piątek, 20 stycznia 2012

Prawo Pani Parkinson.

Głównym problemem kobiety pracującej, zamężnej, mającej dzieci, zwierzę(-ta) domowe, czasem dolegliwości i niepojętą chęć ogarnięcia całości w jakiej takiej harmonii, jest cykliczne powtarzanie się dni krytycznych.
Wszystko sprzysięga się przeciwko nam. Mleko kipi, kot wymiotuje, autobus zamknął nam drzwi przed nosem i ochlapał błotnistą breją, migrena jest nieznośna, a praca nie do wytrzymania.
Nie możemy się zdecydować, czy płakać, krzyczeć, czy może włożyć głowę do gazowego piecyka. Ciąg fatalnych zdarzeń postępuje w sposób pozornie niemożliwy do zatrzymania.
Otóż okazuje się, że opisany kataklizm narasta wprost proporcjonalnie do rosnącej temperatury naszych negatywnych emocji, a tym samym temperatury w ogóle. 
Czy jeśli krojąc cebulę wbijecie sobie nóż w palec, a następnie zbijecie ulubiony porcelanowy talerz po prababci, robi się wam gorąco?
No, właśnie.
A jeśli dodatkowo przypadkiem w skrzynce na listy znajdziecie ponaglenie za niezapłacony rachunek za prąd, który to opłacić miał mąż dwa tygodnie temu, nasza temperatura emocjonalna może osiągnąć wskaźniki krytyczne, zbliżone do temperatury lawy tuż przed wybuchem wulkanu.
Należy zaznaczyć, że ewentualny wybuch chwilowo tę temperaturę obniża, ale tylko w sytuacji kiedy jest ją komu przekazać. Na przykład akwizytorowi sprzedającemu wełniane poduszki. Nieszczęśnik taki ucieka potem w popłochu przerażony wrzaskiem jakim go przywitałyśmy i omija nasze mieszkanie szerokim łukiem do końca życia. Niestety nasza sytuacja poprawia się tylko na chwilę.
Skoro więc jednak naszą katastroficzną serię można wyjaśnić prostą matematyczno-fizyczną zależnością, zastanówmy się i podejdźmy do problemu naukowo.
Wszystkie parametry wrócą do normy jeżeli obniżymy temperaturę.
Sposobów jest wiele. Świetnie działa napój z lodem, chłodny tusz, czy wreszcie zimna kalkulacja.
Wychodząc spod prysznica i spokojnie wycierając głowę ręcznikiem dojdziemy do prostego wniosku, że większość fatalnych zdarzeń, które były naszym udziałem w ciągu ostatnich kilku godzin, prowokowałyśmy same.
A czort z tym autobusem, można go było nie gonić, przyjedzie przecież następny. Mleko dla osób dorosłych jest niestrawne, więc lepiej, że go nie wypiłyśmy. Kotu należy podać odkłaczającą pastę, a korespondencję zostawiać do otwarcia mężowi. Z pewnością ureguluje rachunek nic nam o tym nie mówiąc:) Jak już nakleimy na palec plaster, to głowa sama przestanie nas boleć, a temperatura wróci do normy.
Rozluźnione i spokojne możemy oddać się naszym ulubionym zajęciom i zrobić kolejne korale do wiszącej już jakiś czas w szafie kraciastej kiecki,
albo poczytać książkę.
Najlepiej "Prawo Pani Parkinson i inne studia z zakresu wiedzy domowej" C. Northcote Parkinsona, z której zaczerpnęłam myśl przewodnią powyższego wywodu oraz część zdania z gazowym piecykiem, ponieważ bardzo mi się podobała:)
Pozycja tak dobra, jak stara. Ostatnie wydanie ukazało się nakładem "Książki i Wiedzy" w roku 1970.
Szczerze polecam i zachęcam do poszukiwań w antykwariatach i bibliotekach, bo nic tak nie poprawia nastroju w dniu krytycznym, jak lekka i zabawna lektura:)

23 komentarze:

