czwartek, 2 lutego 2012

Mróz.

 
 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście, 3 luty 2012r.
Warszawa zamarzła. Prócz grupek przytupujących na przystankach, ludzi prawie nie widać. Samochód ruszył co piąty, a te które jadą poruszają się powoli. Obrazy za oknem autobusu widzę w zwolnionym tempie, zupełnie jakby od mrozu zgęstniało powietrze. Po takiej porannej przeprawie, po tym jak znajdę się już w pracy, pierwsze pół godziny zajmuje mi rozgrzanie nóg i gorąca herbata. Dopiero kiedy stopy robią się ciepłe i przestają boleć, zaczynam normalny dzień.
Po południu robię wszystko, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu. Podstawowe zakupy i szybki marsz od przystanku. Prawie bieg, byle szybciej do ciepłej klatki schodowej, potem tylko schody i jestem u siebie. Obiad może zaczekać. Zrzucam ubranie i zakładam miękką flanelową, kraciastą koszulę. Mrautak już czeka.
Biorę ją na ręce i siadamy na fotelu. Szczotkuję jej futerko i głaszczę po pyszczku przynajmniej kwadrans. To nasz rytuał, codzienne piętnaście minut mrautaczenia.
Później powoli mija kolejny mroźny, zimowy, refleksyjny dzień.
Przed snem poczytam wiersze Szymborskiej. Dziś są już zamkniętą całością, zapisem życia i twórczości. Te same, a czyta się je inaczej.
Zawsze wzruszały, ujmowały i zastanawiały, czasem bawiły.
Dziś też smucą, bo pożegnania zawsze są smutne. Wiersze zostały.
Będzie brakowało jej uśmiechu, drobnej postaci i głosu. Bardzo.

9 komentarzy:

  1. Jest smutek ale też cały czas, kiedy słucham i oglądam programy i reportaże o Szymborskiej nie opuszcza mnie takie wrażenie, że pięknie zapełniła czas i przestrzeń wokół siebie. I to jak ludzie o niej opowiadają, jakie wspomnienia im pozostawiła...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to szczęście, że na mróz wychodzę tylko rano odprowadzając Ole do szkoły. Niby szybko, ale igły w policzkach czuję potem przez pół dnia. No i kota mam przy sobie przez cały dzień pracy, znowu wepchał się do pudełka na biurku (ledwo się w nim zmieścił) i śpi...
    Pani Wisława odeszła tak, jak żyła, cichutko, nie absorbując nikogo... Pozostały wiersze i wspomnienie maleńkiej postaci z lekko zawstydzonym uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zima nie odpuszcza, szkoda, ze az taka grozna, mnie rozlozyla wiec siedze w domu i nadrabiam zaleglosci, czytam, ogladam, leniwie sie.

    Naszej Wielkiej Poetki ogromnie zal, juz nic nie napisze. Lubie jej wiersze, wszystkie takie prawdziwe, naturalne i pasujace do rozmaitych okolicznosci,

    jeden z najbardziej znanych i lubianych:

    "Nic dwa razy sie nie zdarza
    I nie zdarzy. Z tej przyczyny
    Zrodziliśmy sie bez wprawy
    I pomrzemy bez rutyny..."

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze jest mieć Mrautak albo innego mrautaka na taki mroźny czas i smuteczek... I pewność, że przyjdzie wiosna, że wzruszenie ściśnie gardło, gdy otworzysz tomik wierszy... jeszcze nie wydany, na pewno ostatni.
    Chucham i ściskam czule.

    OdpowiedzUsuń
  5. Łączę się z Tobą w bólu i tym zimowym i tym smutkowym. Na pocieszenie powiem Ci ze jak wracam z pracy z W-wy na moja wieś jest co najmniej o 2 stopnie mroźniej i gdy wychodzę z WKD to mróz daje mi w twarz. Za to go nie lubię bo jak to tak "w twarz bohatera?" ze zacytuje klasyka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ ładnie opisałaś swoje mroźne dni... wypełnione mrautaczeniem i poezją.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie ma nic lepszego na takie dni jak ciepły mruczący kot, szklanka herbaty i dobra książka. Ja również smucę się po śmierci p. Szymborskiej ale mam wrażenie, że swoje życie przeżyła najlepiej jak mogła i zostawiła po sobie tyle piękna

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za Wasze refleksje, miłe słowa i zostawiony w kapryśniku ślad:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mrucząca kocioterapia,jedwabiste futerko,ciepły brzuszek muszą być miłym
    lekarstwem na różne frasunki Alucha/A/

    OdpowiedzUsuń