piątek, 19 marca 2010

Dactylopius coccus, czyli post zawierający treści drastyczne

Przepraszam za treść tego posta, ale uznałam ,że wiedza w nim zawarta należy się osobom żyjącym do dziś w nieświadomości.
Od dziś świat już nie będzie taki sam, chociaż przecież powiało wiosną i zrobiło się cieplej. 
W człowieku wraz z odejściem zimy budzi się chęć do zdrowego odżywiania. Przydałaby się oczyszczająco - odtłuszczająca dieta oparta najlepiej na owocowych i warzywnych sokach, jogurtach i innych zdrowych pysznościach. Młoda kupiła dziś sok. W kartonie. Tymbark, bez cukru, w 100% z owoców, pasteryzowany, bez konserwantów, z pomarańczy z dodatkiem czerwonych pomarańczy z Sycylii.
A potem przeczytała sobie przy śniadanku skład.
Zacytuję za opakowaniem:
- sok z pomarańczy (99%) i czerwonych pomarańczy (1%), barwnik - koszenila, aromat.

Młodości towarzyszy nieodłącznie ciekawość. W tym przypadku podsycona dodatkowo odkryciem tajemniczego składnika, z którym pomimo ukończonych niedawno studiów wyższych, w których chemia zajmowała sporo akademickiego czasu, zainteresowana jakoś nie miała bliższej styczności. No, bo skąd niby codzienny wypijacz soku miałby wiedzieć, co to takiego jest, ta tajemnicza koszenila?
W dobie internetu zaspokojenie ciekawości zajmuje tyle czasu, ile potrzeba na kliknięcie myszką. Niestety skutki ciekawości bywają zgubne. Tym razem sok, zarówno wypity, jak i pozostały w kartonie znalazły się w muszli klozetowej.
Ale do rzeczy.
Koszenila, czyli inaczej kwas karminowy lub karmina, lub jak kto woli E 120 jest to dodatek żywnościowy, czerwony barwnik, pozyskiwany z wysuszonych, zmielonych czerwców kaktusowych Dactylopius coccus, żyjących w Meksyku na niektórych rosnących tam gatunkach opuncji. Czerwce należą do nadrodziny pluskwiaków, a robaczki, z których barwnik jest pozyskiwany przypominają nieco mszyce. Dla ciekawskich fotka.


Ekstrakt koszenili to głównie ciemny, czerwony płyn, a po wysuszeniu - proszek. Produkt handlowy barwnika występuje w połączeniu z kationami amonu, wapnia, sodu i potasu, pojedynczo lub w kombinacjach. Może także zawierać materiał białkowy pochodzący z innych owadów. Tak, również z innych owadów, uuuuuuu.....
Jeżeli jeszcze nadal czytacie tego posta to uprzejmie donoszę, że  podczas porannych dogłębnych badań nad pluskwami w soku, dziecko moje doszło do następujących ustaleń. Wyciąg z opisanych wyżej owadów spożywamy pijąc np. soki barwione na czerwono, między innymi zawiera go truskawkowy Kubuś dla dzieci (jak nie wierzycie to możecie sobie iść do sklepu i sprawdzić, albo otworzyć link do firmowej strony z Kubusiami, hehe), niektóre jogurty, coca-cola (koszenila jest jednym z jej "tajnych" składników i ukrywa się w niej pod nazwą E 120), czerwone cukiereczki i żelki, a także raczymy się nim sącząc campari.
Dalsze zgłębianie tematu pozostawiam zainteresowanym i kończąc chciałam zauważyć, ze nie powinniście się, drodzy czytelnicy, wzdragać przy oglądaniu, czy studiowaniu opisów ludów pierwotnych konsumujących z apetytem rozmaite larwy, chrząszcze, mrówki, czy też inne robactwo, zawierające zresztą mnóstwo cennych składników pokarmowych i łatwo przyswajalnych białek (no, może z wyjątkiem chitynowych pancerzyków, z których nie ma specjalnego pożytku), gdyż jak widać wszyscy ze smakiem czynimy to samo.
Smacznego ;)))


Ps.
Od czasu opublikowania tego posta minęło półtora roku. Nie zaglądałam do niego przez cały ten czas, aż do dziś.
I oto okazało się, że aktywne linki w tekście nie przekierowują już na stronę z soczkami Kubuś. Strona w dawnej formie przestała istnieć. Na nowej ślicznej stronie Tymbarku próżno będziecie szukać składu soków, są tam teraz umieszczone jedynie informacje o ich wartości odżywczej, zniknął też z oferty sok pomarańczowy z dodatkiem czerwonych pomarańczy z Sycylii;) Za to na stronie z Kubusiami sok z truskawkami jest, ale składu też nie znajdziecie;))) 
Powyższe fakty pozostawiam bez komentarza, ponieważ każdy może zdecydować sam co kupuje i od którego producenta. 
Wasza zdegustowana kaprysia.
25 sierpnia 2011 r.






22 komentarze:

  1. Bardzo dziękuję za niesienie światu mojego odkrycia! niech świat wie co pije i je. z głębokim poczuciem współczucia pozdrawiam wegetarian pożerających, zapewne na co dzień, robale.