  1. O Jezu! Straszno i śmieszno...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, nie mam gazowego piecyka... :);):):):);):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zadam kłam tej teorii. Zaczęłam pisac i tekst wyszedł mi dłuższy niż Twój własny. Postanawiam zatem odnieść się do tej teorii u siebie. A korale jak zwykle---piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochany Pieprzu:) To recenzja, więc będziesz polemizować z C.N. Parkinsonem, a ja z chęcią poczytam:)

      Usuń
  4. Ha. Już wiem, co sobie wypożyczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I od razu "Prawo Parkinsona" tegoż autora:) Miłego czytania i ćwiczeń brzucha przy chichotach:)

      Usuń
  5. Tak, tak, są takie dni, kiedy jedno nieszczęście goni drugie. Ja je nazywam za Anią z Zielonego Wzgórza - sądnymi dniami. Ale na szczęście taki dzień mija, a następny zawsze może być lepszy - kto wie? Zdarzają się również takie, które zaczynają się paskudnie, a nawarstwione problemy w pewnym momencie cudownym sposobem zaczynają się rozplątywać, jak skłębiona włóczka - czego Tobie i wszystkim tu zaglądającym serdecznie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten cudowny sposób wynika zawsze z obniżenia temperatury wg Prawa Pani Parkinson;)

      Usuń
  6. O tak, a znając moje rogate szczęście to ja bym się jeszcze poślizgnęła wychodząc spod prysznica;) Korale wyszły piękno-jesienne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak prysznic był zimny, to się nie poślizgniesz;)

      Usuń
  7. Ostatnio nawet prosilam mame, zeby mi przywiozla "Prawo Parkinsona" z Polski.Moj maz jeszcze nie czytal, co wydaje mi sie wrecz niemozliwe, bo przeciez ta ksiazka zmienia swiatopooglad na zawsze, prawda? Ogladasz sobie pozniej obrady sejmu i juz wiesz dlaczego w nieskonczonosc spieraja sie o pierdoly:)Jako dziecko czesto zastanawialam sie kto to taki ta pani Parkinson o ktorej czesto mowil moj ojciec...Myslalam, ze to jakas nasza daleka ciotka:)
    Taaaak...grunt to obnizyc temperature, tylko jak o tym czasami pamietac..???
    Piekne korale!!!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, C.N. Parkinson zmienia światopogląd:)))Pierwszy raz przeczytałam obie te książeczki jeszcze jako dzieciak, potem były komuś pożyczone i szlag trafił. Ostatnio namierzyłam obie w sopockim internetowym antykwariacie, natychmiast zamówiłam i stąd ten powrót;)Pozdrawiam i dziękuję za miłe koralowe słowo:)

      Usuń
  8. Jestem (już dość długo) w trakcie Anatomii duszy, Caroline Myss. Godne polecenia, bo wiele wyjaśnia o nas i sytuacjach jakie prowokujemy, nie koniecznie świadomie. Odnośnie kotka podawałaś karmy z odkłaczaczem. Mojemu pasty nie za bardzo smakowały. Rozumiem nie wychodzi na dwór a pewnie nadmiernie się liże. Posiej już teraz kocimiętkę, za miesiąc będzie można zrobić rozsadę i później hodować na dworze. Troszkę sobie podje, to i trawienie będzie lepsze.
    Pozdrówki i pomiziania.
    Oj zapomniałam. Biżuteria za to bardzo stonowana i optymistyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mrautaczek uwielbia pasty odkłaczające, a wiosną kupuję jej urośniętą już trawkę.Dziękujemy za pomiziania i miłe słowa:)

      Usuń
  9. Dobre:))) I prawdziwe jakieś, hmmm... ;))))
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpowiedzi
    1. O prawie każdej z nas;)Cyklicznie:)))

      Usuń
  11. O rety! Mam nadzieje, ze takich krytycznych dni jednak jest niewiele w zyciu czlowieka, ale masz racje, jak juz sie trafi, to tylko mysli samobojcze do glowy sie pchaja!
    Zycze tych lepszych, cudownych i szczesliwych chwil.
    Piekne korale!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Z tym piecykiem, to taka figura "stylistyczno-retoryczna" w dodatku zapożyczona;)Za to dobrze brzmi;))) Pozdrawiam.

      Usuń