piątek, 29 stycznia 2010

Wyróżnienia.


Zbieram ostatnio wyróżnienia:) Dziś Agnieszka z "Kapryśnych inspiracji" wyróżniła mnie kolejnym:)

Dziękuję bardzo Agusiu! Wcześniej trudno było mi się za to zabrać, ale dziś zmobilizowana przez Agę porozdaję hurtem wszystko co dostałam:)
I tak, dostane z dawna od Ani z jezior "Wyróżnienie Koleżeńskie"

przekazuję :
Agnieszce z "Kapryśnych inspiracji"
"Blogowi Niedzielnemu"
Raincloud z "Art Finds"
Wildrose z "Foto Świata"
Wyróżnienie " Artystyczna Dusza" dostane od MROFKI

 wędruje do:
Raincloud z "Art Finds"
Wildrose z "Foto Świata"
Ediny z "Leśnego zakątka" 
Agnieszki z "Kapryśnych inspiracji"
Ayadeco z "Decoupage i koty"
"Blogu Niedzielnego"
Olgi z "Filcudeniek"
Agi z "Robię bo lubię"
Kind z "Rzecz Gustu"
Ani z jezior z " Cynamonowo-jaśminowo" 
"Mojego kawałka nieba"
i kolejne wyróżnienie od MROFKI
przekazuję do:

Raincloud z "Art Finds"
Wildrose z "Foto Świata"
Małej Mi
Magdaleny z Color Sepia

a także dzisiejsze wyróżnienie od Agi " Beauty of the day" do:

Raincloud z "Art Finds"
Wildrose z "Foto Świata"
Małej Mi
Magdaleny z Color Sepia
"Blogu Niedzielnego"
Olgi z "Filcudeniek"
Ani z jezior z "Cynamonowo-jaśminowo"
Aty z "Moich różnych różności"
" Mojego kawałka nieba"

Kolejność przyznawania jest całkowicie przypadkowa. Okropnie dużo się tego wyróżniania zrobiło i musiałam pilnować, żeby nie przyznać wyróżnień , które już ktoś ma.
Z tego powodu też nie mam możliwości wyróżnienia blogów , które zebrały już wszystko prawie , co jest do zebrania, takich jak "Pełnia lata w Domu Tymianka","Chata Magoda", czy "Moje różne różności" chociaż je uwielbiam i jestem tam stałym gościem, jak i wielu innych , do których zaglądam z ogromną przyjemnością i takich jak MROFKA , od której wyróżnienia dostałam, a nie mam takich, których ona nie ma i nie mam jak jej wyróżnić, choć jest wspaniałym gościem i komentatorem . Uff , nieco się już zaplątałam w tych wyjaśnieniach, kończę więc i dziękując za już, zapraszam Was wszystkie do odwiedzania moich kapryśnikowych kartek kiedy tylko przyjdzie Wam na to ochota:)