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko i córko, cóżeście uczyniły!

    OdpowiedzUsuń
  3. OOOOOOOOO!!!!!!???????
    Nie!?!?!?
    Lecę zobaczyć swój sok - jabłkowy.

    I podziękuj Młodej za dociekliwość :)))
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że zrobiło mi się niedobrze... ale wiesz co? Bardzo dobrze, że to napisałaś! Będę sobie sprawdzała teraz w sokach... Ja ogólnie nie pijam, bo tam tony cukru są... czasem sami robimy kiedy nam się chce :P
    Ale bardzo mnie drażni oszukiwanie konsumentów...

    P.S. Ładne nowe wdzianko bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brrrrrrrr, dzięki serdeczne. Od dziś wyciskam soczki albo piję wodę (dopóki Młoda nie wykona testu i nie opisze co w tej wodzie pływa).
    Jeśli tyle wieków rozwoju doprowadziły nas do czegoś takiego to przepraszam ale się nie bawię. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Drogie moje, treść posta nie ma na celu zniechęcenie Was do spożywania wyciągu z robaków;)Chodzi tylko o to żeby konsumować go świadomie. Mała Mi, nikt nas w tym wypadku nie oszukuje. Producent rzetelnie opisał skład soku. To nasz wybór, czy zastanowimy się co pijemy , czy nie;)To jest temat rzeka. Można pisać godzinami o składzie i produkcji parówek, kiełbas i wędlin. Zapewniam ,że byłoby to o wiele bardziej szokujące. Jest tysiące produktów, o których można powiedzieć to samo. Ale nie psujmy sobie rozpoczynającego się weekendu:)Za oknem, chyba już wiosna,a na ulicach gęsto od straganów z tulipanami. Zresztą mój ślubny na dzisiejsze śniadanie wypił szklankę opisanego wyżej soku ( były 2 kartony;)) Zrobił to z miną obojętną i wyniosłą , ale cóż nie od dziś jest doświadczonym praktykiem survivalu i nie takie rzeczy już jadał:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. No szok i nie szok.... ja swego czasu byłam na "wycieczce w fabryce miesnej w Sokołowie Podlaskim... wiecie co to jest "mięso mechanicznie oddzieline od kości"? Ja już wiem i z uwagą czytam od tej pory skład surowcowy każdego wyrobu mięsnego... eliminując z naszego jadłospisu takie które to zawierają...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako, że od dłuższego czasu jestem "świadomym konsumentem" informuję, że niewiele zostało nam już do jedzenia...i picia ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Drastyczne, ale prawdziwe. Ja zawsze w sklepie czytam składy jak biorę coś nowego i zawsze zastanawiam się co kryje się pod symbolami E-numer. I jakby się zastanowic, żeby nie jeśc świństw to zostaje nam własna uprawa wszystkiego albo śmierc głodowa. A tak to wsuwamy robale, kości wnętrzności itp. nie mając nawet świadomości co jemy, a w smaku to jest całkiem niezłe (bo polepszacze smakowe).

    OdpowiedzUsuń
  10. ja tam nie wierze w zadne zdrowe zywnosci chyba ze z wlasnego ogrodka,za kazdym razem dowiadujemy sie o oszustwach,nawet to co sprzedaja pod chaslem bio to tez tylko oszustwo niestety jak sie okazuje uszczupla tylko nasza kieszen

    OdpowiedzUsuń
  11. E120 faktycznie uzyskiwany z owadów , stosunkowo drogi, w spożywce rzadko stosowany, ale, co ważne, nie powoduje reakcji alergicznej. Znacznie częściej jednak stosowany jest syntetyczny barwnik - czerwień koszenilowa E124, który nie jest zakazany dla wegetarian, ale w pewnych (stosunkowo rzadkich) przypadkach może uczulać...
    Na przykład: ethyl-2-methyl butyrate pachnie dokładnie jak jabłko - a wystarczy wrzucić nazwę w google, żeby dowiedzieć się: "natural occurence in: apple juice, raw apple, grapefruit juice, melon, orange, pineapple, strawberry, vanilla" - czyli że WYSTĘPUJE NATURALNIE m.in w jabłku, a nie że został wymyślony przez ludzi po to, by smak jabłka udawać. Ale wystarczy taki fakt skrzętnie pominąć i już można znacznie podkoloryzować wszelkie spiskowe teorie dziejów.
    "Naturalny smak" wcale nie jest zdrowszy lub czystszy niż „sztuczny smak”. Kiedy zapach migdałów (aldehyd benzylowy) jest otrzymywany z naturalnych źródeł takich jak pestki brzoskwiń i moreli, to zawiera on szczątkowe ilości cyjanowodoru - śmiertelnej trucizny. Ale aldehyd benzylowy uzyskany poprzez mieszanie olejku goździkowego i octanu amylowego nie zawiera już cyjanowodoru. Mimo to jest on uznawany za "sztuczny smak" i sprzedaje się po dużo niższej cenie. "Naturalne" i "sztuczne" smaki są teraz produkowane w tych samych fabrykach, które mało kto kojarzyłby z Matką Naturą.
    To samo z "wiśniówką", pyszną nalewką na wiśniach - ale wiśnie KONIECZNIE muszą być z pestkami. Stoi to to jakiś czas, potem zlewamy, klarujemy - i pijemy. Smak - ach, niebo w gębie. Goryczka, cierpki posmak... a w pestkach jest kwas pruski i paręset innych związków łatwo ekstrahujących do alkoholu...
    Podział na związki pochodzenia naturalnego i otrzymywane syntetycznie nie jest ścisły; wiele związków może być produkowane różnymi metodami. Ważniejsza od metody produkcji jest czystość produktu końcowego; często tradycyjne metody (np. fermentacja) dają bardziej zanieczyszczony (gorszej jakości) produkt niż synteza chemiczna.
    Wbrew szeroko rozpowszechnionej opinii, "naturalny" nie oznacza lepszy - często jest wręcz odwrotnie. Określenie "substancja identyczna z naturalną" nie oznacza substytutu produktu naturalnego, tylko związek o identycznym składzie jak występujący w przyrodzie, a otrzymany inną metodą niż z surowca naturalnego.
    Co kto lubi... i tak nie wiadomo, od czego człowiek tyje...
    kto zdaje sobie sprawę z tego, że spora część pięknych roślinek doniczkowych, chętnie stawianych ku ozdobie na parapetach w mieszkaniach itp jest TRUJACA? A małe dzieci tak bardzo lubią brać wszystko do buzi...
    Ech, dużo by pisać...

