imieniem i numerem telefonu. Nie każda lecznica ma chip a jak ktoś psiaka znajdzie i widzi, że ma numer przypięty to chętniej się nim zaopiekuje i zadzwoni. Ja mam przy wszystkich obrożach i szelkach. Polecam. Psiakom w mieście trudno się wraca po własnych śladach. Spaliny, setki ludzkich i psich śladów. Pewnie gdyby to było w lesie to by mu było łatwiej trafić. A kiedyś czytałam, że psy wracają po okręgu. I sukcesywnie zmniejszają ten okrąg. To taka ciekawostka. Cieszę się ogromnie, że Lesio znowu w domu:))) Ściskam Cię mocno i z niecierpliwością czekam na nowe wieści jak się układa Wasza przyjaźń:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie zna:)Oczywiście będzie i wizytówka, i chip. To ciekawe z tym okręgiem. Dobrze,że miał tam nadeptane przez nas, to sobie wywęszył. Tu ciągle sporo jest terenów bez zabudowy, więc może było mu łatwiej:)
      Serdeczności przesyłam:)

      Usuń
  14. Lesio nie mógł lepiej trafić... Nie wiedziałam o tym, co się stało, bo od pt., byłam poza netem... Teraz czytam i aż płakać się chce ze wzruszenia... Wycałuj Lesia ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mały Cwaniaczek :))). Kupka Szczęścia. Niebożątko Kochane.
    Ty się kuruj teraz i dojdź do siebie. Ale psina naprawdę mądra.
    I to, że wrócił już jak do siebie. Znaczy zaakceptował Was całkowicie i na zawsze. Uch, ucałowania dla wszystkich i dla Mądrego Łebka :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I my całujemy:) Z Lesiem jeszcze dużo pracy, ale mądre bydlątko, to może szybko pójdzie. Boi się Pawła, chociaż wczoraj z nim się witał i w ogóle mężczyzn, a teraz dodatkowo smyczy i ciemności. Także każdej nieznanej osoby, która wchodzi do domu. Musiał nieźle dostać w kość od ludzi. A tu jeszcze pańcia na łapkę wchodzi i smycz puszcza, idiotka. No, nic, dobrze, że to przeszłość, uffff.
      Ps. Kaszlę podobnie do Ciebie, jak miałaś najgorzej:)Może sobie pokaszlemy razem któregoś dnia?
      Całuski Ewciu:)

      Usuń
  16. Wszystko dobre co się dobrze kończy.....
    Historia jak z niezłego thrillera:) I najważniejsze że teraz już wszyscy szczęśliwi. A Lesio kochany, i taki słodki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, tak:) Najważniejsze,że to przeszłość:) Dziękuję i uściski ślę:)

      Usuń
  17. widać, ze Lesio ma charakter - wytrwały, dzielny i mądry.
    Kibicowałam Wam z całego serca. Dobrze, ze już jesteście wszyscy razem. Teraz tylko Kaprysiu wyzdrowiej, żebyście mogli w spokoju nacieszać się sobą.
    A swoją droga Lesiu to przystojniak:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ależ to mądre psisko... Szukał Was :)!... I znalazł :D.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dopiero dziś, i to u Anki Wrocławianki, przeczytałam o całym wydarzeniu. Dowiedziałam się, że Lesio wrócił, zanim przeczytałam, że uciekł. Bardzo się cieszę, że wszystko dobrze się skończyło. Bardzo!!!
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  20. Pokonał strach, mądra bestyja, wie, gdzie mu będzie najlepiej;)
    Bardzo się ciesze;)))Uściski

    OdpowiedzUsuń
  21. Niesamowita historia, Kaprysiu... Wiem, co czuliście, bo sami to przerabialiśmy, szukając Krimci przez 3 dni prawie 100 km od domu... mam traumę do dzisiaj.
    Ale w całej tej historii najbardziej mnie zdumiewa -i cieszy - że Lesio sam wrócił do domu, że CHCIAŁ wrócić. To znaczy, że Was uznał i zaufał Wam.
    I zastanawiam się, jak bardzo musiał być wcześniej skrzywdzony, skoro na przydepnięcie łapy (ból) zareagował takim ślepym przerażeniem... zupełnie jak pies w szoku powypadkowym. Bidna psina. Jak dobrze, że już jest dobrze ;-) Oczywiście pochwalam wspólne spanie w łóżku z całego serca! Przytulajcie się i odpoczywajcie po tej strasznej przygodzie ;)
    Ściskam najczulej;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Miałam się tu wpisać a wpisałam post niżej ...ups ...
    To się powtórzę ...

    Bardzo się cieszę że piesio wrócił :-))
    Ma bardzo sympatyczny pyszczek i widać że już szczęśliwy :-D
    Pozdrawiam serdecznie i głaski dla Lesia :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. kaprysiu, masz bardzo mądrego psa. ale każdy owczarek jest mądry.
    ja swojego psa znalazłam w schronisku na paluchu. dobrze, że przyszło mi do głowy, żeby tam zadzwonić.
    cieszę się i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  24. spróbuję kolejny raz, coś sie nie zamieszcza :>
    Bardzo się cieszę że się psina odnalazła, całkiem mnie ominęła cała afera !
    Nie mniej najważniejsze że jesteście razem, a po takich przygodach spałabym z psica nawet na jej własnym legowisku ;))
    Lesio jest przepięknym, szalenie mądrym psem, tylko dzięki Waszej miłości i ogromnemu zaangażowaniu, jeszcze raz ściskam serdecznie i życzę niekończącej się radości ze wspólnych chwil :)))
    Tak na marginesie - fenomenalny wab! Uwielbiam "Lesia" Chmielewskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  25. uffff cieszę się, że LEsiu sam powrócił, to wszystko musiało być niezwykle emocjonujące...

    Pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  26. mnie też ulżyło, wyobraziłam sobie swój stan gdyby zginął jeden z moich psów:/ ściskam mocno i zadbaj teraz o siebie Kaprysiu:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Za dużo przeżyć jak na jedną kobietę! Teraz może być już tylko lepiej Kaprysiu! :-)

    OdpowiedzUsuń