Tam zawsze jest coś do wypielenia, posprzątania, ugotowania i przetworzenia. Rozliczne zajęcia same się nakręcają, a mówią, że perpetuum mobile nie istnieje. Myślałby kto.
Nie daję się. Żeby nie wiem co znajduję czas dla siebie.
Przynajmniej na książkę i lepienie, a najmilsze chwile łapię z samego rana, kiedy rodzinka słodko chrapie. Siadam wtedy przy stole pod winogronami i smakuję sobie cichy, letni, wiejski, zamglony poranek popijając zieloną herbatkę, a Mrautak biega i łapie wszystko co się rusza. Czasem biedronki, a czasem co innego.
Kot jeździ z nami. Nie lubi, ale jeździ. To znaczy jeździć nie lubi, ale działkową wolność bardzo sobie chwali. Ostatnio za bardzo.
Byliśmy z nią wielokrotnie i nigdy do tego łaciatego łba nie wpadł pomysł oddalania się z podwórka. Do czasu.
Dzień, w którym szukałam kota od rana do nocy po całej wsi i okolicznych polach zapamiętam na długo. W końcu rodzina też zaczęła szukać.
Cała wieś szukała. Bite 14 godzin. Jeszcze na drugi dzień pani w sklepie, w miasteczku odległym od naszego domu o dwa kilometry pytała, czy kot tej pani z Warszawy, co tak chodziła tyle godzin z rozwianym włosem i czerwonymi oczami, w końcu się znalazł. Przynajmniej o mrautaczą cnotę, a właściwie o perspektywę zostania kocią babcią, byłam spokojna, bo szczęśliwie jest wysterylizowana, ale inne czarne wizje towarzyszyły mi dzień cały i kawałek nocy. Znalezienie kota w łanach dojrzewającego zboża graniczy z cudem. Nie znaleźliśmy.
Cała wieś szukała. Bite 14 godzin. Jeszcze na drugi dzień pani w sklepie, w miasteczku odległym od naszego domu o dwa kilometry pytała, czy kot tej pani z Warszawy, co tak chodziła tyle godzin z rozwianym włosem i czerwonymi oczami, w końcu się znalazł. Przynajmniej o mrautaczą cnotę, a właściwie o perspektywę zostania kocią babcią, byłam spokojna, bo szczęśliwie jest wysterylizowana, ale inne czarne wizje towarzyszyły mi dzień cały i kawałek nocy. Znalezienie kota w łanach dojrzewającego zboża graniczy z cudem. Nie znaleźliśmy.
Panienka przyszła sama późnym bardzo wieczorem z rozpaczliwie ćwierkającym wróbelkiem w zębach.
Młoda narobiła krzyku, kot otworzył pysk, a wróbelek zniknął nam z pola widzenia. Obrażona Mrautak uprzejmie się posiliła, wysikała do kuwety (te miejskie maniery;)) i poszła spać. My też.
A rano zza kredensu ćwir, ćwir, ćwir...
Młoda narobiła krzyku, kot otworzył pysk, a wróbelek zniknął nam z pola widzenia. Obrażona Mrautak uprzejmie się posiliła, wysikała do kuwety (te miejskie maniery;)) i poszła spać. My też.
A rano zza kredensu ćwir, ćwir, ćwir...
Upał, trzydzieści parę stopni, a my odsuwaliśmy wszystkie meble. Rozpierdziocha na całego, bo żeby ruszyć kredens trzeba było wszystko wyjąć, a to solidne stare, ciężkie, drewniane sprzęty są. Potem w ruch poszło łóżko z drewnianymi zagłówkami, lodówka, szafa i dywan.
Polowanie zajęło nam dwie godziny. Kota nie było na szczęście, bo też poszła polować, ale tym razem już widziałam dokąd. Blisko nawet. Do starej stodoły sąsiadów, w której trzymają mnóstwo kostek starej słomy, a spokojny żywot wiodło kilka mysich rodzin.