    OdpowiedzUsuń
  12. No to sobie poczytałam ... i teraz bądź człowieku mądry, pij i jedz nadal to co lubiłeś i to co ci smakowało, czy wyposażony w wiedzę o tym czym są dziwnie brzmiące składniki i jeszcze obdarzony sporym talentem do wizualizacji poprzestań na wodzie (tylko jakiej???) i korzonkach. To ja może póki co przestanę się zadręczać i nacieszę ostatnim wieczorem weekendu.
    P.S. Ładne tło, gdzieś już takie widziałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj fuuu !!!
    Dobrze, że nie miałam w planach już dziś kolacji...
    To straszne co napisałaś...ale co dzień uczymy się czegoś nowego.
    Dziękuję Kaprysiu za dzisiejszą lekcję !!!
    pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  14. Alternatywą jest czysta chemia?:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobrze, ze to napisalea, szkoda ze takimi informacjami nie sa wyscielane wszystkie miejsca publiczne na ulicach miast. Moze bysmy nie wyrzucali pieniedzy na to badziewie i nie popadali w rozne choroby, alergie itp...
    Sok kosztuje tyle co 1 kg pomaranczy wiec rachunek nie tylko ekonomiczny jest prosty! Jedzmy cytryny, pomarancze a pijmy wode! Przegotowana czysta z dodatkiem cytryny niekoniecznie z butelek ze sklepu...
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Mmmm... takie smakowitości przed świętami nam serwujesz Kaprysiu!!! :-))

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam i jestem do bólu świadomą konsumentką.Póki co mam problem z głowy bo zaczynam proteinowy okres w moim życiu (czemu paradoksalnie sprzyja nabyta angina, a wraz z nią brak apetytu:-))

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawe i fuj! Jak zobaczyłam te robaczki. Fe. Jest to ciekawostka dla mnie. Będę mogła zabłysnąć w towarzystwie. Ale jak najdzie mnie ochota na kubusia, to i tak wypiję. Bo w dzisiejszych czasach, to najlepiej nic nie jeść. Nic nie pić, tylko miłością żyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. No i jak tu nie pić tylko czystej?! ;):)

    OdpowiedzUsuń
  20. lepsza koszenila z robaczków , niż chemiczne barwniki. Koszenila stosowana była już w starożytnym Egipcie między innymi do produkcji ówczesnych barwników do ust( żeby nie rzecz Szminek). Potem w celach róznych była stosowana przez Azteków, Olmeków i Majów- do kosmetyków, farbowania tkanin, jako lek i środek spożywczy.
    Dla tych bardziej wrażliwych przytoczę zdanie mojej prababci (wypowiadała je gdy jako dzieci nie jedliśmy zupy z kalafiorem botrafiały się w niej liszki :) :,, nie tego robaka trzeba się bać co ty go zjesz tylko tego co ciebie zje :)

    OdpowiedzUsuń
  21. i co zjadł babcię? Mój wujek tak mawiał i go robale zjadły. Jest coś złego i niemądrego w tym powiedzeniu. A wracając do tego naturalnego barwnika wywołuje on czasem wstrząs, uczula itp itd. Poza tym pretensje mamy do producentów że zamiast dać truskawki do jogurtu za który płacimy, on dla picu daje tam mielone pluskwy i tym samym robi nas w rogi, za co ma szmal.

    OdpowiedzUsuń
  22. Takie zaatakowane przez czerwce opuncje spotyka się często
    w krajach śródziemnomorskich,purpura z nich pozyskiwana
    była ceniona już w zamierzchłych czasach,czy koszenila
    jest szkodliwa ? Alusia

    OdpowiedzUsuń