poniedziałek, 14 lutego 2011

Mama i ja, czyli Walentynki

Kaprysie nie są konsekwentne. Dziś więc będzie post z przewagą treści osobistych;)
A to dlatego, że 14 luty zawsze był dla mnie świętem. To dzień urodzin mojej mamy.
Nikt nie słyszał wtedy o Walentynkach, kartkach z serduszkami i Dniu Zakochanych. W kalendarzu mojego dzieciństwa dla zakochanych zarezerwowany był maj.
Powiecie, że smutne to czasy realnego socjalizmu i "dyktatury proletariatu", bez wolności słowa i z zamkniętymi granicami?
Prawda, no i co z tego, skoro dla mnie to był czas najpiękniejszy, bo miałam lat kilka, kochających rodziców, a przed sobą cały świat i życie, które wtedy wydawało się nieskończone..
Lubię dzisiejsze Walentynki. Nie przeszkadzają mi tysiące serduszek w centrach handlowych i uśmiechnięte młode pary w zatłoczonych knajpkach i na spacerach.
Mimo wieloletniego stażu w zakochaniu również my z mężem wybraliśmy się spędzić miły walentynkowy wieczór w sympatycznym miejscu, ale myślami byłam dziś jak zwykle przy mamie.
Chociaż w tym roku minie już trzydzieści lat odkąd jej nie ma, każdego dnia brakuje mi jej tak samo.
Nie lubiła mazgajów, zawsze była bardzo pogodna i uśmiechnięta.
Już bardzo chora, na komplementy o treści:"Ależ pani wspaniale wygląda!" odpowiadała: " Na twarz przecież nie choruję" ;)))
Święty Walenty przyniósł jej drugie imię - Walentyna. Była więc imienniczką Tiereszkowej;)
Czy młodzież wie, kto to była Tierieszkowa? ;)))
"Walentyna twist" Alibabek nadal jest jedną z tych starych  melodii, do których lubię wracać.
Dziś ją sobie z przyjemnością zanucę, a Wam życzę radosnych i zakochanych Walentynek:)

18 komentarzy:

  1. Oczywiście pamiętam, Kaprysiu! I Tierieszkową, i piosenkę ;-) I siermiężne czasy PRL-u, które były czasem mojej pierwszej młodości (bo wszak młodość mamy w sercu) ;-)
    CÓż mogę jeszcze... Wspaniałą miałaś Mamę... Trudno się pogodzić z tym, że bliskie osoby odchodzą.
    To fajnie, że świętujecie Dzień Zakochanych - wciąż zakochani ;-) Duuużo szczęścia życzę! I nieustającej miłości ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kaprysiu, piękną walentynkową-niewalentynkową opowieść o Mamie nam podarowałaś! :-) I zdjęcia wspaniałe! Ja oczywiście wiem, kto to była Tierieszkowa... I piosenkę o Walentynie też znam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja pamiętam i potrafię zanucić piosenki Filipinek.
    A mama ... to Mama!!! I tyle!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mama piękna aż dech zapiera:-)))To zapewne nie była Jej najważniejsza cecha, ale trudno nie dostrzec tej promiennej urody. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Walentyna to pierwsza w świecie podniebna miss :-D
    Dla mnie też maj jest miesiącem zakochanych.
    Dobrze, że wspomnienia są nieśmiertelne :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie również to maj jest miesiącem zakochanych. Zapewne już na zawsze.

    Wzruszające wspomnienia, Kaprysiu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wzruszający post i taki przepełniony miłością :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. piekne zdjecia:) to cos co pozostaje, po ukochanych osobach, czasami mysli zawodza a zdjecie nie :) pamietam tez te czasy i piosenke i alibabki choc one duzo chyba starsze ode mnie wtedy byly :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspomnienia z dzieciństwa mają to do siebie, że wszystko wygląda w nich promiennie. Ja z rozczuleniem wspominam nawet kilometrowe kolejki po chleb do piekarni w sobotę rano. Pamiętam tez moja mamę z tamtego okresu. Jej ciepłe ręce i kazania, żebym nie zgubiła pieniędzy i przyniosła reszty ;) Pięknie wspominasz swoją mamę. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowite:) Po Twoim komentarzu weszłam na Twój blog a tu... mamy chyba jakieś telepatyczne połączenia;)
    Piękny post, jak zwykle, chwyta za serce i te na codzień nie odwiedzane zakamary duszy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze, no... zakręciła mi się łezka w oku... Bo tak prosto i pięknie napisałaś, a może w ten sposób reaguje każdy, kto kogoś stracił?

    To żeby się nie mazgaić ;) napiszę jeszcze, że i mnie "przemysł" walentynkowy nie przeszkadza (podobnie zresztą jak bożonarodzeniowy). Bo czym to się w końcu różni od świętowania urodzin, czy imienin, na których to okazjach nikt psów nie wiesza. Trzeba tylko umieć nie dać się zwariować.

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie ma nic piekniejszego niz matczyna milosc!!! Ja generalnie nie obchodze Walentynek, uwazam ze kochac nalezy sie codziennie, ale Twoj dzien Walentego ma gleboki sens. I z pewnoscia milosc Twojej mamy jest wieczna.
    Dziekuje ci za mozliwosc podzielenia sie z Toba twoimi osobistymi wspomnieniami
    Buziaki gorace

    OdpowiedzUsuń
  13. Piosenkę pamiętam, śpiewałam w przedszkolu. Fajnie, że walentynki to dla Ciebie podwójne święto. Miłe wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo melancholijny wpis. Twoja mama była naprawdę piękną kobietą. A w jej uśmiechu widać, że miała poczucie humoru.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piekne wspomnienia, Mama Twoja bylaby bardzo zadowolona, a pewnie i jest, bo fruwa przeciez gdzies tam w tym innym swiecie i usmiecha sie do Ciebie :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. jeśli ten mazgaj na zdjęciu to Ty,to jesteś bardzo podobna(na tym właśnie zdjęciu) do mnie w podobnym wieku :o)Szczególnie ten fryz i "szpak" z grzywką na lewo

    OdpowiedzUsuń
  17. Urodę i poczucie humoru odziedziczyłaś na pewno po Mamie :) I nie mazgaisz się - chociaż Mamy nie masz od tak dawna - nie skarżysz się...
    Ściskam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak mam się nie smucić z powodu śmierci mojej Mamy, choć za kilka dni już rok mija, skoro Ty Kaprysiu po 30 latach też tęsknisz i się smucisz. Chyba tak już musi być, że żal po naprawdę kochanych osobach nie mija z czasem.
    Na szczęście zapomina się przykre chwile, a zostają w pamięci te najpiękniejsze. Mnie moja mama nie kojarzy się specjalnie z porami roku, natomiast zawsze z zastawionym stołem, obiadem, świątecznym makowcem i podrzucanymi nam w krytycznych chwilach, garnuszkami z czymś pysznym. Bo moja mama karmiła wszystkich dookoła. Taką miała potrzebę po zimnych, głodnych latach wojny. Piękny wpis Kaprysiu, znowu przywołałaś mnóstwo wspomnień. Całuję

    OdpowiedzUsuń