Polowanie zajęło nam dwie godziny. Kota nie było na szczęście, bo też poszła polować, ale tym razem już widziałam dokąd. Blisko nawet. Do starej stodoły sąsiadów, w której trzymają mnóstwo kostek starej słomy, a spokojny żywot wiodło kilka mysich rodzin.
Raj dla kota po prostu.
Ptaszek nawet nie był przetrącony i wrócił na wolność, zdjęcia mu nie zrobiłam, bo za bardzo mi się ręce trzęsły. Sprzątaliśmy potem kolejnych kilka godzin. Każdy spędza wolny czas, jak lubi;)))
A potem nie mogliśmy jechać do Warszawy, bo cholera łaciata nie wracała, dopiero po dziewiątej wieczór była uprzejma się pojawić, zdziwiona niezwykle czego to się od niej chce, bo przecież myszki już nie przynosiła, skoro takie piękne łupy nam się nie podobają. Teraz kolejny dzień odpoczywa biedactwo.
a pan mąż pozyskał stary wojskowy kuferek, z przodu również po wstępnym szlifowaniu.
O takim Tomuś Czereśniak w Pancernych śpiewał, że już stoi zrychtowany:)
Kuferek wymaga solidnego czyszczenia, napraw i konserwacji metalowych okuć. Gdyby nie akcja wróbelek pewnie bym się bardziej skarbami-śmieciami zajęła.
Przed akcją zdążyłam trochę polepić. Wysycha sobie wszystko pomału i czeka na jesienny wypał.
Z przedwakacyjnego została mydelniczka zrobiona według życzenia Sekutnicy i czeka na przekazanie w ręce nowej właścicielki. Poważne to było wyzwanie, do tego kaprysiowa profanacja Blue Nude II - Henriego Matisse'a, ale ładniej nie umiałam.
A tu znowu upałem straszą, a człowiek zasadniczo po urlopie.
Ale to nic. Na działkę może sobie znowu pojedziemy odpocząć;)))
Ptaszek nawet nie był przetrącony i wrócił na wolność, zdjęcia mu nie zrobiłam, bo za bardzo mi się ręce trzęsły. Sprzątaliśmy potem kolejnych kilka godzin. Każdy spędza wolny czas, jak lubi;)))
A potem nie mogliśmy jechać do Warszawy, bo cholera łaciata nie wracała, dopiero po dziewiątej wieczór była uprzejma się pojawić, zdziwiona niezwykle czego to się od niej chce, bo przecież myszki już nie przynosiła, skoro takie piękne łupy nam się nie podobają. Teraz kolejny dzień odpoczywa biedactwo.
Zanim kot dostarczył nam rozrywki zajmowałam się nowymi śmieciami (czytaj skarbami), albo jak kto woli, nowymi skarbami (czytaj śmieciami).
Na strychu dopadłam zniszczoną okienną ramkę, którą ocaliłam przed porąbaniem i spaleniem w węglowej kuchni. Mam ambitny plan przerobienia jej na lustro. Na zdjęciu jest już wstępnie oszlifowana,a pan mąż pozyskał stary wojskowy kuferek, z przodu również po wstępnym szlifowaniu.
O takim Tomuś Czereśniak w Pancernych śpiewał, że już stoi zrychtowany:)
Kuferek wymaga solidnego czyszczenia, napraw i konserwacji metalowych okuć. Gdyby nie akcja wróbelek pewnie bym się bardziej skarbami-śmieciami zajęła.
Przed akcją zdążyłam trochę polepić. Wysycha sobie wszystko pomału i czeka na jesienny wypał.
Z przedwakacyjnego została mydelniczka zrobiona według życzenia Sekutnicy i czeka na przekazanie w ręce nowej właścicielki. Poważne to było wyzwanie, do tego kaprysiowa profanacja Blue Nude II - Henriego Matisse'a, ale ładniej nie umiałam.
A tu znowu upałem straszą, a człowiek zasadniczo po urlopie.
Ale to nic. Na działkę może sobie znowu pojedziemy odpocząć;)))

