Zimą nie robiłam dużo nowych rzeczy, właściwie nic prawie nie robiłam, prócz kotów i wieszaków, a to co dziś pokazuję, to typowe składanki "na leniucha", czyli z kupionych, albo zrobionych kiedyś elementów.
Niby zimno, a mnie nie ciągnie ani do wełny, ani do pieca. Nic, a nic. Dziwne...;)
Chęci mam za to kinowo - teatralne. Chciałam obejrzeć "Życie Pi".
Film kusi zwiastunami pełnymi niezwykłych zdjęć. Ata napisała, że warto. Zrobiłam rezerwację, po czym spóźniliśmy się po odbiór biletów i miejscówki diabli wzięli. Na pierwszy rząd się nie zdecydowaliśmy.
Stojąc przy kasie głupio było na nic nie iść. Padło na Nędzników.
Może wszystko byłoby świetnie, bo cztery Złote Globy i w ogóle, tylko po co idzie na musical kaprysia, skoro nie lubi musicali?
Ano, nie wiadomo;) Jak ktoś lubi, to obejrzy z przyjemnością. Ja naprawdę wolę jak Russell Crowe nie śpiewa.
Również z przygodami, bo w ostatniej chwili przed spektaklem w warszawskiej "Syrenie" dołączyliśmy do "Klubu hipochondryków" z kapitalną obsadą i błyskotliwą rolą Zbigniewa Zamachowskiego.
Spektakl nie schodzi z afisza już dziesiąty rok, sala niezmiennie pełna, bilety wykupione na miesiąc do przodu, a widownia zachwycona i rozbawiona.
Przemiły wieczór ufundowało rodzicom dziecko w ramach ukulturalniania i noworocznego rozruchu, za co niniejszym raz jeszcze bardzo dziękujemy, zaznaczając równocześnie, że wdzięczność nasza pełzać będzie za Tobą, słoneczko nasze, po wsze czasy, bo ruszyć się nam samym, to ciężko niezwykle, a jak już się ruszymy to albo nie zdążamy, albo w ostatniej chwili :)
Przed Syreną oczywiście nie ma gdzie zaparkować.
Jak się ma na tę czynność pół godziny, to jest szansa. Gorzej, jak do pierwszego dzwonka zostało pięć minut.
Wpadając do teatru minutę przed czasem, mój drogi mąż staranował również spóźnionego i rozpędzonego ministra Arłukowicza.
Przepraszając i widząc znajomą twarz przywitał się z nim wylewnie serdecznym "Cześć". Dłuższą chwilę się przepraszali i witali:)
Na moje późniejsze wyrzuty, że mając takie znajomości naraża mnie na półroczne czekanie do specjalisty, stwierdził, że chyba jednak pomylił go z kimś innym. Takie są skutki oglądania zbyt dużej ilości programów informacyjnych oraz nie leczonej systematycznie arteriosklerozy.
Zresztą sam sobie minister winny, bo jak ktoś nawet chce się leczyć, to mu tego nie upraszcza;)
Tak oto, obijając się o elity polityczne, staramy się przeczekać jakoś tę zimę. Na leniucha:)
Film kusi zwiastunami pełnymi niezwykłych zdjęć. Ata napisała, że warto. Zrobiłam rezerwację, po czym spóźniliśmy się po odbiór biletów i miejscówki diabli wzięli. Na pierwszy rząd się nie zdecydowaliśmy.
Stojąc przy kasie głupio było na nic nie iść. Padło na Nędzników.
Może wszystko byłoby świetnie, bo cztery Złote Globy i w ogóle, tylko po co idzie na musical kaprysia, skoro nie lubi musicali?
Ano, nie wiadomo;) Jak ktoś lubi, to obejrzy z przyjemnością. Ja naprawdę wolę jak Russell Crowe nie śpiewa.
Również z przygodami, bo w ostatniej chwili przed spektaklem w warszawskiej "Syrenie" dołączyliśmy do "Klubu hipochondryków" z kapitalną obsadą i błyskotliwą rolą Zbigniewa Zamachowskiego.
Spektakl nie schodzi z afisza już dziesiąty rok, sala niezmiennie pełna, bilety wykupione na miesiąc do przodu, a widownia zachwycona i rozbawiona.
Przemiły wieczór ufundowało rodzicom dziecko w ramach ukulturalniania i noworocznego rozruchu, za co niniejszym raz jeszcze bardzo dziękujemy, zaznaczając równocześnie, że wdzięczność nasza pełzać będzie za Tobą, słoneczko nasze, po wsze czasy, bo ruszyć się nam samym, to ciężko niezwykle, a jak już się ruszymy to albo nie zdążamy, albo w ostatniej chwili :)
Przed Syreną oczywiście nie ma gdzie zaparkować.
Jak się ma na tę czynność pół godziny, to jest szansa. Gorzej, jak do pierwszego dzwonka zostało pięć minut.
Wpadając do teatru minutę przed czasem, mój drogi mąż staranował również spóźnionego i rozpędzonego ministra Arłukowicza.
Przepraszając i widząc znajomą twarz przywitał się z nim wylewnie serdecznym "Cześć". Dłuższą chwilę się przepraszali i witali:)
Na moje późniejsze wyrzuty, że mając takie znajomości naraża mnie na półroczne czekanie do specjalisty, stwierdził, że chyba jednak pomylił go z kimś innym. Takie są skutki oglądania zbyt dużej ilości programów informacyjnych oraz nie leczonej systematycznie arteriosklerozy.
Zresztą sam sobie minister winny, bo jak ktoś nawet chce się leczyć, to mu tego nie upraszcza;)
Tak oto, obijając się o elity polityczne, staramy się przeczekać jakoś tę zimę. Na leniucha:)