wtorek, 26 stycznia 2010

"Millennium" Steig Larsson


Kiedy kończę czytać dobrą książkę czuję zwykle przyjemną satysfakcję. Dziś odłożyłam na półkę ostatni z  trzech tomów "Millennium" i zrobiło mi się również smutno. Tuż przed ukazaniem się w 2004 roku pierwszego tomu trylogii, jej autor Steig Larsson, zmarł nagle na zawał serca.  
Mikael Blomkvist i Lisbeth Salander nie poprowadzą już żadnego nowego dziennikarskiego śledztwa. Szkoda wielka.
To przedziwna para bohaterów: znany dziennikarz , wydawca czasopisma "Millennium"i dwudziestokilkuletnia , ubezwłasnowolniona podopieczna szwedzkiej machiny socjalnej, dysponująca wyjątkowymi umiejętnościami.
"Millenium" określane jest jako powieść kryminala lub kryminał polityczny. Jednak prócz wciągających śledztw dziennikarskich książki przekazują barwny i ciekawy obraz szwedzkiego społeczeństwa, opisują mechanizmy działalności przestępczej organizowanej na najwyższych szczeblach władzy.  Całość to dobra, rzetelna rozrywka mocno osadzona w politycznych realiach Szwecji.
Śledztwa dziennikarskie kończące się ujawnianiem wielkich afer, dające sławę dziennikarzom i mediom, nie zdarzają się często, ale mają moc obalania rządów. Po skończonej lekturze przychodzą poważne refleksje. Ile brudów, mafijnych powiązań, zbrodni i afer toczących się wokół nas czeka na prawdziwych, rzeczywistych Salandr i Blumkvista. 
Książki Larssona są świetną rozrywką ze zgrabnie napisaną fabułą uwieńczoną dobrym zakończeniem, które jakoś wcale nie napawa mnie otuchą. Dużo w tym literackiej bajki i trudno jest mi pozbyć się przykrego wrażenia, że w naszym ojczystym piekiełku, hipotetycznie realnie działający bohaterowie, nie dożyliby do połowy drugiego tomu;)
Tak, ale lektura świetna i ciekawa, polecam na mroźne wieczory.




niedziela, 24 stycznia 2010

Pierogi


Znałam tylko jedna osobę , która nie lubiła pierogów. Można założyć, że to wyjątek potwierdzający regułę:) Kupowane nawet w polecanych bazarowych budkach nie smakują mojej rozpieszczonej kulinarnie rodzinie;)
Korzystając z siarczystych mrozów uruchamiam produkcję seryjną. Zamrażać pierogi nauczyłam się kilka lat temu od niani dzieci mojej sąsiadki. Patent jest geniealny w swojej prostocie, tyle tylko żeby pierogi dobrze się zamroziły muszą zamarzać ułożone każdy osobno, a dopiero potem wrzuca się je w foliowe woreczki po 10 lub 12 sztuk i układa w zamrażarce. Kilkunastostopniowy mróz za oknem pozwala zamienić mój balkon w bardzo pojemną zamrażarkę, w której pojedyńczo poukładane pierożki świetnie zamarzają zanim trafią do woreczków i szuflad kuchennej zamrażarki.
Mimo pięknego słońca temperatura nie zachęca do spacerów, więc lepię i lepię, za to w tygodniu po przyjściu z pracy pyszny pierogowy obiadek będę miała gotowy w kilka minut:)
Farsz może być z mielonego gotowanego mięska z rosołu,  przesmażonego z cebulką i doprawionego majerankiem, może być szpinakowy, serowo-ziemniaczany, owocowy, jak kto lubi.  
Najważniejsze jednak jest ciasto. Żeby pierogi ładnie się zamrażały do ciasta dodaję roztopione masło ( są smaczniejsze niż z np. olejem), na około 60 dkg mąki daję jedno jajko, trochę soli i koniecznie gorącą wodę .


Ciasto po wyrobieniu musi być miękkie i sprężyste, a po przekrojeniu powinno mieć dziurki z pęcherzyków powietrza.


Farsz do większości pierogów zrobiłam  mięsny, ale też na własny użytek ulepiłam cztery porcje ruskich.


Ulepione i ułożone pojedyńczo na tacach wędrują do balkonowej zamrażarki.


 i marzną.

Dziś mróz nadal  nie odpuszcza, tak więc wełniane czesanki i decoupage czekają grzecznie w kolejce, a ja idę lepić następną porcję. Wadą pierogów jest to ,że niestety szybko znikają z zamrażarki;)

sobota, 23 stycznia 2010

Pierwsze kwiatki za płatki;)


Parafraza kotków i płotków wydała mi się uzasadniona. 
Zbyt byłam niecierpliwa i kwiatki są nieco za słabo ufilcowane.   
No, ale słowo się rzekło i kwiatek u płota ;) Zdaje się, że syberyjskie mrozy i bardzo wysokie ciśnienie nie najlepiej wpływają na moją głowę;) Nie piszę już dziś nic więcej, kwiatki poniżej, a pod kwiatkami prezent od Agi z "Kapryśnych inspiracji". Ja takich ładnych butelek nie umiem robić, więc podziwiajcie jak jest okazja. Dziękuję Agusiu raz jeszcze:)))  Korzystając z mrozu udaję się robić pierogi:) Co ma jedno do drugiego wyjaśnię jak z głową mi się poprawi i pierogi będą gotowe i obfotografowane:)
  










środa, 20 stycznia 2010

Carmen


Pomysł na filcowanie przyplątał się w grudniu.
Teraz kiedy za oknem króluje zima miło jest w ciepłym domku toczyć w rękach miękkie kłębuszki ciepłej wełny. Wczoraj ufilcowałam pierwsze kwiatki, a filcując myślałam o ilu rzeczach nie pisałam w grudniu. Kwiatkowe broszki już są gotowe, więc spieszę nadrabiać grudniowe zaległości. 
Dziś zapowiedziana w poprzednim poście zaległość kulturalna , a ufilcowane kwiatki w następnym:)
Wieczór 7-go grudnia spędziliśmy z mężem w kinie, na niecodziennym seansie. Pod patronatem pani Małgorzaty Walewskiej- wspaniałej międzynarodowej mezzosopranistki realizowany jest od zeszłego roku projekt transmisji z najlepszych scen operowych w technice HD live. Dzięki  technicznym możliwościom jakimi dysponuje Multikino w warszawskich Złotych Tarasach byliśmy tego wieczora gośćmi na premierze "Carmen" Georgesa Bizeta w mediolańskiej La Scali. 
Oglądając spektakl operowy z loży lub fotela teatru przyzwyczajeni jesteśmy do obserwowania sceny jako całości, czasem sięgamy po lornetkę, by dojrzeć interesujący szczegół. Scenografia i choreografia spektaklu tworzą wraz z  grą artystów spójny przekaz. Filmowy sposób prowadzenia kamery przy transmisji na żywo z jednej strony trochę mnie irytował - chcąc nie chcąc oglądaliśmy większość ujęć w zbliżeniach, z drugiej pozwalał na dokłane obejrzenie szczegółów kostiumów i dekoracji oraz podziwianie, prócz głosów, również doskonałej gry aktorskiej. Zbliżenia kamery kierowane w stronę orkiestry i  dyrygenta , czy też na znakomitości zasiadające w lożach teatru, dawały nam możliwości obserwowania spektaklu niedostępne gościom Teatro alla Scala :) W opinii włoskich mediów reżyseria była nieco kontrowersyjna , doszukiwano się elementów antyklerykalnych i zbyt nowoczesnego uproszczenia dekoracji. Wydaje mi się ,że po prostu trudno byłoby się przyczepić do czegoś innego, a taka już rola krytyki, żeby krytykować;)
Dekoracje wydawały mi się ciekawe i doskonale wpasowujące się w klimat i charakter zarówno libretta, jak i muzyki. W Mediolanie premierze towarzyszyły protesty i demonstracje, naszym udziałem w Warszawie był jedynie cudowny operowy wieczór:)
W nowoczesnych kinowych muliplexach najbardziej przeszkadza mi wszechobecny zapach ( czytaj smrodek ) prażonego popcornu oraz towarzyszące mu odgłosny chrupania i mlaskania. Podczas seansu największa sala kinowa Multikina była pełniuteńka i wyobraźcie sobie, że nikt, ani jedna osoba nie kupiła tego nieszczęsnego popcornu . To efekt tego, że publiczność  nie była przypadkowa, prawie nie było młodzieży, co akurat martwi, a widzowie nie przyszli "na film", tylko do opery. Dwa półgodzinne antrakty umilał nam sponsor projektu Ferrero Rondnoir, a mój łasuchowaty mężuś starannie odjadł z nawiązką wysokie koszty parkingu w Złotych Tarasach;)))

Po skończonym seansie wszyscy wychodzili uśmiechając się do siebie, a nam w drodze do domu  długo jeszcze grały w głowach akordy cudownej muzyki Bizeta.
Poniżej zamieszczam kilka zdjęć wyszukanych w internecie oraz Habanerę w wykonaniu świetnej gruzińskiej mezzosopranistki Anity Rachvelishvili. 
Co ciekawe trzy dni po premierze sławna diva La Scali zmuszona była wyjechać do Gruzji ,by uzyskać nową wizę wraz z prawem pracy we Włoszech. 
Ot tak kręci się ten dziwny świat, dobrze ,że jest w nim jeszcze choć trochę miejsca na taki "przeżytek" jak opera;(

Orkiestrą Teatro alla Scala dyrygował   -  Daniel Daniel Barenboim
Reżyseria i kostiumy  -  Emma Dante
Obsada: 
Don Jose - Jonas Kaufmann , tenor
Escamillo - Erwin Schrott , baryton
Carmen - Anita Rachvelishvili , mezzosopran
Micaela - Adriana Damata, sopran


Copyrights [Teatro alla Scala]

Copyrights [Teatro alla Scala]
 
Copyrights [Teatro alla Scala]
 Copyrights [Teatro alla Scala]

 Copyrights [Teatro alla Scala]


 Copyrights [Teatro alla Scala]
 
Copyrights [Teatro alla Scala]


Copyrights [Teatro alla Scala]

Copyrights [Teatro alla Scala]


poniedziałek, 18 stycznia 2010

Wieczór z komputerem, filc i zaległości

Jest mi źle, na sercu ciężko, w domu pusto i ponuro,  za oknem zimno i nikt nie macha ogonem:(((

Kolejny smutny wieczór zapełni dziś elektroniczny pocieszyciel. 
Postanowiłam skorzystać z zachęcajaco nieużywanej klawiatury i opublikować nieco zaległości. 
W planach miałam pisanie władziowych wspominków, ale to jeszcze nie ten wieczór, niech upłynie więcej czasu, wtedy napiszę. 

Na początek od końca, czyli znowu  filcowanki. Efekt sobotnio-niedzielnego kulkowania czesanki:


 czerwone korale dla Ani,


 kolorowe dla mnie,


fioletowe z górskim kryształem dla Agi,


 a tu czerwone w całej okazałości i fioletowe z kolczykami w komplecie.

Teraz zaległości : zaczęte w połowie grudnia pudełeczko na herbatę,



żeby je skończyć  muszę się wybrać po brakujący element drewnianej sztukaterii na warszawską Starówkę. Te co miałam wykorzystałam do zrobienia  z dawna wymyślonego kuchennego karnisza .



Po karniszu został kawałek deski, więc powstał wieszak na kubki , które nie mieszczą się już w szafkach;) 



Największa zaległość, która koniecznie wymaga opisania znajdzie się w kolejnym poście. 
W tym jest już zdecydowanie na nią za ciasno :) Dotyczy zamierzchłej daty 7-go grudnia 2009 r. , wieczoru premiery "Carmen" w mediolańskiej La Scali, na której to dzięki cudom nowoczesnej techniki byliśmy gośćmi, siedząc wygodnie w fotelach Multikina w warszawskich "Złotych Tarasach" .
Opiszę ten wyjątkowy seans ,jak tylko znowu klawiatura mrugnie do mnie zachęcajaco z biurka ;)

wtorek, 12 stycznia 2010

Na działce w kąciku między tujami jest zacisznie i spokojnie. Leży tam metr śniegu, a pod nim jest miękka ziemia. W letnie gorące dni kładł się tam Władek obserwując okoliczne pola.
Jest tam teraz.
W miejscu, które kochał, przytulony do swojej wyglamganej przez lata pandy przytulanki. Razem z nim umarła część mojego serca.
Do zobaczenia mój ukochany piesku...